Obłok na kotwicy
coste CC BY-NC-SA 2.0

5 minut czytania

/ Literatura

Obłok na kotwicy

Maciej Woźniak

Czytając „Szczodrą”, ma się krzepiące wrażenie, że gotowy światopogląd nie idzie tu przed doświadczeniem. Rzeczy dostają swoją szansę, prawo głosu, zanim zostaną określone i poukładane w rzeczywistość

Jeszcze 1 minuta czytania

Upał. Ale lektura „Szczodrej” upływa w cieniu szeroko rozpiętych kontrastów. Między dyscypliną rytmu i skrupulatnym formowaniem zwrotek a swobodnym przebieraniem w motywach i nastrojach. Między wrażeniem świeżości, nowoczesności poetyckiej mowy (przy krótkich, nerwowo kładzionych, czasem nader enigmatycznych frazach przyszedł mi do głowy Marcin Sendecki) a jakimś tchnącym wiekami literatury aforyzowaniem w duchu Anioła Ślązaka („ziemia nie chroni przed niebem / niebo nie chroni przed niczym / rzeka nie chroni przed słońcem / słońce jest życia gońcem”). Między luźnym nizaniem nibypiosenek oznaczonych kolejnymi numerami a stopniowym wyłanianiem się żyłki, która nadaje im kierunek i zwartość – by stały się poematem.

Jednak największym z kontrastów jest różnica między „Szczodrą” a poprzednią książką Aldony Kopkiewicz. Siła i wyrafinowanie „Sierpnia” brały się z dyskrecji, z wypierania się poetyckości, jej znaków szczególnych i grepsów, natomiast tomik „Szczodra” – wyzywająco zrytmizowany i uzwrotkowiony, który pozwala odezwać się głosom dochodzącym z różnych poetyckich epok – stawia czytelnika przed aż nazbyt niewątpliwym wierszem. Autorka celowo przesterowuje formę, balansując niekiedy na granicy poetyckiej naiwności (takiej w stylu Mirona Białoszewskiego) albo pastiszu. Ta przesada ma jednak sens: formalna kotwica wiersza trzyma obłok. Kapryśny i problematyczny obłok cielesności.

Aldona Kopkiewicz, „Szczodra”. WBPiCAK, 40 stron, w księgarniach od czerwca 2018Aldona Kopkiewicz, „Szczodra”. WBPiCAK, 40 stron, w księgarniach od czerwca 2018Mignęło mi gdzieś w internecie, że autorka pracuje nad doktoratem o „wywoływaniu ciała”. Tutaj też coś jest na rzeczy, bo z treści poematu wyłania się mocno nieoczywisty obraz ciała ludzkiego – jako czegoś zawieszonego, spadającego (opowiadanie Mrożka „Ten, który spada” całe jest osnute wokół tej metafory), dryfującego w przestrzeni fizycznej i kulturowej. Natomiast wybrana przez Kopkiewicz forma stawia nas przed cielesnością wiersza, która – inaczej niż w przypadku ludzkiej cielesności, a to nadgryzanej przez przemoc symboli, a to rozdymanej przez emocje – okazuje się twarda i konkretna (raz sześcio-, innym razem ośmiosylabowa, na przemian cztero- albo dwuwersowa). Przy niektórych fragmentach można mieć wrażenie, że czytamy teksty rockowych piosenek wydanych w solennej formie książki – dla pewności, że to poezja, coś z wyższej i bardziej natchnionej półki niż zwykłe tekściarstwo. U Kopkiewicz cel jest wszelako odwrotny: chwytamy twardy, realny przyczółek, wychylając się z mglistej otchłani. Potwór Pana Cogito zaczyna się w samym Panu Cogito. Poezja zaś upewnia nas, że poza tą potworną mgłą istnieje realny świat. Jest – jak już ktoś wspomniał – poręczą. W książce Kopkiewicz poręczą całkiem konkretną i pomocną przy wysiadaniu z potwora.

No właśnie. Trochę patronuje „Szczodrej” wzmiankowany już niefrasobliwy Białoszewski (niektóre cząstki to skupione chwytanie banału chwili, wyliczanie współrzędnych czegoś tak wątpliwego, jak tu i teraz), a trochę frasobliwi moderniści, szukający syntetyzującej prawdy i sensu (końcowe piosenki powiadają nam bez ogródek o miłości i śmierci). Oczywiście najciekawiej bywa na przecięciach tych tendencji, kiedy ze zdyszanego (od rytmu) gadania i metaforyzowania raptem wyłania się jakiś dojmująco klarowny obraz.

noc tak trzyma w dłoniach
żarówkę gdy goła
gdy ją sufit ciągnie
i podłoga woła

Kiedy Aldona Kopkiewicz opowiadała o swoim relatywnie późnym poetyckim debiucie, wspomniała, że traktując literaturę jako sposób zaangażowania w świat, chciała to zrobić na własnych warunkach. Tyle że długo nie była pewna, jakie te warunki są. Czytając „Szczodrą”, ma się krzepiące wrażenie, że gotowy światopogląd nie idzie tu przed doświadczeniem. Że rzeczy dostają swoją szansę, prawo głosu, zanim zostaną określone i poukładane w rzeczywistość. I że podobnie jest prowadzona polityka wobec samego siebie.      

30.

jestem w metrze sama
jeszcze tylko twarze
oby zobaczyli
obrót wszystkich zdarzeń

morze jak ucieka
oczy przyłapane
szorstki mech nad ranem
że słyszę niepamięć

i że poręcz trzymam
głośno jak twą szyję

dłonią która znowu
więcej przyjmie odda

wystarczy się puścić
utrata jest szczodra