Rewolucja kradnie mit

8 minut czytania

/ Literatura

Rewolucja kradnie mit

Darek Arest

„Ja, Nina Szubur”, podobnie jak miasto, w którym toczy się akcja, jest konstrukcją piętrową. Komiks Daniela Chmielewskiego to autorskie odczytanie książki Olgi Tokarczuk, będącej autorskim odczytaniem sumeryjskiego mitu

Jeszcze 2 minuty czytania

Światło słoneczne i świeże powietrze to przywileje dostępne wyłącznie mieszkańcom poziomu pierwszego. Wizja tych luksusów trzyma w ryzach lokatorów piętra niżej – co roku 20 spośród nich otrzymuje bilet do lepszego świata, podczas gdy pozostałym pozostaje krzepić się myślą, że wciąż mają lepiej niż mieszkańcy podziemi. Do tych ponurych otchłani udaje się Anna In, mimo protestów towarzyszącej jej kochanki, Niny. Królowa Życia z M1 zmierza na spotkanie ze swoją siostrą, Królową Śmierci z M3, której nie widziała od ponad 20 lat. Dzieli je ocean ludzkiej nędzy i labirynt politycznych knowań.

Marna byłaby to historia i krótki komiks, gdyby misja kończyła się powodzeniem, dlatego Anna zostaje uwięziona w podziemiach. Nina traci kochankę i rusza na poszukiwanie ojców Anny, którzy jako jedyni mogą przyjść jej z pomocą. Wektory się odwracają, droga wzwyż to zstępowanie do piekieł, ale po drodze bohaterka ma przynajmniej czas przemyśleć bezlitosne mechanizmy rewolucji oraz związki mitu z antyutopią i cyberpunkiem.

Motywy zbrodni adaptacyjnej

Wszystko, co ona robi, robi nieopatrznie. Dość mam tego słowa. Wszyscy tłumaczą się nieuwagą. Rzeczy należy czynić opatrznie. Ktoś, kto działa bez zastanowienia, musi za to płacić. Rozumne działanie równa się porządek języka. To jest gramatyka bytu.
Olga Tokarczuk, „Anna In w grobowcach świata”

Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”. Wydawnictwo Komiksowe, 152 strony, w księgarniach od czerwca 2018Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”. Wydawnictwo Komiksowe, 152 strony, w księgarniach od czerwca 2018 „Ja, Nina Szubur” to – podobnie jak miasto, w którym toczy się akcja – konstrukcja piętrowa. Komiks Daniela Chmielewskiego jest autorskim odczytaniem „Anny In w grobowcach świata” – książki Olgi Tokarczuk, która sama w sobie jest już autorskim odczytaniem sumeryjskiego mitu o bogini Isztar. Przemysław Czapliński niemal 12 lat temu pisał z entuzjazmem na łamach „Gazety Wyborczej”, że Tokarczuk udało się tu odzyskanie mitu, według Rolanda Barthes'a skradzionego przez popkulturę i włączonego w ideologię mieszczańską („Mityczne postaci herosów zmieniły się u Nietzschego w nadczłowieka, a chwilę później w popkulturowego supermana”).

Odzyskany mit można jednak ukraść ponownie. Daniel Chmielewski w książce Tokarczuk dostrzegł materiał na pełnokrwiste science fiction, w którym mitologiczne treści dobrze dogadują się z sensacyjną intrygą. Nie jest to związek szczególnie egzotyczny, bawiły się tym połączeniem pokolenia twórców fantastyki, da się w te ramy wpasować całą twórczość Alejandro Jodorowsky’ego i papieża komiksu Moebiusa. A przecież sama Tokarczuk swoje mitologiczne postaci wyposażała w cyberpunkowe atrybuty.

Relacje książki i komiksu najlepiej oddaje umieszczone na okładce określenie „na motywach”. Chmielewski z książki bierze właśnie szeroko pojęte motywy (także postaci i konstrukcję), ale dodaje do puli dużo własnych inspiracji związanych m.in. z logiką rewolucji i miejskimi utopiami. Nie korzysta z tekstu jako gotowego scenariusza, bo rozumie swoje medium i jest wyczulony na różnicę języka.

Miasto Tokarczuk jest zbudowane przede wszystkim ze słowa, i ten budulec narzuca mu swoją logikę. Niczym w „Alicji w Krainie Czarów” bohaterowie słowem stwarzają i niszczą rzeczywistość. Wrośnięci w krzesła mogą zajadać się ciastkami posypanymi kurzem i nie zamierzają się z niczego tłumaczyć, bo obejmuje ich immunitet metafory. Żeby skonstruować na tym fundamencie porządną postapokaliptyczną utopię, Chmielewski musiał oblec enigmatyczne figury w konkret, włączyć je w rygor spójnej fabuły, tłumacząc mit na język emocji i mechanizmów władzy. Nie tylko napisał własne dialogi, ale dopisał też do „Anny In” spory kawał fabuły. W miejsce mitycznego „Niech się stanie nowy świat” odbywa się w „Ninie” krwawa rewolucja.

Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”

„Towarzyszki” stają się kochankami, uwaga przesuwa się z Anny na Ninę, z bogów na świadków, z gładkiej powierzchni mitu na obracające się pod spodem zębate kółeczka. Anna nie jest już lustrem, „każdą, która opowiada”. Ci, którzy u Tokarczuk podkreślają swoją pośledniość, tu biorą sprawy w swoje ręce i rzucają wyzwanie konstruktorom. Już u Tokarczuk opowieść o zaświatach to krótka kołderka, pod którą próbujemy ukryć zatrważającą prawdę o śmierci. W zaświatach Chmielewskiego ukrywa się śmierć nie biologiczna, ale społeczna, jednak sam mechanizm działa podobnie, a władza wciąż należy do tych, którzy konstruują oficjalną narrację i opowiadają ludowi uspokajające bajeczki. Tchórzy, despotów, niemal bez wyjątku mężczyzn.

W labiryncie boskich spraw

Jakie podziemia, jaka siostra? Wiem, jak to wygląda. Serce staje, krew nie płynie, mózg nie ma tlenu, komórki obumierają, zanika czynność elektryczna mózgu, przestają płynąć impulsy i koniec. (...) Widziałem, jak umierają inni. Żadne tam zaświaty. Oczy w słup, drętwota, nagła bladość twarzy, chłód, sztywność. Gdyby tak można ściągnąć z siebie martwą skórę niczym wąż i wyczołgać się z siebie zupełnie nowym. Ale nie można
Olga Tokarczuk, „Anna In w grobowcach świata”

W pojęciu „kradzieży mitu” kryje się sugestia pomniejszenia: spłycenia, strywializowania, a co najmniej skorumpowania. W wydaniu popkulturowym mity mogą być nośnikami ważnych treści, o ile zarabiają przy tym kupę forsy, na przykład usprawniając produkcję hollywoodzkich widowisk. W samym medium komiksu nie ma nic, co prowadziłoby do automatycznego spłycenia przekazu, ale spłyceniem jest w pewnym sensie każda interpretacja, która z puli mitologicznych znaczeń wybiera raczej coś zamiast wszystkiego. A komiks zdecydowanie woli konkret od wieloznaczności. Sensacja na ogół wygrywa tu z medytacją. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby Chmielewski trochę swój komiks w tym duchu spłycił, bo momentami stawia on silny opór i gubi czytelnika, zwłaszcza jeśli nie jest on wyposażony w mapę pod postacią literackiego pierwowzoru.

Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”

Choć wszystkie elementy siedzą w tej kompozycji bardzo dobrze, puszcza czasem fabularne, sensacyjne spoiwo. Chmielewski ma tu materiał na przebój w klimacie „Incala”, ale jest w nim niechęć do pulpowej sensacji, umiłowanie powagi i duży szacunek do materiału wyjściowego. Wykorzystuje bardzo atrakcyjny schemat podróży everymena przez kręgi piekieł, wiedzie nas przez tajemnicze pokoje i gabinety ważnych ludzi, ale sensacyjny fragment przegrywa u niego zawsze z mitologiczną całością. Banał codzienności, który tak dobrze służy science fiction, rzadko dochodzi u niego do głosu.

Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”Daniel Chmielewski, „Ja, Nina Szubur”

W powodzi wątków nie starcza też uwagi dla wszystkich postaci – niektórzy muszą zadowolić się rolą ogniwa w łańcuszku łączącym M1 z M3, szczebla na drabinie bytów. Dotyczy to jednak tylko fragmentów, w których wydarzenia są relacjonowane z góry, gdy Nina przestaje być w centrum zdarzeń i zostaje zredukowana do roli świadka, a silniejsi od niej relacjonują i wyjaśniają jej świat. Kiedy zdarzenia są filtrowane przez jej indywidualną perspektywę, komiks nabiera impetu, a Chmielewski pokazuje swoje talenty narracyjne i niezwykłą umiejętność kreowania intymnej atmosfery. To świetnie opowiedziany, pięknie narysowany i mądrze wydany komiks. Często trzeba szukać przez niego właściwej drogi, obracać potężny blok na kolanach, podążać za wskazówkami.

Miłośnicy wielokrotnej lektury znajdą tu coś dla siebie, ale każdy, kto chciałby eskapistycznie zanurzyć się w fantastycznym świecie, musi liczyć się z prztyczkiem w nos. Z precyzją i realizmem zawsze wygrywa u Chmielewskiego nastrój i kompozycja. Oszczędnie dysponuje kolorem, prostą linią i detalem. Rysunek zaznacza momentami swój szkicowy charakter: coś wydaje się niedokończone, linia przekracza obrys postaci, mnożą się uchwycone w ruchu członki. Współgra to wszystko z wymową opowieści, także jej aspektem feministycznym. Ciała kobiece są w „Ninie” piękne i zmysłowe, ale nie prężą się i nie łaszą do czytelnika, nie pozwalają przyciąć się do proporcji modelek ze współczesnego katalogu bielizny. Narzucenie nowej narracji i odzyskanie mitu boginie rozpoczynają od odzyskania własnej nagości.