„Poważny człowiek” braci Coen

Darek Arest

Jeden z najlepszych zeszłorocznych filmów – „Poważny człowiek” braci Coen – zakrada się na polskie ekrany podstępnie, jak koniec świata. Z niepozornym bohaterem i słowem „komedia” wyeksponowanym na plakacie

Jeszcze 2 minuty czytania

Jeśli wpadniesz w kłopoty – mówią – po prostu poproś kogoś o pomoc. Nie kombinuj, nie unoś się honorem, nie unikaj konfrontacji, nie nadrabiaj miną. Poproś o pomoc, to nie boli. Dobro wraca do ludzi. Zachowuj się porządnie, a wszystko samo się ułoży. Bądź poważnym człowiekiem.

Larry Gopnik wpadł w kłopoty. Nie przez jakąś chwileczkę zapomnienia, czy zaniedbanie – Larry jest nudziarzem, bo przecież swoje obowiązki męża, ojca i nauczyciela, stara się wypełniać sumiennie. A jeśli dobro rzeczywiście do niego wraca, to dość pokrętną drogą. Jeden ze studentów próbuje wmanewrować go w korupcję, ktoś szkaluje jego dobre imię śląc kolejne anonimy do przełożonego, a żona z promiennym uśmiechem żąda rozwodu. Rodzina rozpacza: brat martwi się, że straci darmowy wikt, córka, że nie będzie miała od kogo podkradać pieniędzy na operację nosa, a syn, że nie będzie komu wyregulować anteny telewizyjnej. Czarną robotę wykonują też sąsiedzi: uzbrojony po zęby pan Brandt przyprawia Larry’ego o dreszcze, a opalona po końcówki włosów pani Samsky o erekcję. Na szczęście jest jeszcze Sy, najlepszy przyjaciel, a przy okazji kochanek żony głównego bohatera, który pociesza go, tuląc do obfitej piersi. „Wszystko będzie dobrze” – szepcze mu na ucho uspokajająco. Larry nie chce pocieszenia. Potrzebuje odpowiedzi. Chce wiedzieć, za co spotyka go kara.

„Poważny człowiek”, reż. bracia Coen.
USA 2009, w kinach od 11 czerwca
Jak każdy poważny człowiek, który wpadł w kłopoty, Larry szuka pomocy. Rzeczowo argumentuje i prosi tak ładnie, jak tylko potrafi. W odpowiedzi doświadcza tego, co egzystencjalista mógłby nazwać „zimną obojętnością kosmosu”.

Dzięki Akademii za Oscary! Gdyby nie obsypała statuetkami filmu „To nie jest kraj dla starych ludzi”, bardzo nieoscarowy „Poważny człowiek” mógłby nigdy nie powstać. Po wielkim sukcesie poprzedniej produkcji bracia Coen mogli pozwolić sobie na niemal każde szaleństwo. Co zgodnie potwierdza duet reżyserski, jest to najbardziej osobisty z ich filmów – przynajmniej w tym sensie, że odtworzyli w nim świat swojego dzieciństwa: przedmieścia Minneapolis przełomu lat 60. i 70. Od pieczołowitej scenografii, poprzez rekwizyty, do zamieszkujących to uniwersum postaci – rodzice Ethana i Joela byli zresztą, tak jak Larry, pedagogami. Film Coenów jest obsadowym majstersztykiem – każdy członek obsady jest właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu – ze szczególnym uwzględnieniem kapitalnego Michaela Stuhlbarga w roli głównej.

Jeśli jest tu nostalgia, to starannie ukrywa się za koszmarem, bo składając wizytę w świecie przeszłości, bracia nie korzystają z uprzywilejowanej pozycji dziecka, bezpiecznie schowanego za plecami rodziców. Zdawałoby się, że to powinna być ta osobista, wspomnieniowa perspektywa. Tymczasem Larry to dorosły, „poważny człowiek”, wystawiony na strzały losu. Ale to, co staje się jego udziałem, to właśnie horror dzieciństwa, w którym obowiązują prawa dżungli. Nie ma tu słusznej nagrody za dobre sprawowanie, za to w każdej chwili można „za jajco” dostać bęcki od szkolnego byczka. Nie można o sobie decydować, bo najważniejsze decyzje zapadają gdzieś na wyższym stopniu (Larry’ego nikt nie pyta o zdanie – nawet żona oświadcza mu jedynie, że już czas porozmawiać o rozwodzie i jego wyprowadzce). I nie można uciec gdzieś, gdzie życie jest uczciwe, a działania mają swoje logiczne konsekwencje, bo koszmar dzieciństwa to miejsce umieszczone w czasie, a nie w przestrzeni. Pozostaje więc czekać do czasu, kiedy staniemy się „poważnymi ludźmi” – wtedy sprawy same powinny nabrać sensu.

Chociaż młodsze pokolenia coraz bardziej oddalają się od tradycji, członkowie żydowskiej społeczności wciąż pokładają wiarę we wspólnocie. Larry Gopnik boleśnie odczuwa na własnej skórze, na jak kruchych podstawach zbudowany jest splendor powagi. To tylko umowa, w jednej chwili zerwana – świat po prostu przestaje się bawić w dorosłość z Larrym Gopnikiem. I nagle okazuje się, że nic się nie zmieniło. Natura stawia wobec pokus, którym kultura nie pozwala ulegać. Religia stawia przed wyzwaniami, którym nie sposób sprostać. Każe zaufać, nie oferując oczywiście żadnej odpowiedzi. A któregoś dnia dzwoni telefon i nieznajomy głos w słuchawce domaga się zapłaty za album „Abraxas” Santany, którego nigdy nie kupowaliśmy.

Perspektywa Larry’ego jest więc w gruncie rzeczy perspektywą dziecka, które zadzierając głowę, widzi nad sobą ciężkie, szare chmury i jest gotowe uwierzyć, że zaraz z hukiem runą w dół miażdżąc świat, w którym żyje. A że jest on bohaterem Coenów – nie zawiedzie się. „Poważny człowiek”, choć może się to wydawać dziwne, jest rzeczywiście komedią – komedią o Apokalipsie. To wyjątkowy rodzaj kina katastroficznego, które obywa się bez gigantów rozwalających Nowy Jork, ale zachowuje całą logikę i poezję całkowitego zniszczenia. Coenowie sycą się pięknem końca dokładnie tak, jak robi to Alejandro Amenábar w „Agorze” (2009), czy Blake Edwards w „Przyjęciu” (1968 – tu w roli katastrofy występuje Peter Sellers). W każdym wypadku świat po stokroć sobie na to zasłużył. I gdyby tylko Larry wiedział, że koniec nadchodzi nieodwołalnie, sam rozkoszowałby się absurdalnym humorem, którym raczy go walący się na jego głowę wszechświat.

W historii o Hiobie, do której „Poważny człowiek” niewątpliwie nawiązuje, jest coś potwornie irytującego. Każda filmowe wcielenie tej postaci przyprawiało mnie zawsze o ciarki, a w końcu wściekłość. Pokornie znoszone cierpienie połączone z uświęcającą mocą spojrzenia kamery – ta cała dorosłość, z którą facet przyjmuje lanie, nie domagając się odpowiedzi. Nie dość, że nie ma to żadnego sensu, to jest to jeszcze tak strasznie… poważne. W przypadku Larry’ego Gopnika widz nie zostaje przymuszony do mszy współcierpienia, ale nie obserwuje go też jak mrówkę uwięzioną w szklance. Może po prostu podziwiać katastrofę, sycić się końcem. I wreszcie może uznać to za coś w rodzaju odpowiedzi.