dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Jarosław Lipszyc

INFOHOLIK:
Co po Rejestrze?

Jarosław Lipszyc

„Mi się wydawało, że tak piszemy w różnych dokumentach rządowych, programowych, że budujemy społeczeństwo informacyjne […] i nagle uświadomiłem sobie błąd, jaki został popełniony, także poprzez użycie tej nazwy Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, uświadomiłem sobie, że my już nie tyle budujemy społeczeństwo informacyjne, co jesteśmy w samym środku społeczeństwa informacyjnego” – minister Michał Boni na konferencji Polska Otwarta, mówiąc o konieczności otwierania dostępu do publicznych informacji.

Społeczeństwo informacyjne istnieje w Polsce od dawna, tylko siedziało cicho. Dopiero kiedy rząd postanowił wprowadzić system filtrowania treści w internecie – pod nazwą Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych – społeczeństwo informacyjne postanowiło rządowi sprzedać kopniaka. I był on na tyle mocny, że rząd się obudził. Od grup na Facebooku, aż po filmy na YouTube z kultową sceną z filmu „Upadek”, w której Hitler żalił się na protesty przeciwko cenzurze, głos był silny, zauważalny i nie do zignorowania. Bardzo szybko Rejestr stał się tylko punktem wyjścia. Kluczowe okazały się zupełnie nowe z punktu widzenia władzy postulaty: otwartości w sferze kultury i edukacji, dostępu do danych publicznych, gwarancji prywatności i ochrony danych osobowych. Wszystko to, co leży na duszy obywatelom czynnie korzystającym z informacji w formie cyfrowej.

Tak więc narodziło się w społecznej świadomości społeczeństwo informacyjne. „Jeśli przedstawiciele państwa zrozumieli to ostatni, to wybaczcie, ale zrozumieli” – mówił w zeszłym tygodniu Boni.

Ale czy rzeczywiście zrozumieli? Ostatnie działania wskazują, że wola jest może i dobra, ale ze zrozumieniem dynamiki i problemów społeczeństwa informacyjnego ciągle są kłopoty. Głównym postulatem strony społecznej było prowadzenie realnego dialogu społecznego. Poprzez dialog społeczny organizacje pozarządowe rozumieją:

Po pierwsze publikowanie wszystkich dokumentów. Projektów ustaw, ekspertyz, opinii, uwag. I to nie w postaci zeskanowanych obrazków zaszytych w PDF-ach, ale w otwartych, ustrukturowanych, cyfrowych dokumentach, które można dalej wykorzystywać.

Po drugie prowadzenie otwartych konsultacji społecznych. Dziś konsultacje społeczne przebiegają tak, że ministerstwa pytają instytucje zamieszczone na dyżurnej liście konsultacyjnej danego tematu. To nie tak. Otwarte konsultacje oznaczają upublicznienie dokumentów i stworzenie kanałów otwartej, wielokierunkowej komunikacji pomiędzy administracją a stroną społeczną.

Po trzecie przeprowadzenie szerokiej debaty na temat społeczeństwa informacyjnego. Regulacje dotyczące sfery obiegu informacji w społeczeństwie dzisiaj są najważniejszymi regulacjami w ogóle. Świadomość tego jest bardzo niska, a w efekcie podejmowane decyzje są dalekie od optymalnych.

Te trzy punktu są ze sobą ściśle powiązane. Nad procesem konsultacji społecznych pracują od dawna instytucje takie jak Fundacja Batorego czy Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. Ich wnioski i zalecenia na razie trafiały do kosza. Czy to się zmieni?

Być może, ale… pierwszym krokiem rządu jest inicjatywa powołania grupy roboczej, w skład której wejdą przedstawiciele administracji, organizacji społecznych, przedsiębiorców oraz „internautów”. Problemem jest nie tylko ta ostatnia kategoria.

„Internauci” to dziś po prostu obywatele, ale rządowi nie chodzi o posłów, bo chce przedstawicieli internautów wyłaniać poprzez „plebiscyt” na stronie zapytajpremiera.pl prowadzonej przez Maćka Budzicha. Organizacje społeczne może wybrać OFOP, w końcu ma do tego jakiś mandat.

Ale kluczowym problemem jest zakres kompetencji tego zespołu i cele jego istnienia. Jeśli ma doprowadzić roboczo do ustawienia procesu dialogu społecznego, to czemu nie. Jeśli ma się stać kolejnym martwym listkiem figowym skrywającym smutne status quo, to… jeśli ma się stać kolejną komisją o zerowym wpływie na rzeczywistość, gdzie miło sobie spędzamy czas, to może… szkoda czasu? To jest realne zagrożenie: powołanie tego zespołu nie może zastąpić realnego otwarcia administracji publicznej na społeczeństwo. Albo zespół będzie roboczy, aktywowany na ściśle określony czas do przeprowadzenia ściśle określonych zadań, albo będzie znakiem klęski całego ruchu.

Szymon Kobyliński w 1956 roku skreślił taki rysunek: aparatyczyk zaciera ręce i mówi: „No, wzięło się w kluby”. Bo kluby, komitety i inne tego typu ciała są od zawsze dobrym sposobem na kanalizowanie społecznego niezadowolenia.

Problemem nie jest skład czy proces rekrutacji. Problemem jest cel istnienia tej grupy.

Jarosław Lipszyc, ur. 1975, poeta, dziennikarz i publicysta, działacz na rzecz wolnej kultury. Członek zespołu „Krytyki Politycznej”, prezes Fundacji Nowoczesna Polska, zajmującej się projektami, w ramach których tworzone są otwarte zasoby edukacyjne dostępne na wolnych licencjach: „Wolne Lektury” (szkolna biblioteka internetowa), „Wolne podręczniki” oraz „Czytamy słuchając” (audiobooki z lekturami). W 2008 był inicjatorem i współorganizatorem Koalicji Otwartej Edukacji (KOED).

INFOHOLIK:
Cyfryzacja: ilość nie jest sama w sobie jakością

Miło jest myśleć, że żyjemy w czasach bezprecedensowych, ale nie ma nic bez precedensów

Czytaj dalej

INFOHOLIK:
Kultura jest remiksem

Jurorowanie w konkursie literackim zazwyczaj jest zajęciem dość frustrującym

Czytaj dalej

INFOHOLIK:
Porozmawiajmy jak terrorysta z pedofilem

Najłatwiej testować poziom naszych norm cywilizacyjnych, jakości ochrony praw człowieka i w ogóle naszej zdolności do życia w rozwiniętej demokracji, na wykluczonych

Czytaj dalej

Literatura

Najważniejsza polska (o)powieść homoseksualna?

Błażej Warkocki

Film

Sny wujka Oscara

Kuba Mikurda/Michał Oleszczyk

Felietony

ALFABET NOWEJ KULTURY:
W jak westernizacja

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Muzyka

MÓJ CHOPIN:
Ostryga z cukrem

Andrzej Żuławski

Felietony

INFOHOLIK:
Co po Rejestrze?

Jarosław Lipszyc

Teatr

Babel – upiór

Ewelina Godlewska-Byliniak

Figle

MICHAŁ BORCZUCH ODKRYWA TAJEMNICE ALKOWY!!!!!!

PUDELIT

Muzyka

Oresteia. Xenakis

Ewa Szczecińska

Komentarze (0)