Oglądam mundial. Namiętnie (w internecie oczywiście). I gdy tak patrzę, jak Francuzi tarzają się na trawie (może w poszukiwaniu straconego celu?) wśród Urugwajczyków, Meksykanów i graczy z RPA, jak Anglicy – grając z Paragwajem i Algierią – czekają tylko na powrót Beckhama (albo przynajmniej Victorii), jak Włosi na swój sposób oszukują (opera!), by wbić jedynego gola pasterzom z Nowej Zelandii, a Hiszpanie zapomnieli, jak pięknie strzela się bramki, to myślę sobie, że jednak jest kryzys kultury europejskiej.
(I nie liczy się siedem bramek wbitych przez Portugalię biednym Koreańczykom z Północy patrzącym na swoje getto, ani dwie Hiszpana Villi strzelone Hondurasowi, ani niezła gra brazylijsko-turecko-ghańsko-polskich Niemców. I jedna Holandia też wiosny nie czyni.)
Skąd kryzys? Skąd ta pewność?
Europejczycy walą głową w mur. Niektórzy już polegli (Mistrzowie Świata Włosi i Wicemistrzowie Francuzi, nie mówiąc o niedawnych Mistrzach Europy Grekach, Duńczykach czy Serbach), inni jeszcze walczą (stawiam już tylko na Holendrów). Szkoda, że nie zapatrzą się na radość z gry i zwycięstw Argentyńczyków (Maradona!) i Meksykanów, walkę do końca Amerykanów, solidność i wytrwałość Australijczyków i Nowo Zelandczyków.
Wszystko przez brak: indywidualności, niekonwencjonalności, polotu (a może nawet geniuszu), ochoty, potrzeby, tęsknoty, i najnormalniej w świecie warsztatu, techniki. Niemal wszystkie europejskie drużyny grają tak, jakby zapomniały, czym jest piłka nożna jako gra zespołowa przecięta czasem boskim indywidualnym szałem. I jakby zapomniały, że choć liczy się zwycięstwo, to świat czeka na niezapomniane akcje, fenomenalne strzały, nietuzinkowe zagrania, fajerwerki, szaleństwo, dzieło sztuki. Czeka na piłkarzy-artystów.
Co się dzieje?
Europa jest bogata i syta. I znudzona. Najzwyczajniej w świecie jej się nie chce. Nie potrzebuje nowych wyzwań, bo to, co już osiągnęła, ją satysfakcjonuje. Nie słucha autorytetów, bo albo je zniszczyła, zdemitologizowała, albo odstawiła do kąta. Europie brakuje wyobraźni i smaku.
Kto by przypuszczał?
Komentarze (6)
Komentarze zwiń/rozwińChciałbym tylko nadmienić, że po raz pierwszy w historii Mundial poza Europą wygrała drużyna ze Starego Kontynentu, do tego finałowy debiutant, czyli Hiszpania, po zwycięstwie nad europejską Holandią, a na domiar złego Niemcy zdobyli trzecie miejsce.
Ta fantastyczna Argentyna dostała 0:4 z Niemcami, więc (jak zresztą od początku przypuszczałem) zachwyty nad ćpunem Maradoną były przedwczesne. Wygrywa się mądrą taktyką i to ona świadczy o pięknie futbolu, a nie efekciarskimi akcjami.
Czy autor odniesie się jakoś do tego tekstu? Bo mu się strasznie zdezaktualizował...
Dodaj komentarz...
no i po ćwierćfinałach cała ta pożal się Boże
spenglerowska historiozofia poszła się je.ać!
Chciałem zwrócić uwagę, że mistrzostwa świata rozgrywane poza Europą nigdy nie wygrywały drużyny europejskie. Tak było od początku: 1930 - mistrzostwa w Urugwaju wygrał Urugwaj. 1950 - mistrzostwa w Brazylii wygrał ponownie Urugwaj. 1962 w Chile - Brazylia. 1968 w Meksyku - Brazylia. 1978 w Argentynie - Argentyna. 1986 w Meksyku - Argentyna. 1994 w USA - Brazylia. 2002 w Korei - Brazylia. Prawo serii sugerowałoby, że tak się stanie i w RPA, a w finale mogą się spotkać nawet dwie drużyny pozaeuropejskie np. Argentyna i Brazylia, które nigdy ze sobą w finale mistrzostw nie grały. Ale jest coś na rzeczy, że ten mundial pokazuje kryzys europejskiej piłki reprezentacyjnej. I zgadzam się, że jest ciekawy, nawet jeśli nie wszystkie mecze są pasjonujące.
@Lolek, nie. To, że odpadają drużyny, które zazwyczaj napędzały całe mistrzostwa i dla których siedziało się miesiąc przed telewizorem to nie zasługa ich przeciwników, tylko słabej formy tych europejskich gigantów. Nikt o zdrowych zmysłach nie napisze, że Słowacja to rosnąca potęga i zagrali wspaniały futbol w fazie grupowej, bo tak po prostu nie jest. Włosi odpadli bo nie byli w formie, mają za stary skład, po prostu dlatego, że nie potrafili zagrać tego co 4 lata temu. Myślę, że każdy kibic tego żałuje, bo mamy teraz dwie świetne drużyny mniej na świecie, a ich miejsce zajęli po prostu następni w szeregu, z tego prosty wniosek, że JEST gorzej niż w 2006 w Niemczech, bo poziom JEST niższy.
Z tym zgoda. Bo bez niespodzianek (a głębiej: tajemnicy) nie ma życia.
I to wszystko czyni ten mundial tak niezwykle interesujacym!