WRAŻLIWOŚCI: Chleba naszego powszedniego

Karolina Wajman

Chleb, krągłe bułki, chałki z kruszonką, croissanty, foccacie, muffiny. I to nagłe pragnienie, by zanurzyć w nich twarz

Przy stole siedzi dziewczyna skąpana w sztucznym świetle kolorowych żarówek. Ma długie ciemne włosy, czerwone usta. Kadr kończy się na wysokości nosa, zapewnia anonimowość. Przed nią leży puszysty precel posypany makiem. Następuje krótka prezentacja pieczywa. Zaraz po tym zdecydowanym ruchem dziewczyna zanurza w nim swoją twarz.

Rozgniata twarzą precla z makiem.

Ciasto miejscami rozrywa się pod jej ciężarem. Drobinki maku i chrupiącej skórki zostają na jej policzkach. Podnosi głowę. W tle leci „It’s Just a Little Crush” Jeniffer Paige.

Kolejny film realizuje ten sam scenariusz. Inne ubranie, inne otoczenie, nowy kolor paznokci, pulsujące światła, tak samo wciągający nastrój, doskonały soundtrack. I chleb. Krągłe bułki, chałki z kruszonką, croissanty, foccacie, muffiny, puszyste babki, nadziewane pączki, ptysie, cynamonki. Słodkie, wytrawne, z ziarnami. Ze wszystkich stron świata. Amerykańskie tosty i chińskie księżycowe ciastka. Kanciaste, podłużne i zawinięte w warkocz. Ich chrupkość, miękkość lub sprężystość można poczuć przez ekran. I to nagłe pragnienie, by zanurzyć w nich twarz.

Fascynujące. Delikatnie odchylone od normy, więc zaskakujące, ale jednocześnie nikomu nie dzieje się krzywda.

 
 
 
 
 
 
 


Bread Face Blog pracuje na odwiecznej potrzebie podglądactwa. Gatunkowo tym filmikom najbliżej do ASMR i mukbangu, ale i w tym przypadku twórczyni ucieka od utartych schematów, wykorzystuje impuls. Jej filmy wytrącają z otępienia rozmemłaną bodźcami uwagę. Wywołują głębokie uczucie dziwności. Ale kto nie chciałby zrobić dokładnie tego samego? Słowo „erotyczne” ciśnie się na usta, ale ASMR czy mukbang też są o przyjemności. Tego rodzaju filmy mają pociągać, mrowić, dawać poczucie intymności, kusić taktylnością jedzenia. Kontent mocniej zgłębiający te aspekty jest do znalezienia na Patreonie autorki.

WRAŻLIWOŚCI

Wśród zjawisk kultury współczesnej są i takie, które działają wprost na nasze emocje i zmysły, atakują obrazami, odciskają się w gardłach i nogach, zmuszają do zmiany słowników. Niektóre są dobrze znane, inne napadają nas znienacka. Zdarza się, że są od nas silniejsze, a przynajmniej nasze ciała nie nauczyły się jeszcze, jak na nie reagować. W numerze tematycznym „Dwutygodnika” o współczesnych WRAŻLIWOŚCIACH próbujemy przyjrzeć się odmianom relacji i obyczajów oraz powiązanym z nimi opowieściom o świecie. Piszemy o zwycięstwach słabości nad siłą, relacjach z przyrodą i przedmiotami, serialach o młodzieży, słodkich pieskach, infekujących media patostreamach, a także o przemianach pojęć, przygodach eseistycznych „ja” i zaangażowaniach literatury.

Teksty w numerze zostały zilustrowane pracami z kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Wyróżnia ją żart. Bawi sama potrzeba poczucia pieczywa na własnej skórze. Odczuwam niemały zachwyt i zazdrość o swobodę realizacji pragnienia. Ludzie są dziwni. Ludzie są śmieszni. To, co robi Bread Face Blog, jest proste, powtarzalne i osobliwie satysfakcjonujące. To tricksterka, która gra z naszymi popędami, odsłaniając życiowe sztywniactwo. Gdy wszyscy głowią się, czy ten performans to sztuka, czy może już soft porno, ona po prostu dobrze się bawi. Są w tym ironia, groteska, wodzenie za nos, ale też autentyczność. Zmartwionym martotrawstwem żywności przekazuję zapewnienia twórczyni, że wszystko, co rozgniecione, zostaje zjedzone do ostatniego okruszka.

To kontent, o który nikt nie prosił, a którego każdy potrzebował. Być może to tylko funny bulshit, a ja zrobię zaraz z igły widły, ale chciałabym zasugerować, że ten profil oddaje sedno generacji millenialsów i specyfiki ich internetu. Otwieram dyskusję z chlebem w roli głównej, zapraszam.

 
 
 
 
 
 
 


Kojarzycie japońskiego artystę Tatsumi Orimoto? W 1991 roku wyszedł na hongkońską ulicę z otoczoną bagietkami głową. Stworzone przez siebie alter ego nazwał Bread Man. Wychodził jeszcze wiele razy w różnych miejscach na świecie. Twierdził, że to performans o komunikacji współczesnego społeczeństwa. Siła jego gestu zawierała się w reakcji odbiorcy, on tylko wprowadzał element, wytrych do codzienności. Wywrotowiec. Też był zabawny. Korzystał z absurdu. (Choć „Bread Man and Alzheimer Mama” to jedna z boleśniejszych prac, jakie widziałam).

Trzydzieści lat później dziewczyna rozpustnie roluje twarzą glutenowe wypieki. Dla mnie (i dla niej) to lustrzane odbicie życia w kapitalistycznym systemie, moment ujścia kreatywności tłamszonej codziennie od 9 do 17. Te filmy są oczyszczające, medytacyjne, śmieszne. Podkręcają dziwność świata do maksimum. Konto na Instagramie obserwują setki tysięcy osób, a jej pierwsze materiały w mgnieniu oka stały się viralem. To też jest praca o komunikacji.

Biblia uznawała chleb za ciało. Tatsumi Orimoto traktował chleb jak rzeźbę. Millenialsi z twórczynią Bread Face Blog na czele powiedzą, że chleb to życie. W tle będzie lecieć „Don’t Speak” No Doubt.

Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL (Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych).