Jeszcze 2 minuty czytania

Joanna Krakowska

KONFORMY: Pan tu nie stał

Joanna Krakowska

Joanna Krakowska

Może warto uciec przed państwową ofensywą historyczną, nie wdając się w spór, kto ważniejszy w KOR-ze, Kuroń czy Macierewicz, a przyznając wreszcie należne miejsce Ance Kowalskiej?

Milan Kundera w „Księdze śmiechu i zapomnienia”:

W lutym 1948 roku przywódca komunistów Klement Gottwald wyszedł na balkon barokowego praskiego pałacu, by przemówić do setek tysięcy obywateli wypełniających Rynek Starego Miasta. Była to historyczna chwila w dziejach Czech. Chwila przełomowa, jakie zdarzają się raz, dwa razy na tysiąc lat. Gottwalda otaczali jego towarzysze, tuż obok niego stał Clementis. Prószył śnieg, było chłodno, a Gottwald stał z gołą głową. Troskliwy Clementis zdjął swą futrzaną czapkę i włożył ją na głowę Gottwaldowi. Wydział propagandy powielił w setkach tysięcy egzemplarzy fotografię balkonu, na którym Gottwald, w baranicy na głowie i z towarzyszami u boku, przemawia do narodu. Na tym balkonie rozpoczęły się dzieje komunistycznych Czech. Z plakatów, podręczników oraz muzeów znało tę fotografię każde dziecko. W cztery lata później Clementisa oskarżono o zdradę i powieszono. Wydział propagandy natychmiast wyskrobał go z dziejów i oczywiście również ze wszystkich fotografii. Od tego czasu stoi już Gottwald na balkonie bez niego. Tam, gdzie znajdował się Clementis, jest tylko pusta ściana pałacu. Z Clementisa pozostała jedynie czapka na głowie Gottwalda.

Podobno tak samo było w lipcu z wystawą „Polska w NATO” na Stadionie Narodowym. Ponieważ wykorzystano na niej plansze z wystawy sprzed kilku lat, łatwo było się zorientować, że wyskrobano z nich zdjęcie Bronisława Geremka, który protokół o przystąpieniu Polski do NATO podpisywał.

Podobno tak samo jest z nową podstawą programową do nauczania historii. I z zapowiedziami wysokiej rangi polityków, że będziemy teraz pisać „nową historię”. Przykładów gumkowania jest podobno dużo, jeśli ktoś ogląda telewizję publiczną, to może coś podpowiedzieć. A kto zajrzał do empiku przed świętami, sam zobaczył, jak tematy książek historycznych podryfowały z prądem historii. Bo wyskrobać można nie tylko człowieka bez czapki i z czapką, ale także – wbrew poetom – czyny i rozmowy, zdarzenia, wątki, a nawet całe epoki. Skądinąd ciekawe, co potem się stało z tym praskim zdjęciem i czy na koniec wyskrobali też Gottwalda, zostawiając sam barokowy balkon?

I nie ma się czemu dziwić. Skoro historia jest dyskursem, a dyskurs jest narzędziem władzy, to władza z tego korzysta, a poddani wychodzą jej naprzeciw. Tyle że każda władza przemija, więc kiedy przyjdzie nowa, to wszystkie zdjęcia starannie przejrzy pod kątem własnej opowieści. Może to będzie nasza opowieść, choć wątpię.

W grudniu na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się Forum Badaczy Dziejów Najnowszych, zaniepokojonych polityką historyczną, w której obecnie – zdaniem wielu –  panuje kłamstwo, oszczerstwo i pomówienie, która monopolizuje patriotyzm i mitologizuje przeszłość. Jakkolwiek na pierwszy rzut oka wiele w tym racji, to czasem chciałoby się jednak o pewne sprawy dopytać. Bo gdy historycy biją na alarm, że nowa władza chce historię wynaleźć na nowo, wskazać nowych bohaterów, a wcześniejszych przekreślić, to chciałoby się zapytać, kto wskazał tych wcześniejszych i kogo wtedy pominął? Oraz na jakiej podstawie?

W zasadzie wiadomo, kogo, bo Marta Dzido i Piotr Śliwowski zrobili o tym nie tak dawno film, który nazywa się „Solidarność według kobiet”. Więc wiadomo, że podstawa była dżenderowa. Pomysł na ten film jest jak z historii Kundery o Clementisie i Gottwaldzie – jego ramą są bowiem zdjęcia, dziesiątki zdjęć, na których w pierwszym szeregu stoją kobiety – na strajkach, w pochodach, podczas negocjacji z władzą. I na wózku elektrycznym, na którym obok kobiety (dlaczego nie napisać: przywódczyni strajku?) stanął Wałęsa. Tych kobiet nie wyskrobano z fotografii, te fotografie po prostu schowano na pawlacz.

Jest oczywiście zasadnicza różnica między wybieraniem spośród zdjęć, spośród spisanych czynów i rozmów tego, co nam akurat pasuje, a haniebnym fotomontażem, wykreślaniem dokonań i dopisywaniem kwestii rozmówcom. Ale istota problemu tkwi w uświadomionej lub nieuświadomionej interesowności opowieści o historii. W uświadomionym i ujawnionym punkcie widzenia. Historia ma przecież zawsze narratora, a narrator światopogląd. Tyle że częścią tego światopoglądu są najczęściej także złudzenia. Stąd zwątpienie, że kiedyś ta piękna, mainstreamowa, wsparta autorytetem władzy narracja historyczna będzie twoja, Czytelniczko.

Bo narracje historyczne nie poddają się jedynie nacjonalizmom i wielkopolackim ambicjom, kompleksom władców i nadgorliwości akademickich propagandystów. Poddają się także całkiem zwyczajnym złudzeniom – obiektywizmu, neutralności, nieideologiczności, apolityczności i uniwersalizmu. Bohaterkami wygumkowanymi z tych – nie bez racji uważanych za autonomiczne, ale bezzasadnie traktowanych jako bezstronne – opowieści historycznych były między innymi kobiety KOR-u i kobiety Solidarności, by nie sięgać dalej w przeszłość, choć przecież sięgnąć by należało. Wyskrobane ze zdjęć i zepchnięte w historyczną podświadomość przez „obiektywne narracje” są także powojenne reżyserki teatralne, które wprowadziły na polskie sceny całą rodzimą i europejską awangardę – skutecznie i z artystycznym powodzeniem, ale bez autoryzacji przez historyków teatru. Trudno o nie walczyć, nie narażając się na zarzut instrumentalizacji historii i feministycznej ideologizacji...

Może jednak warto uciec przed państwową ofensywą historyczną, nie wdając się w spór, kto ważniejszy w KOR-ze, Kuroń czy Macierewicz, a przyznając wreszcie należne miejsce Ance Kowalskiej? Może zamiast oburzać się, że przy imieniu Lech gumkują Wałęsa, a dopisują Kaczyński, zauważyć, że z wózka elektrycznego w stoczni przemawiała do strajkujących Ewa Ossowska? Może opowiedzieć wreszcie o Wandzie Laskowskiej i Zofii Jaremowej, wpisując je w zarezerwowany dla patriarchów panteon, albo cały panteon zgoła unieważnić. Największy spór o narrację historyczną toczy się bowiem gdzie indziej, wcale nie tam, gdzie wyznacza go rząd swoimi obsesjami.  

Złudzenia światopoglądowe uczciwych historyków, rzetelnych badaczy i błyskotliwych uczonych to złudzenia białych mężczyzn, heteroseksualnych chrześcijan, którzy piszą naszą historię, tylko o tym nie wiedzą – nie wiedzą, że są biali. Tak jak wiele i wielu z nas nie zauważa, że obiektywny to najczęściej patriarchalny, neutralny to męskoosobowy, nieideologiczny to na ogół tradycjonalistyczny, apolityczny to często oportunistyczny, a uniwersalny to z reguły chrześcijański.