Kruchy obwarzanek
Przebudowa Rynku – odsłonięte koryto rzeki Rawy w centrum Katowic, 2014 / fot. Dominik Gajda

10 minut czytania

/ Ziemia

Kruchy obwarzanek

Justyna Drath

Wystawa „Antropocen” w Pawilonie Zodiak nie przekonuje nas, że lepiej już było. Umieszcza obok siebie zarówno fantazje o przyszłości, jak i konkretne rozwiązania

Jeszcze 3 minuty czytania

Latające skafandry, domy na podwyższonych platformach, wiszące ogrody – typowy dziecięcy konkurs rysunkowy: „Jak wyobrażasz sobie życie na planecie za 100 lat?” zazwyczaj kończy się takimi właśnie obrazkami. Lądujemy w „Piątym elemencie Luca Bessona albo w „Panu Kleksie w Kosmosie”. Tymczasem od dawna żyjemy w przyszłości, a nadal nie przypomina ona dziecięcych rysunków. Nowe wizje wymagają uważności, wiedzy i odwagi – szczególnie od architektów.

„Antropocen” to wystawa zorganizowana w warszawskim pawilonie Zodiak przez Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Tytuł nawiązuje rzecz jasna do ery przekształceń przez człowieka, zaś jej forma i koncepcja – do głośnej książki Kate Raworth „Ekonomia obwarzanka”. Kuratorami wystawy są architekci Bolesław Stelmach (profesor Politechniki Łódzkiej), Kacper Kępiński i Adrian Krężlik, którzy zaprosili do współtworzenia ekspozycji pracownie i artystów kojarzonych z aktywizmem i progresywnym podejściem do projektowania, jak Miastopracownia, grupa Centrala czy Pracownia Architektury Krajobrazu. Twórcy chcieli opowiedzieć o świecie, w którym architektura odgrywa kluczową rolę: musi zmierzyć się z wyzwaniami katastrofy klimatycznej, ale też ograniczonymi zasobami ludzkiej wyobraźni.

„Antropocen”

kuratorzy: Bolesław Stelmach, Kacper Kępiński, Adrian Krężlik, Pawilon Zodiak w Warszawie, do 27 listopada 2022

Ekspozycja zbiera studia przypadków, zarówno z Polski, jak i zagranicy, pokazujące podejście projektantów do kwestii przekształceń naszego świata, budowania go na nowo oraz pytania, na ile ludzkie przestrzenie mogą się dopasować do przyrody. Niektóre z prezentowanych prac wskazują, że architekturze właściwie bezustannie towarzyszy ambiwalencja – jest to w końcu dziedzina, która w swojej najgłębszej istocie balansuje pomiędzy poczuciem megalomańskiej sprawczości a pokornymi próbami dostosowania się do wciąż nowej rzeczywistości. „Chcemy jednak, by osoby odwiedzające nie odchodziły z poczuciem beznadziei”deklarują twórcy wystawy, prezentując mozaikę pełną zarówno błędnych, jak i konstruktywnych wizji.

Przewodnikiem porządkującym nam tę mozaikę odniesień ma być tu Raworthowski obwarzanek. Ten wypiek był przed ingerencją tłumaczki pączkiem (doghnout), tym zachodnim, zdecydowanie za słodkim i zbyt lukrowanym wymysłem z dziurką. Pączkowa struktura ma pokazać model zastępujący ekonomię opartą na religii nieustannego wzrostu. Ludzkość, żeby przetrwać, musi zdaniem Raworth zadbać jednocześnie o stan planety i dobro ludzi. Wewnętrzną granicę obwarzanka wyznaczają podstawy społeczne – warunki życia człowieka i jego dobrostan, zewnętrzną – pułap ekologiczny, którego przekroczenie skutkuje zagrożeniem dla bioróżnorodności i klimatu. Książka pozwala nawet nieekonomistom ogarnąć ekonomiczne modele, jednocześnie konfrontując nawyki i utarte schematy myślenia z rzeczywistością, której ramy wyznacza nam brutalnie raport IPCC.

Park na zrewitalizowanym obszarze poprzemysłowym, Internationale Bauausstellung Emscher Park / fot. Katjen Adobe StockPark na zrewitalizowanym obszarze poprzemysłowym, Internationale Bauausstellung Emscher Park / fot. Katjen Adobe Stock

Twórcy wystawy wykorzystują inspiracje Raworth i oscylują pomiędzy wielkimi ideami i filozofią, w której spotyka się nowe rozumienie architektury w antropocenie z przyziemnymi wyzwaniami polskich samorządów. Jeśli ten zamysł był celowy, odwołuje się zapewne do przekonania Raworth, że powinniśmy dobrze rozumieć skomplikowaną złożoność ludzkich i przyrodniczych potrzeb, żeby w ogóle pojąć wyzwania związane z klimatycznym kryzysem. Potrzebujemy tego, aby „narysować gospodarkę na nowo: osadzić ją w społeczeństwie i w naturze i napędzić promieniami słońca. Nowy obraz zainspiruje nowe narracje: na temat siły rynku, partnerstwa państwa, istotnej roli gospodarstwa domowego i twórczej roli dóbr wspólnych” (przeł. Aleksandra Paszkowska).

Mimo znajomości zarówno książki Raworth, jak i części obecnych w Zodiaku projektów czułam się na wystawie trochę zagubiona. Świadomy widz zetknie się tu z przykładami, które doskonale już zna: unikatowością biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, imponującą działalnością krakowskiego kolektywu aktywistycznego Modraszek walczącego o ochronę Zakrzówka czy konsekwencjami chybionej regulacji rzek. Ten mniej obeznany zderzy się z wielością przecinających się porządków. Mamy tu błędy i wypaczenia ludzkości, jak np. wybudowany w latach 30. XX wieku dom Fallingwater w Pensylwanii, który miał wpisywać się w przyrodniczy kontekst. Projekt Franka Lloyda Wrighta miał być częścią wodospadu, a okazał się niemal niemożliwy w realizacji, przyczynił się do dewastacji środowiska naturalnego i jednocześnie, ze względu na wilgoć, był nieznośny w użytkowaniu.

Nowopowstałe kąpieliska na terenie Zalewu Zakrzówek w Krakowie / fot. Jan Garczyński East NewsNowo powstałe kąpieliska na terenie zalewu Zakrzówek w Krakowie / fot. Jan Garczyński East News

Jest i przypadek imponującego obserwatorium meteorologicznego na Śnieżce, gdzie twórcy chcieli odważnie „pokonać naturę”. Jest też sporo przykładów przekształceń wynikających ze specyficznych uwarunkowań terenowych, jak np. linia brzegowa Niderlandów – symbol wielowiekowej tradycji siłowania się z przyrodą, w wyniku którego mieszkańcy Holandii doświadczą jako pierwsi skutków podnoszenia się linii brzegowej. Pojawiają się też konkretne przykłady odpowiadania na wyzwania potrzeb klimatycznych, takich jak zbiornik retencyjny na warszawskich Stegnach, zwiększający wilgotność powietrza. Makieta o tytule „Nieludzka rewitalizacja” Krzysztofa Janasa i Jana Szeligi to z kolei odpowiedź na problem wyludniania się miast, w których nieludzcy mieszkańcy mogą wkrótce okazać się większością.

Szkoła Uluyankulu w Tanzanii, osiedle Muranów czy wysypisko śmieci Radiowo – od wielości płaszczyzn problemowych jesteśmy w stanie dostać mentalnego oczopląsu. Nie jestem pewna, dlaczego twórcy nie chcieli, zgodnie z zasadą ograniczenia, analogiczną zresztą ze strategiami obwarzanka, zredukować liczby zagadnień, które próbują nam zaprezentować, chociażby do polskiego kontekstu. A to w Polsce, kraju betonozy i przegradzania rzek, dominacji samochodów w publicznej przestrzeni, miejsca, w którym rozwój oznacza wciąż raczej wybudowanie stadionu czy autostrady, opowieść o świecie, w którym powinniśmy dbać o poszanowanie granic, wydaje się szczególnie potrzebna.

Właśnie polski kontekst, zwłaszcza ten przedstawiony z perspektywy historycznej – na ekspozycji mamy sporo pomysłów z historii PRL-u – wydaje się szczególnie interesujący. To w latach 70., ciekawych ze względu na obecność świadomości ekologicznej, pojawiają się pierwsze przymiarki do marzeń o nowym kształcie przyszłości. Chociażby fantastyczny projekt Stefana Mullera „Terra X” z 1973 roku, który pozwoliłby na funkcjonowanie ludzkości na wysokości 2 tysięcy metrów nad ziemią, oddając część obszarów dzikiej przyrodzie. Umieszczony na wystawie dokument „Jak będziemy mieszkać w roku 2000” Jerzego Kadena, wyprodukowany dla Telewizji Polskiej w 1971 roku, zaskakująco świadomie patrzy na kwestie transportowe i środowiskowe. Film przeplata zachwyt modernizacją i przyszłością z bardzo realnymi niepokojami związanymi z koniecznością sprostania wymogom nowych aglomeracji, zauważa kwestie rozlewania się miast, a nawet związki pomiędzy ich rozbudową a ludzkim samopoczuciem.

Obszary przetwarzania odpadów hutniczych w Nowej Hucie w Krakowie, 2022 / fot. Krzysztof KaliszObszary przetwarzania odpadów hutniczych w Nowej Hucie w Krakowie, 2022 / fot. Krzysztof Kalisz

Także PRL-owskie ogródki działkowe wypadają lepiej w porównaniu ze współczesnymi. Mimo odświeżonej przez pandemiczną modę tradycji działkownictwa polskie działki i ogródki stają się coraz mniej różnorodne, coraz bardziej traktowane jak inwestycja, która, co pokazuje wystawa, podwyższa wartość budynku – więc wolimy skosić równo trawę i ograniczyć się do niewielu łatwych w uprawie roślin. Symbolem takiego traktowania ogrodów jest tuja – roślina zastępująca chaotyczny i bezładny, ale różnorodny zestaw warzyw i owoców na rzecz estetycznej pustyni. Tujowy płot ma wyglądać schludnie i odgrodzić nas od świata, tymczasem oddziela nas od prawdziwej opowieści o przyrodzie, zmagającej się z wymieraniem gatunków.

Wystawa nie przekonuje nas jednak, że lepiej już było. Umieszcza obok siebie zarówno fantazje o przyszłości, jak i konkretne rozwiązania. Makieta Barbary Nawrockiej i Dominiki Wilczyńskiej umożliwia nam podglądanie ryb i uświadamia, że tworzą one osobny wszechświat, niewidzialny w mieście. Praca koresponduje z niedawną, zapoczątkowaną przez WWF, kampanią o seksie (ryb), która zwraca uwagę na kwestie przegradzania rzek. Projekt „Rzemieślniczy mikroklimat” grupy Centrala, czyli Simone de Iacobis i Małgorzaty Kuciewicz, przedstawia za pomocą ruchomych obiektów, w jaki sposób architektura zależy od wiatru i innych dynamicznych zjawisk, które w przyszłości wpłyną na powstanie nowego modelu miasta – meteopolis. Bałtyckie laboratorium bioremediacji wody z Zatoki Puckiej wraz ze studiem NAS–DRA Concious Design marzą natomiast o symbiocenie, w którym trudną sytuację zanieczyszczonego morza będzie można wykorzystać do wytwarzania mikro- i makroalg, wspomagających samooczyszczanie tego ekosystemu.

Wielość wątków wystawy na pewno pozwala zrozumieć, jak bardzo złożoną sprawą staje się katastrofa klimatyczna, niepoddająca się narracjom o łatwych, jednotorowych rozwiązaniach. Kuratorzy, Kępiński i Krężlik, grzebią w inspirującej historii, pokazują meandry i pułapki marzeń to o „pokonaniu natury”, to o byciu jej „częścią”, zwracają się w stronę przyszłości. „Antropocen” ograniczony do mniejszej liczby problemów może byłby uboższą w wątki tematyczne, ale trochę bardziej przejrzystą wystawą. Jednak gąszcz jest w końcu częścią dzikości, o której zachowanie tak bardzo walczymy. Rozumiem, że tym razem wyborem kuratorów było pozostawienie go w spokoju.