dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Joanna Tokarska-Bakir

PÓŁ STRONY:
Gest Tabaryna; Czysta przyjemność

Joanna Tokarska-Bakir

Gest Tabaryna
 
 
Obdukcję ciała małego Szymona, znalezionego w kanale w Trydencie w 1475 roku, przeprowadził Tabaryn, szanowany medyk miejski. Zbrodnię opisał w broszurze, którą każdy, kto ma w domu „Żywoty Świętych“ księdza Skargi, może sobie odszukać pod datą 21 marca, jako że ksiądz Skarga żywcem przepisał ją od Tabaryna. Tabaryn oglądał to udręczone ciało i choć jako lekarz niejedno już w życiu widział, musiał być przecież wstrząśnięty. Nie mógł pojąć, kto mógł zrobić dziecku coś podobnego. W protokole obdukcji widać, jak lekarz zmaga się z tym pytaniem. Więcej: widać jak znajduje na nie odpowiedź. Otóż Simonetto jest świętym, udręczonym w imię Chrystusa, o czym jawnie świadczy charakter ran, przypominających rany Zbawiciela, brak znamion rozkładu, a także obecność Żydów w mieście. Ciało męczennika wystawiono na widok publiczny w katedrze, Żydów spalono. W dokumentach procesu trydenckiego obraz jak z „Braci Karamazow“ po śmierci starca Zosimy: lud wali do katedry, aby uwielbić święte szczątki, a stojący najbliżej trumienki sędziowie i biskupi mdleją od fetoru rozkładających się zwłok.

Gesty Tabaryna – wstrząs, obdukcja własnego przesądu, insynuacja – a także gesty społeczeństwa – szok, odmowa rozumienia, ulga po wyroku – powtarzają się pod każdą szerokością geograficzną w sytuacjach, które przekraczają wytrzymałość i przesuwają granice rozumienia. Także w Polsce po katastrofie samolotu, który rozbił się wcale nie pod Smoleńskiem, ale w samym sercu polskiej polityki.

Dlatego „Módlmy się za 96 męczenników. Morderstwo potworne i zaplanowane. Sowieci i kto? Wszyscy pytają, co się stało pod Katyniem?".
Dlatego „Moim zdaniem był to zamach. Zabito prezydenta i elitę kraju“.
Dlatego „Drzewo, o które zahaczył samolot, posadzili Stalin i Beria“.
Dlatego „Wielki ptak metalowy upadnie, a na nim znajdować się będą osoby ważne kraju niezwyciężonego, a na kraj ogarnięty chaosem i żałobą, wrogi najeźdźca ze wschodu uderzy“.

„Klasyczna niemoc i typowo katolicki popłoch poznawczy“[1]? To niezłe, ale zbyt  proste wyjaśnienie. To nie katolicy stanowili większość w Ameryce, która szalała w internecie po 11 września. To nie katolicy zrobili dym wokół katastrofy TWA 800. To pozawyznaniowy „tłum w nas“ (Bruno Schulz) moralizuje i polityzuje nieszczęścia i przyrodę: zatrucie wód, zanieczyszczenie powietrza, śmierć, choroby i powodzie. Co gorsza, polityzuje także ośli upór, nieopowiedzialność i nieuctwo. Nie ma przebacz: każda katastrofa musi zostać wytłumaczona. Każda plaga egipska mniej więcej przypisana. Tymczasem wyjaśnianie katastrof trwa bardzo długo. Rozumiem powody, ale to jest okoliczność tragiczna. Nie wiem, jak ją zniesie polskie społeczeństwo. Co wiem? Przeczytałam w książce, której nikt nie chce przełożyć na polski: „Im większa solidarność między członkami społeczeństwa, tym większy nacisk, by katastrofę naturalną przypisywać nagannemu zachowaniu niektórych jego członków“[2].

Przeczytałam to i zbladłam: cała nadzieja w tym, że nie jesteśmy społeczeństwem solidarnym.


[1] Jerzy Pilch, „Dziennik Jerzego Pilcha“, „Przekrój“, 4/5/2010, s. 74.
[2] Mary Douglas, „Risk and Blame. Essays in Cultural Theory“, London 1992.

Druk ulotny, rysunek z „Kroniki świata“ Hermanna Schedla (1493), tekst pod rysunkiem w średniowiecznej niemczyźnie

Gruneta = Gruneta

Israhel = Izrael

Thobias = Tobiasz

Moyses = Mojżesz

Samuel = Samuel

Simon mr = Szymon męczennik

Mayir = Majer

Angelus = Angelus

Vital = Witalis

Seligman = Seligman



[tekst pod rysunkiem:]

Szymon, świętej pamięci dziecię z Trydentu, 21 dnia marca roku 1475 po Chrystusie w 8. świętym, Wielkim Tygodniu w mieście Trydencie został przez Żydów zabity i męczennikiem Chrystusowym stał się, bowiem gdy Żydzi w mieście onym mieszkający Wielkanoc wedle swego obyczaju obchodzić chcieli, a krwi chrześcijańskiej do swego przaśnego chleba nie mieli, po kryjomu sprowadzili owoż dziecię do domu Żyda Samuela, takim oto sposobem, że trzeciego dnia przed Wielkanocą w czas nieszporów dziecię owo siedziało przed drzwiami ojca swego pod nieobecność rodziców, kiedy zdrajca żydowski Tobiasz podszedł do dziecięcia, co to jeszcze ani trzy razy po dziesięć miesięcy nie miało, przemówiwszy do niego przymilnymi słowy, zaraz je do domu Samuela poniósł. A gdy nastała noc, radowali się pod synagogą Samuel, Tobiasz, Witalis, Mojżesz, Izrael i Majer z przelania krwi chrześcijańskiej. Rozdziali dziecię i szyjkę mu chustką do nosa związali, żeby krzyku jego nie było słychać, i ramionka mu rozpostarli, wpierw mu jego męski członeczek obcięli i kawalątek z prawego policzka i kłuli go wszędzie ostrymi, kolczastymi szpikulcami, szpilami albo igłami, jeden za ręce, inny za stópki trzymający, a okrutnie krew utoczywszy, zaczęli śpiewać pieśń pochwalną i mówić dziecięciu szydercze groźby. Naści, ty powieszony Jezusie, jako nasi rodzice tobie niegdyś uczynili, tako niechaj wszyscy chrześcijanie w niebie, na ziemi i na morzu umęczeni będą, naówczas wytchnął ducha niewinny męczenniczek, Żydzi pośpieszyli na wieczerzę i jedli przaśne z krwią na pohańbienie naszemu Zbawicielowi, a martwe ciało wrzucili do wody płynącej nieopodal ich domu i świętowali z radością swoją Wielkanoc. Strapieni rodzice szukali zaginionego dziecięcia, po trzech dniach znaleźli je w rzece. Gdy wieść o tym dotarła do Johannesa von Salis, szlachetnie urodzonego obywatela Brixii [Brescii – przyp. tłum.], cesarskich praw doktora i naówczas najwyższego podesty, kazał on Żydów pojmać i wziąć na męki, by wedle porządku zeznali, jakim sposobem czyn ten zbrodniczy popełnili, po czym należną karą zostali zgładzeni. Gdy ciało na rozkaz Johannesa Hinderbacha, tamtejszego biskupa, zostało pochowane, zaczęło się niebawem ukazywać w cudownych znakach i ze wszystkich chrześcijańskich okolic zaczęli się ludzie do grobu owego świętego dziecka schodzić, przez co miasto niemało się powiększyło i rozrosło, a tamtejsi mieszczanie wystawili zwłokom piękny kościół.

z niemieckiego przełożyła Barbara Ostrowska




Czysta przyjemność
 
 
Krytyczka o Betlejewskim i Janich: naiwni, zbyt słuszni.

Werdykt: to nie sztuka mieć rację. Racja jest kiczem, jest zbyt przyjemna. Nie rzeczywistość, ale dysonans jest warunkiem prawdy w sztuce. Prawda bez dysonansu jest nieestetyczna.

Cudzą przyjemność krytyczka nazywa kiczem. Własną przyjemność uzależnia od dysonansu i domaga się go od sztuki. Tak uzyskanej przyjemności nie nazywa kiczem.

Od reprezentacji Jedwabnego i Auschwitz oczekuję czystości. To jest moja przyjemność. Samo zjawisko, wystarczająco w głąb oglądane, wyczerpuje pulę dysonansu. Reprezentacja, o ile jest trafna, ma je uzupełnić, nie zastąpić.

Dużo łatwiej napisać na kartce: „Nigdy nie zrobiłem pracy o Holokauście” lub naurągać Betlejewskiemu.

Joanna Tokarska-Bakir, ur. 1958, antropolożka kultury, eseistka, autorka m.in. „Legendy o krwi. Antropologia przesądu” (2008).

PÓŁ STRONY:
Noc żywych Żydów; Ulica szmalcowników

Recenzent „Newsweeka” meldował zdławionym szeptem: doradca premiera Tuska nazywa Żydów „trupkami”

Czytaj dalej

PÓŁ STRONY: Sontag; Wysokie niskie

„Dzienniki” Susan Sontag, dla mnie nowość, choć tom pierwszy wyszedł cztery lata temu. Wstęp do pism pośmiertnych napisał jej syn, David Rieff

Czytaj dalej

PÓŁ STRONY:
Błąd; Ogród

Martha Stewart wysyła ghostwriterkę do Kaliforni, gdzie jeszcze niedawno mieszkała inna pani z Polski, Ganna Walska, awanturnica i niespełniona diwa operowa

Czytaj dalej

Film

J.S. Stawiński
(1921-2010)

Łukasz Maciejewski

Film

„Poważny człowiek” braci Coen

Darek Arest

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Literatura

Gretkowska po polsku

Kinga Dunin

Literatura

Frajda umierania

Anna Arno

Film

Poza płeć

ROZMOWA Z MARIĄ TILL

Felietony

NAJWAŻNIEJSZE CZYTAĆ: Niziny

Beata Stasińska

Felietony

PÓŁ STRONY:
Gest Tabaryna; Czysta przyjemność

Joanna Tokarska-Bakir

Komentarze (5)

  • AT 28.06.2010 12:55 -+ 0

    Otóż reprezentacja Jedwabnego czy Marca w ujęciu Betlejewskiego jest nieczysta, bo nieszczera. Trąci koniunkturalnością do kwadratu. To nie żadna sztuka, to marketing czystej wody. On za nikim nie tęskni, on ściąga światła na swoją osobę chwytliwymi hasłami, spektakularnymi akcjami, którymi nic nie ryzykuje. I tu Dorota Jarecka ma rację. Mam wrażenie, że Betlejewski najpierw wybrał sobie target, by dokleić do niego środki. "Czysta przyjemność", czysta nie-sztuka, bo na pewno nie sztuka nieczysta.

  • J.W. 19.06.2010 01:11 -+ 0

    Odnoszę wrażenie, że brakuje nam w Polsce pseudo-inteligentów, którzy nie byliby anty-klerykałami.

    Szkoda, bo na prawdziwie naukowe rozprawy jestem pewnie za głupi. Ah, zapomniałem. One też pewnie są anty-klerykalne, anty-katolickie, anty-narodowe!

  • A.G. 16.06.2010 18:43 -+ 0

    "Przeczytałam to i zbladłam: cała nadzieja w tym, że nie jesteśmy społeczeństwem solidarnym."-dobrze, że taka postawa nie wygrała w 1989 r. Moja młodość przypadła na wolną Polskę, więc parafrazując: Przeczytałam to i zbladłam: cała nadzieja w tym, że jesteśmy społeczeństwem solidarnym.

  • A. 16.06.2010 07:18 -+ 0

    A czemu Pan to czyta jesli to Pana nie obchodzi :) ?

  • J.W. 14.06.2010 18:37 -+ +4

    Ale kogo to obchodzi?