Cielesność doświadczenia

Cielesność doświadczenia

Rozmowa z Richardem Shustermanem

Tancerze są wyposażeni w pewien rodzaj wiedzy, która bywa lekceważona, ponieważ nie mieści się w ramach dyskursu akademickiego. Zrozumiałem, że stoi przede mną zadanie przetłumaczenia tej wiedzy

Jeszcze 2 minuty czytania

ANNA WÓJCIK: Pisano o Panu jako o „filozofie-nomadzie”. Określenie to wydaje się adekwatne, biorąc pod uwagę geograficzną i kulturową rozpiętość miejsc, w których Pan wcześniej studiował, a teraz uprawia i wykłada filozofię. Pasuje też do przemieszczania się pomiędzy polami filozoficznych zainteresowań: zaczynając od filozofii analitycznej, doszedł Pan do interdyscyplinarnych badań nad ciałem. Co skłania filozofa do tak znaczącej zmiany azymutu?
RICHARD SHUSTERMAN: W moim przypadku zmiana była stopniowa. Zaszła oczywiście w wyniku lektur, ale te podyktowane są przecież spotkaniami w życiu zawodowym i prywatnym. W Jerozolimie i Oksfordzie zdobyłem solidne wykształcenie w zakresie filozofii analitycznej. Zwrot ku pragmatyzmowi zawdzięczam Richardowi Rorty’emu, a właściwie jego interpretacji Johna Deweya, która zachęciła mnie z kolei do zajęcia się pismami Williama Jamesa. I tak, niepostrzeżenie, z filozofa analitycznego zostałem kimś, kto używa metod analitycznych, ale zajmuje się pragmatyzmem. Pragmatyzm to filozofia działania, a działanie – na najbardziej podstawowym poziomie – nie może się przecież obejść bez ciała. Pod wpływem Pierre’a Bourdieu oraz Arthura Danto doszedłem do wniosku, że z estetyką jest podobnie – nasze sądy o dziele sztuki i pięknie są silnie związane z doświadczeniem odbiorcy, które zawsze jest w jakiś sposób cielesne. To przekonało mnie do zajęcia się ciałem od teoretycznej strony.
Jednak równie ważny był impuls osobisty. Na jednym ze swoich seminariów poznałem grupę tancerzy i zakochałem się w tancerce. Mieszkaliśmy razem przez dwa lata, to pozwoliło mi poznać środowisko i zmienić nastawienie. Jestem przekonany, że filozofia wypływa nie tylko z książek, ale również z życia, zresztą może przede wszystkim z niego – w książkach znajduję słownik i sposoby argumentacji dla tego, co przytrafia mi się w życiu. Dlatego tak istotne było doświadczenie przebywania z ludźmi, którzy traktują ciało poważnie, poważnie doświadczają sztuki, poważnie traktują uczucia. Odczucia, emocje także są bardzo cielesne.

Richard Shusterman

Filozof amerykańsko-izraelski. Absolwent Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, doktoryzował się na Uniwersytecie Oksfordzkim, obecnie profesor Florida Atlantic University. Związany z Temple University w Filadelfii oraz z paryskim Collège International de Philosophie, wykładał też w New School for Social Research w Nowym Jorku oraz École des Hautes Études en Sciences Sociales w Paryżu. Zaczynał od filozofii analitycznej, by później rozwinąć estetykę pragmatyczną. Wypracowana przez niego oryginalna koncepcja „somaestetyki” polega na krytycznym przyjrzeniu się użyciu i przeżywaniu ciała. Rozważa ciało jako ośrodek zmysłowego i estetycznego doświadczenia, zwracając uwagę na możliwość jego twórczego kształtowania.

W filozofii istnieją jednak nurty deprecjonujące emocje, postrzegające je jako zagrożenie dla racjonalnego, pojęciowego myślenia.
Uważam, że emocje są bardzo istotne dla procesu myślenia – zainteresowanie tematem jest konieczne do skoncentrowania się na nim przez dłuższy czas i doprowadzenia argumentacji do konkluzji. Emocje powinny zostać zrehabilitowane jako równie ważne dla refleksji, jak dla działania. Myślenie często wstrzymuje działanie, podczas gdy działanie wypływa z ludzkich emocji. To nie znaczy, że do uczuć nie można podchodzić krytycznie czy ich kontrolować – przeciwnie. Uczucie kieruje ludzkim działaniem, a myślenie je normuje.

Jak spotkanie z praktykami tańca wpływa na nastawienie teoretyka? Co kryje się za „traktowaniem ciała poważnie”?

Tancerze uczą się – czy raczej odkrywają – mądrość płynącą z ciała poprzez praktykę. Jednak najczęściej z trudem przychodzi im przełożenie tego osobistego doświadczenia na pojęcia. Są bezradni, gdy przychodzi im wyrażać się w języku, który ja, członek środowiska akademickiego, uważałbym za akceptowalny. Na początku przypuszczałem nawet, że po prostu gadają głupoty, ale z czasem dotarła do mnie trafność ich diagnoz. Coś podobnego może przydarzyć się również osobom, które miały wypadek lub operację – będą doświadczać swojego ciała inaczej. Tancerze są wyposażeni w pewien rodzaj wiedzy, która bywa lekceważona i zaniedbywana, ponieważ nie mieści się w ramach dyskursu akademickiego. Zrozumiałem, że stoi przede mną zadanie przetłumaczenia tej wiedzy na język, który będzie zrozumiały dla filozofów czy, szerzej, intelektualistów. Nie tylko dla dobra tancerzy, ale także dla dobra osób zawodowo zajmujących się filozofią. Przebywanie z tancerzami miało dla mnie walor leczniczy, zwiększyło zakres mojej percepcji, a przez to również refleksji filozoficznej. Podobnie jest z muzyką – jeśli ktoś nie czuje dźwięków, nie pomoże mu intelektualne rozumienie muzyki.

Zajmuje się Pan również terapią.
Znajomi tancerze, ze względu na częste urazy, ale też czystą ciekawość czy skłonność do eksperymentów, próbowali różnych zabiegów. To dzięki nim zapoznałem się z terapiami przynależącymi do tzw. medycyny niekonwencjonalnej. Jednak decyzja o zawodowym zajmowaniu się metodą Feldenkraisa była podyktowana raczej moim doświadczeniem filozoficznym. Każdy może czytać dzieła filozoficzne czy zapisać się na zajęcia, ale tylko systematyczne, długoletnie studia umożliwiają dobrą orientację w tej dziedzinie. Odnosi się to również do studiów nad ciałem. Po ukończeniu kursu postanowiłem otworzyć gabinet. Nie chciałem stracić tych umiejętności. Pomaganie pacjentom daje mi satysfakcję. Moją główną pracą i źródłem utrzymania jest pisanie i uczenie, dużo podróżuję, dlatego nie mogę przyjmować wielu klientów. Nie przyjmuję nawet kart kredytowych, w Stanach to prawie nie do pomyślenia.

Zaanektował Pan dla filozofów nowy obszar.

Filozofia powinna bardziej zaangażować się w świat, inaczej stanie się niezwykle wyspecjalizowaną, marginalną dyscypliną. Jednym ze sposobów na ulepszanie filozofii jest poszerzanie jej zakresu. Gdy William James zastosował metody eksperymentalne w filozofii umysłu, powstała psychologia. Somaestetykę można postrzegać jako nową, interdyscyplinarną propozycję, ugruntowaną w filozofii, ale otwartą na inne dziedziny.

Somaestetyka

Somaestetyka ma na celu krytyczne, ulepszające badanie doświadczenia człowieka i użycia jego ciała jako miejsca sensoryczno-estetycznej percepcji (aisthesis) oraz kreatywnego kształtowania siebie. Dotyczy to też wiedzy, dyskursów, praktyk i dyscyplin somatycznych, które organizują tego rodzaju dbałość o ciało bądź mogą je udoskonalić


Richard Shusterman, „O sztuce i życiu. Od poetyki hip-hopu do filozofii somatycznej”

Czy otwarcie dotyczy także samych uniwersytetów?
Tak. W 2010 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim zorganizowano spotkanie promujące moją książkę „Świadomość ciała. Dociekania z zakresu somaestetyki”. Profesor Krystyna Wilkoszewska, redaktor polskiego wydania, poprosiła w pewnym momencie o wyniesienie z sali krzeseł i stołów – zaczął się pokaz tańca. Solistka napisała zresztą pracę magisterską o somaestetyce. Byłem bardzo poruszony. Przed rozwojem estetyki pragmatycznej czy moich późniejszych badań nad doświadczeniem ciała, taki pokaz tańca w sali seminaryjnej uniwersytetu byłby chyba nie do pomyślenia. Wprowadza się też nowe metody nauczania, sam coraz częściej obok wykładów proponuję warsztaty.
Zmiana jest możliwa. Sam kształciłem się w Izraelu i Europie. Nie planowałem powrotu do Stanów Zjednoczonych, ale kiedy tak się stało, musiałem przedefiniować swoją tożsamość i ponownie otworzyć się na amerykańskość i kulturę młodzieżową. Na początku lat 90. próbowałem pisać o rapie. Wówczas kulturą popularną mało kto się zajmował, teraz moi studenci wydają książkę o Simpsonach i filozofii. W Stanach albo pisze się sucho do specjalistycznych pism naukowych, albo spłyca się przekaz na potrzeby popularnych tygodników. Często czuję się tam jak obcy. Odpowiada mi europejskie podejście do tekstu filozoficznego. W Europie istnieją magazyny kulturalne, w których istotna jest oprawa wizualna, a treść jest zrozumiała dla ogółu ludzi wykształconych, nie tylko dla zawodowych filozofów. Chociaż zdarzało mi się pisać o kulturze popularnej, nigdy nie uważałem się za popularnonaukowego autora – filozofia analityczna, która jest podstawą mojego wykształcenia, nie pozwala mi na ekshibicjonizm albo pisanie na poziomie sloganów.

Obowiązkiem filozofów byłoby zatem trzymanie się standardów czy rygorów myślenia, a ich doniosłą rolą – uprawomocnianie poszukiwań w różnych obszarach.

Jako filozof jestem zobowiązany do zachowywania wiarygodności w środowisku akademickim. W swoich książkach i wykładach muszę przestrzegać reguł argumentacji oraz posługiwać się precyzyjnym językiem. Zdobyte dyplomy, dobrzy wydawcy, mentorzy, tacy jak Rorty, Danto czy Bourdieu, którzy docenili mój wkład w rozwój estetyki pragmatycznej – wszystko to umożliwia mi balansowanie pomiędzy zastałymi instytucjami oraz nowymi zjawiskami, które interesują mnie i ludzi, których spotykam.
W pragmatyzmie zawsze interesował mnie nacisk nie tyle na opis, ile na zmianę świata. Wiele osób w Europie uważa takie podejście za bardzo naiwne i amerykańskie – wolą opisywać rzeczywistość w zobiektywizowany, czasem cyniczny sposób. Uważam, że filozofia nie powinna jedynie interpretować świata, ale także go udoskonalać. Można próbować kształtować co najmniej własne doświadczenie.



ANNA WÓJCIK
, ur. 1989, w ramach Kolegium MISH studiuje filozofię i kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Stypendystka Ministra Edukacji Narodowej.