Boskie 120 BPM
Fot. materiały promocyjne Monotype Records

Boskie 120 BPM

Michał Fundowicz

Nowe płyty Wojtka Kucharczyka i Aleksandry Grünholz zmieniają stereotypy i wyobrażenia na temat polskiego techno. Pokazują, że lokalna scena jest tak mocna i ciekawa jak nigdy wcześniej

Jeszcze 2 minuty czytania

Po czym poznać fana techno? – zadała pytanie zaniepokojona czytelniczka portalu Kafeteria.pl. „Białe rękawiczki i gwizdek”, „panny w krótkich spódniczkach, a faceci z opaloną skórą, obcisłe koszulki i okulary przeciwsłoneczne” – padały ochoczo odpowiedzi. Nic dziwnego, że wizerunek Wojciecha Kucharczyka nie odpowiadał wyobrażeniom reportera „Dziennika Bałtyckiego”, który gdański set muzyka podsumował słowami: „Sympatyczny okularnik w średnim wieku przeistoczył się na ponad pół godziny w demona techno, grającego na instrumentach elektronicznych i bębnach, śpiewającego i tańczącego”.

„Od techno można z nudów zdechnąć” śpiewał Maciek Maleńczuk, a The Analogs powtarzali w refrenie „pierdolona era techno”. Zarówno niegdysiejszy bard, jak i szczecińscy punkowcy wielokrotnie podkreślali, że są głosem ulicy, przemawiającym przeciwko grupom uprzywilejowanym: modnie ubranym dorobkiewiczom pijącym drinki. Dziś takie rozróżnienie ma coraz mniej sensu. Już nie ma wyraźnie zdefiniowanych subkultur, a wygląd i ubiór przestały odgrywać w tak dużym stopniu jak niegdyś tożsamościową rolę.

Kucharczyk, „Demon techno w okularach”,
mik.musik.!. 2014
Do głosu dochodzą nowe hasła, w sposób ironiczny grające z powszechnymi wyobrażeniami. „Nie słuchasz techno, nie idę z tobą do łóżka” to nie tylko zabawny slogan, ale i nazwa prężnie działającego fanpage'a promującego ambitną muzykę opartą na metrum 4/4. Dla tych, którzy nadal utożsamiają techno z nudą, polecam sprawdzić losowe numery udostępniane przez autorów strony. Przekrój stylistyk jest kompletny, od minimal, dark, industrial, acid, poprzez wszelkie dekonstrukcje gatunku. Można tam znaleźć produkcje dalekie od parkietowej użyteczności, często abstrakcyjne i mroczne, ale też te nacechowane poczuciem humoru. „W dzisiejszych czasach techno na pewno nie jest tym, czym było kiedyś, czyli dość łatwo rozpoznawalną muzyką do tańca i do zatracenia się w nim. Teraz jest raczej wspólnym mianownikiem różnych dróg twórczych i sposobów autoekspresji” – tłumaczy Wojciech Kucharczyk. „Techno można połączyć bez obciachu z każdym innym sposobem tworzenia, chociaż pewne hybrydy mogą być ciągle nieznośne. Techno symfoniczne, metalowe, folkowe? Ciężka, ale możliwa sprawa”.

Kucharczyk oraz
We Will Fail na festiwalu Unsound

17 października w krakowskim Hotelu Forum w ramach wydarzenia The Ticket That Exploded, które jest częścią festiwalu Unsound, wystąpi We Will Fail. Początek jej setu o godzinie 22.15. Dzień później w tym samym miejscu o 23.00 wystąpi Kucharczyk.


Więcej informacji o festiwalu na stronie www.unsound.pl.

Kto wie, czy owo rozchwianie stylistyk i mieszanie się poetyk to nie najlepsza definicja muzyki początku XXI wieku. Przynajmniej tej poszukującej, która opuściła skorupy gatunków. Wojciech Kucharczyk, aktywny artystycznie od dwóch dekad, doskonale odnajduje się w tym nowym porządku (lub jak kto woli – nowym chaosie). Już jego duet z siostrą sprzed lat Mołr Drammaz, bazujący na brzmieniu perkusjonaliów, elektronicznej preparacji oraz głosie, udowodnił oryginalność jego wizji. Jedna z wczesnych kaset „Ętno Tętno” swym tytułem trafnie określała zakres poszukiwań grupy, a surrealistyczne teksty takich utworów jak „Małpki lecą na kometę”, „Mgła łga” czy „992-N Norma” – nieszablonowość i poczucie humoru.

Od tego czasu artysta wyprodukował masę dźwięków, składających się na konstelację albumów, słuchowisk, projektów funkcjonujących w galeriach. Równolegle przez wszystkie te lata zajmował się działalnością wydawniczą i kuratorską pod sztandarami mik.musik.!., wprowadzając do undergroundowego obiegu wielu kreatywnych wykonawców, zainteresowanych przede wszystkim elektroniką. W ubiegłym roku, świadomy swej hiperproduktywności, postanowił zrealizować w sieci projekt „Bank Account”, polegający na publikacji jednego utworu każdego dnia roku. Założenia nie udało się sfinalizować, jednak samo fiasko stało się inspiracją do nowej płyty „Best Fail Compilation” – zbioru afirmującego artystyczne porażki.

Najnowsze kasetowe wydawnictwo „Demon techno w okularach”, którego tytuł został przechwycony z relacji z gdańskiego koncertu, to godzinna dawka muzyki z utworami przechodzącymi jeden w drugi, układającymi się w coś w rodzaju klubowego setu. „Wszystkie kawałki mają to samo tempo – mówi Kucharczyk – boskie 120 BPM” (bitów na minutę), które ma za zadanie przeprowadzić słuchacza przez wrzące od pomysłów, zróżnicowane kompozycje, „trochę jak jasno wykreślona droga na wielokolorowej mapie”. Zmianę motywu anonsuje syntetycznie przetworzony głos o obco brzmiącym akcencie. Nad całością unosi się aura beztroskiej zabawy tanecznej w tropikach – nie bez znaczenia z okładki spogląda na nas małpka, a za materiały promocyjne posłużyły rozmaite zdjęcia fantastycznych basenów z odległych zakątków świata. Czy Kucharczyk mógłby zagrać na Ibizie? Nie widzę przeszkód. Bywalców jednego z tamtejszych klubów z błogiego transu wyrywałyby zawiesiste repetycje i przesterowane brzmienia, którymi album nasyca się w miarę rozwoju, tudzież biały szum zapełniający ostatnie minuty.

„Zdaję sobie sprawę z raczej pejoratywnych skojarzeń, jakie ma społeczeństwo z techno i muzyką elektroniczną w ogóle. Chcę podenerwować trochę różne strony tej barykady” – podsumowuje Kucharczyk. Ów magiczny rytm stu dwudziestu uderzeń na minutę sprawia, że słuchając „Demona...”, trudno usiedzieć w miejscu. Szef mik.musik.!. jest autorem memu głoszącego, iż „Do techno się kurde nie siedzi”. Cel został osiągnięty.

Odmienne zdanie na ten temat ma Aleksandra Grünholz, debiutująca niedawno pod pseudonimem We Will Fail. „Zatopienie w dźwiękach nie musi się wiązać z tańcem. Równie dobrze można odpłynąć idąc gdzieś lub siedząc w domu” – opowiadała mi w wywiadzie. „To, że rzeczy mutują i odchodzą od pierwotnej funkcji, wydaje mi się naturalne. Muzyka jest w ciągłym procesie zmiany, cały czas pojawia się ktoś inny, kto wprowadza nowe pomysły i odmienną energię. Skoro funkcja użytkowa stała się niewystarczająca, znaczyć to może tylko tyle, że w techno nadal istnieje duży potencjał rozwoju”. Jej „Verstörung” oraz ukazująca się właśnie na winylu wersja 2.0 albumu, kumulują w sobie energię odmienną od tej u Kucharczyka. Artystkę w techno interesuje chłód i sterylność oraz precyzja. Rytmiczne struktury rządzą się żelaznymi regułami, jednak to właśnie ich naginanie dostarcza najbardziej ekscytujących rezultatów.

We Will Fail, „Verstörung”,
Monotype Records 2014
Brzmienie We Will Fail to wynik chirurgicznych wręcz działań na zgromadzonym materiale – dźwiękach nagranych samodzielnie i tych odnalezionych. Kluczowym dla procesu twórczego jest wykorzystanie błędu, trudnego w kontrolowaniu żywiołu, prowadzącego w nieznane. Dlatego też Grünholz interesują przekształcenia wynikające z wielokrotnej kompresji formatu mp3 – metaliczne efekty uboczne takiego zabiegu zdobią jeden z jej utworów. Rozmaitego typu zakłócenia, stosowane z rozmysłem przez autorkę, dają poczucie obcości, przez co wyprowadzają słuchacza z jego strefy komfortu. „Myślę, że znajomość dokonań twórców awangardy jest istotna o tyle, że rozszerza pole działań, pozwala zauważyć, że każde, nawet kontrowersyjne działanie jest dostępne i dozwolone” – kwituje swoją strategię artystyczną.

Nie bez znaczenia dla dzisiejszego statusu techno jest fakt, iż oba albumy Grünholz (ale też „Best Fail Compilation” Kucharczyka) wydała warszawska oficyna Monotype, dotychczas kojarzona z nurtami eksperymentalnymi, takimi jak free improvisation czy noise. „Verstörung 2.0”, bardziej dopracowany i skondensowany niż debiut, to kolejny dowód na żywotność i szlachetność tego wciąż ewoluującego gatunku.

O tym, iż techno z kraju nad Wisłą przybiera ostatnio na sile, niechaj świadczą trzy dotychczasowe polskie edycje Boiler Room – globalnego cyklu imprez tanecznych transmitowanych przez internet, marka będąca wyrocznią w świecie producentów i DJ-ów. Na jednej z nich zagościł anonimowy skład RSS B0YS (wydawany w barwach Mik Musik), grający swą oryginalną muzykę z akcentem na 4/4, inkrustowaną egzotycznymi motywami. Media głównego nurtu z miejsca okrzyknęły nadzieją nowej elektroniki Natalię Zamilską, jeszcze przed jej debiutem „Untune”, ale jednocześnie niesłusznie przemilczały doskonałe dokonania Michała Wolskiego i artystów związanych z jego oficyną Minicromusic Rec. Dzieje się więc sporo. Do tego świetne wrażenie robi frekwencja na festiwalach organizowanych w całym kraju, od Białegostoku (Original Source Up To Date), przez Katowice (Tauron Nowa Muzyka) po Kraków (Unsound), oraz w kilku klubach, przeważnie ulokowanych w stolicy, potwierdza siłę przyciągania zakodowaną w techno – muzyce silnej ekspresji.  


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.