Liczy się vibe
fot. Filip Preis

5 minut czytania

/ Muzyka

Liczy się vibe

Paweł Klimczak

„Hotel *****” to pełne czułości wyznanie w kierunku różnych muzycznych wspomnień i doświadczeń. Żadne z nich nie są ani lepsze, ani gorsze. Ploski uczy pełnej akceptacji słuchania, neutralizując kategorię guilty pleasure

Jeszcze 1 minuta czytania

Można cynicznie stwierdzić, że na gruncie muzyki elektronicznej, nominalnie tej najbardziej innowacyjnej, dzieje się niewiele nowego. Takie podejście ignoruje jednak radość i satysfakcję z uruchamiania nawiązań, mutowania cytatów, obrabiania i przerabiania tradycji. Jeśli ktoś szuka dowodów na schyłkowość naszej (pop)kultury, niezdolnej do wytwarzania nowych kodów i języków, to je znajdzie. Ale po drodze straci wiele przyjemności ze słuchania.

Wśród najważniejszych postaci współczesnej polskiej elektroniki nie ma nikogo, kto przetwarzałby postironiczny śmietnik ciekawiej niż Julek Ploski. Ten młody producent podchodzi do uniwersum dźwięków, memów i paraspołecznych relacji niczym kombajn, który z chaotycznych upraw sieciowego ludu zbiera plon wysokiej jakości. Jego nowy album „Hotel *****” operuje zderzeniami sacrum i profanum, beki i szczerych emocji, delikatnych orkiestracji z ordynarnymi gitarami. Ale zamiast pogubienia i niesmaku odczuwamy spełnienie, niemal komfort. Jak w pięciogwiazdkowym hotelu.

„Hotel *****” ma ciekawą relację z materialną rzeczywistością. Pełno tu symfonicznych dźwięków, przez długie lata dostępnych tylko przy odpowiednim budżecie i adekwatnym studiu nagraniowym. W iluzji Julka brzmią jednak wiarygodnie i autentycznie, nawet kiedy sąsiadują ze sterylnym trzaskiem industrialnych perkusjonaliów i drobnych dźwiękowych ozdobników. Tego typu zabiegi produkcyjne nie są nowe – na uszy ciśnie się choćby Arca – ale w towarzystwie hyperpopowej filozofii wycyzelowanego hałasu i stadionowych dropów u Ploskiego powstaje nowa jakość. I nowa emocja, sytuująca się daleko od toksycznej ironii, ale relatywnie blisko żartu.

Julek Ploski „Hotel *****”, Orange Milk 2023Julek Ploski „Hotel *****”,
Orange Milk 2023
Nawet jeśli nie usłyszymy kanonicznego „damn son where’d you find this” (dźwiękowego tagu towarzyszącego wielu hiciorom EDM-owego trapu), to tag „Julek Ploski premium”, umieszczony w jednym z numerów, odsyła wprost do tego uniwersum. Takich smaczków jest tu więcej, ale nie budują szyderczej puenty. Przeciwnie, „Hotel *****” to pełne czułości wyznanie skierowane do wielu różnych muzycznych wspomnień i doświadczeń. Żadne z nich nie są ani lepsze, ani gorsze. Producent uczy słuchania pełnego akceptacji, na dobre neutralizując kategorię guilty pleasure. Bo jak tu się czuć winnym, kiedy nu-metalowa gitara rozjeżdża filuterne fagoty, a folkowe instrumenty zalewa fala transowych syntezatorów?

Album Julka Ploskiego to nie tylko sprawne ćwiczenia w syntezie sprzeczności. Takich prób, choćby na gruncie postklubowym, w który można wpisać też twórczość polskiego producenta, jest sporo. Priorytetem takiej twórczości jest jednak pragmatyzm, didżejska skuteczność w służbie zatraconym w tańcu. Propozycja Julka Ploskiego jest o wiele bardziej osobista, nawet jeśli z sympatią spogląda w tamtą stronę (o czym świadczy choćby wrzucanie trapowych remiksów Black Eyed Peas przez Julka w trakcie didżejskich setów).


Strukturę „Hotelu *****” wyznacza trzyczęściowy utwór „Main Theme Pt.I/Pt.II/Forever alone, Pt.III” zbudowany na melancholijnych syntezatorach, bynajmniej nie ckliwych, a do bólu wiksiarskich, za ostrością brzmienia skrywających tęsknotę. Czy to tęsknota za czymś namacalnym, realnym? Nieważne, liczy się vibe, najważniejsza kategoria opisująca współczesną kulturę popularną. Z tym vibe’em się rezonuje albo zderza, ale nie można odmówić mu szczerości.

Julek Ploski igra ze sztucznością wirtualnych instrumentów, próbując wydobyć z nich coś prawdziwego. „Hotelowi *****” łatwo zarzucić operowanie kodami, których czytelność zatrze się wraz z upływem czasu. I gdyby to była pusta żonglerka stylistykami, wpisująca się we wszechobecną kulturę remiksów i rebootów, zgodziłbym się na wrzucenie tej płyty do kategorii sprawnych i sprytnych ciekawostek, nic ponad to. Ale emocjonalny ładunek, wstrzyknięty przez Julka Ploskiego do radykalnych zabiegów stylistycznych, awansuje „Hotel *****” do miana dokumentu współczesnego ludzkiego doświadczenia. Zrozumiałego zarówno tu i teraz, w oceanie kulturowego hałasu, chaosu i kryzysu, jak i później, kiedy wykształcimy nowe sposoby na komunikację i twórczość. Z tej muzycznej magmy po prostu wyłaniają się bangery, niezależnie od tego, kto, kiedy i jak przykłada do niej ucho.