Jeszcze 1 minuta czytania

Weronika Murek

SAMOUCZEK: Historie czarowne

Weronika Murek

Weronika Murek

Od 1776 roku zakazano polskim sądom rozpoznawania spraw związanych z czarami, ale sądy nad czarownicami toczą się przecież nadal. Ostatecznie nie trzeba w nie wierzyć, żeby wszcząć polowanie, i nie trzeba wierzyć w magię, żeby się magią wymawiać

„Mojej siostrze dała Adaś jako prezent weselny poduszkę. Jak stwierdzono: w pierzu była brudna szmata, na której były naszyte różne włosy ludzkie, włożony kamień marmurowy, porobione wianuszki z różnego rodzaju piór, a poza tym – sznurek długości trumny, na którym zrobiony był węzeł. (…) Takie prezenty Adaś dała wielu osobom we wsi” – zeznaje przed sądem świadek w procesie o samosąd dokonany na rzekomej czarownicy, a jego wypowiedź przytacza Bogdan Baranowski analizujący wierzenia związane z magią na ziemiach polskich. O co chodzi, długo nie trzeba tłumaczyć, ale krótko trzeba dodać – to rok 1955.

Od 1776 roku zakazano polskim sądom rozpoznawania spraw związanych z czarami, ale sądy nad czarownicami toczą się przecież nadal. Ostatecznie nie trzeba w nie wierzyć, żeby wszcząć polowanie, i nie trzeba wierzyć w magię, żeby się magią wymawiać: kwestia znalezienia właściwej ofiary – wystarczy, żeby się krzywo żegnała, żeby żyła na jakimś skraju, była jakaś taka nie taka, raz się ześlizgnęła ze społecznej obręczy i ludziom między języki wpadła; wedle niepodobania, co tam się dziś państwu podoba nie podobać.

„Hokus-pokus” w dostępnym polskim orzecznictwie nie pojawia się ani razu, „abrakadabra” – pojawia się wobec fiaska przemytu szwajcarskich wózków inwalidzkich do Siniawy, sześć razy oskarżeni czy pozwani przypisują odpowiedzialność „czarom-marom” – gorzko, gdy chodzi o działanie fiskusa, słodko, gdy o wpływ światła na porost marihuany.

Z czarną magią polskie sądy mają do czynienia kilkanaście razy: przy czytaniu pism urzędowych; przy sprawie oskarżonego, który czynnego satanizmu z grubsza się wypiera, ale z tym, że jest oknem dla złych mocy, już nie polemizuje, w wolnych momentach zaś walcuje wytrwale po poletku świętej pamięci papieża Polaka; przy kredytach-chwilówkach (i działalności sprzedawcy, obdzwaniającego świat z pytaniem: „czy wobec Bożego Narodzenia i związanych z nim uczuć emanujących, nie zechciałby może Pan/Pani odpocząć od swojego zadłużenia?”) oraz w sprawie oskarżonego, który „przeżył w życiu dwa udane zawały”.

Przed sądem we Wrocławiu oskarżony wyjaśnia, że owszem, nękał sąsiadkę, ale nękał ją jako czarownicę; owszem, płot jej wyburzył, ale po to, żeby mieć pełniejszy ogląd jej życia, a tym samym chyżej reagować na rzucane uroki; w pewnym sensie, wyjaśnia, sama tego chciała: było nie być nieufnym wobec jego dzikiego szamba, było się z nieufnością nie zdradzać, było o tym głośno nie gadać; niech teraz udowodni, że to nie przez nią on ma drzewka krótsze niż drzewka u sąsiada – równanie z wartością bezwzględną, nie da rady.

Przed sądem w Piotrkowie oskarżony objaśnia: owszem, napadł na szwagierkę, ale żeby uprzedzić ciosy: buzowała urokiem osoby niebezpiecznej i nierzadko widywał ją przecież z miotłą, która, jak oskarżony celnie zauważa, „sama w sobie zawiera już elementy kija”.

Na chińską magię powołuje się pozwany przed sądem w Gdyni, do prokuratury w Augustowie wpływa zawiadomienie o rzuceniu uroku przez inspektorów Sanepidu, łańcuch poszlak jest żelazny: Sanepid wszedł do obory znienacka i z aparatem fotograficznym, kilka dni po tej wizycie krowa umarła na wątrobę.

Sąd w Krakowie ocenia, czy poprzez oskarżenie o czary dochodzi do naruszenia dóbr osobistych, skoro pozwana przed mszą niedzielną i w dużym wzburzeniu rozgłaszała, że sąsiad jej w stajni wszystko poobracał, efektem czego krowy dawały o połowę mniej mleka. Na rozprawę wzywani są po kolei nieugięci sąsiedzi: owszem, zeznają, być może nam we wsi krowy rozdymało, ale chcemy wierzyć, że to za sprawą koniczynki, a nie magii. Ostatecznie dochodzi do ugody, bez względu na to, że pozwany uskarżał się na to, że „obsmarkany został przed światem”, sąd uznaje, że w XXI wieku pomówienie o czary powinno być uznane jako niechętny, ale jednak komplement i wyraz uznania dla wyjątkowej pracy gospodarczej.

O co chodzi, długo nie trzeba tłumaczyć, krótko można dodać: 2017.