Jeszcze 2 minuty czytania

Maria Poprzęcka

NA OKO: Kartony

Maria Poprzęcka

Maria Poprzęcka

Dowodem spontaniczności zgromadzeń jest niemal zupełny brak typowego pochodowego rekwizytorium: flag, transparentów, banerów. Są kartony. Z recyklingu, po opakowaniach wszystkiego – od sprzętu AGD po pizzę. Własnego wyrobu i pomysłu, nabite na byle jakie patyki

„Przestańcie! Kończą mi się kartony!” – alarmowało jedno z haseł spisanych przez Michała Rusinka. Już następnego dnia przyszło pocieszenie: „Kartonów na transparenty nie zabraknie. W końcu to podstawowy budulec tego państwa”. Zapewnienie to kot kieruje do niskiego mężczyzny obserwującego przez okno burzę strajkowych błyskawic (autor: Andrzej rysuje, oczywiście).

Demonstracje po orzeczeniu tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego z każdym dniem nabierają siły i rozmachu. Każdy dzień jest inny i to, co napisane dziś, może się kolejnego dnia zdezaktualizować. Nikt, chyba z obu stron, nie wie, co się stanie, kiedy i jak się skończy. Co widać w tej chwili, po dziewięciu dniach protestów? Przede wszystkim to, jak bardzo obecny zryw różni się od przecież licznych i tłumnych demonstracji ulicznych ostatnich pięciu lat. Najoczywistsza i najbardziej komentowana jest radykalna zmiana pokoleniowa. To idzie młodość. Idzie swoim rytmem, swoim tempem, ze swoją muzyką. To nie tylko rave. Tańczony na ulicach studniówkowy polonez z „Pana Tadeusza” najlepiej datuje uczestników manifestacji. Młodzi także swoim językiem wyrażają swój gniew. Że wulgarnym? A czy nie należałoby się cieszyć, że czysto polskie „wypierdalać” zajęło miejsce anglicyzmu „fuck off”? I że nikomu nie przychodzi do głowy bluzg „won!”, rusycyzm dla dawnych pokoleń najbardziej obelżywy?

W ciągu kilku dni przekreślone zostały ponure diagnozy snute na temat pokolenia dwudziestolatków. Że asocjalni, egotyczni, obojętni na sprawy społeczne, zatopieni w wirtualu, niezdolni do tworzenia więzi, uzależnieni od mediów społecznościowych, które są dla nich substytutem prawdziwego życia. Tymczasem z całą siłą objawiły się potrzeby „rzeczywistej obecności”, bezpośredniego obcowania, realnej wspólnoty, fizycznego bycia razem. Wreszcie ogromna potrzeba poczucia sprawczości.

Latem 2017 roku, w apogeum demonstracji w obronie wolnych sądów, wysoki urzędnik państwowy wsławił się opinią, że „widzi osoby spacerujące po Krakowskim Przedmieściu”. Obecnie „spacer”, z przyczyn epidemicznych, stał się oficjalnym określeniem ulicznych manifestacji. Nie marsz, lecz spacer z zachowaniem zasad DDM. Wczesny jesienny zmierzch sprawia, że są to spacery po zmroku, co nadaje im nie tylko bardziej widowiskową scenografię, ale i potęguje dramaturgię. Tryb spacerowy w wielkim tłumie nie daje się utrzymać, niemniej luźna, imprezowo rozkołysana ludzka masa to kolejna właściwość obecnych manifestacji. Dowód świadczący o ich żywiołowym, niezorganizowanym charakterze, co uparcie powtarzają władza i propagandowa TVP.

Innym dowodem spontaniczności zgromadzeń jest niemal zupełny brak typowego pochodowego rekwizytorium: flag, transparentów, banerów, sektorówek. Są kartony. Z recyklingu, po opakowaniach wszystkiego – od sprzętu AGD po pizzę. Własnego wyrobu i pomysłu, nabite na byle jakie patyki, najczęściej po prostu manifestacyjnie unoszone w rękach. „Nie zasługujecie nawet na porządny transparent” – komentuje nieoceniony Andrzej rysuje. Rękodzielniczy charakter bieda-transparentów to jeszcze jedna, może najważniejsza cecha tego, co dzieje się na ulicach. Idzie nie zdepersonalizowany, ujęty w skoordynowane ramy pochód, lecz płynie silnie zindywidualizowana wielka ludzka rzesza. Każdy uczestnik, wypisując i niosąc własne hasło, manifestuje siebie, swoją twórczą osobowość. Wspólnie „myślę, czuję, decyduję”, ale też „chciałbym być sobą, chciałbym być sobą wreszcie”.

Zapewne nie jeden Michał Rusinek literaturoznawczo podszedł do treści wypisywanych na kartonach. Jego próby zastosowania do tej samorodnej twórczości metryki i wersyfikacji antycznej są zachęcające: „Polski kler to zbiór zer” (klasyczny anapest); „Wasze sądy i kaplice, nasze pięści i macice” (trochej). Gryzmolone flamastrami hasła są dokumentowane, fotografowane, natychmiast wrzucane do sieci. Są autorskie. Niemalże mamy do czynienia z czymś w rodzaju konkursów literackich, ścigania się na oryginalność, językowe żarty, dowcip, wcale nie wulgarny, często przewrotny, perfidny, bezlitosny.

Gęsto uniesione ponad głowami manifestantów kartony warte są uwagi nie tylko ze względu na swoje treści, choć te są oczywiście najważniejsze. Kartony to bowiem szczególny rodzaj nośnika treści. Zapożyczając określenie Tadeusza Kantora, są „przedmiotami najniższej rangi”. Zaledwie pozostałościami po czymś, wyciągniętymi ze śmietników, sklepowych zapleczy i kontenerów na segregowane odpady. Jako nośnika swoich przekazów używają ich też ludzie „najniższej rangi” – żebrzący na ulicach bezdomni, kloszardzi, uchodźcy. Kartonom powierzają oni swoje, zwykle kulawe językowo prośby, skargi, wołania o pomoc. Kartony są łącznikiem z mijającymi ich ludźmi. Łącznikiem żałosnym, tandetnym, ale częstokroć jedynym.

Sztuka już po nie sięgnęła. Zaangażowani w pomoc bezdomnym artyści nowojorscy odkupują od bezdomnych ich kartony, składając je w wielkie, przejmujące panneau. Wprowadzając w przestrzeń galerii, robią z nich „sztukę”, co tyleż jest ich wywyższeniem, co działaniem etycznie podejrzanym. Po naszych obecnych manifestacjach kartony są zwykle porzucane. Próbowano je zatykać wokół palmy na rondzie de Gaulle’a, co dopisałoby kolejny rozdział w historii tej wciąż zaskakująco otwartej na nowe znaczenia instalacji Joanny Rajkowskiej.

Zazwyczaj jednak te przedmioty „najniższej rangi”, na krótki czas podniesione do godności i obdarzone silnym głosem, wracają do swego statusu śmiecia. Ale ich przekaz pozostaje. To też znak czasu. Materialny nośnik odegrał swoją rolę, można się z nim pożegnać. Przekaz pozostanie jednak nie tylko w pamięci i umysłach uczestników wieczornych „spacerów” ulicami polskich miast. Przeniesiony z ulicznej ikonosfery do netosfery, każdy osobny, jednostkowy głos przetrwa zwielokrotniony w setkach tysięcy odsłon. Pozostanie jako zapis stanu ducha i emocji „Polaków niebezpiecznej pory” – jesieni roku 2020. Jesieni, bo nie wiemy, co ten szczególny rok jeszcze nam przyniesie.

***
3 listopada Muzeum Gdańska zgłosiło chęć przyjęcia do zbiorów transparentów, flag i nagrań z protestów. Kartony zostaną jako materialne świadectwo historii. Pojawił się nawet czynnik międzymuzealnej rywalizacji. „Może materialne pamiątki związane z protestami za 100 lat będzie posiadał tylko Gdańsk?” – pyta dyrektor Muzeum. A może za 100 lat muzea będą o nie walczyć, jak dziś walczą o tablicę ze strajkowymi postulatami stoczniowców?