„Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.”
(Albert Camus, „Mit Syzyfa”)
Kilka dni temu włoski dziennik Corriere della Sera opublikował artykuł o sensacyjnej treści. Wynika z niego, że śmierć Alberta Camusa, poniesiona w wypadku samochodowym 4 stycznia 1960 roku, mogła zostać zaplanowana przez osoby trzecie. Podróż, którą Camus odbywał w towarzystwie Michela, Janine i Anne Gallimardów, według dotychczasowej, oficjalnej wiedzy skończyła się tragicznie, prawdopodobnie ze względu na zablokowaną kierownicę lub inną usterkę techniczną. Samochód uderzył w drzewo, Camus poniósł śmierć na miejscu. Jednak ta wersja została właśnie podważona, a spokój archiwów zaburzony.
Maria Zábranova ― wdowa po czeskim pisarzu i tłumaczu literatury rosyjskiej Janie Zábranie ― ujawniła, że w jego pamiętnikach odkryła zapiski o kulisach tego wydarzenia. Według informatorów Zabrana (prawdopodobnie byli to George Gibian i Jiri Zuzanek) w wypadek uwikłani byli funkcjonariusze KGB, którzy w profesjonalny sposób nacięli opony samochodu Facel Vega, którym podróżowało grono przyjaciół. Akcja miała zostać zlecona osobiście przez ministra spraw zagranicznych ZSRR Dimitrija Shepilova, w odroczonej odpowiedzi na krytyczny artykuł napisany przez Camusa w związku z interwencją radziecką na Węgrzech w roku 1956.
fot. Robert Edwards, źródło: Wiki CommonsW tym roku minęło pięćdziesiąt jeden lat od przedwczesnej śmierci Camusa. Jak odnosiłby się on do rzeczywistości ostatnich dekad dwudziestego wieku? Jak definiowałby wolność i odpowiedzialność jednostki za świat i własne czyny? Czy stałby się intelektualnym celebrytą? Czy odchodziłby w świetle błysków fleszy paparazzich? Czy może jego słowa nie przedzierały by się przez gruby gąszcz treści błahych i zastępczych?
Nowoodkryte okoliczności śmierci Camusa mogą być nieweryfikowalne. Wydobywają jednak z przeszłości kolejną z nieszczęśliwych historii artystów, których życie kończyło się w dramatycznych, bądź nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Stali się ofiarami systemu ― jako niepasujący do świata, lub niewygodni dla tych, którzy nim zarządzają.
Katarzyna Tórz, redaktor działu produktów ubocznych w „Dwutygodniku”.
Dobry koncert jest jak wzniosła msza
Wzrasta bezrobocie, zielony zakład bankrutuje, choć udaje, że trwa i daje gwarancję
Niepozorna, w pierwszym kontakcie nieco szorstka i mało wdzięczna wyspa Lanzarote miała szczęście do obywatela, który postanowił uczynić ją miejscem przyjaznym i harmonijnym
Komentarze (0)