Jeszcze 1 minuta czytania

Katarzyna Tórz

OPÓR CODZIENNY:
Praźródło zła

Katarzyna Tórz

Katarzyna Tórz

Zgodnie ze stale obowiązującą zasadą nowszy wróg zastąpił starego. Choć oskarżenia o szerzenie przez telewizję ignorancji, propagowanie niemyślenia i niewyszukanej rozrywki nadal mają swoich zwolenników, ciężar krytyki znacząco przenosi się na internet. Znajduje się on pod stałym ostrzałem i jest winny coraz to nowym zbrodniom (m.in. pedofilii, zniesławianiu, terroryzmowi, czy zorganizowanej przestępczości). Słynny cytat poczciwego już klasyka Marshalla McLuhana – „wychowywać, znaczy uczynić niewrażliwym na telewizję” – wytraca dosadny wydźwięk i odkleja się od przedmiotu krytyki. Przecież telewizja w porównaniu z internetem jest niewinna! Nie ma w niej miejsca na przekaz niekontrolowany, oddolny czy niezapowiedziany. Wszelkie formy komunikacji z widzem i stwarzania mu pola ekspresji są albo ściśle wyreżyserowane (czy ktoś wierzy jeszcze w spontaniczne wyznania zagubionych przedstawicieli społeczeństwa, występujących w programach interwencyjnych i show?), albo moderowane poprzez dopuszczanie kogoś do głosu na tak zwanej antenie. Zawsze stanowić ma to formę nagrody i wyróżnienia. Linearność ramówki telewizyjnej stymuluje percepcję i utrzymuje ją w stanie bezpiecznego napięcia.

A jednak nawet wszechmocna i wszechpotężna telewizja nie może się oprzeć pokusie – bezwstydnie korzysta z dobrodziejstw internetu, w tym także jego najbardziej swoistych wytworów – oddolnie realizowanych i udostępnianych materiałów audiowizualnych. Coraz częściej jako tzw. ciekawostkę na koniec programów informacyjnych prezentuje się materiał znaleziony w sieci i to z poważnym opóźnieniem. Zazwyczaj są to filmiki cyrkulujące w serwisach wideo – śmieszne lub absurdalne. Wiele z nich funkcjonuje jako tzw. memy, które robią szybką karierę wśród internetowych artefaktów (por. cykl publikowany w dwutygodnik.com – „Kroniki You.Tube.com”). Przeciętny użytkownik internetu z zażenowaniem ogląda ten stały punkt programu – „odkryte” przez Panią/Pana redaktor(a) materiały przedstawiane telewidzom jako coś wyjątkowego. Te momenty zawsze dobitnie pokazują, że obecnie telewizja nie jest już w stanie nadążyć nie tylko za szybkością i ilością informacji w internecie, ale przede wszystkim nie rozumie natury ich generowania i odbioru. Emitowanie filmiku z You Tube'a, który ma już dwa lata, a zestarzał się w pamięci użytkowników mniej więcej po tygodniu, świadczy albo o ignorancji, albo o całkowitym braku wiary w inteligencję telewidzów. Jest też swoistym narzędziem manipulacji – tresuje niezorientowanych, żeby nie spodziewali się po zdegenerowanym medium internetowym treści unikalnych ani wartościowych poznawczo.

Internetowe gagi to jasna, pocieszna strona cyberprzestrzeni, chętnie mielona przez coraz mniej kreatywną telewizję. Przeważa jednak postrzeganie internetu jako molocha – siedliska przemocy, kłamstwa i niekontrolowanej wolności, które domaga się swojego dozorcy. Szczególnie w pamięć zapadło mi w ciągu ostatnich tygodni zdanie wypowiedziane w 10. urodziny TVN24 – najbardziej szanowanej i uważanej za wzór profesonalizmu stacji informacyjnej w Polsce – przez jej szefa, Adama Pieczyńskiego. W udzielonym Donacie Subbotko z „Gazety Wyborczej” wywiadzie powiedział: „Tak naprawdę praźródłem niebezpieczeństwa jest internet”. To zaskakująco szczere i proste zdanie można potraktować już tylko jako obronę coraz bardziej zagrożonej twierdzy. Panu Redaktorowi i wielu innym, przejętym losem mediów, które czeka zagłada, polecić można wykonanie skrótu Ctrl+R.