Śmierć kogniwojażera
Mark Fisher w czasie dyskusji na festiwalu Off The Page, Bristol, wrzesień 2014, fot. Paul Samuel White / The Wire

22 minuty czytania

/ Muzyka

Śmierć kogniwojażera

Agata Tomaszewska

Zmarły rok temu Mark Fisher był jednym z najważniejszych teoretyków kultury doby internetu. Odgrywał rolę drogowskazu – wyznaczał nowe kierunki myślenia i inspirował młode pokolenie badaczy i fascynatów kultury

Jeszcze 6 minut czytania

Co ma wspólnego Nietzsche z Kanyem Westem? Drake z Derridą? Czy istnieje jakakolwiek nić łącząca Britney Spears i Judith Butler? Dla Marka „k-punka” Fishera było to jedno uniwersum, na które składała się myśl teoretyczna i popkultura. Miał on niezwykły talent do swatania ze sobą zupełnie odległych na pozór  światów. W efekcie tworzył wyjątkowo przenikliwe diagnozy współczesności. „K-punk” był wykładowcą akademickim i wielbicielem brytyjskiej kontrkultury, doskonale wykształconym prekariuszem i rzecznikiem klasy robotniczej. Jego pasja i entuzjazm były równe pesymizmowi diagnoz. Jeżeli mielibyście w życiu znać tylko jednego badacza kultury – niech to będzie Mark Fisher.

Brytyjski badacz przez większość życia cierpiał na depresję – a że inspirację do pracy badawczej czerpał ze wszystkiego, co go otaczało, pesymizm, melancholia i poczucie straty nieustannie przewijają się w jego rozmyślaniach. Punktem centralnym swojej pracy Fisher uczynił zgubny wpływ kapitalizmu na kulturę i zdrowie psychiczne człowieka. Panujący system winił za zniszczenie przyszłości kultury oraz epidemię chorób psychicznych, takich jak nerwice, depresja i lęki, przy kompletnym braku odpowiedzialności za ich negatywne skutki dla społeczeństw. To, że prozac i xanax nie uzdrowią chorego systemu, Fisher wiedział aż za dobrze. Mimo że w niektórych publikacjach nie tylko stawiał gorzkie diagnozy, ale też dawał nadzieję i proponował konstruktywne rozwiązania, to chyba przestał w końcu wierzyć, że ten świat da się uratować. 13 stycznia 2017 roku popełnił samobójstwo.

Teoretycy kultury – nawet ci najwybitniejsi – często odchodzą po cichu, żegnani przez garstkę czytelników i studentów. W przypadku Fishera powstały jednak setki nekrologów, hołdów i spontanicznych wpisów na wallach. Był on jednym z najważniejszych teoretyków kultury doby internetu. Odgrywał rolę drogowskazu – wyznaczał nowe kierunki myślenia i inspirował młode pokolenia badaczy i fascynatów kultury urodzonych w czasach internetu. Dla nich, tak jak dla niego, żywa myśl naukowa nie była zamknięta za murami uniwersytetu, tylko kwitła i buzowała w dyskusjach na forach i blogach, a idee rozprzestrzeniały się za pomocą Twittera i wydawnictw. 

Flagowym przykładem intelektualnego fermentu sprowokowanego przez Fishera jest esej  „Exiting the Vampires Castle” (niedawno ukazało się jego polskie tłumaczenie) – bojowy tekst z 2013 roku, powstały w wyniku burzy na Twitterze zainspirowanej starciem brytyjskiego komika Russella Branda ze słynnym prezenterem BBC Two, Jeremym Paxmanem, znanym z agresywnego, protekcjonalnego stylu. W skrócie: w wywiadzie telewizyjnym komik o korzeniach robotniczych z wdziękiem i humorem pacyfikuje paternalizującego przedstawiciela „lewicowych elit”. Fisher wykorzystuje to starcie do postawienia diagnozy brytyjskiej lewicy, której zarzuca mieszczańsko-liberalne wypaczenie, przejawiające się zaniknięciem pojęcia klasowości i rozpadem solidarności na rzecz szerzenia się moralizatorstwa, strachu i poczucia winy.

Badacz nazywa to zjawisko Zamkiem Wampirów i prezentuje je jako strategię liberalnych brytyjskich elit służącą utrzymaniu się u władzy na lewicy. Zamkowi Wampirów (czyli liberalnej lewicy) Fisher zarzuca odejście od dyskursów klasowych ku dużo łatwiej sterowalnym dyskursom tożsamościowym (rasa, płeć społeczno-kulturowa), gdzie to mieszczaństwo decyduje, czyją tożsamość uznaje, a kto już przekracza tolerowane granice „dobrego smaku”. Zdaniem Fishera takie przesunięcie akcentów stoi w sprzeczności z lewicowymi ideałami równości i daje klasie rządzącej monopol na moralność. Jako główne założenia liberalnej, uprzywilejowanej lewicy badacz identyfikuje m.in. nadmierną powagę. Fisher pisze też, że lewica uwielbia wywoływać w ludziach poczucie winy. Porównuje to zachowanie do polowania na czarownice – z powodu nawet jednej niefortunnej wypowiedzi jest ona gotowa nadać komuś etykietę seksisty czy transfoba.

Fisher w tekście zarzuca też lewicowej elicie propagowanie takich wartości, jak indywidualizm i wolny rynek, czy podkreślanie rzekomej opresyjności państwa. Przypomina, że celem lewicowej walki nie jest ani zyskanie uznania mieszczaństwa, ani jego eliminacja – celem jest zniszczenie opresyjnej struktury klasowej, w której mieszczaństwo, w przeciwieństwie do robotników, reprezentuje interesy kapitału, a nie ludzi. A kapitał nie służy nikomu, tylko pomnażaniu samego siebie.

Od czego rozpocząć zmianę na lewicy i budowę „nowego świata”? Fisher sam przyznaje, że to zadanie ogromne i budzące strach nawet w nim samym. Dlatego proponuje strategię małych kroków – należy powrócić do budowania prawdziwych wspólnot, opartych na zaufaniu i solidarności, w których różnice zdań służą dyskusji, a nie wykluczaniu. Zwraca uwagę na konieczność „okupowania sfery komunikatywnego kapitalizmu”, czyli mediów społecznościowych. Ostrzega, że jest to aktualnie „terytorium wroga”, które jednak możemy wykorzystać, by przypominać o tym, że walka klas nadal trwa i że istnieje lewicowy świat poza Zamkiem Wampirów.

Fisher był radykalnym, lewicowym idealistą. Wierzył w lewicowość absolutnie – uważał, że to jedyne, co może nas uchronić przed pustoszącym świat kapitalizmem. Był człowiekiem epoki, doskonale wykształconym akademikiem-prekariuszem. Całe życie badał kulturę i wspierał dążenia klasy robotniczej. Był zagorzałym fanem drużyny Nottingham Forest, a jego świadomość klasowa ponoć uformowała się w efekcie tragedii na stadionie Hillsborough w 1989 roku, gdzie 96 kibiców zginęło, a 766 zostało rannych. Największą katastrofę w historii brytyjskiego sportu Fisher obserwował z trybun gospodarzy, nie mogąc nic zrobić by pomóc. A sądząc po jego tekstach – pomaganie klasie robotniczej było dla niego rodzajem nie tylko lewicowej, ale też osobistej misji.

Urodzony w 1968 roku w przemysłowym rejonie Anglii, Fisher zawsze czuł wyjątkową więź z dziedzictwem klasy pracującej. Wiele tekstów na jego blogu oraz cały rozdział w zbiorze „Ghosts of My Life”  poświęcony jest kulturze popularnej w robotniczej Anglii lat siedemdziesiątych, zwanej przez niego „pulpowym”, a później  „popularnym modernizmem”. Kryminały Davida Peace’a, muzyka The Fall i Joy Division, „Dr. Who”, szpiegowskie powieści Johna Le Carré, kino science fiction i horrory – wytwory popkultury w jego oczach nie były prostymi rozrywkami dla ludu, lecz największymi osiągnięciami kultury XX wieku, dziełami o kontrkulturowym, radykalnym potencjale, który tylko czekał na rozszyfrowanie. A nikt tak nie rozszyfrowywał popkultury jak Fisher.

Co ciekawe, zanim stworzył ten termin, Fisher sam był przez moment częścią popularnego modernizmu. Podczas studiów doktoranckich na Warwick University zaangażował się w studencki kolektyw cyberfilozoficzny znany jako Ccru (Cybernetic Culture Research Unit), w którym młodzi, radykalni filozofowie łączyli poststrukturalizm z rave'em, cyberfeminizmem i internetem, produkując eksperymentalne teksty, a także… drum’n’bass. Ich działalność zaowocowała powstaniem akceleracjonizmu, uznawanego obecnie przez wielu za jedyny dostępny sposób na pokonanie kapitalizmu. Jest to idea przypisywana Nickowi Landowi (założycielowi Ccru), ale jej zaczyny można znaleźć już u Marksa i Nietzschego. Akceleracjonizm opiera się na przekonaniu, że aby zniszczyć kapitalizm, trzeba jak najbardziej przyspieszyć proces jego rozwoju. Bo tylko w ten sposób uda się wzmocnić jego autodestrukcyjne tendencje, które doprowadzą go do samounicestwienia – lub rozpętają rewolucję społeczną.

Fisher wcześnie dostrzegł potencjał internetu do zdobywania, przetwarzania i rozprzestrzeniania wiedzy – i to w nim rozwinął swoją działalność. Efektem był blog (k-punk.org), forum dyskusyjne (Dissensus) i wydawnictwa (Zero Books, The Repeater). Ale najważniejszym celem było dla niego stworzenie prawdziwej wspólnoty wymiany myśli, internetowej społeczności, która wspierała, pomagała i zażarcie dyskutowała o najważniejszych problemach współczesności.

Fisher jako k-punk był nie tylko badaczem o unikalnej metodzie analizy kulturowej, ale też błyskotliwym krytykiem muzycznym, który odnajdywał polityczno-społeczne drugie dno w popowych przebojach, które tradycyjny kulturoznawca raczej by zlekceważył.

Oprócz talentu do analizowania kultury masowej za pomocą abstrakcyjnych idei filozoficznych Fisher miał również dar prostego i atrakcyjnego przekazywania myśli i często pisał – można powiedzieć, że miał naturalne predyspozycje do zostania gwiazdą blogosfery. I tak też się stało. Blog k-punk, działający najaktywniej na początku lat dziesiątych XXI wieku, ukształtował całe pokolenie młodych badaczy kultury cyfrowej, masowej i niezależnej, inspirując ich do intertekstualnych poszukiwań, analizy za pomocą narzędzi krytycznych i poststrukturalnych, ale też do myślenia samodzielnego, nieposłusznego i odważnego, do poszukiwania nowych metod, niezbadanych terenów dla intelektualnej inspiracji, zabawy, ciekawości oraz ponad wszystko – do korzystania ze swoich pasji i zainteresowań.

Można za Edwinem Bendykiem nazwać Fishera kogniwojażerem, gdyż jego celem była nie tyle akademicka praca teoretyczna (choć pracował jako wykładowca na Wydziale Kultur Wizualnych w Goldsmiths, University of London) czy stworzenie jakiegoś spójnego systemu filozoficznego (choć stworzył pojęcie „realnego kapitalizmu”) – raczej przetwarzał i rozprzestrzeniał wiedzę powstającą na skrzyżowaniu kultury masowej, polityki, lewicowej filozofii i nowoczesnych technologii. Inspirował, prowokował, pobudzał do dyskusji – zawsze w imię wyższego dobra, by uratować świat przed złem, nie dbając tak bardzo o własne interesy, jak o interesy wspólnot, w które mocno wierzył.

Fishera poznałam, podobnie jak większość, za sprawą jego głośniej publikacji „Capitalist Realism – Is there no alternative?”. Opublikowana w 2009 roku niepozorna 80-stronicowa książeczka była dla wielu humanistów czymś pomiędzy trzęsieniem ziemi i otwarciem puszki Pandory. Fisherowi udała się rzecz niezwykła – uchwycił ducha naszych czasów na samym początku kryzysu i przepowiedział kierunek, w którym rozwinie się kultura w najbliższej dekadzie.

Realnym kapitalizmem Fisher nazwał system, w którym aktualnie żyjemy. Uznał, że kapitalizm tak głęboko wniknął w świat i w nasze życia, że z jednej z możliwych ideologii stał się czymś przezroczystym i niewidocznym, jak powietrze, którym oddychamy, sprowadzając inne systemy (takie jak socjaldemokracja, republikanizm, monarchia, socjalizm czy komunizm) do roli podrzędnej – każdy z nich musi i tak uznać, że funkcjonuje w rzeczywistości kapitalistycznej: w realnym kapitalizmie. Fisher uważa, że to bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ o ile inne systemy były stworzone, by (przynajmniej w teorii) ludziom żyło się lepiej, to celem kapitalizmu jest jedno: akumulacja kapitału, a ludzie są potrzebni jedynie o tyle, o ile można ich wykorzystać do mnożenia zysków. I nie chodzi nawet o dobrobyt tego mitycznego jednego procentu ludzkości – nie, kapitalizm nie służy nikomu, niszczy zarówno biednych, jak i bogatych. Fisher obawia się, że kapitalizm może zniszczyć ludzkość.

Ale to nie jedyne znaczenie tego pojęcia. Z perspektywy kulturalnej realny kapitalizm najbliżej pokrywa się z Jamesonowskim postmodernizmem, ale jest o tyle lepszy, że autonomiczny – nie jest po prostu kolejnym etapem po modernizmie. Fisher odnajduje też bliskość znaczeniową realnego kapitalizmu z „końcem historii” Fukuyamy, tyle że na poziomie kulturowym. Dlaczego? Tu wchodzi do gry pesymistyczna wizja kultury k-punka: uważał, że kultura umarła wraz z końcem XX wieku, a to, co mamy teraz, jest przeżywaniem żałoby w towarzystwie widm minionych epok unoszących się nad XXI wiekiem. Według Fishera proces zabijania kultury przez kapitał rozpoczął się już w latach dziewięćdziesiątych.

Jako przykład przytaczał postać Kurta Cobaina – uważał go za artystę, który zrozumiał nadchodzącą tragedię rzeczywistości: niemożność stworzenia w kulturze niczego nowego, niemożliwość buntu przeciw napędzanej kapitałem machinie show-biznesu, która niczym czarna dziura wchłania wszystko: i bunt, i antykapitalizm, i negację, i ucieczkę. Kiedy życie jest niczym innym jak środkiem do kumulacji kapitału, to wyjściem pozostaje jedynie samobójstwo – ostateczny akt protestu, który uwalnia z tyranii zysku i straty.

Śmierć Cobaina była dla Fishera symbolicznym końcem buntu w kulturze – po rocku nadeszła era hip hopu – gatunku, który zbudował swój niebywały sukces na akceptacji przemocy kapitalizmu i prostej konstatacji, że skoro kapitał wykorzystuje nas, to czemu nie wykorzystać jego. Co ciekawe, zmieniło się też rozumienie znaczenie pojęcia „prawdziwy” (ang. „real”) – z etosu autentyczności i bezkompromisowości nastąpiło przesunięcie w stronę akceptacji panujących zasad gry (słynne „Get rich or die tryin'” 50 Centa). Znasz prawdę o świecie, kiedy rozumiesz zasady brudnej gry w kapitalizm, w której jesteś albo zwycięzcą, albo przegranym. Większość będzie przegrana.

Czy nic już się nie da zrobić? Czy zostały nam jedynie samobójstwo lub oportunizm? Fisher nie tracił nadziei. Badając realny kapitalizm z perspektywy lacanowskiej, dostrzegał w kapitalizmie pęknięcia odsłaniające realne: katastrofy ekologiczne, epidemię chorób psychicznych oraz biurokrację. Autor szczególnie dużo miejsca poświęcał temu drugiemu aspektowi – społeczny problem depresjii i nerwic traktował bardzo osobiście. Dostrzegał rozwijające się nowe, niepokojące stany psychiczne, takie jak „refleksyjna impotencja” (jest źle i wiem, że nic na to nie poradzę) czy „depresyjna hedonia” (nieumiejętność robienia czegoś, co nie daje przyjemności). Twierdził, że nowe pokolenie jest „postliterackie”, zbyt przebodźcowane, by się skoncentrować, i postrzegające czytanie książek jako nudną, nieakceptowalną czynność – bo oznaczającą konieczność wyjścia z sieci nieustającej stymulacji i bodźców. ADHD i dysleksja są postrzegane jako choroby naszych czasów, Fisher dodatkowo uznawał je za patologie typowe dla późnego kapitalizmu – powstałe w konsekwencji nieustannego podłączenia do „hiper-zmediatyzowanej kultury konsumpcyjnej”.

Już w tytule książki Fisher stawia pytanie retoryczne: czy nie ma żadnej alternatywy? Nie da mu się odmówić przenikliwości spostrzeżeń, brakuje tu natomiast jakiejkolwiek iskierki nadziei – badacz jedynie stawia diagnozę, nie daje recepty na przyszłość.

Druga idea kojarzona z Fisherem nie jest jego – pierwszy raz została użyta w 1993 roku przez Jacques'a Derridę w książce „Widma Marksa”. Hauntologia (spolszczenie „duchologia” nie do końca oddaje jej prawdziwego sensu) jest typowo derridiańską grą słowną, połączeniem słów  „ontologia” i „hanter” (franc. nawiedzać). I choć po francusku brzmi identycznie jak ontologia, to w przeciwieństwie do nauki o tym, co jest – zajmuje się tym, czego tak naprawdę nie ma. Widmo to dla Fishera „agent rzeczywistości, rozumiane nie jako coś nadnaturalnego, ale jako coś, co działa, choć (fizycznie) nie istnieje”. Za najlepszy przykład takiego „widmowego zdarzenia” Fisher uważa samo zjawisko kapitału – abstrakcyjnego świata finansów, gdzie to, co wirtualne, jest jak najbardziej rzeczywiste.

Fisher dostrzegł, że hauntologia idealnie odzwierciedla jego tezy o sytuacji współczesnej kultury, dlatego włożył termin w nowe konteksty i spopularyzował nie tylko w świecie akademickim, ale też – a może nawet głównie – w świecie kultury. Fisher tłumaczy hauntologię jako tęsknotę za utraconymi przyszłościami – wersjami przyszłości, na które wszyscy czekali, ale które nie nadeszły. Badacz odwołuje się w tym przypadku do lat siedemdziesiątych w Anglii – czasu rozkwitu popularnego modernizmu, kiedy to klasa pracująca miała niepowtarzalną szansę na uczestnictwo w kulturowej produkcji, zanim nastąpiły czasy thatcheryzmu i wszystko zostało zniszczone. Hauntologia Fishera nie jest tęsknotą za konkretną epoką – ale za wznownieniem procesu demokratyzacji i pluralizmu. Zdaniem autora to, za czym tęsknimy w XXI wieku, to przyszłość popularnego modernizmu, która nigdy nie nadeszła.

Fisher uznawał muzykę za punkt centralny przepracowywania utraconych przyszłości. W XXI wieku pojawili się muzycy (zwłaszcza w sferze elektroniki i indie) zafascynowani zjawiskiem pamięci słuchowej, retrofuturyzmem czy też procesami rozpadu analogowych nośników muzycznych. Fisher dostrzegał w tych eksperymentach „próbę zmierzenia się z impasem kulturowym, jakim jest porażka przyszłości”.  Artyści hauntologiczni znani są z fascynacji niedoskonałymi dźwiękami radia, telewizji, analogowych syntezatorów i kaset magnetofonowych, a inspiracji szukają w... swojej pamięci. Stare programy edukacyjne, nagrania z bibliotek, przeskakiwanie po stacjach radiowych, piosenki, których słuchali rodzice i których nie mamy prawa pamiętać, a mimo to budzą w nas niezwykłe uczucie tęsknoty… echa dawnych, minionych piosenek, wspomnienia koncertów, na których nie byliśmy, i muzyka, którą słyszymy tylko w snach… to tematy poruszające serca i wyobraźnię muzyków hauntologicznych (i hipnagogicznych). Do reprezentantów tego nurtu należą m.in: Burial, The Caretaker, William Basinski, Boards of Canada, Ariel Pink, John Maus, James Ferraro, wczesne Ducktails czy Panda Bear.

Podobne obserwacje można znaleźć u znajomego Fishera – krytyka muzycznego Simona Reynoldsa. Stworzył on pojęcie retromanii, czyli uzależnienia kultury od swojej własnej przeszłości. W książce poświęconej tej idei („Retromania”, 2012) dowodzi, jak bardzo jesteśmy zafiksowani na muzycznych nurtach drugiej połowy XX wieku i jak trudno (o ile w ogóle) przychodzi nam stworzenie czegoś nowego – a skoro przyszłości kultura już nie ma i niepewność jutra towarzyszy nam na każdym kroku, to nie pozostaje nic innego jak melancholijne spojrzenie w przeszłość – na złote czasy rozkwitu muzyki pop, lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte. Kopiowanie, odgrywanie, pastiszowanie.

Muzykę XXI wieku Fisher określał jako smutek hedonisty. Flagowym przykładem czynił przełomowy album Kanyego Westa „808s & Heartbreak”, w którym doszukiwał się inspiracji Joy Division, a o zastosowanym tam autotunie, który nazywał „zapłakanym androidem”, pisał: „Jeśli cokolwiek można określić znakiem rozpoznawczym kultury konsumpcyjnej XXI wieku, to jest nim to uczucie cyfrowo poprawionej normalności – perwersyjna, lecz ultrabanalna norma, z której wyczyszczone zostały wszystkie wady”.

Kolejną obserwacją Fishera było to, że spod wymuszonego uśmiechu XXI wieku wyziera sekretny smutek. Ten smutek, jak twierdził badacz, dotyczy samego hedonizmu. Nie jest zaskoczeniem, że ta melancholia najmocniej jest widoczna w hip hopie – gatunku od 20 lat coraz bardziej związanym z rozkoszami konsumpcji. Dwaj ulubieni przez Fishera reprezentanci tego gatunku – Kanye West i Drake – są w podobny sposób zafiksowani na eksplorowaniu nędzy tkwiącej w samym sercu wybujałego hedonizmu. Jako artyści odnieśli olbrzymi sukces i dawno nabyli wszystko to, co chcieli. Teraz, nasyciwszy hip hopowy głód niepohamowanego konsumowania, Drake i West rozpustnie korzystają z łatwych przyjemności, odczuwając mieszankę frustracji, złości i obrzydzenia sobą, świadomi, że czegoś im tu brakuje, lecz nie wiedzą czego.

Bibliografia Marka Fishera

„The Resistible Demise of Michael Jackson” (jako redaktor) (Winchester: Zero Books, 2009);
„Capitalist Realism: Is there no alternative?” (Winchester: Zero Books, 2009);
„Ghosts of My Life: Writings on Depression, Hauntology and Lost Futures” (Winchester: Zero Books, 2014);
„The Weird and the Eerie” (Repeater Books, 2017);
„K-Punk: The Collected Writings of Mark Fisher” (pod redakcją Darrena Ambrose'a, Repeater Books, planowany termin wydania: II połowa 2018 roku).

Fisher bardzo przeżywał upadek kultury w XXI wieku. Jak łatwo się domyślić, uważał, że winnym kryzysu jest postfordowski kapitalizm, który zniszczył solidarność i poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi, przez co zamiast poszukiwać nowego i nieznanego, zwrócili się w stronę tego, co już znają. Ponadto nowe formy komunikacji i prekarne stosunki pracy doprowadziły do „deerotyzacji kultury” – ponieważ sztuka uwodzenia zabiera za dużo czasu, a nikt go przecież już nie ma. Więc kultura musi być jak młotek, co widać po globalnych sukcesach muzyków pokroju francuskiego producenta Davida Guetty czy elektro-popowego duetu The Chainsmokers. Kolejny zarzut: artystów pozbawiono środków niezbędnych do tworzenia nowej sztuki. Nie ma już miejsca, gdzie twórcy mogą się ukryć przed presją efektywności, zysku i sukcesu. Są skazani na pracę, a czas wolny, który można by poświęcić na twórczość, coraz bardziej się kurczy. Dramatyczny wzrost wysokości czynszów oraz kredytów skazał ludzi na nieustanną pracę i uzależnił ich od pieniądza na całe życie – ponieważ nie da się już żyć na „socjalu”, wyborem jest albo tracenie życia na pracę, która pozwala opłacić czynsz, albo marginalizacja. Ledwo starcza na sen i rodzinę – czasu na twórczość i życie kulturalne nie przewidziano. Niech oglądają memy na fejsie!

Fisher był postacią bardzo złożoną. Z jednej strony, entuzjastyczny i nietuzinkowy badacz akademicki, wielbiciel popkultury i digitalu, krytyk muzyczny, inspirujący bloger i wnikliwy obserwator rzeczywistości; z drugiej, niezmordowany krytyk kapitalizmu, radykalny lewicowiec tęskniący za rewolucją, bezkompromisowy obrońca klasy robotniczej oraz wielki pesymista, wieszczący, że lepszy świat był wczoraj i że jeżeli chcemy kiedyś wyjść z Zamku Wampirów i uwolnić się z pułapki realnego kapitalizmu, to musimy połączyć siły, odbudować więzi i zacząć używać internetu do walki, a nie rozrywki. Pytanie tylko, czy nie jest już za późno.