dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

HISTORIA NIE-JEDNEGO OBRAZU:
Pocztówki z Wenecji

Sztuka Grażyna Bastek

W kufrach wielu osiemnastowiecznych podróżników opuszczających Wenecję znajdowała się niewielka weduta – widok miasta albo kaprys – malowniczy pejzaż z ruinami, kanałami i laguną, pierwowzór dzisiejszej pocztówki

Wenecja znajdowała się na trasie osiemnastowiecznej grand tour, obowiązkowej wyprawy zamożnej młodzieży z wyższych sfer. W „wieku świateł” młodzi angielscy gentlemani, niemieccy książęta, rosyjscy i polscy arystokraci, wysyłani byli w wielomiesięczną podróż edukacyjną, podczas której poznawali ustalony kanon miejsc i dzieł sztuki.

Michele Marieschi, „Ponte Rialto”, Muzeum
Narodowe w Warszawie, depozyt rodziny
Potockich z Krzeszowic
Głównym celem wyprawy były Italia i Grecja, Ateny i Rzym. W drodze na południe  – z Alp do Florencji i Rzymu – leżała Wenecja, jedyne słynne włoskie miasto, które, choć pozbawione antycznych korzeni, wabiło swą wyjątkowością – bizantyńskim przepychem. Miasto, które w naturalnych warunkach, którymi dysponowało, właściwie nie powinno istnieć, stworzyło  sztukę wyjątkową, przejawiającą się w splendorze wyrastających z wody pałaców, wyposażonych w najwyższej jakości przedmioty ze szkła, tkaniny, meble i obrazy. Elitarni podróżnicy nosili podobne paryskie ubrania, oglądali te same miasta i te same zabytki, podziwiali identyczne malownicze widoki, kupowali włoskie obrazy i kopie greckich rzeźb. Z Wenecji natomiast przywozili weduty – obrazy przedstawiające najpopularniejsze budowle i widoki miasta. Podczas ciemnej zaalpejskiej zimy przypominały błękitne niebo, odbijające się w kanałach i lagunie. Na weneckich wedutach i kaprysach panowała bowiem zawsze dobra pogoda.

Mistrzowie różnych formatów

W XVIII wieku malarstwo wedutowe, „wynalezione” wiek wcześniej przez artystów z Północy, stało się jedną ze specjalizacji weneckich malarzy – od Luki Carlevarisa po Francesca Guardiego, a miano największego mistrza pejzażu miejskiego w Wenecji przypadło Antoniemu Canal, zwanemu Canalettem. Jednakże jego monumentalne, starannie opracowane kompozycje nabywali jedynie najzamożniejsi.

Michele Marieschi, „ Fantazja architektoniczna”,
Muzeum Narodowe w Warszawie
Tym, których nie stać było na obraz Canaletta, rynek oferował kompozycje mniejsze i tańsze, ponadto – z czego nabywcy być może nie zdawali sobie sprawy –  tworzone seryjnie.  Malarzem, który wyspecjalizował się w niewielkich formatach, był Michele Marieschi. Stworzona przez niego „fabryka” wedut i kaprysów prosperowała na tyle dobrze, że po przedwczesnej śmierci malarza (w 1743 r.) jego uczeń i współpracownik, Francesco Albotto, ożenił się ze starszą od siebie wdową po mistrzu i przez kolejne lata z sukcesem prowadził warsztat. Pracownię Marieschiego, a później Albotta opuszczały zarówno weduty Wenecji, jak i kaprysy – ruiny nad brzegami morza lub przedstawienia fantastycznych wnętrz.

Wszystkie gatunki uprawiane przez malarzy są reprezentowane w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie: dwa widoki Wenecji – „Ponte Rialto” (il. 1) i „Pałac Dożów”; dwie fantazje wykorzystujące elementy architektoniczne dziedzińca Pałacu Dożów (il. 2) i dwa pejzaże z malowniczymi ruinami i kanałami (il. 3). Weduty zostały zakupione przez rodzinę Potockich (kupił je w 1824 r. Artur Potocki, jako dzieła Antonia Canal), a fantazje architektoniczne przez Steckich w połowie XIX wieku.

Przerwana praca

Marieschi rozpoczął karierę weducisty na początku lat trzydziestych XVIII wieku, kiedy sława Canaletta była już ugruntowana. Nie konkurował jednak z wielkim mistrzem, lecz zdominował rynek swoimi niewielkimi kompozycjami, które malował w dwu standardowych formatach: 55 x 85 cm i 35 x 55 cm. Nabite na blejtram i już zagruntowane płótna kupował zapewne w specjalistycznych warsztatach.  To niewątpliwie ułatwiało masową produkcję. Kompozycje o tych samych wymiarach łatwiej mechanicznie powtarzać i przetwarzać – kopiować, bądź replikować. Ponadto pięćdziesięciocentymetrowe płótno nie było ani zbyt duże, ani zbyt ciężkie – można je było spakować do kufra.  Cztery kompozycje z Muzeum Narodowego w Warszawie mają takie właśnie standardowe wymiary 35 x 55 cm. Odbiegają od tego formatu weduty, ale zagadkę ich nietypowego rozmiaru wyjaśnił rentgenogram. Oba obrazy powstały z przecięcia na pół innego standardowego płótna, tego o wymiarach 85 x 55 cm. Przed przecięciem była na nim wstępnie opracowana kompozycja, przedstawiająca widok Wenecji. Dlaczego praca nad nią została przerwana, a płótno przecięto na pół? Może do realizacji nowego zamówienia pilnie potrzebne były dwa nowe podobrazia, przedstawiające najbardziej rozpoznawalne weneckie budowle?

Camera obscura

Warsztat Michele Marieschiego, „Kaprys
z malowniczymi ruinami”
, Muzeum Narodowe
w Warszawie
Obrazy Marieschiego, pomimo – a może właśnie dlatego, że były malowane seryjnie – wnoszą bardzo wiele nowego do weneckiej weduty. Sposób przedstawiania miasta, wybór motywów, urozmaicanie widoków malowniczymi figurkami i scenkami nie odbiegają zasadniczo od kompozycji Antonia Canal. Różnią je natomiast od nich efekty artystyczne: mniejsze formaty i węższe kadry oraz bogatsze opracowanie faktury malarskiej i światła. Główną różnicą jest odmienny wstępny sposób opracowywania, a następnie przenoszenia na płótno widoku konkretnego fragmentu miasta.

Narzędziem Antonia Canal była camera obscura, przenośne urządzenie optyczne, które astronomom od starożytności służyło do obserwacji nieba, a artystom do utrwalania widoków. Jej działanie można porównać do tradycyjnych aparatów fotograficznych, tyle tylko, że wpadający do kamery obraz nie był utrwalany na światłoczułym materiale – można go było jedynie odrysować. Camera obscura, którą stosował Canaletto, zachowała się.

Niewielki przenośny aparat zaopatrzony w ciemną kotarę, pod którą artysta stał lub siedział i rysował odbity na matówce odwrócony i pomniejszony widok, nie pozwalał na zarejestrowanie szerokiej panoramy. Aby stworzyć rozległy widok, artyści przesuwali stopniowo kamerę, notując go fragment po fragmencie. Wykonywane w miejskim pejzażu szkice Canaletta, nazywane przez artystę scaraboti, zachowały się w szkicowniku artysty znajdującym się, podobnie jak i jego kamera, w Akademii Weneckiej.

Na podstawie szkiców stworzonych w plenerze artysta wykonywał już w pracowni precyzyjny rysunek przyszłej kompozycji, wyrównując skalę i optyczne zniekształcenia poszczególnych kadrów, zanotowanych przy pomocy stopniowo przesuwanej camera obscura i łącząc je ze sobą. To ten rysunek był mechanicznie przenoszony na płótno, a później zapewne służył jeszcze do wykończenia szczegółów architektonicznych.

„Fabryka” Michele Marieschiego

Michele Marieschi w pierwszym etapie również posługiwał się, ustawioną w plenerze, camera obscura. Współczesny mu rysownik i pisarz Anton Maria Zanetti skarykaturował go stojącego na weneckim nadbrzeżu z aparatem ustawionym na kamiennej balustradzie. Nie zachowały się jednak – a może nie zostały mu poprawnie przypisane – rysunki z camera obscura, ani też precyzyjne projekty przyszłych kompozycji malarskich.

Być może Marieschi – w przeciwieństwie do Antonia Canal – przenosił widok z camera obscura bezpośrednio na płótno. Linie takiego schematycznego rysunku, opracowanego na zagruntowanym płótnie, widać na krawędziach jednej z warszawskich wedut – „Pałacu Dożów”. To mógł być kolejny powód, dla którego artysta stosował małe formaty obrazów i niewielkie, niezbyt rozległe kadry. Pod czarną kotarą osłaniającą camera obscura szkicował widok fragmentu miasta bezpośrednio na zagruntowanym i nabitym na blejtram płótnie, a nie na kartce papieru.

Michele Marieschi, „Fantazja
architektoniczna”
, fragment ukazujący sposób
opracowania faktury za pomocą palców i 
wykończenia liniami oddającymi detale
architektoniczne
Kolejną innowację wprowadził Marieschi w sposobie opracowywania faktury i efektów światłocieniowych. W jego kompozycjach światło drga na ceglanych i kamiennych murach, migocze na wodzie, oddając zjawiskowy charakter weneckich refleksów i odbić. Ten efekt osiągał niezwykle prostą, mechaniczną metodą. Gdy na płótnie widniał już zarys kompozycji, a więc linie wyznaczające zarysy architektury, wody i łodzie, malarz nakładał jasną podmalówkę w tych partiach, które miały być oświetlone. Następnie w jeszcze mokrej farbie odciskał palce, aby uzyskać gęstą i nieregularną fakturę.

Jak powstawały obrazy w „fabryce” Marieschiego i Albotta? Możemy to sobie wyobrazić. Oto mistrz przychodzi do pracowni ze szkicem miejskiego widoku utrwalonym za pomocą camera obscura. On sam i jego pomocnik kopiują ten widok na kilku płótnach jednocześnie, a każde z nich ma te same wymiary. Nakładają na nie pierwszą warstwę malarską – podmalówkę. Gdy jeszcze jest mokra, odciskają w niej palce i tworzą fakturę i rozkład światła (il. 4). Gdy podmalówka wyschnie, nakładają końcowe warstwy farby, laserunkowo w cieniach i kryjąco w światłach. Wykończają obrazy cienkimi liniami, podkreślając zarysy poszczególnych budynków i ich detale.

Potem do pracy przystępuje kolejny artysta – specjalista od sztafażu, który na ukończonym już pejzażu maluje ludzi na nadbrzeżach, w łódkach, na mostach.

Postaci w weducie były drugorzędne, nazywano je macchiette, a ich twórcy nie byli uznawani za autorów dzieła. Marieschi współpracował z kilkoma malarzami figur, nazwisk wielu z nich nigdy nie poznamy, ale wśród nich mogli być malarze uznani, jak na przykład Francesco Fontebasso.  Odtwarzając sposób, w jaki w warsztacie Marieschiego powstawały weduty i kaprysy, można odnieść wrażenie, że była to wysoce wyspecjalizowana i sprawnie zorganizowana linia produkcyjna. Tak w XVIII wieku „produkowano” malownicze pocztówki z Wenecji.

Warszawa po Wenecji

Malarski styl Marieschiego był naśladowany przez innych weducistów jeszcze w końcu XVIII wieku. Efekty wibrującego światła i swobodne traktowanie wykresu perspektywicznego bardziej niż twórczość Canaletta inspirowały następne pokolenie weneckich weducistów, m.in. rodzinę Guardich.

Natomiast Canalettowskie pracochłonne przetwarzanie widoku – od szkicu z camera obscura, poprzez opracowanie rysunku w pracowni i dokładne przeniesienie go na płótno – kontynuował Bernardo Bellotto, siostrzeniec Antonia Canal, który naśladując stryja, zwał się również Canalettem. Dzięki niemu znamy widoki osiemnastowiecznej Warszawy, która malowana była w istocie wedle weneckiej praktyki Antonia Canal.

Grażyna Bastek, kustosz malarstwa włoskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie, zajmuje się dawnym malarstwem, technikami malarskimi i problemami konserwacji.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.