Zostaje to, co następuje

Jarosław Borowiec

Najnowszy tom Julii Hartwig to zapis chwil, które wypełnione są tajemnicą i paradoksem, zgodą na tajemniczość nadziei

Jeszcze 1 minuta czytania

1.

„Ktoś zgubił słowo «poezja»
i szuka jej w obcym kraju
za dziwnym widnokręgiem
za którym nie dojrzysz więcej
prócz skrawka nadziei – przyszłość.
Spójrz w jasne oczy dziecka
i zacznij sylabizować
kaligraficznie zadanie,
które zgubiłeś w podróży
zatraceń swego wspomnienia.
Tak, droga była długa
i szkoda, że musisz już wracać.
Lecz nic nie zbuduje nienawiść”

2.

Julia Hartwig, „Jasne niejasne”.
Wydawnictwo a5, Kraków, 64 strony
w księgarniach od 14 maja 2009
Przyzwyczaiła nas Julia Hartwig do wydawanych co kilka lat tomów poetyckich – tomów, w których z właściwym sobie spokojem, skupieniem i czułością, poszukując najprostszych słów, opowiada o sensie życia; o tym, jak jest ważne, żeby nie usypiać swojej czujności.

Nie ma w jej wierszach tego, co moglibyśmy określić mianem taniej poetyckiej atrakcyjności i efektowności. Nie ma pustych gestów i słów, za które nie bierze się odpowiedzialności. Podręcznikowych i kulturowych problemów, które rozpatruje się w modnych teoretycznych dyskursach. Wierszy, które naśladowałyby wiersze.

Z wielu powodów na mapie współczesnej literatury Julia Hartwig zajmuje miejsce szczególne – nie tylko jako wybitna tłumaczka poezji francuskiej i amerykańskiej, eseistka, autorka świetnych monografii czy wyjątkowych próz poetyckich, ale nade wszystko właśnie jako poetka. Na tę poetycką wyjątkowość składa się chociażby wypracowany, rozpoznawalny styl jej wierszy, literacka kultura, wiara w nieśmiertelność sztuki, harmonia ze światem, uderzająca równowaga, brak zgody na bylejakość – ale nie ma tu łatwych pocieszeń, bowiem „tajemnicza jest nadzieja” i na wiele pytań nie ma odpowiedzi, a ludzie i uczucia potrafią od nas odejść bez pożegnania.

Warto zestawić najnowszy tom poetycki Julii Hartwig – „Jasne niejasne” – z jej ostatnimi zbiorami wierszy: „Nie ma odpowiedzi” (2001), „Bez pożegnania” (2004) czy „To wróci” (2007), by zobaczyć jak wiele w nich miejsc wspólnych, odrzucenia rozpaczy, mądrej zgody na świat, pamięci o przyjaciołach, pytań o istotę wiersza, sens pisania.

3.

Pamięć, ta dobra i zła – czym jest? Potrzebą, koniecznością, obowiązkiem, fundamentem świata? Pisała Julia Hartwig w „Błyskach” (2002): „Pamięć jednego człowieka zawiera w sobie i strzępy historii ogólnej, i tej najbardziej osobistej. Zatapianie się całych obszarów w niebyt,  niemożliwy już do wskrzeszenia, jest jednym z największych dramatów bezradnej wobec tego procesu osobowości”. Zapomnieć to wyrzec się siebie, a niepamięć może stać się bólem i karą. Może stąd tak częste w najnowszym tomie powroty do miejsc i ludzi, prośby o ocalenie w pamięci chociażby tej „jednej chwili z widokiem” czy tych, którzy „ocalili nas od praw, które nie są naszym prawem” – jak w wierszach „Klarysew” i „ Do przyjaciół”.

Wiele w „Jasne niejasne” wierszy, które stają się medytacją nad słowem: „aby nie ubierać go zbyt bogato i nie skrapiać wonnościami” („Słowo”). Wiele pytań: „Jak uniknąć zakłamania codziennej mowy/ w której tyle jest panaboga/ tyle litanii kierowanych przez ludzi i do ludzi/ tyle odziedziczonych po praprzodkach/ modlitewnych zawołań/ w sąsiedztwie bluzgów i złorzeczeń” („Zapatrzona”). Słowo, które potrafi być modlitwą i złorzeczeniem. Znaleźć to jedno, które można by podać zamiast ręki, które potrafi oddać to, co minęło. W przejmujący sposób powracają również pytania o to, kto staje zatem między nami a słowem. Między historią a jej opowieścią. Bo „Kto przekazał nam Jego słowa/ Abba Ojcze/ Oddal ten kielich ode mnie”, kiedy uczniowie spali pogrążeni w głębokim śnie? – pyta w wierszu „Getsemane” Julia Hartwig, by pokazać nam, jak łatwo zapominamy o najważniejszych pytaniach dotyczących tego, w co wierzymy. Uświadamiając nam, że niedowierzanie i nieufność podyktowana zdrowym rozsądkiem może zostać przemieniona w mądrość i bezgraniczną wiarę w to, że każdy z nas ma swoją własną i jedyną drogę.

O jednej rzeczy chciałbym jeszcze wspomnieć – o powracającej na kartach tego tomu uważności dla natury, o potędze życia, której składa się podziw. Jakby poetka chciała powiedzieć: „Patrzeć uważnie. Zapamiętywać. Zacząć nieśmiertelność już tu, na ziemi”. Bo przecież świat to twoja własna historia. To twoje jedyne i niepowtarzalne życie, i nie łudź się, niczego nie uda ci się uporządkować.

4.

Julia Hartwig, fot. Elżbieta Lempp Najnowszy tom Julii Hartwig to zapis chwil, które wypełnione są tajemnicą i paradoksem, zgodą na tajemniczość nadziei. Wiersz nie jest tu ozdobą i zaszczytem. Istnieje na przekór światu, który napełnia się pretensjami. Stanowi świadectwo wiary w „ożywczą siłę słowa”.

„Przeszłość – jakie to przestrzenie/ i przyszłość jak podminowana droga/ tratowana przeczuciami/ wciąż bliska/ To ona a nie przeszłość/ jest wciąż obecna” („Robi się coraz później”). „Kto pisał «Jasne, niejasne», doszedł do miejsca, z którego widać, jak przeszłość łączy się z teraźniejszością, i widać, że niczego więcej nie widać. Życiową nauką jest dla niego świadomość własnej mowy, pamięć przyjaciół i o przyjaciołach, jest rozważanie znaków, które rozbrajają ambicje poznania ostatecznych tajemnic” – tak zrecenzował Jarosław Mikołajewski najnowszy tom autorki „Błysków”.

Wiersz, który przywołałem na początku tego tekstu, jest zapisem, którym Julia Hartwig debiutowała w 1936 roku na łamach międzyszkolnego pisma uczniowskiego „W słońce”. Zaskakujące, jak wiele w nim pokrewieństw z wierszami pochodzącymi z najnowszego tomu – „Przyznam, że jest w tym coś niejasnego”…