Kora
fot. Herrzipp CC BY 3.0

10 minut czytania

/ Muzyka

Kora

Alex Freiheit

Duma i wdzięczność za pokazanie dziewczynom i kobietom, że mają w kit siły, seksapilu, pewności. Przetarłaś nam szlaki na wiele lat naprzód. Feminizm naprawdę można robić na tyle sposobów, że po prostu dajmy sobie tę możliwość, osobiście i publicznie – pisze współtwórczyni SIKSY

Jeszcze 3 minuty czytania

1.

Ostatnio, kiedy czekałam na swoją kolej, by zagrać na koncercie w Pradze, przysiada się mężczyzna z Ostrawy i pyta: „Co z Korą?”. Mówi, że słuchał w przeszłości polskiego radia i był absolutnie zakochany w Maanamie. Mówi, że Kora była objawieniem, że ma jej winyle, że była piękna, a ja jemu mówię, że ona nadal jest piękna, i tak rozmawiamy o niej. Na drugi dzień w pociągu na Fluff Fest przeczytałam, że Kora nie żyje. I myślami byłam gdzieś w okolicach dumy, że jestem kobietą, naprawdę dumy. I tak myśląc o Korze, zdałam sobie nagle sprawę, że mam na sobie sukienkę, co tak naprawdę jest koszulą nocną, i spodnie od atłasowej piżamy, i się uśmiechnęłam wtedy do siebie, że to między innymi, a może przede wszystkim ona mnie zaraziła wyglądaniem. I nie ma nic złego w tym, że wspominałam Korę kilka minut ze względu na jej wygląd i ubrania. Jak zaczynałam robić SIKSĘ, to często powtarzałam jej słowa mojemu basiście: że scena to jest świętość i nie można, po prostu nie można na nią wychodzić w ciuchach prywatnych. To Kora sprawiła: nie wstydzę się o sobie mówić, że jestem artystką, i nie muszę dzięki niej na przykład ukrywać swojego zamiłowania do ubrań. Widzę w Jackowskiej jakąś wspaniałą wiedźmę, która zarażała swoim stylem życia, chciała się nim z nami podzielić w przestrzeni publicznej.

2.

24 lipca zmarła Oksana Szaczko, jedna z założycielek Femenu, artystka i aktywistka. W ten dzień mój chłopak pojechał na koncert o zabarwieniu art-hardcore punk, a ja zostałam sama z psem w mieszkaniu, z którego kilka dni później miałam się wyprowadzać. W ogóle nie miałam ochoty oglądać w ten dzień zespołu, który chciałam zobaczyć od kilku tygodni, bo jest tam na wokalu mój kolega, a on podobno robi ten typ performansu punkowego, który podoba się nawet najbardziej zamkniętym na wariacje w tym gatunku scenersom. Po prostu nie chciałam oglądać zadowolonych min publiczności, która w większości powiedziałaby pewnie, że to, co robiła Oksana, jest zbyt mocne, szkodzi sprawie i w ogóle pokazywanie piersi jest hipisiarskie, lub że miała zbyt ładne piersi, by je pokazywać, i tak w ogóle to to już wszystko było. Tak jakby współczesna polska scena hardcore punk miała coś więcej do powiedzenia niż ta z lat 80. Gdybym była tak niesprawiedliwa jak niektórzy stali bywalcy internetowych dyskusji o hardcorze, to napisałabym, że Black Flag zamknęło grę, ale nie o to chodzi.

Nie chodzi o to, by teraz napisać, że Oksana zamknęła temat feministycznego aktywizmu w wersji hard albo że nikt tak jak Kora nie będzie nigdy umiał zaśpiewać, napisać, pokazać. Myślę sobie, że warto o każdej z wymienionych osób myśleć totalnie osobno. Każda z nich była/jest wyjątkowa, niepowtarzalna i nie trzeba każdego feministycznego działania teraz mierzyć dokonaniami Femenu ani pisać komentarzy w stylu: Kora była jedyną artystką i chuj, ona jedyna, tylko ona, więc w ogóle to przestań robić, śpiewać przestań, przestań się ubierać i nie zachowuj się, jakbyś chciała mieć klasę, bo Kora by to wyśmiała.

3.

W dniu, w którym zmarła Oksana, zostałam sama w mieszkaniu, zajęłam się pakowaniem rzeczy przed przeprowadzką i słuchałam na zmianę trzech kaset Maanamu, które ostatnio kupiłam na placu Wielkopolskim w Poznaniu – każdą za 5 zł. Pan, który mi je sprzedawał, powiedział, że mogę przyjść jutro, bo on ma w domu dużo Maanamu na winylach i jutro je przyniesie. Nie przyszłam kolejnego dnia, bo nie wiem, czy wiecie, ale powraca era CD, tak na marginesie. Słuchałam tych kaset, co chwilę szlochając, że Oksana nie żyje. I ten Maanam tak strasznie pasował do tego mojego nastroju. Chciałam jakoś ten dzień przeżyć, ale nie mogłam przestać myśleć o tym, co musiała czuć Oksana, co u niej się działo ostatnio, i tę gonitwę myśli uspokoiła właśnie Kora – to dzięki niej mogłam się tego dnia pożegnać z Oksaną i uspokoić. Kompulsywne myślenie ustało, ale ilość tematów pozostała, więc zaczęłam rozmawiać ze sobą powoli, pakując kolejne rzeczy, których nie chciałam wyrzucać, bo przypominają mi wiele. I tak w tym dusznym i bardzo słonecznym mieszkaniu unosił się Femen, Kora, temat kobiet w sztuce, przerywany co chwila pytaniem, czy wyrzucać ten zapisany mniejszymi lub większymi bzdurami zeszyt, czy nie.

Można dla feminizmu robić to, co robiła Oksana. Można dla feminizmu robić też to, co Kora. Na festiwalu punkowym Fluff Fest w Czechach przysłuchiwałam się dyskusji o safe space, a więc czy powinno się specjalnie podawać w internecie lub na plakacie informację o tym, że wokalistką albo basistką jest dziewczyna, czy warto robić imprezy tylko dla kobiet itp. Było to o tyle ciekawe, że dyskutowali ludzie z bardzo wielu krajów i każdy miał inną opinię. W związku z tym jeden z uczestników został poproszony przez dziewczynę o założenie koszulki (zresztą ja podczas mojego perfomansu także zostałam o to poproszona w sposób wymowny), a z kolei inni twierdzili, że możemy mówić sobie o robieniu na festiwalach safe space, ale czy na pewno ono jest safe, skoro na większość takich festiwali osoby na wózku inwalidzkim właściwie nie mają wjazdu ze względu na podłoże, schody w klubie czy na skłocie? Uspokoiła mnie dopiero dziewczyna apelująca o to, żebyśmy pozwolili sobie nawzajem być taką feministką i taką aktywistką, jaką chcemy być. I te słowa, choć może dla was banalne, mi wjechały na wzruszenie i spokój. Bo istnieje tyle wzorców, jest tyle spraw, na których temat musisz się wypowiadać… a ostatnio to już w ogóle.

Oksana czy Kora na pewno wiele razy były pytane o sprawy najbardziej palące: aborcja, MeToo, przemoc, feminizm. Każda z nich była zupełnie inna i każdą bardzo podziwiam. Wiele z nas ma w sobie skrytą odwagę, a takie osoby jak Oksana wydobywają ją z nas swoimi działaniami. To dzięki nim można odnaleźć w sobie Korę. Kora nie musiała krzyczeć, samą charyzmą i obecnością na scenie pokazywała, że jest dumna, pewna siebie i zna swoją wartość. I choć nie śpiewała o feminizmie, krzycząc wprost, że to jest utwór GRL POWER, że DIY, że dziewczyny rządzą jak Margaret w reklamie Deichmana (i to nie jest nic złego, bo moja bratanica ten tekst non stop powtarza), to jej teksty właśnie o tym wszystkim były. Można o seksie mówić wprost, jak robi to FEMEN, a można też napisać utwór „To tylko tango”. Obie drogi są w porządku. Można wychodzić z feminizmem na ulice i być chuliganką, a można jego wartości propagować jako jurorka programu Must Be The Music. No bo, przepraszam bardzo, ja ten program oglądałam u rodziców w domu właśnie dla Kory. I pamiętam, że ona bardzo nie lubiła, jak ktoś źle coverował np. utwór Sex Pistols, i mówiła o tym wprost, namawiając do robienia swoich rzeczy.

Pamiętam, jak na scenie pojawiła się Olivia Anna Livki na tym castingowym etapie chyba i zaśpiewała utwór „Tel Aviv”, który mówi rzeczy tak wspaniałe jak „Buenos Aires” – tylko inaczej, w innym pokoleniu. Kora zachwyciła się Olivią nie tylko ze względu na talent, ale także dlatego, że miała na sobie własnoręcznie zrobione ubranie. I myślę sobie, że to nie jest nic złego, że niektórzy znają Korę tylko jako jurorkę Must Be The Music. Przecież ona tam była równie odważna, pewna i wspaniała, co na scenie – to tworzy całość. Wiele osób poznało Korę i jej piosenki przez ten program. Zresztą trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś mówi, że nie wie, co robiła artystycznie Kora – ale pewnie jestem naiwna, bo postanowiłam nie czytać komentarzy w internecie.

Przestałam to robić po przeczytaniu dyskusji pod zdjęciem Oksany, które wrzuciłam. Jedna dziewczyna napisała po angielsku, że to świat, w którym mężczyźni nienawidzą kobiet, co akurat wydaje mi się trafne – nic tak bardzo tej nienawiści nie pokazuje, nie obnaża, jak artystyczne gesty Oksany. A ktoś (ktoś? hehe) od razu odpisał, że po co tak pisać, po co tak dzielić: mężczyźni, kobiety. Kolejny komentarz był chyba ironiczny i mówił o tym, że może zabiła ją kobieta.

4.

Dwie uwagi: w feminizmie nie chodzi o to, by dzielić, tylko by dać możliwość wypowiadania się kobietom, dziewczynom i dziewczynkom, by uporządkować ich story, ok? I trzeba się czasami troszkę wycofać i powściągnąć, i ja wiem, jakie to trudne, bo sama jestem na etapie wycofywania się, by moje story nie było ważniejsze od story słuchaczki, która przychodzi mnie posłuchać. Druga sprawa – ironiczne komentarze i w ogóle komentarze pod zdjęciem Oksany, dociekanie, czy popełniła samobójstwo, czy nie, czy ktoś ją zabił i że to pewnie prezydent, premier, burmistrz – mówię tu: nie. Ona ma bliskich, na pewno bliższych niż ty, komentujący w internecie, więc daj żyć tej sprawie jak naturze, daj żyć swoim tempem, daj się pożegnać. Więc gdy wczoraj zobaczyłam, że teraz jest jakaś sytuacja związana z Korą i jej „ostatnim namaszczeniem”, to naprawdę utwierdziłam się w przekonaniu, że bardziej interesuje mnie myślenie o tym, jaka to wielka i ogromna duma, że Kora była znana na świecie. Bo była. Bo mam też jej kasetę, na której śpiewa po angielsku, ale moim zdaniem to nie dzięki tej kasecie była tak znana. Ja nawet uważam, że po angielsku te teksty brzmią gorzej niż po polsku.

I siadam do tego tekstu w upał, kilka dni po śmierci Kory, nie przeczytawszy żadnego tekstu, który został komuś zlecony w ostatnich dniach, i myślę sobie: rzeczywiście, nikt tak jak Kora. Rzeczywiście, niezwykła i objawienie. Tak – zdecydowanie duma i wdzięczność za pokazanie dziewczynom i kobietom, że mają w kit siły, seksapilu, pewności. Przetarłaś nam szlaki na wiele, wiele lat naprzód. I na koniec: jeju, feminizm naprawdę można robić na tyle sposobów, że po prostu dajmy sobie tę możliwość, osobiście i publicznie