Wk*****ny karnawał
fot. Chris Niedenthal

6 minut czytania

/ Muzyka

Wk*****ny karnawał

Piotr Szwed

Żaden z wcześniejszych protestów w bogatej historii III Rzeczpospolitej nie miał tak różnorodnej i wyrazistej ścieżki dźwiękowej

Jeszcze 2 minuty czytania

Rządzący na pewno przywykli do obelg i inwektyw, nie od dziś są przecież nazywani grabarzami demokracji, faszystami czy katolickimi fundamentalistami. Gdy wydawało się, że arsenał środków społecznego gniewu został wyczerpany, że właściwie każda inwektywa już padła i nawet najbardziej radykalne oskarżenia spłyną po czołowych politykach PiS jak woda po kaczce, podczas jednego z ostatnich protestów musieli oni zmierzyć się ze słowami, obok których nawet im trudno było przejść obojętnie. Mam na myśli hasło: „Jesteście gorsi niż piosenki Dżemu”.

Dajmy spokój ironii, chociaż ona, jako środek wyrazu, towarzyszy protestom na równi z wulgarną bezpośredniością sloganu „wypierdalać”. Podczas coraz liczniejszych manifestacji, wywołanych przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, bardzo istotna jest rola muzyki. Nie tylko jako elementu przewrotnych transparentów, mających zobrazować skandaliczność decyzji podjętej w najgorszym możliwym momencie. Żaden z wcześniejszych protestów w bogatej w protesty historii III Rzeczpospolitej nie miał tak różnorodnej i wyrazistej ścieżki dźwiękowej.

Nie dajmy się zwieść dissowi na Dżem. Muzyka towarzysząca manifestacjom znacząco wykracza poza formułę hipsterskiego snobizmu oraz tak często zarzucanej lewicy elitarności. Ulice opanowane przez Strajk Kobiet to chyba jedyne miejsce, gdzie obok siebie można usłyszeć Cypisa i Taco Hemingwaya, Grzegorza Ciechowskiego na przemian z Gangiem Śródmieście. Marsz Imperialny rewelacyjnie komentujący demonizację protestujących pojawia zaraz obok Mazurka Dąbrowskiego, który bywa śpiewany z autentycznym wzruszeniem. Może te wszystkie utwory funkcjonują na zasadzie memów, dźwiękowych GIF-ów, są wyznacznikiem pokolenia.jpg, o którym pisał niedawno Jakub Wencel, czyli młodych ludzi niepoczuwających się „do przestrzegania (…) jakichś estetycznych reguł, które miałyby wyznaczać sposób, w jaki mogą wyrażać własną opinię”. Tę twórczą bezczelność widać w sięganiu po utwory z różnych stylistycznych bajek. Trudno oprzeć się wrażeniu, że rozśpiewane i roztańczone protesty są w jakimś stopniu karnawałem, z charakterystyczną dla niego żywiołowością oraz tendencją do podważania tradycyjnych norm oraz hierarchii.

Ten karnawał trwa równolegle na ulicach i w sieci, gdzie powstaje mnóstwo chałupniczych tanecznych produkcji dyskredytujących obecną władzę, takich jak „JEBAX” Eurodanka. Już po pierwszej manifestacji w serwisach streamingowych pojawiły się tematyczne playlisty, których obecnie chyba nie da się zliczyć – można je scrollować niemal w nieskończoność. Są udostępniane na Facebooku i odtwarzane na ulicach. Jakie utwory się na nich powtarzają? W najpopularniejszym zestawie Strajku Kobiet dostępnym na Spotify najwięcej jest Marii Peszek, rzuca się też w oczy wyraźna dominacja współczesnych ikon popfeminizmu – Ariany Grande i Béyonce. Najczęściej pojawiające się utwory to chyba „God Is a Woman” oraz „Run the World Girls (Girls)”. Sporo też soulowych czy indie-rockowych klasyków (od Arethy Franklin do Bikini Kill) czy przebojów z czasów PRL (Bajm na przemian z Maanamem). Poseł PiS Marcin Horała powiedział niedawno, że protestuje głównie młodzież wychowana na Netflixie i TikToku. Tworzone przez nią playlisty każą jednak winić kulturę powstającą jeszcze w czasach, gdy o streamingu nie śniło się filozofom. Na ulicę wyszły dziewczyny od dzieciństwa słuchające piosenek, w których z pozytywistyczną konsekwencją solidnej pracy u podstaw afirmowano pewną siebie kobiecość.

Siłą protestów są przede wszystkim utwory powstałe na gorąco – jako aktualny komentarz. Zaczęło się od Tymka – rapera, którego utwory dobijają na YouTubie do stu milionów wyświetleń. Nagrany przez niego „Strajk Kobiet” to utrzymany w stylistyce Męskiego Grania dosadny atak na obecną władzę, zakończony hasłem „Wypierdalać bez żadnego trybu”. Podobnie bezpośredni jest cover „Call Me” Erica Prydza zatytułowany „JBĆ PiS”, który wyrósł z viralowego filmiku wrzuconego podczas warszawskich protestów. Odpowiada za niego Cypis, czyli autor rekordowo seksistowskich, prymitywnych, uprzedmiotawiających kobiety tekstów. To, że akurat jego piosenka stała się motywem przewodnim feministycznego strajku, mogłoby wywoływać konsternację, gdyby nie przyjęta taktyka (na razie wszyscy razem przeciwko Kaczyńskiemu) i gdyby nie konwencja karnawału, w którym jedną z podstawowych zasad jest zapomnienie.

Najciekawsze nowe publicystyczne piosenki, które podczas protestów ekspresowo zdobywają popularność, to polska wersja „Bella ciao” – pieśni stworzonej w czasach II wojny światowej przez włoskich antyfaszystowskich partyzantów, oraz „Osiem gwiazd” Karola Krupiaka, 18-latka z Tychów, który zaprezentował rządzącym podsumowanie ich zaniechań, prowokacji i manipulacji.

Siłą obu utworów jest ich nieoszlifowany autentyzm – to nie są piosenki wspierające czy komentujące protest ani utwory podpinające się pod niego w sposób szlachetny bądź wyrachowany. Brzmią one niezwykle naturalnie jako forma ekspresji młodych ludzi, a jednocześnie są głosem bardzo serio. To już nie ogólnikowe „jebanie PiS-u”, tylko postawienie władzy precyzyjnych zarzutów, przypomnienie, o co tak naprawdę toczy się gra. Stojąca na tle radiowozów dziewczyna, w skupieniu śpiewająca o tym, że „pewnego czwartku polski trybunał chciał przejąć (…) ciało”, będzie zapewne jednym z ikonicznych obrazów tego zbiorowego sprzeciwu.

W tekście Krupiaka najmocniej brzmią słowa: „My chcemy tu zostać, tutaj w naszym domu i nie znikać jak z budżetu dziesiątki milionów”. To kpina z Jacka Sasina, a jednocześnie ważna obywatelska deklaracja. Bezczelna spontaniczność roztańczonych październikowych protestów sprawia, że momentami przypominają one wielką ogólnopolską domówkę. Uczestniczki i uczestnicy manifestacji powiedzieli to wyraźnie: jesteśmy u siebie.
 

Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL (Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych).