Muzyka dla masy
fot. www.ciezkieslowa.pl

Muzyka dla masy

Piotr Szwed

Troska o rytm, praca nad formą, dążenie do piękna – poezję i kulturystykę bardzo wiele łączy, ale kultura dotychczas głównie je od siebie oddzielała. Projekt muzyków skupionych wokół wytwórni Nasiono Records jest próbą zasypania tego podziału

Jeszcze 2 minuty czytania

Choć już dawno księżyce, łąki czy zachody słońca zostały zastąpione nowszymi zestawami toposów, w naszej świadomości wciąż funkcjonują tematy uznawane za wyraźnie niepoetyckie. Chcąc nie chcąc, sztukę zawsze przepuszczamy przez filtr ukształtowanych wcześniej przyzwyczajeń. Jeżeli jednak warto chodzić na siłownię, jeżeli warto siadać do pisania, jeżeli warto słuchać muzyki, to przecież właśnie po to, by dążyć do przekraczania własnych granic.

www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.plWszystko zaczęło się ponoć od bloga ciezkieslowa.pl, na którym Janusz Opinc, kulturysta z gdańskiego osiedla Żabianka, publikował swoje utwory. Zwrócili na nie uwagę muzycy skupieni wokół trójmiejskiej wytwórni Nasiono Records i postanowili je wykorzystać, tworząc dźwiękową oprawę meczu piłki nożnej Muzycy – Literaci, który odbył się w 2012 roku w ramach festiwalu Streetwaves. Zespół Karol Schwarz All Stars zaprezentował wówczas trzy piosenki oparte na tekstach Opinca – „Abeesy”, „Maszyna” oraz „Nakład”. Tak rozpoczęła się współpraca, której zwieńczeniem jest wydany właśnie album – „Projekt Poezja Kulturystyczna”.

www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.pl

www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.plOkoliczności powołania do życia tej inicjatywy zdają się wpisywać w tradycję literackich mistyfikacji, motywu odnalezionego w internecie rękopisu, autorstwa rzekomo autentycznej postaci, i następnie przestawionego publiczności przez kogoś innego. Szczególnie że poeta kulturysta swoje utwory zapisuje na kartkach i prezentuje w formie wierszy-zdjęć. Jego zamieszczony na stronie ciezkiesłowa.pl (częściowo metafizyczny) komentarz, dotyczący początkowo bezprawnego wykorzystania utworów podczas festiwalu, zamiast rozwiewać wątpliwości co do istnienia tej osoby, mnoży je. Podobnie jak audycja w Radiu Gdańsk, w której pojawił się brat Janusza – Marcin Opinc. Opowiadał o tym, że autor swoje wiersze tworzy w przerwach między ćwiczeniami, ale tylko gdy wykonuje je w cyklu na siłę (a nie na rzeźbę), bo wtedy przerwy są najdłuższe i jest czas, by zmienić gryf na pióro. Muzyk, producent, a jednocześnie wydawca płyty z poezją kulturystyczną, Karol Schwarz zapewnia jednak, że Opinc nie jest kimś w rodzaju Osjana. Istnieje naprawdę.

www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.pl

Niezależnie od statusu twórcy poezji kulturystycznej (na kuriozalnie minimalistycznej stronie internetowej przedstawia się on jako „człowiek rezonansu”), jego utwory mogą się podobać. Doczekały się zresztą literaturoznawczej analizy w „Bibliotekarzu Opolskim”. Jej autorka, Aleksandra Okulus, pisała m.in. o związkach tej liryki z filozofią Fryderyka Nietzschego www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.ploraz o kunszcie wierszy, które czasem przyjmują formę amfibrachiczną czy quasi-sonetową, innym razem stając się fantasmagoryczną wizją. Opinca łatwo można uznać za grafomana, szczególnie że specjalizuje się w wielokrotnie wyśmiewanych metaforach dopełniaczowych, pisze m.in. o „sylabach powietrza”, „kracie żeber” czy „bryłach nóg”. Może jest literackim naturszczykiem, który poprzez nagromadzenie zabiegów stylistycznych i wyeksponowany rytmiczny aspekt poezji oddaje autentyczne doświadczenia? Niewykluczone jednak, że mamy do czynienia z błyskotliwym stylizatorem, który pastiszowo bawi się literackimi schematami, świadomie nawiązując do stylu olimpijskich wierszy Kazimierza Wierzyńskiego czy „Snów o potędze” Leopolda Staffa. Trzeba jednak przyznać, że teksty Opinca mają w sobie coś, co sprawia, że gdy porównamy je z innymi próbami pisania poezji kulturystcznej (na płycie podjęli się tego zadania Władysław Zaporowski oraz Michał Piotrowski), widać wyraźną różnicę – na korzyść ojca założyciela nurtu.

Wydany właśnie album o ćwiczeniach sam jest zestawem ćwiczeń stylistycznych. Zaczyna się od hip-hopowej rozgrzewki („Intro”), następnie www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.plprzechodzi do kombinacji agresywnego garażowego electro z jazzem, by po dwuipółminutowej dawce mechanicznych powtórzeń dać czas na wzięcie głębszego oddechu, czyli avant-popowy, rozluźniający „Cyrk”. Ilość stylistyk, jakie obejmuje ten muzyczny trening, przywodzi na myśl „P.O.L.O.V.I.R.U.S.A” Kur (dołączone do płyty podziękowania obejmują m.in. Arnolda Schwarzeneggera i Tymona Tymańskiego). Każda konwencja, od stoner rocka przez orientalne reggae, synthpop, shoegaze, folk czy dreampop, naznacza kulturystyczne teksty określonymi emocjami, wprowadza do nich określony typ wrażliwości. Wszystko to wpływa na nasz obraz podmiotu lirycznego, a także samej siłowni. W „Cyrku” jest ona odrealnioną przestrzenią niepokojących luster, w „Abeesach” miejscem mistycznego zacierania granic między naturą a człowiekiem, a w świetnej „Burzy” staje się po prostu dusznym, przytłaczającym lokalem, w którym niedziałająca klimatyzacja wzmaga kumulującą się agresję.

www.ciezkieslowa.plwww.ciezkieslowa.pl

Karol Schwarz po raz kolejny sprawdził się w roli trenera-selekcjonera. Tak jak w Karol Schwarz All Stars i Pure Phase Ensemble zgromadził liczną grupę muzyków, wśród których znajdziemy postaci od lat związane z trójmiejską sceną, m.in. lidera Szelestu Spadających Papierków Szymona Albrzykowskiego, Projekt Poezja Kulturystyczna, Poezja Kulturystyczna, Nasiono Records 2017Projekt Poezja Kulturystyczna, Projekt Poezja Kulturystyczna”,
Nasiono Records 2017
wokalistę Kiev Office Michała Miegonia czy członka wielu yassowych projektów, perkusistę Michała Gosa. Na płycie pojawia się również Ray Dickaty, saksofonista znany z klasycznych albumów Spiritualized, jego agresywna improwizacja stanowi kulminacyjny moment „Burzy”. Największe wrażenie robią na tym albumie Joanna Bielawska, Aleksandra Cacha, Jowita Cieślikiewicz i Joanna Kucharska-Borowska. To one odpowiadają za wprowadzenie cennej dwuznaczności, interpretując kipiące testosteronem wiersze Opinca w delikatny, czasem uwodzicielski sposób. Powstaje w ten sposób efekt tyleż komiczny, co autentycznie niepokojący, momentami wręcz oniryczny. Największym odkryciem jest dla mnie bluesowa wokalistka Joanna Knitter i zaśpiewany przez nią „Cyrk”. Utwór kojarzący się z Cocteau Twins i Stereolab, oszczędny, a jednocześnie wielopoziomowy, kunsztownie monotonny, niesłychanie melancholijny. 

Czymże więc jesteś, poezjo kulturystyczna? Żartem doskonale wpisującym się w długą tradycję trójmiejskiej zabawy absurdem? Muzyczną realizacją idei artystycznego populizmu, o którym pisał niedawno Stach Szabłowski w artykule „Fitness w sztuce”? Ironiczną prowokacją czy zapisem prowokacyjnej autentyczności, wobec której nieadakwatne okazują się wszystkie postmodernistyczne przyzwyczajenia? Nie wiem, nie wiem i trzymam się tego jak wielofunkcyjnej, treningowej poręczy.