wiersze

Julia Fiedorczuk

*** Droga. Wyjście

My, zarażeni, musimy stale ponawiać wezwanie.
Inaczej znikniemy.
Wchłonie nas ciemna noc jeży i mrówek.
Przerośniemy pleśnią.
I wsiąkniemy w grunt.

My, zarażeni, musimy stale ponawiać wezwanie.
Wpuszczać w siebie to zabójcze morze.
Bo trudno uwierzyć w pustkę, której nikt nie widzi.
Trudno nie szukać. Choćby po omacku.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swój głos.

Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało języka
i dnia. Proszę, wyciągnij dłonie.
Dotknę cię lekko jak czas.

Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało nocy.
Zliżę sól z twoich chłodnych powiek.

I zobaczysz świat.

My, zarażeni, musimy wszystko zaczynać od nowa.
Więc pozwól, że ukocham twój mrok.
Co w tobie rośnie, niech we mnie zakwita.
A owoce tych kwiatów niech ciebie nasycą.

Kimkolwiek jesteś biorę cię ze sobą.
Chodźmy.
Inaczej znikniemy.
Popatrz, tu jest droga.

A tu nie ma mapy.




*** Droga. Lądowanie


Wyruszyłam w tę podróż, żeby przewietrzyć sny.
A nasze drogi przecięły się w niebie
gdzie szczupli ludzie zakładali maski
cicho jak buddowie. Twój głos
poprowadził mnie przez wyślizgane równiny
pełne światła o kolorze krwi.

Wyruszyłam w tę podróż, żeby jeszcze bardziej.
Dotknąć morza, które przez nas płynie.
Oto czemu zdobywam coraz nowe miasta.
Spadam z nieba jak dyskretny anioł.
Zaś gdy odchodzę nie zostawiam śladów.
Ani garstki piasku. Ani kropli wody.

Bowiem moją kroplę połączę z twoim oceanem:
chcesz, umrę z tobą. Tak się czasem mówi.
Bezbronne ciało nie sprosta źdźbłom czasu.
Ta historia mogłaby jednak mieć zakończenie,
bowiem teraz jeszcze jak najbardziej my.
Więc wyruszyłam w tę podróż, żeby coś znaleźć

lub zgubić. Wiersz
w kieliszku czerwonego wina.
Rzekę pełną popiołu i łez.

(Bowiem w mieście powinna zawsze obowiązywać noc)

Więc wyruszyłam w tę podróż by wrócić
lub nie.

Ty przygotowałeś łąkę.
Na której spłonęłam.


113

Julia Fiedorczuk o obliczach wiersza
Pisanie wiersza jest podjęciem dialogu: z innymi wierszami, z czytelnikiem, z tradycją poetycką, a także – bardzo bym tego chciała – z innymi, niepoetyckimi, obliczami języka. Żadne wypowiadane przez nas zdanie nie jest zawieszone w próżni. Wszystko, co mówimy, jest odpowiedzią lub wezwaniem, a najczęściej jednym i drugim jednocześnie. Wiersz tworzy przestrzeń spotkania, które gdzie indziej nie mogłoby dojść do skutku. Całym sercem jestem za poezją, która odrzuca narcystyczny solipsyzm i zwraca się ku światu: ku ludziom, ale także ku temu, co nie-ludzkie, ku innym żywym istotom, ku materii. Moim ideałem jest poezja nawiązująca rozmowę z innymi dyscyplinami wiedzy (na przykład z biologią), poezja gościnna, bo otwarta na szerokie spektrum bytów i emocji, a zarazem pokorna, ważąca słowa. Moi mistrzowie to zatem nie tylko poeci (liczni!), ale także naukowcy, bo oni też muszą zawsze patrzeć na świat tak, jakby widzieli go pierwszy raz.

W wierszu „Coś”, który pochodzi z najnowszego tomu Julii Fiedorczuk można spotkać zapis: „maluję rzęsy/ zdejmuję ubranie/ obejmuję plecy mężczyzny/ kolekcjonuję wizerunki aniołów/ i linijki z wierszy o miłości lub śmierci/ szukam ludzi, którzy umieją rozmawiać z jeżami”. W tym niewielkim fragmencie udaje się odnaleźć kilka ważnych dla tych wierszy miejsc. Po pierwsze, czułe, kobiece spojrzenie na świat – zarówno uwodzicielskie, jak i wypełnione świadomością przemijania, kiedy patrzy się na dorastanie własnego dziecka. Po drugie, miłość i szczęście, obok śmierci i utraty. Kohelet spotykający narratora „Pieśni nad pieśniami”. Po trzecie, uważne wsłuchiwanie się w głosy świata, który opowiadany jest nam nie tylko „językiem ludzi i aniołów”, ale także językiem biologii i przyrody. Słychać w tych wierszach rytm podwodnych krain, muzykę kosmosu, szum krwi i melodię oddechu. Wiele tu jawnych i ukrytych odwołań do innych poetów, tekstów piosenek, języka mediów.
To wiersze o niewyrażalności uczuć, próbie zrozumienia nieustannego procesu zamierania i powrotów życia, podróżach po krainie snu, granicach języka i doświadczenia.
Jest również w tych tekstach coś niepokojącego, podszytego lękiem, odejmującego słowa. I jeśli mówi się tu o wyprawach do bajkowych krain, o ludziach, którzy „umieją rozmawiać z jeżami”, to dzieje się to nie tylko po to, by pytać o ich czułość, kiedy „śpią blisko tętna ziemi”, ale również o czas, kiedy „jeż upolował żuka” – kiedy „ciemne nas wypełnia aż po marginesy”.

Jarosław Borowiec

fot. Marlena BiardzkaJulia Fiedorczuk – ur. 1975, poetka, tłumaczka. Debiutowała w roku 2000 tomem poetyckim „Listopad nad Narwią”, za który otrzymała nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Opublikowała także zbiory wierszy: „Bio” (2004), „Planeta rzeczy zagubionych” (2006) i „Tlen” (2009). Laureatka austriackiej nagrody Huberta Burdy (2005). Adiunkt w Instytucie Anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Członkini ASLE (Association for the Study of Literature and the Environment). Mieszka w Warszawie.