Zubel. Maj 2016

Adam Suprynowicz

Jeszcze niedawno słychać było głosy, że  kolejne kompozycje Agaty Zubel stają się niepokojąco podobne do siebie. Ale „Double Battery” to zupełnie inna Zubel

Zubel. Maj 2016

Jeszcze 1 minuta czytania

Zubel. Maj 2016

Przestrzeń dźwiękowa podzielona jest wyraźnie. Z przodu kameralny zespół orkiestrowy z całym zgiełkiem budowanym przez brzmienia szmerowe: hałasy, szumy, zgrzyty, dźwięki o nieokreślonej wysokości. Z tyłu – dwa klarnety basowe, przerywające orkiestrze coraz bardziej zdecydowanie, coraz bezczelniej jazgoczące w duecie freejazzowe fioritury. „Double Battery” Agaty Zubel, skomponowany na zamówienie słynnego paryskiego Ensemble Intercontemporain, to spór, walka zakończona szczególną kodą: wiązkami długich pasm dźwięku, wśród których zwracają uwagę głębokie, czarne basy. Niskie dźwięki i zderzenia agresywnych, miażdżących narracji – to nowe wcielenie instrumentalnej inwencji kompozytorki, słyszalne także na najnowszej płycie duetu Elettrovoce (współtworzonego z Cezarym Duchnowskim) zatytułowanej „Znikąd historie”.

Elettrovoce, Znikąd historie, Universal Music Polska 2016Elettrovoce, znikąd historie”.
CD Accord 2016
Agata Zubel dojrzewa i zmienia się. Jeszcze niedawno słychać było głosy, że jej kolejne kompozycje – włączając w to świetną „Not I” – stają się niepokojąco podobne do siebie. Majowy tydzień we Wrocławiu, rozpoczęty retrospektywnym koncertem Elettrovoce, a zakończony wspomnianą premierą w ramach festiwalu Musica Electronica Nova, pozwolił przyjrzeć się muzyce Zubel na nowo.

Na koncert 16 maja w Narodowym Forum Muzyki artyści Elettrovoce wybrali przede wszystkim swoje starsze kompozycje, znane z poprzednich albumów: świetną „Monadę 3” Duchnowskiego, zabawne „Opowiadania” Zubel do słów Nataszy Goerke, ale też wspólne „Szymanki kurpianowskie” – efektowne, choć nienachalne opracowanie „Pieśni kurpiowskich” Szymanowskiego. Znane utwory, pokazujące w pełni potężne możliwości wokalne śpiewaczki i jej zamiłowanie do nieco zwichrowanej zmysłowości, wykraczającej śmiało i nie bez poczucia humoru poza to, co z kobiecym głosem kojarzymy. Zubel od początku uciekała od najszerzej choćby pojmowanego scatu, uwielbiała bawić się słowem. Często podkreślała, że interesuje się przede wszystkim jego brzmieniem – zastanawiałem się nad tym siedząc na koncercie wśród jurorów odbywającej się w tym czasie we Wrocławiu Międzynarodowej Trybuny Kompozytorów. Z polskich tekstów mogli oni zrozumieć niewiele, jednak naprawdę istotne było to, co zauważyli, konfrontując się z dziwnością naszego języka: że w jego brzmieniowości tkwią mocno korzenie twórczości Zubel. Te ciągi spółgłosek, te drobne szmerowe subtelności, tak dla nas oczywiste, a dla obcokrajowca często nierozpoznawalne – to był niezwykle istotny materiał wczesnych utworów artystki.

Na wydanej niedawno nowej płycie Elettrovoce, „znikąd historie”, ta inspiracja wydaje się mniej wyraźna, zresztą nie ma tam utworów ze słowami. Wokalizy artystki są dziś jeszcze ostrzejsze, bardziej intensywne, bliższe krzyku. Przywodzą na myśl muzykę tradycyjną z różnych stron świata, różne maniery śpiewu, modyfikowane dodatkowo przez elektronikę Cezarego Duchnowskiego albo pozostające z materiałem niewokalnym w ciągłym napięciu, zbliżające się do jego brzmienia i oddalające od niego. Ten concept album, może odrobinę przydługi, pokazuje, jak można pozostać w stworzonym przez siebie idiomie, a zarazem rozciągać jego granice.

Double Battery to zupełnie inna Zubel. Dotychczas jej utwory instrumentalne pozostawały w cieniu twórczości wokalnej. Po tej premierze (w ramach specjalnej edycji festiwalu Musica Electronica Nova, 21 maja), mimo całej mocy utworów z nowej płyty Elettrovoce i wspaniałej energii, którą Zubel i Duchnowski zaprezentowali w swobodnych improwizacjach podczas wspólnego koncertu, to właśnie na muzykę instrumentalną artystki warto zwrócić baczniejszą uwagę.

Kompozycja napisana dla Ensemble Intercontemporain porywa przede wszystkim za sprawą wyrazistego konfliktu dramatycznego, podziału na dwie grupy, różniące się bardzo głęboko, ale też wewnętrznych podziałów w obrębie tych grup. Agata Zubel ucieka od jakichkolwiek aluzji do rzeczywistości społecznej, jednak trudno pozbyć się wrażenia aktualności, słuchając tego agresywnego dialogu. Mediacja przypadać by tutaj mogła elektronice, która nie wnosi własnego materiału, za to rozprowadza dźwięk obu grup w przestrzeni; dezorientuje, utrudniając lokalizację źródeł dźwięku. Finał przynosi jednak głównie zmęczenie, które po takiej walce zdaje się prawdziwsze niż zwycięstwo którejkolwiek ze stron. Zmęczenia nie ma natomiast w postawie twórczej Zubel – i to jest bodaj najlepsza wiadomość, którą przyniósł maj we Wrocławiu.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.