Miejsce mniej odporne

Monika Ochędowska

„Nieczułość” Martyny Bundy to kaszubskie herstory rozpięte od przedwojnia po późny PRL, rozpisane na cztery niełatwe biografie. Staromodna lekkość dobrze skrojonych fraz ofiarowuje znajomym historiom nowe, niezwykle ponętne wersje

Miejsce mniej odporne

Jeszcze 2 minuty czytania

Miejsce mniej odporne

Martyna Bunda debiutuje powieścią o czasach, w których sopoccy rzeźbiarze jeździli najdroższymi furami, lekarze diagnozowali pacjentów przyjemnymi dla ucha łacińskimi nazwami dolegliwości, a domowe świniobicie było świętem na miarę tego, które znamy z Hrabalowskich „Postrzyżyn”. „Nieczułość” to kaszubskie herstory rozpięte od przedwojnia po późny PRL, rozpisane na cztery niełatwe biografie Rozeli i jej córek, panien z Dziewczej Góry.

Miejsce, gdzie rozgrywa się akcja powieści, jest o tyle istotne, że uzasadniać ma tytułową oziębłość bohaterek. W jednym z wywiadów Bunda wdzięcznie ograła ten temat, wskazując na charakterystyczny dla północy kraju nieustający wiatr, tak silny, że zgina mieszkańców aż do ziemi, czyniąc ich przy tym nieprzystępnymi i niegościnnymi. Ten chłód przywodzi na myśl bohaterkę „Okruchów codzienności” Elizabeth Strout, lepiej znaną za sprawą serialu Lisy Cholodenko – Olive Kitteridge. W odróżnieniu od bohaterki Strout, Rozela nie gorzknieje z powodu miłosnych rozczarowań. Ani w wyniku dziedzicznej na Kaszubach nieufności wobec ulatniających się wśród historycznej zawieruchy mężczyzn. Bohaterka Bundy zostaje okrutnie doświadczona przez wojnę, kiedy nie tylko ryzykuje życie, ukrywając zbiegów z obozu (za co historia ją potępi), ale zostaje brutalnie zgwałcona przez radzieckich „wyzwolicieli”. Odsunięta przez miejscową społeczność ze względu na bękarcie pochodzenie, musi radzić sobie sama.

Martyna Bunda, „Nieczułość”. Wydawnictwo Literackie, 348 stron, w księgarniach od października 2017

Zresztą nie tylko ona – jako córki, żony i siostry wciąż zabieranych przez morze rybaków, Kaszubki zdane były głównie na siebie, co implikowało zarówno pewną surowość charakteru, jak i poczucie rodzinnej powinności. Już chyba tylko najstarsi entografowie pamiętają, że pomorskich chłopów nazywano „gburami”. Z powodów, o których wspomina autorka „Nieczułości”, prawdopodobnie z biegiem lat słowo nabrało negatywnego wydźwięku. Ale pod pleśnią nieufności – jak ładnie mówił Tadeusz Jaworski, badacz tamtych stron – gbur kaszubski skrywa jednak miękkie, ufne serce. Na tej ambiwalencji opiera się tytułowa deklaracja Bundy – zaproszenie do zanurzenia się w brutalnej historii ubiegłego wieku, w jej najbardziej chłodne miejsce. Lekarz powiedziałby: locus minoris resistentiae, miejsce mniej odporne.

Splątane historie bohaterek, podobnie jak w „Okruchach codzienności” ułożone w niezgodzie z chronologią zdarzeń, wyznacza cykl następujących po sobie pór roku. Zarówno na poziomie całej powieści, która rozpoczyna się i kończy podczas pewnego zimowego pogrzebu, jak i pojedynczych rozdziałów, wypełnionych krótkimi, rozproszonymi w czasie zdarzeniami – opisywane z punktu widzenia bohaterek życie, jakkolwiek może się to wydawać anachroniczne, oprócz miejsca łączy także pogoda.

Gwoli jasności: przepuszczenie fabuły przez percepcję czterech postaci nie niesie ze sobą ambicji kwestionowania wiarygodności zdarzeń na miarę – by pozostać przy serialowych porównaniach – „The Affair”. Perspektywy Rozeli, Gerty, Trudy i Ildy zamiast różnicować obraz świata, po prostu zazębiają się i wzajemnie uzupełniają.

Jednak to założenie konstrukcyjne odpowiada w jakimś stopniu fabularnym perypetiom . w powieści BundyW skali mikro: rodzina nie jest tu bynajmniej źródłem cierpień czy zniewolenia. Mieszkające długo pod jednym dachem i wciąż wracające do Dziewczej Góry bohaterki nie unikają konfliktów, ale wychodzą z nich cało, odnajdując we wspólnocie losu – szczególnie pod koniec życia, co znów odsyła do Strout – pewną radość. Co więcej, u Bundy związki sióstr z mężczyznami, często trudne i szorstkie, po serii niepowodzeń wybuchają niespodziewanymi namiętnościami. „Nieczułość”, wbrew tytułowi, wskrzesza więc Hrabalowskiego ducha frywolnej zabawy.

W Dziewczej Górze kobiety są także warunkiem ciągłości przekazu rodzinnej historii. Podczas gdy synowie Trudy ulatniają się do Niemiec skradzionym samolotem (motyw rodem z „Biletu na księżyc” Bromskiego), to właśnie córki Gerty pielęgnują pamięć o ciotkach oraz ich partnerach.

Ale w skali makro, gdy Bunda próbuje z Kaszub wypłynąć na szerokie wody historii, jest już trochę gorzej. Bo jakkolwiek rodzinna saga nakreślona jest całkiem sprawnie, to brakuje „Nieczułości” bezpośredniego zderzenia bohaterek z konkretnymi wypadkami rozgrywającymi się w Polsce po 1945 roku, które pokazał na przykład Jarosław Kamiński w swojej ostatniej powieści „Tylko Lola”. Powojenna rzeczywistość dotyka kobiety Bundy najczęściej pośrednio, poprzez mężczyzn. Już nie tych, którzy najeżdżają i wyrządzają krzywdę, ale tych, którzy znikają – aresztowani przez władzę ludową albo uciekający przed nią na Zachód.

PRL – inaczej niż u Kamińskiego – został u Bundy (poza wątkiem aresztowania Rudego Jana) sprowadzony do kilku na wpół baśniowych anegdot, począwszy od odwiedzin u Bieruta, przez wspomniane już porwanie samolotu czy przypadkową wygraną Ildy w wyścigach motocyklowych, skończywszy na wprowadzeniu do powieści wątku bohatera wzorowanego na Jerzym Kalibabce (zresztą także synu rybaka, tyle że z Dziwnowa). Natomiast wszystkie historie z udziałem świń, kur czy pawi, które chwali sobie Krzysztof Varga, są oczywiście przezabawne i urocze, ale ostatecznie to tylko ornament powieści (może poza wspomnianym na początku świniobiciem mistrzowsko nawiązującym do „Postrzyżyn”).

Dość pobieżnie potraktowany został również fundamentalny dla utworu wątek traumy jednej z bohaterek. Cała terapia pomagająca Rozalii poradzić sobie z zespołem stresu pourazowego (Bunda pokazuje trochę, jak wyglądały jej niemrawe początki) pozostaje tajemnicą dzieloną z młodym psychiatrą. Kamiński rozwiązał to trochę inaczej, oddając doświadczenie posttraumy także na poziomie języka – rozedrganego, poszarpanego. Podczas gdy „Tylko Lola” próbowała nas przekonać, że nie da się stworzyć spójnej opowieści pojedynczego człowieka o traumie, to „Nieczułość”, jeśli już tego próbuje dokonać, to zgrabnymi, okrągłymi zdaniami. Ta próba wygładzenia historii działa po prostu tak, jak niewprawne rzeźbienie nagrobka w jednej z ostatnich scen „Nieczułości”: odbiera barwy i spłaszcza perspektywę. Tymczasem dużo ciekawiej byłoby, gdyby Bunda próbowała namalować ten wątek metodą Edwarda, męża Gerty, paskudząc płótno jakimś dokuczliwym detalem.

 „Nieczułość” jest jak nowy projekt Jazz Bandu Młynarski–Masecki: nieco staromodna lekkość dobrze skrojonych fraz, która ofiarowuje znajomym historiom nowe, niezwykle ponętne wersje. Jak zaopiniował jeden z krytyków muzycznych: dancing dla wymagających.

Cykl tekstów powstaje we współpracy z Krakowskim Biurem Festiwalowym, organizatorem Nagrody Conrada za debiut literacki, przyznawanej w ramach programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.

Nagroda Conrada