Jeszcze 1 minuta czytania

Goran Injac

TRZECIA PRZESTRZEŃ:
Symptomy naszych czasów

Goran Injac

Goran Injac

1.

Znowu nawiążę do Umberta Galimbertiego i jego esejów „L'ospite inquietante...” („Niechciany gość. Nihilizm i młodzież”). Galimberti dużo uwagi poświęca kwestii narkotycznego, alkoholowego i farmaceutycznego upojenia – nieograniczonemu zażywaniu wszelkich możliwych środków zmieniających nasz nastrój czy stan. Chodzi o symptomatyczne „pijaństwo” współczesnego człowieka, który w świecie wolności odczuwa jednak zniewolenie. Jest ono zresztą zarówno przyczyną, jak i konsekwencją aktualnie panującego porządku.

2.

Problemy psychiczne (albo – według terminologii Galimbertiego – „ból duchowy”) nie są, jak choroby ciała, niezmiennymi patologiami. Na nasz stan psychiczny zawsze ma wpływ aktualna rzeczywistość i wartości obecne w danym momencie historycznym. Prywatne okoliczności i duch czasu. Dlatego symptomatyka zaburzeń psychicznych wiele mówi i o historii cywilizacji, i o kondycji człowieka w konkretnej chwili.

Od lat 70. depresja stała się jedną z najbardziej powszechnych chorób. Dawniej, w „społeczeństwach dyscypliny”, miała raczej postać neurozy wynikającej z konfliktu pomiędzy tym, co jest i nie jest dopuszczalne, między wolnym wyborem a tym, czego zabrania system. Jej podstawowym objawem był „konflikt pragnienia”, potrzeba i zarazem niemożność przekroczenia narzuconych reguł.

Dzisiaj, po emancypacyjnych ruchach, które znacząco przesunęły granice społecznej akceptacji,  przydarzyła nam się innego rodzaju dyktatura: konflikt pomiędzy możliwym i niemożliwym. Zmienił się ideał, do którego dążymy, pisze Galimberti. Nie ma on już więcej nic wspólnego z relacją jednostka-społeczeństwo – najważniejszym jego kryterium stała się motywacja. Liczą się wyniki, które możemy osiągnąć jako najlepsza i najbardziej produktywna wersja samych siebie.

Nasza kondycja psychiczna zależy od poczucia własnej opłacalności. Ciągle toczy się walka o profit, maksymalne wykorzystanie własnego potencjału, o konkretne, obiektywnie potwierdzone osiągnięcia. I to wszystko przez codzienny, kurewski nacisk establishmentu.

Oczywiście, zmieniły się również objawy choroby. Dawniej: ból i poczucie winy, dzisiaj: lęk i poczucie niespełnienia. Depresja nie jest już chorobą „braku radości życia”, jest patologią produktywności, działania. Poczuciem porażki czy słabości – bo nie sprostało się paradygmatowi bycia skutecznym.

3.

Psychika człowieka stała się modelowym przykładem korporacji, która własne poczucie szczęścia buduje na zasadach zarządzania ludzkim potencjałem, na opłacalności rynkowej, na wzroście własnych akcji na rynku indywidualnych wartości. Jednostce wolno już wszystko, ale pod warunkiem, że prowadzi to do osiągnięcia wytyczonego celu.

4.

Niestety, tak zradykalizowany koncept jednostki, jej nieograniczona wolność, ma swoją cenę. Płaci się ją w aptece. Wymogu ustawicznego działania i skuteczności nie da się spełnić przy użyciu metod naturalnych. Pomocą służą środki farmaceutyczne albo nielegalne środki narkotyczne. Potrafią zmienić stan bycia po prostu człowiekiem w stan superhero: poczucia wszechmocy.

Emancypacja uwolniła nas od posłuszeństwa, ale w zamian bezwzględnie zniewoliła społecznymi wymogami produkowania „dzieł bez granic”. Dodajmy do tego niedoskonałości kapitalizmu na peryferiach, w którym tak naprawdę nie sposób zrealizować zadanego modelu – i mamy, to co mamy. Stajemy się społeczeństwami, które swoje akcje na rynku psychiki podnoszą albo zoloftem, albo kokainą.

Można też wybrać inną drogę: znieczulenie przed światem, który i tak boli, niech więc boli przynajmniej trochę mniej. Taka droga też ma swoją nazwę – środki uspokajające.