Ceramika wszędzie

23 minuty czytania

/ Sztuka

Ceramika wszędzie

Rozmowa z Barbarą Bułdys

W latach 60. dostrzeżono w wytwarzanych w Łysej Górze płytach ceramicznych materiał okładzinowy na elewacje. I wtedy się zaczęło. Różni utalentowani artyści rysowali całe kompozycje plastyczne, a Kamionka je realizowała – rozmowa z twórczynią Szlaku ceramicznego

Jeszcze 6 minut czytania

PAULINA WROCŁAWSKA: Od pewnego czasu Tarnów oraz okoliczne wsie i miasteczka można zwiedzać przygotowanym między innymi przez ciebie Szlakiem ceramicznym. Wcześniej w lokalnym BWA wspólnie z Bożeną Kostuch pokazałaś fantastyczną wystawę „Łysogórski eksperyment. Ceramika dla architektury”. Co to był za eksperyment i skąd w tym rejonie Polski tyle ceramicznych realizacji?
BARBARA BUŁDYS: Pod koniec lat 50. XX wieku do fabryki w podtarnowskiej wsi Łysa Góra, gdzieś tam na końcu świata, na południowo-wschodnich rubieżach Polski, zaczęli przyjeżdżać artyści z Warszawy. Niektórzy zostawali na stałe. Chociaż wcześniej nie mieli nic wspólnego z ceramiką, to wspólnie z kierownikiem artystycznym tamtejszej spółdzielni, Bolesławem Książkiem, zaczęli projektować i realizować dekoracyjne płyty ceramiczne dla architektury. Stąd potem wzięła się moda na zdobienie ścian i elewacji wielkoformatowymi ceramicznymi obrazami – cała południowa Polska pełna jest takich realizacji z okresu PRL, często mylnie nazywanymi mozaikami, które przeważają w Polsce północnej.

Wieś miała tradycje rzemieślnicze? 
Właśnie nie i to jest w tym najdziwniejsze. Ceramika w Łysej Górze i wszystko, co się tam wydarzyło, jest związane z działaczem społecznym, Franciszkiem Mleczką, który postanowił przekształcić zabitą dechami rodzinną wioskę w wieś modelową. Mimo chłopskiego pochodzenia, jeszcze przed wojną skończył studia i obronił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miał lewicowe zapatrywania, działał w spółdzielczości, więc to, co wydarzyło się w Polsce po II wojnie, odpowiadało jego sposobowi myślenia. Został posłem na Sejm, często jeździł do Warszawy, gdzie uruchamiał różne kontakty. Dzięki niemu Łysa Góra została bodajże pierwszą zelektryfikowaną wsią w naszym rejonie, jeszcze w latach 40. Wybudował też dojazdową drogę gruntową. A to naprawdę były wtedy błotniste i nieprzystępne tereny, takie miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc. Ze wspomnień Mleczki możemy wyczytać, jak mobilizował mieszkańców: ludzie dawali własne konie, wozy, sprzęt, razem pracowali społecznie. I on właśnie wymyślił w 1947 roku Kamionkę, czyli rzemieślniczy zakład produkcyjny, który nie miał w zasadzie żadnej tradycji. Sprowadził fachowców, poniemieckie maszyny z Dolnego Śląska, zorganizowała całą produkcję. Na początku wykonywano tam głównie proste rzeczy: dzbanki, doniczki, bardzo dużo eksperymentowano.

1. Łysa Góra, Technikum Ceramiczne. 2. i 3. Łysa Góra, wnętrze technikum dekorują płytki ceramiczne wykonane dla MDM w 1952 r. 
4. Łysa Góra, budynek administracyjno-socjalny wyłożony przykładami ceramiki produkowanej w Kamionce: płytami i płytkami, talerzami, dzbankami, wazonam, proj. Bolesław Książek, 1962 r.  / fot. W. Podleśny.

Użyłaś określenia „modelowa wieś”. 
Oprócz zakładu pracy pojawiło się przedszkole (na wsi!), dzięki czemu kobiety mogły cały swój czas poświęcić fabryce; szkoła podstawowa, ośrodek zdrowia, straż pożarna, budynek z kinem, biblioteką i salą teatralną. Przyjeżdżały tu teatry z Tarnowa, Nowej Huty a nawet Warszawy. Zbudowano też amfiteatr. A przede wszystkim powstał zespół ludowy na najwyższym poziomie, sławna Kamionka, który zrzeszał wprawdzie pracowników spółdzielni, ale był prowadzony przez zawodowego choreografa. Miejscowość spełniała więc całą masę funkcji – dawała zatrudnienie, opiekę socjalną, troszczyła się o kulturę oraz edukację pracowników i ich rodzin.

Czyli pełen sukces?
Dla Mleczki to miał być z jednej strony powrót do korzeni, ale z drugiej dowód, że każda wieś w Polsce ma olbrzymi potencjał i jeśli tylko znajdzie się grupa społeczników, to wszystko da się osiągnąć. Oczywiście, nie wszystko wyglądało tak pięknie. Fabryka Mleczki przeszła przez całą masę porażek – doniczki przeciekały, wypały się nie udawały. Wszystkiego uczyli się od podstaw i ciągle im coś nie wychodziło. Jak były prace w polu, to mieszkańcy nie stawiali się w pracy. Oni kochali ziemię, którą po wojnie dostali, fabryka była dla nich takim dodatkowym miejscem, którego się dopiero z czasem wszyscy nauczyli. 

Ale jednak tam przychodzili. Nie byli się w stanie utrzymać z samej roli?
W większości przypadków nie. Wieś galicyjska to była wieś biedna. Mleczko dał Łysej Górze olbrzymią szansę. 

1. Zespół ludowy Kamionka na występach w Egipcie. 2. Bolesław Książek występujący w zespole Kamionka (z brodą po lewej). 3. i 4. Budowa Technikum ceramicznego i hal fabrycznych Kamionki. Łysa Góra, lata 40. Zródło: „Skarby Łysej góry”

Przy „Kamionce” powstała też szkoła techniczna.
W tamtych czasach przy zakładach produkcyjnych często powstawały szkoły zawodowe, które kształciły późniejszych pracowników. To było takie sprzężenie zwrotne, zakład dawał uczniom praktyki, a sam zyskiwał świeżą krew, bo kierunkowo wykształceni absolwenci mieli mnóstwo pomysłów, zapału i zawsze wnosili coś nowego. Przy czym do Łysej Góry przyjeżdżali się kształcić ludzie z całej Polski. Szkoła cieszyła się renomą, miała bardzo wysoki poziom, wychodzili z niej świetni fachowcy. To niekoniecznie byli ludzie, którzy zostawali w Kamionce, rozjeżdżali się po całej Polsce, część kończyła studia wyższe i do dzisiaj przyznaje się do życiorysu sięgającego korzeniami Łysej Góry.

Masz na myśli studia artystyczne? 
Tak. Zresztą nadal w pobliskim Nowym Wiśniczu działa liceum plastyczne, jedno z nielicznych w Polsce oferujące specjalizację z ceramiki artystycznej. Natomiast to nie jest już kształcenie na potrzeby przemysłu, tylko bardziej na potrzeby artystyczne. Jeśli zaś chodzi o szkołę w Łysej Górze, to ona później miała dużo więcej specjalności – kowalstwo, krawiectwo, tkanina artystyczna, szkło – profil się zmieniał w zależności od potrzeb rynku. W okresie świetności uczyło się tam ponad 300 osób, wybudowano nawet internat.

Czyli zaczynali od przeciekających wazonów i donic, a potem pojawił się Bolesław Książek i wszystko się zmieniło?
Po jakiś 2-3 latach, gdy zakład już całkiem sprawnie funkcjonował, Franciszek Mleczko szukał nowych pomysłów na rozwój. Byli pracownicy, działały taśmy produkcyjne, piece, tylko trzeba było dla nich znaleźć lepsze przeznaczenie, niż banalne doniczki i prosta ceramika. Jeździł więc po Polsce, gdzie szukał ludzi, którzy mogliby przenieść się do Łysej Góry i skierować Kamionkę na nowe tory. I tak w 1951 r. przywiózł do Łysej Góry z Krakowa uznanego ceramika Bolesława Książka. Książek przyjechał tylko na rekonesans i został. Potem sprowadził rodzinę. Wszyscy twierdzą, że zamieszkał w fabryce. Miał mnóstwo pomysłów, cały czas wykonywał różne szkliwa, wymyślał nowe technologie, które niestety nie zostały spisane.

Pracownice Kamionki / Archiwum: „Skarby Łysej góry”

I przepadły? 
Tak, bezpowrotnie. Dzisiaj byśmy powiedzieli, że nie zostały opatentowane, ale wtedy coś takiego nie istniało. W tamtych czasach liczono się ze stanowiskiem artystów plastyków i dawano im, wbrew pozorom, bardzo dużo możliwości. Dzisiaj nie można by było pozwolić sobie na takie eksperymenty, bo wszystko przelicza się na zysk. Wtedy, jeśli coś nie wyszło, to nie skutkowało to konsekwencjami finansowymi czy zwolnieniem z pracy. Zdolni ludzie mogli się uczyć na własnych błędach. Poza tym panował wtedy zupełnie inny reżim technologiczny, używano tlenków metali –  miedzi, ołowiu, kobaltu, pierwiastków chemicznych, które często są dziś zabronione w produkcji, bo ich użycie jest po prostu szkodliwe. I tak na przykład tlenek miedzi odpowiednio użyty daje 6 różnych barw – od czerwieni po kolor niebieski – i trzeba było to wszystko samemu ustalić. I tym zajmował się Książek. 

 
Barbara Bułdys

Kieruje działem sztuki Muzeum Okręgowego w Tarnowie, jest prezesem lokalnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Badaczka i popularyzatorka architektury Tarnowa i Mościc. Współautorka Szlaku ceramicznego regionu tarnowskiego i współkuratorka wystawy „Łysogórski eksperyment. Ceramika dla architektury” w BWA Tarnow (2015).

A jak do Łysej Góry trafili artyści? 
W 1952 roku architekci budujący Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową w Warszawie potrzebowali w trybie natychmiastowym kilkunastu tysięcy płytek do wystroju wnętrz lokali usługowych, barów, sklepów, zaplanowanych na parterach budynków. Nikt w Polsce, prócz Łysej Góry, nie chciał się podjąć tego zadania. Książek wspomniał, że mieli bardzo mało czasu, pracowali po nocach, na akord, nie wiedzieli, czy im wyjdzie to wypalanie. To było jak skok na głęboką wodę. Książek wymyślał i opracowywał prototypy płytek, a następnie wykonywały je i ręcznie malowały uczennice łysogórskiej szkoły ceramicznej. On je na bieżąco uczył, to była pierwsza kadra, którą sobie wyszkolił. Po tym sukcesie, jesienią 1952 roku, przyjechała do Kamionki Polska Kronika Filmowa i powstał film „Skarby Łysej Góry”. Ściągali kolejni dziennikarze. Nagle sobie uświadomiono, że gdzieś tam w tej Łysej Górze, powstało miejsce zupełnie niezwykłe, gdzie można robić wspaniałe rzeczy, bo jest nowoczesny zakład, są maszyny, powstaje piec tunelowy, który pozwoli wypalać nie tylko małe kafle, ale i duże formy. W efekcie zaczęli tam też przyjeżdżać artyści plastycy i architekci, tym chętniej, że były już warunki socjalne dla utworzenia takiej trochę kolonii artystycznej – to nie była już przaśna wieś. Wnuk Książka mówił, że do dziadka zjeżdżał dosłownie cały Kraków. Miejsce zaczęło żyć zupełnie innym rytmem. W tym czasie w całej Polsce powstawały sklepy Cepelii, które brały tutejsze wyroby, w Łysej Górze działał też sklep firmowy, a zespół muzyczny Kamionka zdobył w którymś momencie cały świat, stał się takim towarem eksportowym.  

W pewnym momencie produkowane w „Kamionce” płyty ceramiczne zaczęły być stosowane do dekorowania nowoczesnej architektury. Jak do tego doszło? 
To była wypadkowa przyjazdu plastyków warszawskich do Łysej Góry i wystawy „Ceramiczny eksperyment” w Pałacu pod Blachą w Warszawie w 1960 roku. Wystawa spotkała się z dobrym przyjęciem, między innymi profesora Hryniewieckiego i skupionego wokół niego środowiska architektonicznego. W efekcie, choć do końca nie wiemy, jak to było, dostrzeżono w wytwarzanych w Łysej Górze płytach ceramicznych materiał okładzinowy na elewacje. I wtedy się zaczęło. Różni utalentowani artyści rysowali całe kompozycje plastyczne, a Kamionk je realizowała. W tym czasie w Polsce trwał boom budowlany. W związku z czym poszukiwano nowoczesnych sposobów ozdabiania wnętrz i elewacji nowo budowanych gmachów.

Wystawa Ceramiczny eksperyment, Pałac pod Blachą (Polska, 1960, nr 9, s. 36, fot. M. HolzmanWystawa „Ceramiczny eksperyment”, 1960, Pałac pod Blachą (Magazyn „Polska”, fot. M. Holzman)

I te ceramiczne dekoracje dla architektury realizowano tylko tam?
Tak. Wiesz, to nie były do końca nowe pomysły, w jakimś zakresie realizowano podobne rzeczy przed wojną, ale tutaj powstał wyspecjalizowany zakład i wykrystalizowało się środowisko, które było w stanie działać na dużą skalę. Zamówienia posypały się niespodziewanie, architekci z całej Polski realizujący przede wszystkim dworce kolejowe, szkoły, kina, ośrodki sportowe, zakłady przemysłowe, uświadomili sobie nagle, że elewacja to idealne miejsce do zagospodarowania taką plastyczną dekoracją. Wszystkie większe budowle, które powstawały w latach 60. i 70., były dekorowane takimi płytami. W Łysej Górze realizowano około 6 tysięcy metrów kwadratowych zamówień rocznie.

To były raczej abstrakcyjne motywy, czy realistyczne sceny?
Zależnie od miejsca przeznaczenia, ale częściej jednak abstrakcyjne. Na przykład szkoła w Luborzycy, która jest pod patronatem Uniwersytetu Jagiellońskiego, ma postaci związane z uczelnią. Z kolei na zakładach Siarkopolu w Tarnobrzegu widnieją abstrakcyjne formy, które kojarzyły się artystom z przemysłem wydobywczym i siarką. W tych abstrakcyjnych kompozycjach istotną rolę odgrywał kolor. Osobnym przypadkiem są dworce, które mają swoje tematy przewodnie.

Nie przypominam sobie za bardzo takich dekoracji w warszawskich dworcach. 
Obrazy ceramiczne były popularne w południowej Polsce, na Małopolsce i Śląsku, szczególnie w górskich miejscowościach turystycznych. Spotykamy je w salach reprezentacyjnych obiektów sanatoryjnych, pijalniach wód w Krynicy, Szczawnicy, domach wczasowych w Muszynie. Elementy ceramiczne są tam wszędzie, np. na stacji kolejki na Górę Parkową czy w restauracji Hawana w Krynicy.
Prawdopodobnie, gdyby nie to, że w Łysej Górze zaprzestano produkcji płyt ceramicznych w szczytowym momencie, w zasadzie równo z odejściem Książka na emeryturę, te wyroby podbiłyby również zagranicę.

Bolesław Ksiażek / archiwum Jerzego SachyBolesław Książek przy pracy w Kamionce / ArchiwumJerzego Sachy

Co się wtedy stało?
W 1971 roku Książek przeszedł na emeryturę. Dwa lata wcześniej w Kamionce zaczął się konflikt. On chciał nadal wszystko nadzorować, ale ponieważ pojawiła się już wykształcona młodsza kadra, to zaproponowano, aby ograniczył się tylko do wymyślania. Uważano, że trochę zawraca głowę, za bardzo się miesza, wchodzi w paradę. W efekcie całkowicie odszedł z Kamionki, ale w swoim domu w Łysej Górze wybudował sobie pracownię i tworzył do końca życia. To nie były już tak duże realizacje jak wcześniej, raczej skromniejsze dekoracje do domów prywatnych. Mimo to, do końca eksperymentował, do końca robił bardzo piękne formy artystyczne. Po nim w Łysej Górze stanowisko kierownika artystycznego objął Jerzy Sacha, absolwent rzeźby. To były dwie przeciwstawne osobowości – Książek barwny, ekstrawertyczny; natomiast Sacha skupiony, skryty, ale równie pracowity. Książek całe życie miał wystawy indywidualne, Sacha nigdy, nie przywiązywał do tego wagi.
Po odejściu Książka skończyła się era płyt na elewacjach. Też dlatego, że zmieniło się myślenie o architekturze, ta konkretna estetyka zaczęła się wyczerpywać. Przestała być nowoczesna.

Obrazy i dekoracje ceramiczne na domach prywatnych w Tarnowie / fot. Paulina Wrocławska



Ceramikę architektoniczną często potocznie nazywa się mozaiką. Obie formy były popularne w tym samym okresie. Jaka jest między nimi różnica?
Mozaika od zawsze funkcjonowała jako element zdobniczy, była bardzo popularna w Polsce również przed wojną. Bardzo dużo mozaik znajdziemy np. w Warszawie. Najprościej ujmując, są to dekoracje wykonane z przeróżnych materiałów (np. szkło, kamień, odpady produkcyjne) związanych z podłożem na cemencie lub gipsie. Mozaiki składają się z drobnych elementów, niekoniecznie jednorodnych, które dopiero po zestawieniu ze sobą tworzą obraz. Sam pojedynczy element nie znaczy nic. Rodzaj użytego materiału zależał w PRL-u od tego, co w danym rejonie było łatwo dostępne, np. tutaj popularne były mozaiki szklane, ponieważ mieliśmy hutę szkła. Kościół w rejonach przemysłowych najczęściej wykorzystywał do zdobienia świątyń odpady produkcyjne, ponieważ w okresie komunizmu nie mógł kupować w fabrykach pełnowartościowych produktów. W przeciwieństwie do mozaiki, ceramika architektoniczna budowana jest z dużych (15 x 15 cm, a potem nawet ok. 32 x 58 cm), geometrycznych kafli.

Czyli już taki jeden kafel zawiera w sobie zaprojektowany element dekoracyjny?
Tak. Ja na to mówię puzzle, tylko że zgeometryzowane. I te duże formy zestawiane ze sobą pozwalają na tworzenie wielkich obrazów, takich całych ścian ceramicznych, jak na przykład w krakowskim kinie Kijów. Bardzo malarskich, nie zawsze realistycznych, czasem bardziej wizyjnych, impresyjnych, jak na przykład już nie istniejąca ściana w Tarnowie na pływalni, która swą formą plastyczną nawiązywała do wody. Turkusowo-szmaragdowa, była takim jakby odbiciem lustra wody na ścianie. Dodatkowo przez oszklone ściany wpadało światło i to dawało bardzo piękne efekty wizualne.

1. Kino Marzenie w Tarnowie / archiwum J. Sachy. 2.  Basen w Mościcach, proj. Bogumił Zagajewski i Jerzy Sacha, 1965 r., fot. Krzysztof Sacha, 2015 r.  3. Wojnicz, kino Wawel,  proj. Witold Skulicz, 1970 r., fot. W Podleśny 2015 r.

Ale została skuta, jak zresztą wiele innych realizacji. Jest sens ratować te, ktore się ostały ? Zmieniają się funkcje budynków, zmieniają się potrzeby estetyczne, może to walka z wiatrakami?
Sens jest, bo to były i w niektórych przypadkach nadal są bardzo piękne rzeczy. Olbrzymie, wielkoformatowe obrazy, które często zajmowały całe zewnętrzne elewacje budynków, a mimo to w większości przetrwały próbę czasu. Ani wiatr, ani deszcz, ani zmienne warunki atmosferyczne, ani upływ czasu im nie zaszkodziły. Nie straciły barwy, ponieważ były znakomicie wypalane, dopracowywane w każdym szczególe. Mimo to w ostatnich latach często są zbijane. Po 89’ zaczęliśmy odżegnywać się jako społeczeństwo od estetyki lat 60. i 70., bo kojarzyła się z PRL-em i to niestety odbywało się i nadal odbywa ze szkodą dla takich wartościowych artystycznie realizacji.
Ale coś się powoli zmienia. Na tym samym tarnowskim basenie już druga taka dekoracja, znajdująca się w holu, została zachowana.

Jak wam się to udało? 
Po skuciu pierwszej ceramiki pojawiły się protesty wśród lokalnej społeczności. A przede wszystkim ona najzwyczajniej w świecie nie przeszkadzała planom rozbudowy. Dzięki temu, że jej autor, Jerzy Sacha, nadal żyje, udało się ją nawet podreperować. Prace wykonał syn artysty, również ceramik, Krzysztof Sacha. Krzysztof negocjował, przekonywał i w końcu doszedł do porozumienia z władzami miasta i architektem. Ponieważ sufit został obniżony i zmienił się poziom posadzki, to musiał wykonać sporo pracy, żeby całość nadal dobrze wyglądała.
Dzięki całemu szumowi wokół basenu wzrosła świadomość wartości dekoracji ceramicznych dla tożsamości naszego regionu i już na przykład mozaika w tarnowskim kinie Marzenie została mimo remontu zachowana. Ponieważ nie pasowała do obecnej koncepcji przebudowy budynku, zakryto ją płytą gipsową. Dzięki czemu przetrwa w stanie nienaruszonym i kiedyś będzie można ją odsłonić. I to jest nasz duży sukces.
Jesteśmy na początku drogi, dopiero zaczynamy badać i popularyzować temat. Dlatego tak duże znaczenie ma działalność Bożeny Kostuch z Muzeum Narodowego w Krakowie, która od kilku lat zajmuje się mozaiką ceramiczną na terenie Małopolski, w tym Łysą Górą. Ostatnio wydała książkę na ten temat. Dzięki jej inicjatywie zachowano m.in. mozaikę na dworcu w Krakowie-Płaszowie. Z tych samych pobudek wspólnie z Bożeną zrobiłyśmy dwa lata temu wystawę w tarnowskim BWA, „Łysogórski eksperyment. Ceramika dla architektury” i uruchomiliśmy z Izbą Turystyczną Szlak ceramiczny regionu tarnowskiego.
Mamy pewne zobowiązania wobec Łysej Góry. To już jest rodzaj dziedzictwa, które odchodzi i które należy w szczególny sposób chronić. Ponieważ nie są to jeszcze zabytki, nie można ich objąć ochroną konserwatorską. Musimy je więc zabezpieczać w inny sposób, żeby szczęśliwie przetrwały ten trudny czas.

Jak jeszcze można je chronić?
Ściana ceramiczna w pijalni wód w Szczawnicy miała zostać skuta, o czym przypadkiem dowiedział się Marcin Sacha, wnuk Bolesława Książka, i dał nam znać. Bożenie Kostuch udało się namówić Muzeum Narodowe, żeby to, co uda się skuć, zrekonstruować i wmontować w jedną ze ścian gmachu głównego. Zresztą Muzeum przejęło w tym roku Hotel Cracovia z przeznaczeniem na siedzibę Muzeum Architektury i Dizajnu, gdzie także znajduje się dekoracja ułożona ze złoconych płytek ceramicznych projektu Krystyny Zgud-Strachockiej.  

A to się w ogóle da tak skuć, żeby nie potłuc?
Kwestia szczęścia. Prawdopodobieństwo, że uda się w całości zachować dzieło jest niewielkie.
Od Marcina Sachy, który jeździ po całej Polsce w poszukiwaniu realizacji dziadka, wiemy, w ilu domach prywatnych na terenie Tarnowa są takie rzeczy. Obrazy, kominki, całe ściany. Zarówno na elewacjach, jak i we wnętrzach. Aczkolwiek akurat tam są one raczej bezpieczne, właściciele, którzy je kiedyś zamawiali, mają do nich stosunek emocjonalny, znają ich wartość i nie likwidują. Wiesz, zamówienie czegoś takiego do własnego domu pociągało za sobą konkretne koszty. Również kościół póki co ich nie likwiduje, a ma na naszych terenach bardzo dużo takich realizacji: stacje drogi krzyżowej, obrazy, rzeźby, krzyże przydrożne. W samej Łysej Górze jest tego cała masa. Wszystko w tej wsi jest w dużych i małych kaflach oraz mozaikach. Nawet donice.

1. Dekoracja ceramiczna na elewacji jednego z budynków Kamionki, proj. B. Książek, 1962. 2. Barbara Bułdys w nieczynnej hali produkcyjnej Kamionki. 3. Ceramiczne donice na terenie Łysej Góry. 4. Dekoracja ceramiczna na domu prywatnym, Łysa Góra. / fot. Paulina Wrocławska
 

 Skarby Łysej góry,
wystawa stała, kuratorzy: Marcin Sipiora, Natalia Kopytko, Łysa Góra.

Unikaty
wystawa ceramiki Jerzego Sachy, Zamek w Dębnie, do 2 października 2017.

A co się teraz dzieje z Kamionką?
Zakład już nie działa, jest w stanie likwidacji, m.in. z powodu zalewu krajowego rynku chińszczyzną. Szkoła o profilu zawodowym także straciła rację bytu, bo jeżeli przestała działać fabryka, to nie ma powodu, żeby kształcić kolejnych techników fachowców. Jeszcze przez szereg lat placówka poszukiwała jakiejś formy przetrwania, pojawiały się nowe specjalizacje – od fryzjerskiej poprzez krawiecką. Niestety, w tym roku nie było już naboru.
Trudno przesądzić o losie tych miejsc, co rusz pojawiają się nowe pomysły. Powstała Fundacja Ceramiki Polskiej XX wieku, zorganizowano plener z udziałem współczesnych artystów. Jego efekty pokazano na wystawie „Eksperyment łysogórski 50 lat później” w Miejscu Projektów Zachęty w Warszawie w zeszłym roku. Pojawiła się też idea utworzenia tutaj kolonii artystycznej. W 2016 r. dzięki wsparciu Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Łysogórskiej „Krakus”, wnuczka jednego ze współtwórców Kamionki i działacza społecznego, Natalia Kopytko wraz z Marcinem Sipiorą otworzyła wystawę stałą zbierającą przedmioty i archiwalia pochodzące od mieszkańców i osób związanych z Łysą Górą oraz opublikowała książkę „Łysa Góra. Ludzie i Ceramika”. A w pobliskim Zamku w Dębnie trwa w tej chwili pierwsza monograficzna wystawa Jerzego Sachy.
Wciąż żyją niektórzy artyści lub ich bliscy, od których możemy czerpać wiedzę. Archiwalia też jeszcze nie uległy rozproszeniu. Nawet produkcję od biedy dałoby się wciąż uruchomić. Ale to już jest naprawdę ostatni moment.