Krwawa prowizorka

Krwawa prowizorka

Marceli Szpak

Sacco nie szczędzi nam makabrycznych obrazów, przejmujących kadrów z martwymi dziećmi i kobietami, masowych rozstrzelań i opisów bezmyślnej brutalności, ale udaje mu się też znaleźć życie, które tryumfuje i rozwija się w każdych warunkach

Jeszcze 3 minuty czytania

W głośnym przed kilkoma laty filmie Nikity Michałkowa, „12”, wzorowanym na klasycznych „Dwunastu gniewnych ludziach” i opowiadającym o sądzie nad oskarżonym o zabójstwo czeczeńskim chłopcem, jeden z tytułowego tuzina zgromadzonych na sali gimnastycznej sędziów przysięgłych, spogląda w pewnej chwili na plątaninę byle jak załatanych i zabezpieczonych rur, które wiją się pod sufitem i wygłasza przejmującą przemowę na temat prowizorki. Jest ona, jego zdaniem, najtrwalszą rzeczą na świecie, zasadą organizującą życie w Rosji, powodem tego, że na każdym kroku czyha na ludzi kolejna katastrofa. Zaimprowizowane rozwiązania, twierdzi bohater Michałkowa, mają tendencję utrzymywać się tak długo, aż nie nastąpi jakaś konkretna, wielka tragedia, która ostatecznie likwiduje źródło problemu lub zmusza nas do wymyślenia czegoś trwalszego.

Czytając „Strefę Gazy”, kolejny komiks Joego Sacco, jaki ukazuje się na naszym rynku, trudno pozbyć się wrażenia, że gigantyczne prowizorki wcale nie są cechą charakterystyczną dla krajów byłego bloku wschodniego. Że istnieją takie prowizoryczne rozwiązania, które towarzyszą nam praktycznie od końca drugiej wojny światowej i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miały zostać zastąpione czymś bardziej trwałym, przynoszącym mniejsza liczbę ofiar. Że prowizorka, w sprzyjających okolicznościach, może zająć trzysta sześćdziesiąt kilometrów kwadratowych i stać się domem dla ponad półtora miliona ludzi, którzy nie mają się gdzie podziać.

Obrazy konfliktu w Strefie Gazy towarzyszą nam nieprzerwanie od prawie siedemdziesięciu lat, kilka pokoleń odbiorców wiadomości ze świata nauczyło się już na pamięć nazw istniejących tam obozów i osiedli, pamiętamy o intifadach oraz izraelskich nalotach na palestyńskie wsie i miasteczka w Strefie, mamy przed oczami dzieci w arafatkach i z kamieniami w dłoniach, oraz oddziały izraelskich cyborgów bojowych, które za pomocą najnowszych technologii tłumią ogniska oporu. Starcia w Strefie to dla wielu z nas jeden z najtrwalszych refrenów współczesności, pierwotne źródło wyobrażeń mieszkańców Europy o wszystkich konfliktach, jakie wybuchają na Bliskim Wschodzie, symboliczna wojna „Zachodu” reprezentowanego przez zmilitaryzowany Izrael, z arabską kulturą uosabiana przez niedozbrojonych, stłoczonych w okupowanych miasteczkach Palestyńczyków.

„Strefa Gazy. Przypisy”„Strefa Gazy. Przypisy”, Joe Sacco. Timof i Cisi Wspólnicy, 424 strony, w księgarniach od lutego 2017Pytanie tylko, czy pamiętamy jeszcze, skąd się to wzięło, kto zaproponował powstanie tej prowizorycznej Strefy i dlaczego, pomimo wyraźnej dla każdego, zabójczej nieudolności zastosowanych w tym miejscu regionie rozwiązań politycznych, gospodarczych i militarnych, Strefa Gazy wciąż istnieje i jest nieustającym źródłem konfliktu? Być może niektórzy z nas pamiętają (przynajmniej z książek) podział państwa palestyńskiego w 1947 roku, być może żywe są jeszcze wspomnienia wojny sześciodniowej, do jakiej doszło dwadzieścia lat później, wszystko to jednak miesza się w masowej pamięci z nowszymi obrazami pierwszej i drugiej intifady, czołgami wjeżdżającymi na tereny Autonomii Palestyńskiej i ostatnimi doniesieniami z mediów.

Sacco w swoim nagrodzonym prestiżową nagrodą Eisnera, monumentalnym komiksie, cofa się do prawie samego początku istnienia Strefy, by przybliżyć nam źródła tej tragedii. Przeprowadza dziesiątki rozmów z ostatnimi żyjącymi bohaterami krwawych wydarzeń sprzed sześciu dekad i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co kieruje oboma stronami konfliktu, który zdominował życie mieszkańców Gazy. Robi to w przededniu drugiej amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku, która doprowadziła do obalenia rządów Saddama Husajna i stała się zarzewiem trwającej aktualnie dyskretnej trzeciej wojny światowej, w której mocarstwa po raz kolejny ścierają się o dominację nad Bliskim Wschodem, nie zważając na życie arabskich cywili. Przeszłość i przyszłość przeplatają się nieustająco na wszystkich planach jego dzieła, a głosy z XXI wieku, uzupełniają i wyjaśniają historię, która zaczęła się siedem dekad temu.

Ogrom materiału, z jakim musiał zmierzyć się twórca „Strefy Gazy” sprawia, że lektura jego komiksu bywa sporym wyzwaniem. Próbując umieścić opisywane przez siebie wydarzenia w zrozumiałych dla współczesnego czytelnika kontekstach, Sacco serwuje odbiorcom rozbudowane komiksowe wykłady o historii regionu, pokazuje jakie decyzje stały za utworzeniem tego prowizorycznego schronienia dla tysięcy arabskich uchodźców, którzy w 1948 roku za pomocą kilku kresek na mapie, narysowanych gdzieś tam, w odległej Europie, zostali pozbawieniu swoich domów. Przedstawia też głównych politycznych i militarnych aktorów tej historii, wierząc w zdolność czytelnika do zapamiętania dziesiątków dat, nazwisk i faktów. Są w „Strefie Gazy” fragmenty, gdzie zagęszczenie informacji jest tak wielkie, jak w klasycznych historycznych monografiach – ściany tekstu, przy których łatwo stracić uwagę. Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie, gdy Sacco wraca do swojego głównego tematu, jakim są zwyczajni ludzie, którym przyszło żyć w warunkach nieustającego konfliktu.

Podobnie jak w swoich poprzednich komiksowych reportażach o Palestynie i wojnie w Bośni, Sacco bierze na siebie rolę „everymena”, trochę fajtłapowatego dziennikarza, kryjącego się za nieprzejrzystymi okularami, które czasem stają się najwyraźniejszym symbolem naszej ślepoty na rzeczywistość i zapuszcza się wraz ze swoimi miejscowymi przewodnikami w zakątki i zaułki, do których niewielu ludzi spoza Strefy ma dostęp. Interesują go przede wszystkim opowieści o dwóch, prawie całkowicie zapomnianych masakrach ludności palestyńskiej, do jakich doszło w 1956 roku w miasteczkach Rafa i Chan Junis, ale spotkania z ludźmi stają się okazją do opisania najróżniejszych historycznych aspektów tej wojny oraz życia współczesnych mieszkańców Strefy i ich ciągłego strachu przed izraelskimi czołgami, dronami i nalotami.

„Strefa Gazy. Przypisy”, Joe Sacco„Strefa Gazy. Przypisy”, Joe Sacco

Nietrudno zauważyć, po czyjej stronie stoją sympatie autora: armia izraelska na wielu planszach, zwłaszcza tych z współczesności, kojarzy się dość mocno z oddziałami zdehumanizowanych robotów, służących utrzymywaniu chociażby prowizorycznego totalitarnego porządku, natomiast rysowane zwykle w bardzo dużych zbliżeniach twarze zmęczonych wojną Palestyńczyków są przejmująco ludzkie, przywodząc na myśl biedaków i uciśnionych z dzieł Breughla i Boscha (zabieg ten z powodzeniem stosował również w swoich opowieściach o wojnie w Bośni), nie oznacza to jednak, że Sacco podchodzi do opowieści swoich bohaterów całkiem bezkrytycznie. Będąc rasowym dziennikarzem, szuka przede wszystkim konkretówfaktów, tym trudniejszych do znalezienia, że większość pamiętających interesujące go wydarzenia świadków ma spore problemy z pamięcią, wywołane starością i próbami wyparcia traum, a lokalna tendencja do opakowywania wszystkich opowieści w kwieciste dygresje, zdecydowanie nie ułatwia dojścia do sedna. Po wielu próbach udaje mu się jednak wydobyć te konkrety nawet z najbardziej opornych rozmówców (wspaniała postać starego fedaina, który przez wiele stron chce rozmawiać z dziennikarzem o wszystkim, tylko nie o interesujących go wydarzeniach historycznych) i przełożyć je na setki szczegółowych rysunków, pozwalających przenieść się odbiorcom w tamte czasy i okoliczności.

Pisząc o wojnie, Sacco nie szczędzi nam makabrycznych obrazów, przejmujących kadrów z martwymi dziećmi i kobietami, masowych rozstrzelań i opisów bezmyślnej brutalności (choć i tak są one stonowane w porównaniu z poprzednimi dokonaniami autora), ale udaje mu się też znaleźć życie, które tryumfuje i rozwija się w każdych warunkach, niewielkie promyki, być może naiwnej nadziei, że kiedyś uda się rozwiązać ten konflikt. W najlepszych planszach udaje mu się uchwycić wspomnianą wcześniej prowizoryczność tej całej sytuacji, to, że źródłem większości tragedii na terenie Strefy Gazy, są (i były) impulsywne reakcje obu stron na rzeczywiste i całkowicie wyimaginowane zagrożenia, że jedynym sposobem rozwiązywania problemów, jest budowanie kolejnych prowizorek, które po jakimś czasie rozsypują się w proch, prowadząc do kolejnych niepotrzebnych starć.

„Strefa Gazy” nie jest lekturą lekką, łatwą i przyjemną, potrafi przytłoczyć odbiorcę tak intelektualnie jak i emocjonalnie, zasypuje go niezbyt dobrze umocowanym w opowieści infodumpem, a mnożenie obrazów śmierci może szybko doprowadzić do znieczulenia na tragedię. Udaje jej się jednak przypomnieć kilka zapomnianych czy ignorowanych aspektów tej wojny i przywrócić pamięć o jej ofiarach, zbyt często uznawanych jedynie za elementy statystyki. Warto znaleźć kilka godzin skupienia i zajrzeć do tego opasłego tomiszcza, chociażby po to, by zrozumieć, że to co obserwujemy dziś na Bliskim Wschodzie, to kolejny refren tej samej wojny, te same argumenty i głupie decyzje, to samo pragnienie postawienia na swoim za wszelką cenę, choćby kosztem życia tysięcy cywili. Być może znajomość tych faktów pozwoli nam w przyszłości unikania tak krwawych prowizorek.