dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Epidemia chronicznej serialozy

Film Grzegorz Wysocki

Postępująca serialoza zatacza coraz szersze kręgi, nie sposób przed nią uciec i bezpiecznie się ukryć, infekuje i zniewala nawet najbardziej do tej pory o(d)pornych

Nie jest dobrze. Jest coraz gorzej. Choroba postępuje. Aktualnie lista symptomów prezentuje się następująco: kończę pierwszy sezon bardzo dobrego „Carnivale”, pierwszy sezon zabawnego, choć po pewnym czasie nużącego „Modern Family” i trzeci „Weeds” (średni); od niedawna oglądam pierwszy sezon „In Treatment” oraz siódmy (bardzo słaby!) „Dr House’a”; jakiś czas temu skończyłem czwartą serię „Californication” (przerażająco słaba), piątą „Dextera” i czternastą „South Park”; dopiero co obejrzałem trzeci i, niestety, ostatni sezon „Deadwood”, który, zaraz obok bezkonkurencyjnego „The Wire”, miażdży całą konkurencję. W planach na najbliższe tygodnie m.in. „The Killing”, „Gra o tron”, „Sherlock” i „Sons of Anarchy”. Nie wspominam już w ogóle o premierowych odcinkach tytułów, które oglądałem wcześniej (np. 26 czerwca ruszyła czwarta seria „True Blood”).


Od kilku lat cierpię na coś, co na potrzeby tego tekstu będę nazywał chroniczną serialozą. I pewnie nie byłoby za bardzo o czym mówić i czym się chwalić, gdyby nie fakt, że od jakiegoś czasu mamy do czynienia z prawdziwą epidemią. Postępująca serialoza zatacza coraz szersze kręgi, nie sposób przed nią uciec i bezpiecznie się ukryć, infekuje i zniewala nawet najbardziej do tej pory o(d)pornych (m.in. profesorów akademickich, klasycyzujących pisarzy, stałych bywalców filharmonii czy zdeklarowanych przeciwników „telewizyjnej sieczki”, w których salonie nigdy nie stanie żaden telewizor). Lekarze bezradnie rozkładają ręce, medycyna nie zna ratunku. Psychiatrzy zwiększają liczbę terapeutycznych spotkań z poszkodowanymi, a przerażeni skalą zjawiska księża intensyfikują gorliwość swoich kazań i coraz sugestywniej straszą otchłaniami piekielnymi. Ale prawda jest brutalna. Lekarze i psychiatrzy również nie potrafią już żyć bez seriali.

„Carnivàle”, USA 2003-2005

Nie tylko przestaliśmy się wstydzić publicznego wyznania w rodzaju: „w wolnym czasie namiętnie oglądam seriale”, ale jeszcze jesteśmy z tej serialowej nadaktywności dumni i naprawdę niewiele brakuje, byśmy ze swojego grona zaczęli wykluczać ostatnich niepokornych, którzy z uporem godnym lepszej sprawy wciąż zarzekają się, że oglądaniem seriali się nie zhańbią. Żyjemy w czasach, w których nasi znajomi na pytanie o najbliższe plany na przyszłość niekoniecznie odpowiadają już: „dziecko, kredyt hipoteczny i wyjazd do Afryki”, gdyż zamiast tego mówią: «„The Wire”, „Mad Men” i „Sześć stóp pod ziemią”».

„Deadwood”, USA 2004-2006

Co takiego się zmieniło? Czym różni się epoka triumfów „Zbuntowanego anioła”, „Mody na sukces” i „Klanu” od epoki wielkiej popularności seriali, takich jak „Rodzina Soprano”, „Dr House” i „Dexter”? Czy na naszych oczach telewidzów rozgrywa się właśnie prawdziwa serialowa rewolucja, a jeśli tak, na czym miałaby ona polegać? Każdy z nieprzejednanych serialomaniaków potrafiłby oczywiście udzielić odpowiedzi na te pytania we własnym zakresie, proponuję jednak przyjrzeć się temu zagadnieniu nieco szerzej, co będzie o tyle łatwiejsze, że w ostatnich miesiącach ukazały się na naszym rynku dwie „serialoznawcze” książki, każda na swój sposób interesująca i zachęcająca do dalszej dyskusji, ale też niepozbawiona wad i pozostawiająca niedosyt.

„Dr House”, USA 2004-2011

Pierwsza pozycja – „Seriale” – to kolejny Przewodnik Krytyki Politycznej napisany przez autorów i współpracowników znanej lewicowej redakcji, więc jeszcze przed lekturą możemy założyć, że będzie to zbiór szkiców młodych (i) gniewnych, zaangażowanych i butnych, a więc także stronniczych i niejednokrotnie, a dla ideologicznych przeciwników zawsze, niesprawiedliwych. Druga – „Post-soap. Nowa generacja seriali telewizyjnych a polska widownia” – to opracowanie akademickie napisane przez doktorantów, adiunktów i profesorów, choć od razu trzeba zaznaczyć, że większość tekstów na szczęście nie grzeszy przesadną hermetycznością i uprawianym przez wielu akademików pseudonaukowym efekciarstwem. Choć niektórzy naukowcy nie mogli się i tym razem powstrzymać i nie bez satysfakcji wspominają o „wizualnych refrenach”, „poziomach temporalnych” (jakby „czasowe” się już nie nadawały...), „narracjach tożsamościowych”, „paradygmacie tekstualistycznym” czy autoseteriologii.

„The Wire”, USA 2002-2008

Pisanie o elementach wspólnych obu tomów mijałoby się z celem, gdyż tym, co je przede wszystkim łączy, jest różnorodność, a więc mnogość autorów, metodologii, poglądów, perspektyw, hipotez i mniej lub bardziej dogłębnie analizowanych tytułów seriali. Oczywiście, niektóre z nich (np. „Dr House”, „Dexter”, „Rodzina Soprano”, „True Blond”, „South Park”, „seriale TVN-owskie”) omówione zostały tak przez „uczonych”, jak i przez „zaangażowanych”, ale i w tych przypadkach możemy raczej mówić o różnicach niż podobieństwach. Zdaje się jednak, że wszyscy autorzy, niezależnie od ich poglądów, specjalizacji i przyjmowanej perspektywy, są zgodni co do tego, że jesteśmy świadkami czegoś na kształt „serialowej rewolucji”, a przynajmniej, że mamy do czynienia z poważną zmianą. W mniejszym stopniu – ilościową, w dużo większym – jakościową.

„Weeds”, USA od 2005

Telewizja, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie tylko nie umarła, ale właśnie przeżywa swoją drugą młodość lub – zdaniem innych – wkroczyła ponownie w „złotą erę” swego istnienia. Złośliwi mogą w tym miejscu zauważyć, że przeżywa ją głównie w internecie (coraz powszechniejsze ściąganie premierowych odcinków z sieci, niesłabnąca popularność torrentów, oglądanie seriali online itd.), ale nie zmienia to faktu, że epickie, wielowątkowe i wielopoziomowe, błyskotliwe i oryginalne produkcje telewizyjne zawładnęły masową wyobraźnią.

„In Treatment”, USA od 2008Z drugiej strony, warto się zastanowić, czy aby na pewno „nowy typ seriali telewizyjnych wypiera stare, dobre opery mydlane”? Większość autorów „Seriali” i „Post-soap” odpowiada, że jak najbardziej. W serialowym świecie powoli kończy się to, co złe, tandetne i głupie, a zaczyna dominować, albo już dominuje, to, co skomplikowane i oryginalne, a więc naprawdę wartościowe. Zupełnie jakby wracał do łask – wydawać się mogło, że od dawna już nieistotny – podział na „wysokie” (ambitne i wysokobudżetowe seriale HBO oraz im podobne) i „niskie” (niekończące się tasiemce, telenowele i opery mydlane, produkcje telewizyjne przeznaczone dla jak największego audytorium). Z jedną znaczącą różnicą – do tzw. kultury wysokiej w ostatnich latach awansowały seriale, które wcześniej, poza nielicznymi wyjątkami (np. „Miasteczko Twin Peaks”), przynależały do pogardzanej, odsądzanej od czci i wiary kultury masowej, która już z założenia zadowala rzekomo najbardziej prymitywne gusta (czy też ich brak) i oddziałuje na najbardziej pierwotne emocje.

Dlaczego osoby jeszcze chwilę temu dumne z tego, że nie posiadają w domu odbiornika telewizyjnego, nagle zaczęły publicznie wyznawać swoją miłość do telewizyjnych serii? Dlaczego tzw. elity nie muszą już ściemniać, że w wolnym czasie godzinami czytają książki i wreszcie mogą się przyznać, że bardziej niż na nową powieść Houellebecqa i Masłowskiej czekają na nowe produkcje twórców „The Wire” i „Rodziny Soprano”? Oczywiście dlatego, że w końcu mają „swoje” seriale, telewizyjne arcydzieła, których nie tylko nie wolno się wstydzić, ale które wypada wręcz nazywać współczesnymi odpowiednikami realistycznych powieści Balzaca i Zoli. Fascynacja ambitnymi serialami, wbrew pozorom, wcale nie jest przejawem ponowoczesnego egalitaryzmu, lecz inteligentną, zakamuflowaną odmianą starego dobrego elitaryzmu, zaledwie podszywającego się pod umiłowanie do czystej, niezobowiązującej rozrywki charakterystyczne dla przeciętnego konsumenta.

„True Blood”, USA od 2008

Trafnie opisał tę sytuację Grady Hendrix: „nagle oczekuje się od nas, że nie tylko będziemy oglądać, lecz także czytać eseje, rozmyślać i dyskutować o trwających godzinę odcinkach serii dramatycznych […]. Oglądanie tych programów jest jak dołączenie do masonerii: wymaga zapamiętywania tajemniczych drobiazgów, analizowania zagadkowych zwrotów akcji oraz niemal fanatycznej lojalności. Nie możemy po prostu ich oglądać – musimy być im oddani w taki sposób, w jaki John Hickley był oddany Jodie Foster”. Dalej więc jesteśmy „my” i „oni”, dalej wyróżniamy seriale lepsze i gorsze, dalej oddzielamy odbiorców aktywnych i pasywnych, dalej nie ma – i nigdy nie będzie – porozumienia pomiędzy tymi, którzy z telewizyjnej oferty wybierają dla siebie pojedyncze, prestiżowe i nagradzane, seriale, a tymi, którzy wciąż biernie i bez jakiegokolwiek namysłu pochłaniają telewizyjne junk food.

„Sons of Anarchy”, USA od 2008

Ani trochę nie dziwi mnie entuzjazm i emocjonalny, momentami wręcz intymny, stosunek eseistów do ich ulubionych produkcji telewizyjnych (łatwo odgadnąć, że więcej takiego osobistego i prywatnego pisania „prosto z serca” znajdziemy w przewodniku KP), gdyż sam jestem jednym z zagorzałych przedstawicieli tego żywo reagującego gatunku. Przykładowo jakiś czas temu na swoim Facebooku bluźnierczo pisałem: „Pytacie: jak tworzyć poezję po Oświęcimiu? Ja pytam: jak tworzyć seriale po The Wire?”, a niedawno wyrażałem swój szacunek dla Izy Miko, która w „Deadwood” zagrała epizodyczną rolę głupiutkiej prostytutki i dodawałem, że w tak wybitnym serialu sam mógłbym zagrać nawet sprzątacza w burdelu lub starzejącego się konia.

„The Killing”, USA od 2011

Ale też czym innym jest nasza ogromna radość, że oto wreszcie, po latach posuchy i zwątpienia, telewizyjni włodarze potraktowali nas, miłośników zaplątanych i nieschematycznych opowieści, poważnie, a czym innym twarde dane na temat tego, czy i jak te „nowe wspaniałe seriale” przyjęły się na polskim gruncie. Czy mamy do czynienia z naprawdę masowym zachwytem ambitnymi produkcjami, czy raczej z wciąż rosnącą, ale w dalszym ciągu stosunkowo niewielką, grupą zaangażowanych i opiniotwórczych odbiorców?

„Game of Thrones”, USA od 2011

Częściowo odpowiada na to pytanie w „Post-soap” Aneta Jaworska, która w eseju „Polish American Story” sprawdza, kto i dlaczego ogląda w Polsce amerykańskie seriale. Autorka opiera się na danych telemetrycznych TNS OBOP za 2008 rok oraz wybranych, przypadkowych i mało interesujących (a więc zapewne reprezentatywnych?) wypowiedziach użytkowników udzielających się na popularnych forach internetowych. Wśród najpopularniejszych tytułów przeważały seriale sensacyjno-kryminalne (np. „Terminator: Kroniki Sary Connor”, „Wzór”, „CSI”, „Detektwy Monk”) oraz „pozycje typowo kobiece” (np. „Szminka w wielkim mieście”, „Moda na sukces”, „Uwaga faceci” itd.). Jaworska analizuje wyłącznie oglądalność seriali amerykańskich, więc gwoli dopełnienia obrazu warto dodać, że jeszcze w 2006 roku na pytanie o ulubiony serial telewizyjny siedmiu na dziesięciu Polaków odpowiadało: „M jak miłość”. Na kolejnych miejscach znalazły się m.in. „Na Wspólnej”, „Na dobre i na złe”, „Złotopolscy” i „Samo życie”. W pierwszej dziesiątce ulubionych seriali Polaków znalazł się wtedy tylko jeden tytuł zagraniczny. Chodzi oczywiście o „Modę na sukces”.

„Seriale. Przewodnik Krytyki
Politycznej”
. Krytyka Polityczna,
Warszawa, 320 stron,
w księgarniach od marca 2011
Wydaje się więc, że rację ma Henry Jenkins, amerykański kulturoznawca, gdy studzi w rozmowie opublikowanej w przewodniku KP zapał przedwcześnie ogłaszających triumf „seriali nowej generacji” i przypomina, że produkcji takich jak „Zagubieni” nie można postrzegać jako konkurujących z operami mydlanymi i telenowelami. Podobnie pisze w swoim świetnym eseju zamykającym tom „Post-soap” Mirosław Filiciak: „Oczywiście zestawianie wysokobudżetowych produkcji z «Dynastią», czy takimi polskimi serialami, jak «M jak miłość» ma sens umiarkowany – to zupełnie inne formy telewizyjne, pokazywane o innych porach i odpowiadające na inne potrzeby. Tym, co uzasadnia to porównanie jest jednak dynamika popularności produkcji obu typów”. Trudno też nie podpisać się pod cytowanymi przez Filiciaka słowami Jasona Mittela, który twierdzi, że żyjemy w „erze złożoności w telewizji”: „Złożoność nie zdominowała wprawdzie konwencjonalnych form obecnych w większości programów telewizyjnych – wciąż emituje się o wiele więcej tradycyjnych sitcomów i seriali dramatycznych niż złożonych narracji. Jestem jednak przekonany, że amerykańska telewizja ostatnich 20 lat zostanie zapamiętana właśnie jako okres eksperymentów i innowacji narracyjnych”.

Witold Mrozek w szkicu „Seks w TVN-ie, czyli spełniony sen Trędowatej” („Seriale”) pisze o dwóch Polskach, z których każda ma swoje własne „symboliczne kosmosy”, partie polityczne, gazety, stacje telewizyjne, a więc także seriale telewizyjne. Z jednej strony – seriale TVP („wieś spokojna, wieś wesoła. Dzwon z kościelnej wieży woła. […] Kobiety pieką ciasta, strzegą domowego ogniska”), z drugiej – seriale TVN (kobiety pracują tutaj „na ważnych stanowiskach w koncernach tak wielkich, że ITI to przy nich buda na nieodżałowanym Stadionie Dziesięciolecia. […] Bohaterowie TVN-u są nie tylko laiccy; są także młodzi, wykształceni, wielkomiejscy i rzecz jasna wolni od przesądów. Także tych krępujących życie seksualne”). Dwie Polski, zupełnie jak z kultowego wiersza Rymkiewicza: „jedna chce się podobać na świecie / I ta druga – ta którą wiozą na lawecie”.

„POST-SOAP. Nowa generacja seriali
telewizyjnych”
, red. Barbara Giza,
Mirosław Filiciak. Scholar, Warszawa,
260 stron, w księgarniach od lutego 2011
Mrozek w dalszej części eseju trafnie i z poczuciem humoru dowodzi, że telewizyjna utopia liberalnej rewolucji seksualnej jest złudna. Pisze m.in. o (neo)wiktoriańskim modelu seksualności, który w TVN-ie wciąż trzyma się mocno, o celebracji mitu Świętej Rodziny (na przykładzie „Majki”), serialowych przedsiębiorstwach i rodzinnych biznesach, czy ekonomicznej zależności kobiety od mężczyzny („Łaskę pana zdobywają uczciwością, skromnością, serdecznością, szlachetną prostotą i gotowością do ofiary”). Jeśli natomiast mowa o różnych serialowych Polskach, do tych wyróżnionych przez Mrozka dodałbym jeszcze trzecią, którą umownie możemy określić jako „Polskę amerykańską”, a więc widzów oglądających tylko seriale anglojęzyczne i z założenia ignorujących rodzime produkcje. Nie wiem, czy udałoby się taką charakterystykę w ogóle sporządzić, ale na pewno interesująca byłaby przynajmniej próba nakreślenia zbiorowego portretu tej coraz liczniejszej „niepatriotycznej” grupy odbiorców.

Można zaryzykować stwierdzenie, że w jakimś sensie taką próbą – z konieczności bardzo subiektywną, wybiórczą i nie tworzącą żadnej zgranej całości, ale może właśnie dlatego tak fascynującą i zajmującą – są teksty składające się na „Seriale” i „Post-soap”. Pod tym względem w przewodniku KP najciekawiej wypada wspomniana rozmowa z Jenkinsem („Seriale tworzą nowe wspólnoty”), a także wywiady przeprowadzone przez Jasia Kapelę z Beatą Łaciak, Dorotą Chamczyk oraz Michałem R. Wiśniewskim. Natomiast w „Post-soap” taką najbardziej interesującą próbą uogólnienia zjawiska jest wspomniany esej Mirosława Filiciaka, któremu na niespełna 20 stronach udało się ująć wszystkie chyba najważniejsze wątki związane ze współczesnym serialowym szaleństwem. Jest więc rozprawienie się z mitem o zmierzchu telewizji w XXI wieku, są dane dotyczące oglądania telewizji (przez młodzież, przez Polaków itd.), jest próba definicji „post-soap” (amerykańskie seriale o zupełnie innym statusie kulturowym niż klasyczne opery mydlane, najczęściej pozbawione wątków melodramatycznych, zaskakujące, odważne obyczajowo i świadomie grające z telewizyjną formułą), jest „Rodzina Soprano” jako właściwy początek rewolucyjnych zmian w świecie seriali; są wreszcie informacje o przemianach branży telewizyjnej w USA, „erze złożoności”, statusie kolekcjonerskim seriali, oglądaniu telewizji bez telewizorów i wpływie internetu na TV.

Przewodnik KP rozpoczyna się od „101 seriali”, dość chaotycznej i niezobowiązującej, ale zabawnej rozmowy pomiędzy Krzysztofem Tomasikiem a Kingą Dunin, którzy również zdradzają pewne objawy chronicznej serialozy. Wspominają m.in. szaleństwo związane z „Niewolnicą Isaurą” („Próbowano przerabiać ten serial na metaforę stanu wojennego, utożsamiać Polskę z Isaurą”) i „Dynastią” („To było ówczesne wyobrażenie luksusu. Szyby naftowe, koktajle […], basen w domu”), dyskutują o zapóźnieniu polskich seriali w stosunku do produkcji HBO, o serialowych gejach i kobietach, o „Rodzinie Soprano” i „Sześciu stopach pod ziemią” (trafne uwagi o związkach kapitalizmu, religii i rodziny), ale też „Barwach szczęścia” i „Usta, usta”. Słusznie zauważa Kinga Dunin, że nie tylko polskie seriale są zachowawcze, już sam gatunek jest z założenia konserwatywny, bo nastawiony na masowego odbiorcę: „Serial nie jest buntowniczym gatunkiem. I fakt, że nie chcemy oglądać polskich seriali [co nie jest zresztą takie pewne – przyp. GW], a chcemy oglądać seriale HBO, nie oznacza, że jesteśmy mniej konserwatywni, a tylko to, że realia się zmieniły. Chcemy konserwatyzmu w nowym opakowaniu. […] Polacy, oglądając te seriale, nie robią jakiegoś wielkiego obyczajowego kroku naprzód, w gruncie rzeczy oglądają to samo, tylko dużo lepiej zrobione”.

Można się oczywiście spierać, czy ma sens ocenianie każdego serialu pod kątem tego, jak bardzo jest lewicowy, liberalny czy konserwatywny; można dyskutować, czy rzeczywiście wybitny serial rozpoznajemy po tym, że łamie różnego rodzaju tabu, przekracza obyczajowe granice, przełamuje status quo i atakuje kapitalizm; można wreszcie nie zgodzić się z tak jednoznacznie politycznym, ideologicznym interpretowaniem seriali przez autorów Krytyki Politycznej (a także – co zaskakujące – niektórych autorów „Post-soap”), ale nie zmienia to faktu, że efektem zaangażowanego „czytania” – wydawać by się mogło – wyłącznie rozrywkowych i niezajmujących intelektualnie produkcji telewizyjnych, jest zbiór tekstów „żywych”, pobudzających do myślenia, prowokujących.

Świetny jest np. tekst Karoliny Sulej o „Californication” (Hank Moody jako metroseksualne wcielenie Charlesa Bukowskiego i marzenie o współczesnym Casanovie; dojmujący obraz kryzysu męskości i kobiecości w serialu itd.); Błażeja Hrapkowicza o „The Wire” (bardzo fajny pomysł z potraktowaniem tego wybitnego serialu jako swoistej „kroniki demokracji w kryzysie”, kroniki, która „zamiast epatować fatalizmem, brać wszystko w ironiczny nawias czy nakłaniać do nihilistycznej obojętności, przekonuje o konieczności politycznego działania”); czy Cezarego Michalskiego o „South Park” („Jedyną rzeczą, wobec której Trey Parker i Matt Stone chcą być tak naprawdę okrutni, nie są zatem liberalne, a nawet konserwatywne czy religijne wartości, ale hipokryzja, która te wartości instrumentalizuje i przemienia w ich przeciwieństwo”). W „Post-soap” warte uwagi są chociażby teksty poświęcone religii w czasach ponowoczesnych (na przykładzie „Aniołów w Ameryce”), demaskacji amerykańskiej „kultury cynizmu” („Dr House”), wampirom w serialach nowej generacji oraz problemom z ciałem i tożsamością („Bez skazy”).

Czytelników obu tomów irytować może przesadna „specjalizacja” poszczególnych tekstów oraz przesadne skupianie się na jednych wątkach kosztem innych, często dużo istotniejszych. Niektóre eseje to raczej manifesty polityczne, jeszcze inne zawierają głównie rozważania teologiczne lub psychologiczne, więc najmniej usatysfakcjonowani będą zapewne fani „poprawnych” tekstów filmoznawczych. Subiektywny jest nie tylko wybór perspektywy, metodologii i poziomu politycznego zaangażowania kolejnych szkiców, ale też sam dobór seriali. Nie negując wartości tych tekstów, nie rozumiem do końca, dlaczego znalazły się w przewodniku KP szkice poświęcone polskim serialom, a także „Z archiwum X” (bardziej zasadny byłby już osobny esej o „Miasteczku Twin Peaks”) czy „Przyjaciołom”. Dziwi za to brak w obu tomach tak ważnych seriali jak „Deadwood”, „Carnivale” czy „Mad Men” oraz zaledwie wspomnienie o „Sześciu stopach pod ziemią” i wspomnianym dziele Lyncha.

To wszystko jednak tylko narzekania malkontenta, który z przyjemnością rozprawiłby się też z wątpliwymi i budzącymi opór interpretacjami poszczególnych tytułów, powtórzeniami czy niespójnością obu tomów, ale ostatecznie i tak dojdzie do wniosku, że lektura była czystą przyjemnością. Prawie jak oglądanie kolejnych epizodów najlepszych produkcji HBO. Trafną sentencję jednego z moich znajomych („Nie mamy swojego życia, ale za to mamy seriale”) możemy niniejszym rozbudować o dodatkowy element. Mamy seriale oraz dwa zbiorowe opracowania na ich temat. I jak najbardziej czekamy na kolejne.

Grzegorz Wysocki, ur. 1985, krytyk literacki, dziennikarz, felietonista. Publikował i publikuje w wielu pismach (m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Lampie”, „Res Publice Nowej”, „Twórczości”, „Ha!arcie”). Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uzależniony od coca-coli, internetu i dobrych seriali. Woli czytać niż pisać o czytaniu. Walczy w ruchu oporu przeciwko dyktaturze skowronków.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Film

SERIA:
W obronie bicia piany

Adam Kruk

Film

SERIA:
Homo serialus

Bartosz Żurawiecki

Film

SERIA:
My, Kiepscy

Jakub Majmurek

Film

SERIA:
Wampiry cudzego losu

Andrzej Leder

Film

SERIA:
Serialowa rewolucja

Rozmowa z Kasią Adamik

Film

SERIA:
W małym Pussylandzie

D. Kowalkowska/N. Pamuła

Film

Epidemia chronicznej serialozy

Grzegorz Wysocki

Literatura

Czy podróżowanie jest możliwe?

Rozmowa z M. Michalskim, R. Muniakiem, A. Słodownik

Muzyka

UWAGA NA KULTURĘ!:
O „III Symfonii” Mykietyna

Tomasz Cyz

Literatura

Kobieta, której nie było

Eliza Szybowicz

Sztuka

PRASKIE QUADRIENNALE:
Luzowanie gorsetu widowni

Karol Sienkiewicz

Felietony

NA OKO:
Łąka pod reklamę

Maria Poprzęcka

Sztuka

RELACJA Z WENECJI:
Iluminacje, czyli lustro weneckie [cz.2]

Adam Mazur

Felietony

NAJWAŻNIEJSZE CZYTAĆ:
Edukacja kulturalna, głupcze

Beata Stasińska

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Seks w wielkim Trójmieście

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Komu, nagrodę, komu? (i po co?)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Ćwicz z Olgą Tokarczuk!

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Czym (nie) warto się martwić?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Polaka problemy z resztą świata

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Emma Bovary czyta bloga Kasi Tusk

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Krytyk jak ksiądz

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Za darmo i natemat.pl

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Dlaczego oni piszą książki, których nie chcemy?!

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Goła baba sprzedaje książki

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Marzę o mieszczańskim salonie?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Brzydko o Szymborskiej

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Depresja recenzenta

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Hymn do Jana Gondowicza

Grzegorz Wysocki

Literatura

Magdalena Tulli, „Włoskie szpilki”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Aniołki Kaczyńskiego i diabełki Nergala

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
TLK (czyli Traumatyczne Linie Kolejowe)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
1001 rzeczy (i recenzji), które nie mają sensu

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Jak (prze)żyć, czyli o wysysaniu kompasów i rybich oczu

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Oda do Wojciecha Wencla (i księdza Natanka)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Disco Polo, Van Damme i gumy Turbo vs. frustracja i kapitalizm

Grzegorz Wysocki

Literatura

Hanna Krall, „Biała Maria”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Błąd Wysockiego, ząb Coelho i pasztet Skrzyneckiej

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA: Felieton pisany gęsim piórem przy świetle lampy naftowej

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Kobiety rządzą światem, choć nie mają rozumu

Grzegorz Wysocki

Literatura

Philip Roth reżyseruje „American Pie”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Co robią Polacy, kiedy nie czytają książek?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Tomasza Terlikowskiego problemy z gejami (na Facebooku)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Chamskie prezenty, czyli każdemu wedle potrzeb

Grzegorz Wysocki

Literatura

Żadnych złudzeń

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Madame, czy ma Pani ochotę na seks?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Jak nie umrzeć?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Wojna krzyżowa i kilka innych, równie krwawych

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Zdychaj i jęcz, czyli seks z „Cosmo”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Niezbędniki ateisty

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Dlaczego Jan Nowicki jest jak kangur?

Grzegorz Wysocki

Literatura

Wojciech Górecki, „Toast za przodków”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA
I NISKA:
Kultura non-fiction

Grzegorz Wysocki

Film

„Kino polskie 1989–2009. Historia krytyczna”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Reportaże Wojciecha Tochmana

Grzegorz Wysocki

Literatura

Grzebiąc w nocniku

Grzegorz Wysocki

Literatura

Opowiadania Marka K.E. Baczewskiego

Grzegorz Wysocki

Literatura

„Cockring” Maćka Millera

Grzegorz Wysocki

Literatura

Good bye, Kapuściński

Grzegorz Wysocki

Literatura

Lekcja stylu z Pankowskim

Grzegorz Wysocki

Literatura

Dan Lungu, „Jestem komunistyczną babą!”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Alain Mabanckou, „African Psycho”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, „Rzeczy pierwsze”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Literatura na ostro

Grzegorz Wysocki

Literatura

Felicitas Hoppe, „Piknik fryzjerów”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Lyonel Trouillot, „Dzieci bohaterów”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Jan Seghers, „Zbyt piękna dziewczyna”

Grzegorz Wysocki