Krakowski Szkieletor

Krakowski Szkieletor

Piotr Kowalczyk

„Untold Stories” elektronicznego producenta Daniela Drumza to nieformalny hołd dla Krakowa. W tej muzycznej wizji jest to jednak zupełnie inne miasto niż z popkulturowego stereotypu o parku rozrywki dla turystów

Jeszcze 2 minuty czytania

Debiutancki album Daniela Drumza „Untold Stories” zawiera podstawową sprzeczność. Jako materiał muzyczny jest on bogaty brzmieniowo, hipnotyzujący i na zmianę gorący oraz lodowato zimny. To muzyka, która jest jak dziejąca się na naszych oczach gwałtowna reakcja chemiczna. Arpeggia syntezatora, urwane sample instrumentów dętych, wijący się bas oraz liczne ścieżki perkusjonaliów budują intensywną, duszną atmosferę. Jednocześnie jest to płyta bardzo sentymentalna. W przypadku „Untold Stories” mamy do czynienia z osobistą historią związaną z konkretnym miejscem, czymś w rodzaju muzycznej psychogeografii. Nie chcę sugerować, że Daniel Drumz to polski odpowiednik Buriala, melancholijnego piewcy Londynu. Jednak trudno w trakcie słuchania płyty rodzimego producenta uciec od pewnych skojarzeń.

Podobnie jak Burial Daniel Drumz jest mistrzem kreowania atmosfery. Jego album również przenika poczucie tęsknoty i atmosfera schyłku, miejskiej dystopii. Wizja Krakowa według Daniela Drumza to nie zabytki, teatry ani nawet Piękny Pies, tylko Szkieletor, niedokończony drapacz chmur z lat 70. oraz Hotel Forum. Warto obejrzeć odcinek programu „Sonda” z 1989 roku poświęcony temu drugiemu budynkowi. Zaprojektowany w latach 70., a otwarty w 1988 roku był ponoć najnowocześniejszym hotelem w Polsce. W kontekście schyłkowego PRL-u nie sposób jednak postrzegać go inaczej niż jako symbol niespełnionego marzenia o potędze. Dziś jest jeszcze smutniej. Forum to niszczejący obiekt, zasłonięty reklamą wielkoformatową i ożywający jedynie w trakcie festiwalu Unsound oraz innych klubowych imprez.

„Untold Stories” to także Kraków nocnych podróży samochodem po obwodnicy oraz miasto sennych blokowisk, a niekoniecznie „magicznego Kazimierza”. Dla mnie to soundtrack do spaceru z Dąbia na Podgórze przez okolicę pełną tajemniczych obiektów przemysłowych, parkingi wyludnionych, zbudowanych bez sensu centrów handlowych czy stacji benzynowych z wszelkimi możliwymi totemami globalnego kapitalizmu (świetnie sprawdziłby się też w czasie wieczornego spaceru po warszawskim Mordorze, Służewcu biurowym).

Dzielę się tymi skojarzeniami, bo Daniel Drumz sam zachęca do budowania wokół muzyki własnych interpretacji. Nieprzypadkowo jeden z utworów zatytułowany jest tutaj „Podgórze”, drugi zaś „No Sleep Till Kraków” (to także nawiązanie do Beastie Boys). Motyw bezsenności pojawił się zresztą u Daniela Drumza wcześniej, na EP-ce „(Sleepless) State of Mind” z 2012 roku. Ten minialbum stylistycznie był krokiem w stronę debiutanckiej płyty, ale wydawał się bardziej użytkowy: celował w stronę publiczności klubowej. Korzenie Drumza są zresztą tak naprawdę hiphopowe (współpracował m.in. z Eldo, Grammatikiem czy Łoną), a pierwszy pełnoprawny album wydał dopiero po 15 latach obecności na scenie i dziesiątkach remiksów, kompilacji, mixtape’ów czy niedawnym występie w prestiżowej serii „Boiler Room”.  

Daniel Drumz, „Untold Stories”,
U Know Me Records 2015
Wszystkie te odsłony działalności Daniela Szlajndy mają wspólny mianownik. Niezależnie od tego, czy produkuje, remiksuje, gra na żywo lub komponuje, Daniel Drumz potrafi uderzyć w odpowiedni emocjonalny ton. W pewnym momencie słyszymy na „Untold Stories” wsamplowaną, trzeszczącą zapowiedź radiowej spikerki zapowiadającej: „łączymy się z Krakowem”. To od razu buduje specyficzny kontekst. Prawie każda tego typu decyzja Drumza wydaje się trafna. Ma także doskonałą rękę do beatów. Również jako didżej, o czym kilkakrotnie się przekonałem. Jego sety może niekoniecznie od razu wyganiają na parkiet, ale są bardzo... muzykalne, plastyczne, niepostrzeżenie wciągają. Natomiast „Untold Stories”, mimo obecności elementów rytmicznych, nie jest płytą taneczną. Przenosi nas raczej do lat 80. i wczesnych 90., geekowskich marzeń, środowiska dźwiękowego programów popularnonaukowych (znów „Sonda”!), muzyki do zapomnianych filmów i seriali (raczej tych klasy B). Odsyła też do zupełnie innych skojarzeń. Tęskne, syntetyczne melodie w „Podgórzu” wizualizują wręcz jakieś na wpół koszmarne, dystopijne call center (ten urywek szczególnie zaciekawi koneserów vaporwave, czyli estetyki wykorzystującej korporacyjną nowomowę i technologie komunikacyjne lat 90.).

Stołeczne wydawnictwo U Know Me Records, z którym związany jest Drumz, posiada swój spójny dźwiękowy i wizualny klimat – miejski, nowoczesny, czasem wręcz przerysowany i przeestetyzowany. Przedstawiciela tej wytwórni z najmodniejszych warszawskich lokali raczej by nie wyrzucono. To grupa didżejów i producentów, którzy nadają ton stołecznemu życiu klubowemu. „Untold Stories” jest jednak płytą osobną w ich katalogu, przeznaczoną na after, albumem dla okularników i dla sentymentalistów. Nie uświadczymy tu zresztą dawki sacharyny rodem z flagowego przeboju U Know Me Records, „Gucci Dough” Kixnare’a. 

W tej muzyce jest natomiast element intymnej tęsknoty, którą znajduję też na moich ulubionych elektronicznych płytach ostatniej dekady – u klasyka synth-popu Johna Foxxa z płyty „Tiny Colour Movies”, w dekadenckim housie Luomo czy u londyńsko-berlińskiego producenta Kuedo. Słychać też echo „elektronicznych maksymalistóww rodzaju Rustiego, dla których muzyka elektroniczna jest jak progresywny rock: ma wykorzystywać całe dostępne bogactwo brzmieniowe i powodować przeciążenie zmysłów.

Daniel Drumz, fot. Filip Blank

„Untold Stories” zawiera prywatną historię, której szczegółów jako słuchacze możemy się tylko domyślać. Świadczą o niej tytuły – wspomniane nawiązania krakowskie, ale też utwory nazwane „Met Her at the Railway Station”, „It’s Been A Long Way” czy „Misunderstanding”. Nie przez przypadek producentem płyty Drumza jest Mikołaj „Noon” Bugajak. Również w jego nagraniach sprzed kilku lat (mowa choćby o albumie „Pewne sekwencje”) jest coś filmowego, chęć snucia opowieści poprzez dźwięki. Oczywiście w przypadku muzyki nie ma mowy o jednej interpretacji i jednej obowiązującej wersji historii. Dlatego „Untold Stories” dla każdej kolejnej osoby, która pozna ten album, będzie czymś kompletnie nowym. Słuchacz może stać się jego współtwórcą.