Brutalizm magiczny
T'ien Lai, fot. Hanna Zamelska

Brutalizm magiczny

Andżelika Kaczorowska

Droga artystyczna Kuby Ziołka to przykład konsekwentnej pracy nad własnym stylem – od udziału w mało oryginalnych zespołach gitarowych, po serię unikalnych projektów, łączących poszukiwania muzyczne i filozoficzne

Jeszcze 3 minuty czytania

Kuba Ziołek jest dla polskiej muzyki alternatywnej tym, kim jeszcze niedawno był Macio Moretti (Mitch And Mitch, Baaba, Starzy Singers etc.), wcześniej Maciek Cieślak (Ścianka, Lenny Valentino, Księżniczki, Kings of Caramel), a jeszcze wcześniej Robert Brylewski. To Ziołek jest dziś sprawcą lub uczestnikiem najciekawszych projektów w ramach polskiej alternatywy. Mówi się o nim jako „polskim towarze eksportowym” i to on pokazuje, że muzyka może być też narzędziem krytyki kultury. Chociaż sam często traktuje koncepcyjną otoczkę swoich projektów z przymrużeniem oka. 

Artystyczna hossa Ziołka zbiegła się z rozkwitem polskiej muzyki niezależnej. Wydanie jego najbardziej cenionych płyt odbyło się w tym samym czasie, co dostrzeżenie przez krajowe i zagraniczne media potencjału kryjącego się w małych wytwórniach i muzykach eksperymentalnych. Zapewne jedną z najbardziej ekscytujących cech współczesnego polskiego undergroundu jest jego różnorodność i to samo dotyczy artystycznego portfolio Kuby Ziołka. Występował on w projektach indie-rockowych, punkowych, metalowych, noise’owych, elektronicznych, improwizowanych i folkowych. Jednocześnie każdy kolejny projekt, w którym Ziołek uczestniczy, nawet jako muzyk drugiego planu, nosi piętno jego stylu, inspiracji i wrażliwości.

Pierwszym zespołem Ziołka, o którym zrobiło się głośno, była grupa George Dorn Screams, do ktorej dołączył w 2008 roku. Jej melancholijne nagrania dobrze ukazują stylistykę zespołów alternatywnych, dominującą na pierwszych edycjach Off Festival. Odznaczała się niestety głównie wtórnością wobec zachodnich wykonawców post-rockowych i shoegaze’owych. Kolejne kroki stawiał z grupami zapatrzonymi w amerykańskie i brytyjskie niezależne zespoły gitarowe z lat 90. Turnip Farm, wołowsko-toruński kwartet, w którym odpowiadał tylko za śpiew i teksty, fascynował się zespołem Dinosaur Jr. Natomiast Tin Pan Alley, w którym Ziołek miał już większy wpływ na warstwę muzyczną, wykonywał bardzo chwytliwe, momentami wręcz indie-popowe piosenki na gitary, nieśmiało wzbogacone prostą elektroniką. To ciekawsza muzyka niż Turnip Farm, ale wciąż wydane przez nich dwa albumy można podsumować hasłem – „dobre jak na polskie warunki”. Obie grupy były solidne wykonawczo, ale zbyt dosłownie naśladowały zagraniczne wzorce.

Zanim Turnip Farm i Tin Pan Alley zakończyły działalność, Ziołek zaangażował się w grupę, z którą gra do dzisiaj – Ed Wood. Ten zespół jest dla niego stadium pośrednim między indie-rockową przeszłością a eklektyzmem późniejszych projektów. Duet stworzony z perkusistą George Dorn Screams, Tomkiem Popowskim, z którym Ziołek współpracuje obecnie przy większości swoich płyt, można najprościej określić jako matematyczny noise rock. Ich utwory mają szybkie, rwane riffy i pędzące, wręcz metalowe partie perkusji, ale potrafią też się zamienić w pastiszową balladę. Mimo że nie są tak wielowątkowe jak kompozycje innych projektów Ziołka, to dzięki celności użytych środków dorównują najlepszym momentom jego dyskografii. Charakterystyczną ich cechą jest też specyficzne poczucie humoru, widoczne choćby w tytułach piosenek – „Ociekam groovem” czy „Jestem tak smutny, że nie mogę stać aka Attrape-Mouche”. Do tego okładka debiutanckiego „Anal Animal” parodiuje estetykę ekstremalnego metalu. To też w dużej mierze projekt koncertowy, na żywo odznaczający się iście bestialską energią, a zarazem swoistym nihlizmem, kiedy muzycy ostentacyjnie psują, a raczej rozwalają swoje piosenki.

Ed Wood do dziś są związani z internetową wytwórnią Pink Punk, zrzeszającą najoryginalniejsze polskie zespoły sceny gitarowej, takie jak Kristen, Woody Alien, BNNT czy Plum. Rozwój artystyczny i zauważenie przez media i publiczność umożliwiły Edowi Woodowi wydanie w 2010 roku debiutu w wytwórni LADO ABC. W kwietniu ma się ukazać drugi album projektu „Post-Mortem Lovers” z materiałem przygotowanym dwa lata temu. 

Dalsze poczynania Ziołka to już trochę inna historia. Są one związane z założeniem kolektywu muzycznego Milieu L’Acéphale, w którego skład wchodzi osiem projektów muzycznych. Przy czym sam Ziołek udziela się w sześciu z nich – Alameda 3, Innercity Ensemble, Hokei, Stara Rzeka, T’ien Lai i Kapital. Jak mówi, Milieu L’Acéphale to głównie platforma do promocji tych zespołów, ale jednocześnie wyraz pewnej integralności bydgosko-toruńskiego środowiska, skupionego wokół kiedyś yassowego klubu Mózg. Dodatkowo trzy z nich (Stara Rzeka, Alameda 3, T’ien Lai) łączy idea „brutalizmu magicznego”, wyrażona w specjalnym manifeście, zwracającym uwagę na to, że na przykład „to, co brutalne, może być subtelne i ulotne”. To zdanie wydaje się kluczem do zrozumienia zmiany, jaka nastąpiła w podejściu Ziołka do muzyki, szczególnie że – jak twierdzi – brutalizm magiczny „to ja i moje smutne książki — nic więcej”. Bo w czasie, gdy Ed Wood funkcjonował mniej intensywnie, wyklarowała się zarówno ideologia towarzysząca działalności artysty, jak i język muzyczny. Jego elementy w różnym natężeniu można odnaleźć we wszystkich projektach, które Ziołek tworzy lub współtworzy.

Fragment „Manifestu brutalizmu magicznego”

Współcześnie kultura reprodukuje już tylko samą siebie (i służy utrzymaniu „ludzi kultury” – wystarczy spojrzeć, jaką karierę robi to pojęcie wśród wszystkich tych, którzy zarabiają pieniądze na mniej lub bardziej interesujących działaniach ukrytych pod pozorem działań kulturalnych). W tym sensie kultura niczego już nie uprawia, nie służy żadnemu wzrostowi ani rozwojowi. Dlatego uważamy, że sensowne pojęcie kultury nie istnieje, służy ono obecnie tylko i wyłącznie do celów instrumentalnych i komercyjnych i postulujemy zastąpienie tego ogólnego, niedesygnującego-już-niczego pojęcia konkretnymi pojęciami i opisami zjawisk z życia społecznego, artystycznego i politycznego.

W utworach, których jest autorem lub współautorem, słychać najczęściej wpływy amerykańskiego prymitywizmu — ruchu samouków takich jak John Fahey czy Robbie Basho, będących pod wpływem bluesa i country, używających gitary akustycznej jako instrumentu solowego i grających techniką fingerpickingu. Ziołek zestawia ten styl gry z brzmieniem charakterystycznym dla nowej muzyki eksperymentalnej – pełnym delayu i pogłosów. To sprawia, że utwory T’ien Lai, Alamedy 3 czy solowego projektu, Starej Rzeki, zainspirowanego wsią o tej samej nazwie w Borach Tucholskich, mają w sobie sporo niepokoju i tajemnicy. Ten efekt potęguje fakt, że Ziołek nagrał swój pierwszy solowy album, „Cień chmury nad ukrytym polem”, na mikrofonie za 109 złotych, bez dostępu do profesjonalnego studia. Używał programów do produkcji czy microKorga, nie mając biegłości w ich obsłudze, często zdając się na przypadek. Brzmienie, które dzięki temu osiągnął, zbliża go do muzyki lo-fi, celowo nagrywanej w słabej jakości. Ale też do pionierskich albumów drugiej fali nordyckiego black metalu – formacji takich jak Burzum czy Darkthrone. Charakteryzowały się one skrajnie przesterowanym dźwiękiem ze względu na rejestrację na najtańszych mikrofonach.

„Cień chmury nad ukrytym polem” odznacza się szkicową i nieco chaotyczną formą. Jest mniej kompletne niż „Późne królestwo” Alamedy 3 z podobnie surową produkcją. Ta druga płyta wydaje się bardziej przemyślana i wręcz koncepcyjna, poza narracją muzyczną spaja ją leitmotif śmierci oraz inspiracje kabałą.

Elementy black metalu przewijają się w większości wydawnictw, pod którymi podpisuje się Ziołek. Szczególnie w utworach Starej Rzeki i Alamedy 3 obok konwencjonalnego śpiewu można usłyszeć wrzask graniczący z growlem. Gitara elektryczna Ziołka jest często mocno przesterowana. Partie perkusji Tomka Popowskiego na „Późnym królestwie” bywają radykalnie szybkie, podobnie jak na „Anal Animal” Ed Wooda. Czasami black metal słychać dosłownie, w innych przypadkach Ziołek łączy go z elementami psychodelii czy krautrockową motoryką, jak w jednym z wybitniejszych swoich utworów — „Przebudzenie boga wschodu”, rozpoczynającym „Cień chmury nad ukrytym polem”.

Podobieństwa do black metalu są nie tylko muzyczne. W kolejnych projektach Ziołka ważnym elementem jest ideologia, nierozerwalnie związana z muzyką. Tyle że zamiast dosłownych odniesień do okultyzmu (jak w przypadku black metalu), muzyk stworzył wspomniany manifest brutalizmu magicznego. To konsekwencja zainteresowań naukowych Ziołka, doktoranta filozofii, który w ramach studiów zajmuje się problematyką techniki, a przede wszystkim kwestią jej autonomii. W rozmowie wymienia jednym tchem pisma Ellula, Heideggera, Marksa, Winnera, Mumforda, Marcuse’a, Simondona czy Latoura.

Te intelektualne fascynacje są widoczne choćby w kontekście albumu „Da’at” T’ien Lai. Jego tematem jest bunt przeciwko cywilizacji oraz „miejski rytuał wyzwolenia i nieporządku, w którym kicz i cepelia przenikają się ze świętością i prawdą, tworząc nierozerwalny związek”. Wyraża to muzyka oparta na dronach, wkomponowanych fragmentach nagrań z filmów i przemówień oraz lirycznych i ragowych motywach gitarowych. Całość daje wrażenie słuchania zmieniających się stacji radiowych, jednak mimo pozornego nieporządku, różne elementy splatają się w spójną narrację.

Niechęć do metropolii wyraża się właściwie w większości projektów Ziołka. Szczególnie w Kapital, który powstał pod wpływem występu Richarda Pinhasa, lidera francuskiego prog-rockowego zespołu Heldon. To jemu został zadedykowany pierwszy album duetu. Sam współtwórca Kapital nazywa go jedną ze swoich największych muzycznych inspiracji. „Jego koncert w Bydgoszczy tak mną i Rafałem (Iwańskim, poza Milieu L’Acéphale, członkiem grup Hati, X-NAVI:ET – przyp. AK) wstrząsnął, że kilka dni potem założyliśmy Kapital” – mówi. Słychać to na ich debiutanckiej płycie „No New Age”, wydanej na początku 2014 roku, szczególnie w sposobie gry na gitarze Ziołka oraz rozmytych samplach wokalnych. Medytacyjny styl inspirowany dorobkiem Pinhasa zostaje przełamany przez elektroakustyczne partie Iwańskiego, w których ważną rolę odgrywa szmer, drone i hałas. Zgodnie z tytułem albumu, New Age zostaje zdekonstruowany. Muzyka duetu, zamiast koić, rodzi wrażenie niepokoju. Innym ważnym odniesieniem projektu jest neosytuacjonista Hakim Bey, którego mowa została zacytowana w książeczce albumu. Dotyczy ona religijnego uwielbienia nowych technologii, obecnej sytuacji gospodarczej świata, koncentracji kapitału w rękach wielkich korporacji i negatywnych konsekwencji tego stanu rzeczy.

Nie zawsze Ziołek jest liderem projektów, w których bierze udział. Czasem po prostu staje się jednym z szeregowych muzyków. Zwykle te projekty nie mają aż tak dużego ładunku koncepcyjnego jak Stara Rzeka czy T’ien Lai. Ziołek nie jest postacią pierwszego planu na przykład w zespole Innercity Ensemble. Ostatnim albumem „II” formacja udowadnia, że jest jedną z najciekawszych grup improwizatorskich w Polsce. Oprócz Ziołka udziela się w niej większość członków kolektywu Milieu L’Acéphale – Popowski, Iwański, Maćkowiak, Jachna, Dziubek i Kołacki. Ich muzyka ma wiele z rytualnego minimalizmu w duchu La Monte Younga, z dużym udziałem instrumentów perkusyjnych, jednocześnie pojawia się na niej wiele wątków freejazzowych, uwydatnianych przez tradycyjną grę na trąbce Jachny. Ostatni album składa się z dwóch płyt – bardziej rytmicznej i transowej „czarnej” oraz swobodniejszej „białej”. Sam Ziołek komentuje to wydawnictwo tak: „Nie mieliśmy żadnych założeń podczas nagrywania «II». Podział kolorystyczny pojawił się dopiero po zmiksowaniu kawałków. Synestezja to dość konkretne i solidne pojęcie, więc nie ryzykowałbym go w odniesieniu do «II». Opisy, czy jak to wolę określać «poezja», pojawiły się jako dodatek słowny, który może poszerzać znaczenie muzyki, na przykład erotyzm w odniesieniu do czarnej płyty, ale chyba nie powinno się do tego podchodzić zbyt poważnie”.

Najbardziej konwencjonalnym projektem, w jakim uczestniczy Jakub Ziołek, przynajmniej z tych należących do kolektywu Milieu L’Acephale, jest chyba zespół Hokei. Grupa dowodzona przez Piotra Bukowskiego to przykład inteligentnej muzyki gitarowej, jednak łatwo ją zaszufladkować do takich gatunków jak math-, noise- i post-rock. 

Twórczość Ziołka w końcu została dostrzeżona przez kogoś więcej niż wąskie grono wtajemniczonych. W ciągu ostatniego roku gościł chyba we wszystkich krajowych mediach muzycznych, a zwieńczeniem tej wszechobecności była nominacja do Paszportu Polityki w kategorii „muzyka popularna”. Rozpisywały się o nim też zachodnie portale – od szeroko dyskutowanego artykułu o polskiej muzyce w popularnym portalu Pitchfork, przez omówienia jego twórczości przez The Quietus, entuzjastyczną recenzję w TinyMixTapes, po rekomendację kultowego włoskiego krytyka Piero Scaruffiego. Przebieg kariery Kuby Ziołka i losy sceny z nim związanej najlepiej pokazują, jak polska muzyka niezależna zmieniła idiom z gitarocentrycznego na bardziej eksperymentalny, nie zapatrzony na Zachód, a skupiający się na rozwoju indywidualnego stylu. Czy ten hype znajdzie potwierdzenie w artystycznej wartości kolejnych wydawnictw, przekonamy się w najbliższej przyszłości. W planach lider T’ien Lai ma kolejne wydawnictwa – między innymi kasetowy split Starej Rzeki z Arturem RumińskimGAAP KVLT, nową płytę Eda Wooda czy materiał Alamedy 4, czyli Alamedy 3 w poszerzonym składzie. 


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.