Janek Simon i Iza Tarasewicz w Arsenale
widok wystawy: na pierwszym planie na ścianie prace Janka Simona, po lewej praca Izy Tarasewicz

Janek Simon i Iza Tarasewicz w Arsenale

Jakub Bąk

Jeśli liczycie na spójną wypowiedź w formie wystawy łączącej prace tej dwójki, to „Narzędzia do łapania równowagi” będą dla was doświadczeniem konsternującym i wprawiającym w rozedrganie

Jeszcze 2 minuty czytania

Iza Tarasewicz i Janek Simon są artystami zdecydowanie osobnymi; mają odmienne zainteresowania i sięgają po zupełnie różne środki wyrazu. W Poznaniu spotkali się na wspólnej wystawie, by pokazać nieco inne niż przywykliśmy oblicze swojej twórczości.

Prace Izy Tarasewicz trudno zamknąć w prostej formule obiektów rzeźbiarskich. Jej mistyczny i na poły naukowy program artystyczny bazuje na analizie najprostszych form życia: podstawowych układów biologicznych, szczątków, odpadów i drobin materii egzystencjalnej.

„Narzędzia do łapania równowagi”

Iza Tarasewicz i Janek Simon, kuratorka: Anna Czaban, Galeria Miejska Arsenał, Poznań, do 5 maja 2013

W Arsenale pokazano zaledwie trzy prace artystki. Każda na inny sposób analizuje wyabstrahowaną sytuację „spotkania”. Raz jest to absurdalne krzyżowanie się linii wzroku w małym obiekcie-wizjerze ( „2 do 2”). Drugim razem seria czarno-białych fotografii („Macierz”), przypominających stare ilustracje z czasopism naukowych i podręczników biologii. Tarasewicz wykorzystuje tutaj estetykę i funkcje typowe dla fotografii naukowej: ustalanie faktów, stawianie hipotez, interpretacja i upowszechnienie wyników. Na zdjęciach preparaty z tkanek zwierzęcych zostały ustawione w różnych konfiguracjach: wzajemnie spotykają się, otaczają, przecinają, izolują i jednocześnie układają w podstawowe formy geometryczne.

Iza Tarasewicz, „Macierz” / fot. dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

Trzecia praca to wielka kurtyna rozpostarta na dwóch krzyżujących się prowadnicach. Mimo że przecinanie się, krzyżowanie, spotykanie jest typową sytuacją w sztuce Tarasewicz, to ta realizacja jest wyjątkowa. Do tej pory artystka operowała obiektami w niewielkiej skali, które najczęściej były eksponowane poniżej wzroku człowieka i tym samym oglądane z góry. Tym razem nadrzędna pozycja obserwatora została zakwestionowana – pojawił się obiekt znacznie przekraczający ludzką skalę. Wykonanie i ekspozycja pozostawiają jednak wiele do życzenia; trudno do obiektu wejść i nie sposób nań spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.

Iza Tarasewicz, „2 do 2”, w tle prace Janka Simona / dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

Janek Simon bardzo często sięga w swojej twórczości po koncepcje naukowe, teorie gier i katastrof, diagnozy stanu cywilizacji Zachodu, chętnie też podważa kody i systemy wiedzy. Nie jest artystą narcystycznym; nie ma w zwyczaju estetyzowania swojej biografii, nie mitologizuje i nie eksponuje własnej osoby. Tym niemniej również jemu kilkakrotnie zdarzyło się sięgać po materiał intymny i właśnie teraz w Arsenale pokazuje serię takich prac, powstałych w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Za każdym razem impuls pochodzący ze sfery prywatnej zostaje jednak poddany zabiegom modelowania i transformacji w obiekt plastyczny o uniwersalnym znaczeniu. Górski dom, w którym Simon spędzał w dzieciństwie wakacje, wywołany ze wspomnień aktualnymi problemami rodzinnymi, został oderwany od emocjonalnego bagażu, który ze sobą niósł i przekształcony w niewielki drewniany obiekt. Zrekonstruowany przy użyciu oszukującego chińskiego kalkulatora mały model zyskał nową wykrzywioną bryłę o zawiłej sieci połączeń.

Janek Simon, Bez tytułu / dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

Kolejny pokazywany obiekt to trójwymiarowa wizualizacja korespondencji mailowej między artysta a jego dziewczyną ( „Ja..Ty”). Wymiana wiadomości, która miała prowadzić do zbliżenia między dwójką ludzi, została przekształcona w prosty model; obiekt, który ustawiony na dachu wyglądałby jak stara antena, a w sali dawnego BWA przypomina zdekonstruowaną dzidę Edwarda Krasińskiego. Wiadomości od niego to linie pionowe, od niej – poziome, te zwiastujące osiągnięcie pożądanego celu idą powyżej osi poziomej obiektu, te oddalające porozumienie znajdują się poniżej. Najprawdopodobniej płomienny i najeżony aluzjami dialog został przekształcony w chłodną, geometryczną formę, całkowicie pozbawioną emocjonalnego napięcia.

Janek Simon, „Ja..Ty”, 2013 / dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

Dalej możemy zobaczyć opakowanie po czekoladzie z dziecięcej kolekcji, portret ojca, pierwsze samodzielnie zrobione zdjęcie, ważne wycinki z gazet i zdjęcia byłych dziewczyn – prywatne imaginarium, archiwum i obrazowy pamiętnik zbierany przez całe życie („Montauk”). Wszystkie druki, rysunki i zdjęcia zebrane tutaj mają duży ładunek emocjonalny, czytelny jednak jedynie dla właściciela, czyli artysty. By odkryć tajemną moc ogniskowania uwagi i wywoływania uczuć, Simon poddał je precyzyjnej analizie za pomocą samodzielnie skonstruowanego skomplikowanego urządzenia służącego do śledzenia ruchu gałek ocznych podczas oglądania danych obrazów (takie narzędzia są zazwyczaj bardzo drogie i stosowane do badania użyteczności interfejsów graficznych). Wyniki obiektywizujących badań nadrukował na subiektywnie ważne obrazy, co dało niezwykle udany estetycznie efekt i raczej skomplikowało niż wyjaśniło zagadkę atrakcji pokazywanych ilustracji.

Janek Simon, „Montauk” / fot. dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

Iza Tarasewicz często konstruuje biologiczne preparaty, Janek Simon zazwyczaj manipuluje operacjami modelowania. Oboje od czasu do czasu tworzą obiekty artystyczne w oparciu o metody quasi naukowo-techniczne, albo raczej podpatrzone w świecie nauki i zaadaptowane na swój użytek na bardzo indywidualnych zasadach. To chyba jedyny sensowny powód połączenia ich prac na tej wystawie. W tekście kuratorskim można przeczytać coś o odkrywczej nieścisłości sztuki, znacznie większej niż w naukach nieścisłych, oraz że koniec końców i tak w sztuce chodzi o komunikację, a zwłaszcza o jej wymiar emocjonalny. Nie bardzo wiem, jak te ogólniki mają się do zestawionych razem prac Simona i Tarasewicz. Tak czy inaczej zaproszenie dwójki dobrych artystów przynosi tutaj niezły efekt, każda praca Simona jest na swój sposób ciekawa, a wielbiciele Tarasewicz dostają kolejne elementy jej endemicznego, filozoficzno-rzeźbiarskiego uniwersum.