Archeologia nowych technologii

Jakub Bąk

Pokazywane na otwarciu galerii Wschód prace nie powielają modnych motywów zaobserwowanych w internecie, są autentyczną i aktualną wypowiedzią na temat otaczającej rzeczywistości podaną w solidnej i atrakcyjnej formie. Chyba właśnie o taką sztukę chodzi w galeriach komercyjnych

Archeologia nowych technologii

Jeszcze 2 minuty czytania

Archeologia nowych technologii

Wschód rozpoczyna swoją działalność w Domu Funkcjonalnym na Saskiej Kępie (obok zlokalizowanych tam już BWA Warszawa i Asymetrii). Grupa artystów reprezentowana przez tę nową prywatną galerię wygląda obiecująco; są jeszcze młodzi, ale już dali się zauważyć, razem wzięci tworzą zjawisko estetycznie spójne i dość przewidywalne. Prace z jakich są znani zazwyczaj są dość atrakcyjne i raczej interesujące, dobrze wpisują się zarówno w większość wnętrz, jak i wystaw problemowych, co może być atutem (aktualne), jak i zarzutem (modne). Program wyrażony przez ten skład nie zapowiada rewolucji, zmiany panujących paradygmatów, czy też walki z estetycznym i instytucjonalnym establishmentem. Ewentualny sukces tej galerii będzie polegał na lekkim rozszerzeniu pola, odświeżeniu i wprowadzeniu nieznacznych modyfikacji w spektrum problemów i języka artystycznego funkcjonujących na polskim rynku sztuki. Plan jest prosty i jeśli nie zabraknie determinacji ma szansę zostać zrealizowany. Inaugurująca wystawa nie jest trudnym wyzwaniem dla obserwatorów, jest zwyczajnie ładna, czytelna i ciekawa. Pokazywane prace nie powielają modnych motywów zaobserwowanych w internecie, są autentyczną i aktualną wypowiedzią na temat otaczającej rzeczywistości podaną w solidnej i atrakcyjnej formie. Chyba właśnie o taką sztukę chodzi w galeriach komercyjnych.

Zaproszenie zagranicznego artysty na otwierającą wystawę jest deklaracją międzynarodowych ambicji galerii, obietnicą wyższości treści artystycznych nad powinnościami handlowymi. Mieszkający na stałe w Berlinie Spiros Hadjidjanos zajmuje się ujawnianiem technologicznego zaplecza współczesności. W swojej praktyce artystycznej stosuje rodzaj hermeneutycznej podejrzliwości, dalekiej od bezrefleksyjnego entuzjazmu sztuki postinternetowej. Być może jest to przypadłość pokoleniowa, wynikająca z dojrzewania w czasie pomiędzy, gdy nowa media już przestały być nowe a szerokopasmowy internet jeszcze nie został dominującym doświadczeniem. Jego warszawska wystawa to mały przegląd ostatnich dziesięciu lat działania berlińskiego artysty, dzięki czemu można sprawdzić, jak starzeją się zarówno prace, jak i technologie, które komentują.

Spiros Hadjidjanos, Wschód, Warszawa, do 30 czerwca 2017.

Sam tytuł, odtworzonej po blisko dziesięciu latach „Where are the people that talk on the radio?” (2008/2017) sugeruje rodzaj techno-sentymentalizmu. Po raz kolejny drewniane kłody o średnicy płyt CD zostały opalone na powierzchni i pozbawione kilkucentymetrowych odcinków. Wycięte plastry sfotografowano, a plik z ich obrazem wypalono na płytach CD, którymi uzupełniono brakujące miejsca w pniach. Ten ciąg przekształceń w kuriozalny sposób ujawnia indeksującą moc rzeźbiarskiej alchemii. Referencje symboliczne nijak mają się tu do jednowymiarowości i równoznaczności na poziomie materialnym, gdzie zarówno drewniane pale, jak i wykonane z ropopochodnego tworzywa płyty, stają się epizodami w historii transformacji atomów węgla.

Transmission in-itself” (2014) to zamknięta w szklanej bańce klawiatura od iMaca. Przypomina statek w butelce. Być może jej nowa bezużyteczność, tak jak chciał tego John Cage, jest jednak jakoś użyteczna? Może pozbawienie funkcji miało zgubić lub zintensyfikować formalną wartość, a może chodzi o prosty rebus z rozwiązaniem – brak dostępu? Pytanie do jakiego porządku wizualnego należy ten obiekt, ustępuje przed banalnym: jak to w ogóle zostało zrobione? Banalny obiekt staje się ironicznym odwołaniem do historii sztuki i kryterium morfologicznego oraz kpiną z typologii postinternetów.

1. „Transmission in-itself” (2014)   2. Where are the people that talk on the radio?” (2008/2017)

W realizacjiNetwork/ed Arcs” (2014/2017) Spiros Hadjidjanos kontynuuje zapoczątkowaną przez Bruce’a Naumana tradycję sztuki neonów. Ustawione obok siebie pięć routerów stale wysyła zaproszenia do przyłączenia się do ich sieci wi-fi, miarowy rytm pulsowania diod urządzeń sygnalizuje przeczesywanie otoczenia. Artysta wyciągną na pierwszy plan to, co kryje się za urządzeniami tego typu. Użył światłowodów, które dają dostęp do internetu, jako przedłużenie diod. Przewody wyprofilowane w formie łuków o krzywiźnie odpowiadającej fali sygnałów sieci na całej swej długości przekazują zielone światło. Niespieszna i kojąca regularność rytmu migotania zostaje zaburzona, gdy ktoś połączy się z internetem, wtedy jeden z promieni przyspiesza pulsowanie. Migotanie w Nietzscheańskiej tradycji oznacza zmianę sposobu postrzegania rzeczywistości: zamiast ciągłego dyskretne, patafizycznie oderwane w zamian za metafizycznie umocowane, spektakularnie incydentalne w opozycji do konsekwentnie wypracowywanego i przede wszystkim zawsze błyskotliwe. Praca jest z pewnością atrakcyjna, przebywanie w zaciemnionym pomieszczeniu wśród pulsujących zielonych świateł biegnących po elegancko zakrzywionych łukach jest miłe, kojące i relaksujące. Zwłaszcza, że na każdego w domu wiernie czeka takie samo urządzenie, które tak samo radośnie zamerda diodką, gdy tylko połączymy się z jego siecią.

AnthemionAnthemion, 2015Wszechobecne sieci wi-fi nie są specjalnie tajemniczym zjawiskiem, inaczej niż projektowanie parametryczne i modelowanie 3D. Hadjidjanos uważnie przygląda się entuzjazmowi, z jakim spotykają się te zdobycze technologiczne XXI wieku. Artysta tworzy wydruki 3D na podstawie swoistych przekształceń reprodukcji fotograficznych z przyrodniczych albumów Karla Blossfeldta i wydawnictw Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w Atenach z lat 20. minionego wieku. „Anthemion” (2015) to zrekonstruowany w oryginalnej skali fragment antycznego fryzu, przy czym rekonstrukcja ta jest wynikiem długiego ciągu odwzorowań. Najpierw wyrzeźbiono w kamieniu detal architektoniczny, który po wiekach został sfotografowany, a wywołaną kliszę zreprodukowano w odbitce, z niej powstała płyta drukarska, oraz książka, którą zeskanował artysta, wreszcie plik ze zdjęciem został przez niego zmodyfikowany przy pomocy specjalnego programu, a wyrenderowany plik dostosowany do potrzeb drukarki 3D w końcu posłużył do wykonania materialnego obiektu. Na każdym z etapów doszło do pewnych manipulacji, a efekt końcowy nijak nie przypomina wyjściowego. Spiros Hadjidjanos zastosował oprogramowanie, które w zamierzeniu swych twórców pozwala odtwarzać trójwymiarowe modele z płaskich map rzeczywistego terenu lub całkiem wyimaginowanych lokacji, np. gier komputerowych. Pracując na czarno-białych zdjęciach ustawił parametry tak, by z jednej strony obiektu wartości jasne były wypukłe, a ciemne wklęsłe, a z drugiej analogicznie odwrotnie. Niezależnie od technologii i jej uwarunkowań jest to klasyczna robota rzeźbiarska, polegająca na dodawaniu i odejmowaniu materiału, aż do osiągnięcia pożądanego efektu. Dwustronne płaskorzeźby niewiernie przedstawiają ornamenty fragmentu fryzu. Roślinne i geometryczne elementy zniknęły w cyfrowym szumie, ton nadają walory stworzone przez ziarno zdjęć oraz inne zakłócenia, do których doszło w kolejnych fazach reprodukowania. Obiekty są wykonane z materiału zawierającego aluminium, metal, którego stopy charakteryzowały modernistyczny rys czasów, gdy wykonano fotografie greckich zabytków. Kolejne wcielenie tego metalu przypomina, że już kiedyś zdawało nam się, że jesteśmy nowocześni.