PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:  Bieda i łaknienie
Rookie, fot. Karol Wysmyk

PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:
Bieda i łaknienie

Jakub Bąk

Festiwal Rookie bezskutecznie próbuje zafałszować obraz polskiego rynku artbooków. Rodzima scena niezdolna jest do zapełnienia jednej dużej sali stoiskami profesjonalnych wydawców. Co gorsza, nawet ta wątła produkcja nie znajduje nabywców

Jeszcze 2 minuty czytania

Honza Zamojski dwoi się i troi, by nakręcić w Polsce koniunkturę na tak zwane artbooki. Po nieco ponad roku od wystawy „Bookie” w warszawskim Piktogramie, ponownie wcielił się w rolę kuratora, by pokazać krajowej publiczności najciekawsze albumy, artziny i autorskie książki konceptualne. W poznańskiej galerii Arsenał, obok festiwalu i konkursu na artbook – Rookie, zorganizował wystawę Most Valuable Publishers.

rookie

Festiwal książki artystycznej i self-publishingu, kurator Honza Zamojski, Arsenał, Poznań, 6 - 8 grudnia 2012

wystawa Most Valuable Publishers otwarta do 13 stycznia 2013

więcej informacji: r-o-o-k-i-e.com

Również nieco ponad rok temu napisałem po raz pierwszy na łamach dwutygodnik.com tekst o zjawisku self-publishingu i boomie na niskonakładowe wydawnictwa artystyczne. Z dzisiejszej perspektywy nie mam już odwagi pisać o eksplozji zjawiska. Wręcz przeciwnie, dostrzegam groźbę implozji; zapadnięcia się w sobie i rozproszenia potencjału. Z pozoru impreza Zamojskiego, jak i kilka innych, wprowadziły nieco tlenu w polski artbookowy światek i wydawałoby się, że sprawy idą w dobrym kierunku. A tak naprawdę każde kolejne większe wydarzenie na krajowej scenie tylko obnaża jej podstawowe słabości.

Z jednej strony sklepiki przy galeriach publicznych zaczynają jakoś porządnieć. Obok popularnych kawiarniano-księgarnianych hybryd otwierają się rzetelne księgarnie dla prawdziwych zajawkowiczów, jak skromny Super Salon i porządnie zaopatrzony sklep w Rastrze.

Księgarnia w Rastrze / fot. Raster

Autorki bloga Print Control regularnie informują nas o rarytasach prosto z drukarni, a nawet udało im sie niedawno opublikować almanach wydawnictw znakomitych i nienagannych. Prawdopodobnie jedyna przyzwoita organizacja branżowa związana z kulturą wizualną, czyli STGU (Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej), mimo użytkowego charakteru, wprowadza na swoich imprezach również książki całkowicie nieużyteczne, ale świetnie zaprojektowane. Swoją drogą STGU zasługuje na osobne pochwały, zwłaszcza w porównaniu z obskurancką, nomenklaturową stęchlizną innych podobnych stowarzyszeń, jak Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi, czy wszelkie postpeerelowskie „związki artystów”. Tak czy inaczej, kultura graficzna w narodzie rośnie. Instytucje publiczne, wydawnictwa i przedsiębiorstwa zaczynają przykładać coraz większą wagę do wyglądu swoich publikacji. Publiczność zdaje się łaknąć urody, uroku i dyskretnego czaru materii drukowanej.

Wielbiciele przyjemności, jaką daje druk, doczekali się też wreszcie relatywnie dużych imprez poświęconych w całości publikacjom tworzonym przez artystów. Pierwszą z nich był Kiooskw Krakowie. Wydarzenie bardzo niejednorodne, bez jasnych kryteriów doboru uczestników, nastawione głównie na młody self-publishing: krajowych debiutantów i twórców z niewielkim jeszcze dorobkiem, oraz nieco bardziej okrzepłych wydawców europejskich. Kioosk doskonale obrazował aktualny stan i skalę produkcji artbooków, a raczej artzinów w Polsce: niby przewija się wiele nazwisk, ale mało jest publikacji, zwłaszcza tych najbardziej interesujących. Cały czas tkwimy w fazie pionierskiej, która może znakomicie się rozwinąć, ale równie dobrze może spalić na panewce. 

Kioosk

Druga duża impreza – poznańskie Rookie – próbuje nieco zafałszować ten obraz, niestety bezskutecznie. Honza Zamojski wyszedł przed szereg – spróbował pokazać dojrzałe, zróżnicowane środowisko i okazało się, że trochę przeszacował skalę i potencjał rynku oraz własne możliwości. Na festiwalu najbardziej raziła część targowa. Okazało się, że obok prężnych wydawnictw z bliskiej zagranicy (Stenberg Press, Space Poetry, Archive Books, Lubok) nie ma odpowiadających im rodzimych reprezentantów. 

Kluczem przy zapraszaniu na festiwal był solidny dorobek, konsekwentna działalność nastawiona na wysoki poziom zarówno merytoryczny, jak i warsztatowy. Oczywiście znalazły się tu Piktogram, do którego mocno się już przyzwyczailiśmy, DIK Fagazine, który jest w polskim artworldzie instytucją podobną do rzecznika ochrony praw konsumenta (potrzebny i ważny, ale całkiem nudny), Bęc Zmiana dość rzadko wydająca stricte artystyczne pozycje oraz Fundacja Sztuk Wizualnych z Krakowa, która jest chyba jedynym nowym graczem mogącym pochwalić się spójnym portfolio z ciekawą serią photobooków przedstawicieli najmłodszego pokolenia fotografów, jak Dawid Misiorny i jego „WYSIWYG”. Poza tym znaleźli się tu solidni wydawcy lokalni (Kropka, Galeria Piekary i Galeria Arsenał) oraz kilka całkiem niepotrzebnych bytów z bardzo odległej bajki (anarchistyczna Trojka, Centrala Komiksu, Ha!art). 

DIK Fagazine instaluje się na Rookie / fot. Karol Wysmyk

Zapytałem Zamojskiego, skąd ta bieda, czy rezygnując z ciekawszych wydawców, sam chciał jaśniej zaświecić ofertą swojego Morava Books? Odpowiedź organizatora była prosta i uczciwa: „Raster uznał, że nie jest wydawcą, Artbazaar nie mógł się pojawić, a że nie chciałem zapraszać galerii publicznych, okazało się, że nie ma w Polsce już nikogo, kto byłby wstanie zapełnić dobrymi produkcjami targowe stoisko”. I rzeczywiście, obok zjawiskowych inicjatyw, jak periodyki „Normalizm” Jana Rogalo (drugi numer chyba bez dystrybucji w kraju) i „Półmrok” Wojtka Bąkowskiego (oby nadeszły kolejne edycje tego wyjątkowego czasopisma), obok działalności nielicznych instytucji, jak wrocławski Ośrodek Postaw Twórczych, oraz pracy dosłownie kilku artystów, jak Zamojski, Bodzianowski czy Kuśmirowski, którzy traktują książkę autorską jako pełnoprawne medium, nie widać solidnej fali wartościowych pozycji, a jedynie sumę pojedynczych strzałów.

Polska scena artbooków jest niezdolna do zapełnienia jednej dużej sali stoiskami profesjonalnych wydawców. Co gorsza, nawet ta dość wątła produkcja nie znajduje odbiorców. Zamojski gorzko kwituje moje pytania o rynkowe powodzenie imprezy i prowadzonego przez niego wydawnictwa Morava Books: „Zainteresowanie mediów i lajki na fejsie nie przekładają się na sprzedaż. Największą słabością krajowego rynku jest to, że go najzwyczajniej w świecie nie ma”. To chyba trochę przesadzona opinia, ale rzeczywiście zainteresowanie i kompetencje odbiorców są na tyle niewielkie, że trudno sprzedać 300 egzemplarzy dobrej książki w 40-milionowym kraju.

Rookie, część targowa / fot. Karol Wysmyk

Znacznie lepiej od Zamojskiego sytuację rozpoznaje wzorcowa (bo od lat ustalająca dopasowane do możliwości polskiego rynku sztuki modele) galeria Raster. Startując we wrześniu ze swoim programem Raster Editions, zamiast skupiać się na dużej produkcji wielu tytułów, oferuje starannie uszykowane, skromne partie druków, fotografii, obiektów, oraz albumy, monografie artystów i książki autorskie. Raster stawia na bardzo niskie nakłady, doskonale świadomy, że jedynie garstka miłośników sztuki pozwoli wzbudzić w sobie pragnienie odwzorowania własnych upodobań w formie kolekcji.

Na poznańskiej imprezie Zamojskiego od targów znacznie bardziej trafiona okazała się część wystawowa. Tam kuratorowi udało się wreszcie pokazać to, co najmocniej przekonuje do wejścia w świat artbooków – zebrał artystów ekscentrycznych, łamiących kanony wypowiedzi plastycznej w sposób, który może w pełni się unaocznić tylko w formie książki lub serii książek.

Most Valuable Publishers / fot. Karol Wysmyk

Efemeryczne akcje Cezarego Bodzianowskiego, których jedynym śladem jest dokumentacja, wyolbrzymione ego Mauritzio Cattelana czy zintegrowane efekty polemicznych badań grupy Slavs and Tatars stają się znacznie wyraźniejsze w książkach niż pod postacią wystaw. Dla kuratora ważne kryterium stanowiło konsekwentne tworzenie przez artystę serii publikacji, w której ujawnia się indywidualny charakter twórczości. Brawura Josha Smitha malarskim gestem powtarzającego swój podpis, dowcip i fantazja Christophe Boutina komentującego archiwalne zdjęcia karłów i cyrkowców, czy zaskakująco oszczędne, poetyckie formy z rysunkami Ricka Myersa, stają się bardziej charyzmatyczne z każdym kolejnym tomem, który mamy możliwość przestudiować na wystawie.

Narracja wystawy złożona jest z dwojakiego rodzaju zależności: pionowych (możemy śledzić chronologiczny rozwój prac danego artysty) oraz poziomych (budować szeregi powiązań pomiędzy zestawami prac kolejnych twórców). Mimo to na pierwszy plan i tak wybija się rzemiosło (raczej się przyglądamy, niż zaczytujemy) – dizajn wystawy i przede wszystkim doskonałe projektowo, zaskakujące formalnie i perfekcyjnie wydane autorskie książki.

Most Valuable Publishers / fot. Karol Wysmyk

Niektórzy już od dawna chorobliwie nie potrafią oprzeć się intrygującemu wydawnictwu, innych może zachęcić wizja stworzenia dość niskim nakładem finansowym własnej książkowej kolekcji sztuki, która może być równie fascynująca, jak ta z Most Valuable Publishers Honzy Zamojskiego. Pozostali przekonają się do artbooków być może dopiero wtedy, gdy media ujawnią, że Scarlett Johansson, robiąc sobie tatuaż u Fuziego, kupiła też jedną z jego publikacji.


Cykl, w ramach którego prezentujemy twórczość młodych artystów i młodych zjawisk na polskiej scenie artystycznej, publikowany jest we współpracy z Narodowym Centrum Kultury i Galerią Kordegarda.