Nie pytaj o kota
hana jang CC BY-NC-ND 2.0

27 minut czytania

/ Literatura

Nie pytaj o kota

Aldona Kopkiewicz

Pisanie poezji: jak to jest, gdy okazuje się, że istnieje coś takiego jak mój głos, a teraz niesie się w tę, a nie inną stronę – rozmowa z poetami Festiwalu Miłosza

Jeszcze 7 minut czytania

Pisarze rzadko otwarcie mówią o samym pisaniu, zwłaszcza na spotkaniach z publicznością. To zbyt trudne: proces twórczy należy do doświadczeń intymnych, bywa na dodatek nieprzewidywalny i niezrozumiały dla samego poety; jednocześnie uwikłany jest bezpośrednio w szereg nazw, które czekają w rękach krytyków i teoretyków literatury, w tekstach innych poetów, w instytucjach i dyskursach społecznych. Poetka jest wobec tych nazw i instytucji coraz bardziej bezbronna, ponieważ poezja przestaje pełnić rolę szczególnej formy artystycznej – i nic nie ma na swoje usprawiedliwienie. 

Trudno powiedzieć: to dobrze, że poezja po prostu jest; i równie trudno powiedzieć: poezja jest, jeżeli czemuś służy. Poezji nie tworzy się samą siłą woli, w grę wchodzi tu cała osobowość autora i wszelkie okoliczności, literackie i życiowe przypadki. Usprawiedliwianie byłoby więc ciągłym tłumaczeniem się, że jest się takim, a nie innym. Prosta afirmacja siebie to z kolei gest pusty i władczy. Przyjmuję raczej, że tylko poeta, który mierzy się nieustannie ze sobą i swoją rolą oraz zmaga z poczuciem, jak wielką nieoczywistością jest posługiwanie się językiem poetyckim, będzie w stanie na nowo obronić miejsce poezji w rzeczywistości. Obrona nie polega zaś na walce wręcz czy ucieczce do wieży, nie polega też na usprawiedliwianiu się ani na robieniu wokół siebie medialnego szumu, ale na możliwie szczerym mówieniu, co to za doświadczenie: pisanie poezji – jak to jest, gdy przychodzi i gdy okazuje się, że istnieje coś takiego jak mój głos, a teraz niesie się w tę, a nie inną stronę.

Na tegoroczny Festiwal Miłosza przygotowałam krótki kwestionariusz, dzięki któremu poeci mogli o tym opowiedzieć – czym jest dla nich samo pisanie. Starałam się zadać pytania rzeczowe, można by powiedzieć – techniczne, a zarazem na tyle ogólne, że zdołały ukierunkować poetów w stronę ogólniejszych rozważań o poezji. Niestety najogólniejsze pytanie: o kota jako symbol poezji, przyniosło mi największe rozczarowanie, bo okazało się, że kojarzył się co najwyżej ze słynnym wierszem Wisławy Szymborskiej, w którym właśnie kot o poezji nie mówi, choć wciąż mówi o tym, co w tym symbolu najważniejsze: pojawianiu się i znikaniu. Na swoją obronę przypomnę, że fascynacja poetów kotami to fascynacja tajemnicą, także tajemnicą zjawiania się poezji: w „Tygrysie” Blake’a nieuchwytność przychodzi groźna i boska, ale już u Baudelaire’a koty mruczą w domu, choć ich źrenice wciąż pobłyskują mistycznie. W moją pamięć skojarzenie kota i poezji wryło się mocno przez „Sezon” Wojaczka.

Kiedy wybierałam zaproszonych gości, pierwsze kryterium przyjęłam dość proste: warto pokazać poetów, których twórczość jest dziś w polskiej literaturze nie dość słyszana – głosy, które należałoby wzmocnić. Starałam się zatem wziąć pod uwagę nie tylko poezję moim zdaniem wybitną, lecz także tę twórczość, która ma szansę odkształcić dzisiejszą przestrzeń literacką w Polsce: przypomnieć przyciszone tradycje, zarysować odmienne perspektywy, uzupełnić braki – zwłaszcza te, które wytwarzają się wobec dominujących obecnie w krytyce zagadnień: interesują mnie wiersze wykraczające poza eksperyment języka i poza gest polityczny. Takie wiersze, w których sens rodzi się ze splotu wszystkich istotnych dla poetyckiego mówienia składników: ze zjednoczenia formy i znaczenia. Moją uwagę przykuwają autorzy, którzy w języku poetyckim szukają możliwości refleksji, rodzącej się ze splotu obrazu, brzmienia i doświadczenia; którzy szukają filozofii niemożliwej w języku filozofii i wiedzy niemożliwej w badaniu naukowym.

Na ankietę odpowiadająJane Hirshfield | Olvido García Valdés | Ron Padgett | Marzanna Bogumiła Kielar | Jerzy Jarniewicz | Mark Pajak

fot. Jerzy Illgfot. Jerzy Illg

Jane Hirshfield

Co mogłoby zastąpić kota jako symbol poezji?
.Jeśli będziesz patrzeć na ten sześcian Neckera wystarczająco długo, ściana, którą postrzegasz jako najbliższą, przejdzie z jednego planu na drugi. Właśnie coś tak otwartego, wieloznacznego i zmiennego, i coś poza jakimkolwiek językiem, wydaje mi się dobrym symbolem poezji. Brakuje jej jednak czegoś, co ma w sobie kot: ciepła, dzikości, głodu, ciekawości, wahań nastrojów i ogona o ciemnym końcu, który poświstuje tam i z powrotem albo zawija się starannie wokół łapek. Ale czy koty są symbolem poezji? A może chodzi ci o kota jako symbol w poezji? Wtedy słynny wiersz Szymborskiej mógłby mieć tytuł „Sześcian w pustym mieszkaniu”.

Kiedy zaczynasz pisać? Kiedy kończysz?
Zaczynam wiersz, kiedy ponagla mnie jakieś uczucie lub myśl; kiedy szepcze, naciska lub ciągnie na marginesy percepcji, stawiając pytania, na które nie da się odpowiedzieć żadną inną formą. Kończę – jeśli w ogóle kończę – kiedy słowa, które przyszły w odpowiedzi na tę pilną pobudkę, przestaną się zmieniać, a potem pozostaną takie przez kolejne sześć godzin, sześć dni, sześć miesięcy.

Jane Hirshfield

Ur. 1953 r., amerykańska poetka, eseistka i tłumaczka (m.in. japońskiej tanaki). Autorka cenionych i nagradzanych tomów wierszy, zbioru esejów o poezji oraz dwóch antologii poetyckich, m.in. księgi gromadzącej wiersze religijne pisane przez kobiety w ciągu 43 stuleci. Wydała m.in. „Alaya” (1982), „Of Gravity & Angels” (1988), „The October Palace” (1994), „The Lives of the Heart” (1997), „Given Sugar, Given Salt” (2001), „After” (2006), „Come, Thief” (2011) i „The Beauty” (2015). Laureatka m. in. The Poetry Center Book Award, Columbia University’s Translation Center Award, T.S. Eliot Prize czy National Book Critics Circle Award.

W jakim otoczeniu piszesz?
Zazwyczaj – choć zdarzały się wyjątki – w otoczeniu, gdzie nic nie przeszkadza. Kiedy jest się głęboko niespokojnym i rozchwianym wewnętrznie, spokój na zewnątrz okazuje się pomocny. Nie piszę, kiedy właśnie spadam z drzewa, kiedy udaję, że nie słyszę dzwoniącego telefonu czy kiedy myślę o tuzinach maili czekających na odpowiedź. Dobrze jest też nie być zanadto głodnym, rozgrzanym, wyziębionym i pochłoniętym przez inne rejony rzeczywistości, jeśli chcesz, żeby wygłodził, rozgrzał, wyziębił i pochłonął cię wiersz.

Czy trzeba być zawsze nowoczesnym?
Każda epoka zawiera w sobie wszystkie poprzednie, a do tego też nieco epoki, która jeszcze nie nadeszła – epoki, którą stwarzamy właśnie w tym momencie. „Nowoczesny” stało się już staroświeckim słowem, prawda? Nawet „ponowoczesny” wydaje się nie na czasie. Niektóre datowane na 3000 lat wiersze ze starożytnego Egiptu czy Sumeru sprawiają wrażenie współczesnych, podczas gdy część tych sprzed tygodnia czuć stęchlizną minionych dekad i stuleci. Nic nie starzeje się szybciej niż moda na ten sezon. Ale mimo wszystko: wiersz musi być napisany w języku tej chwili, kiedy pije wodę tę chwili. Inaczej nie będzie to wiersz, a jedynie imitacja.

Pisanie wiersza czy pisanie siebie?
Jedne wiersze wydają się bardziej osobiste, inne mniej, ale czy możemy w ogóle mówić poza językiem naszego własnego życia, ciała, serca, umysłu? Poczucie „ja” to pod każdym względem złożona idea. Jeden z moich wierszy w opublikowanej właśnie przez Znak książce „Słodycz jabłek, słodycz fig” mówi o „Moim szkielecie”. Inny o „Moich białkach”. Stanowią część cyklu wierszy, z których każdy ma „moje” w tytule, eksplorujących granice zmienności „siebie”. Czy jestem swoim mikrobiomem, moimi kośćmi, moim losem, moim DNA, moim gatunkiem, moim czasem? Gdzie kończy się i zaczyna osoba? Gdzie wiersz?

Jane Hirshfield Słodycz jabłek, słodycz fig. Wiersze wybraneJane Hirshfield, „Słodycz jabłek, słodycz fig. Wiersze wybrane”. Przeł. Agata Hołobut, Magda Heydel, Mieczysław Godyń, Adam Szostkiewicz, Czesław Miłosz; Znak, 224 strony, w księgarniach od czerwca 2018  Czy poezja musi być sprawiedliwa?
Zapamiętałam na zawsze, jak zareagował północnoirlandzki poeta Derek Mahon, kiedy powiedziałam mu, że piszę esej na temat sprawiedliwości. „Sprawiedliwość? W Irlandii nie istnieje sprawiedliwość. I czyż sprawiedliwość nie ma w sobie zawsze trochę sadyzmu? Pachnie potrzebą karania”. Ale wtedy, podczas tej samej rozmowy – która częściowo dotyczyła aktualnego zawieszenia broni i końca „Kłopotów” – inna północnoirlandzka poetka, Medbh McGuckian, powiedziała po prostu: „Ludzie byli zmęczeni zabijaniem, więc przywódcy musieli podążyć za nimi albo stracić władzę”.
W dzisiejszym porozbijanym świecie często czuję się oszołomiona i zrozpaczona. Niesprawiedliwość puka do każdego domu. Życie biosfery jest zagrożone. A jednak wciąż mam poczucie, że dobre wiersze zawierają w swoich dźwiękach i figurach pewną bardziej podziemną świadomość połączenia, współczucia, bliskości. Pokazują, że nasze granice są przepuszczalne, nasza ludzkość współdzielona, że wszystkie rzeczy mogą się ze sobą przenikać, aż w końcu się zmienią. Są sojusznikami  nieulękłego widzenia i nieulękłego odczuwania, a także subtelności, paradoksu, niuansu, czułości i prawdy (jeśli wolno mi użyć tego staroświeckiego słowa). Kruszą ściany, nie krusząc różnic. I to już jest jedna z bram wiodących do sprawiedliwości. Ale wiersz nie jest sprawiedliwością. Tylko sprawiedliwość jest sprawiedliwością. Wiersz może jedynie obudzić tęsknotę za nią.

Do jakich książek tęsknisz?
Z jakiegoś powodu pomyślałam o krótkim wierszu Julii Hartwig „Po omacku”, chwalącym to, co niedokończone. Tęsknię za książkami, których nie potrafię wymienić, bo nigdy jeszcze ich nikt nie napisał ani sobie nie wyobraził.

Marta Eloy Cichocka i Olvido Garcia Valdés / fot. Edyta Dufaj, www.dufaj.plMarta Eloy Cichocka i Olvido Garcia Valdés / fot. Edyta Dufaj, www.dufaj.pl

Olvido García Valdés

Olvido García Valdés

Ur. 1950 r., hiszpańska poetka, eseistka i tłumaczka. Mieszka w Toledo. Z wyjątkiem najnowszego tomiku „Lo solo del animal” (2012) wszystkie zbiory jej wierszy włączono do zbiorczego wydawnictwa „Esa polilla que delante de mí revolotea” („Poesía reunida 1982–2008”). Przełożyła na język hiszpański poezję Piera Paola Pasoliniego oraz współpracowała przy tłumaczeniu obszernej antologii Anny Achmatowej i Mariny Cwietajewej, a także Bernarda Noëla. Autorka eseju biograficznego „Teresa de Jesús”. Współredaktorka czasopism literackich „Los Infolios” i „El signo del gorrión”. Jej wiersze przełożono na wiele języków. Otrzymała m.in. nagrodę Premio Nacional de Poesía (Krajowa Nagroda Poetycka) w 2007 r. za zbiór wierszy „Y todos estábamos vivos” („I wszyscy byliśmy żywi”).

Co mogłoby zastąpić kota jako symbol poezji?
Kot w wierszu, tak jak w świecie, to wolna istota; może robić to, co chce. W nadzwyczajnym wierszu Szymborskiej ukazuje nieobecność; albo, ściśle rzecz biorąc, sprawia, że odczuwamy obecność (której już nie ma). Bez żadnego patosu – wręcz przeciwnie – ściska się nam serce.

Kiedy zaczynasz pisać? Kiedy kończysz?
Wiersz rozpoczyna się wraz z potrzebą, by coś zapisać: kilka przypadkowo usłyszanych słów; jakiś sen; coś, co się akurat czyta; światło na polu; napotkane zwierzę…  Ta potrzeba zapisywania toczy się swoim biegiem, nieoczekiwanie przyciągając inne rzeczy. A potem, ponad tym wszystkim, przetacza się czas i tekst pozbywa się tego, co nie jest potrzebne. Kiedy już nie czuje się potrzeby, by czegokolwiek tknąć, pozostaje taki, jaki jest.

W jakim otoczeniu piszesz?
W żadnym szczególnym otoczeniu. To zapisywanie, ten początek odpowiada intensyfikacji percepcji i może się pojawić w każdej chwili, w jakimkolwiek miejscu, chociaż niezbyt często.

Czy trzeba być zawsze nowoczesnym?
Tak, absolutnie nowoczesnym. Jak sam Rimbaud. Z klasykami w sercu, przemienionymi w jego własną krew.

Pisanie wiersza czy pisanie siebie?
W miarę, jak się starzeję (a mam teraz 67 lat), rośnie we mnie przekonanie, że wiersze pisze – niemal samo – życie.

Czy poezja musi być sprawiedliwa?
Zawsze myślałam, że poezja i sztuka są wyrazem nieszczęścia; to ich korzeń. Na innej płaszczyźnie sprawiedliwość musimy zaprowadzić wspólnie. W czynny sposób.

Olvido García Valdés „Obraz, który trwa tyle, co życie” przekład: Marta Eloy cichockaOlvido García Valdés, „Obraz, który trwa tyle, co życie”. Przeł. Marta Eloy Cichocka, Lokator, w ksiegarniach od czerwca 2018Nigdy nie napisałaś wiersza inspirowanego doświadczeniem szczęścia, radości lub piękna?
Tak, z pewnością, na przykład piękno świata jest bardzo obecne w moich wierszach, a także coś, co łączy się – jak to mówiłam wcześniej – z intensywnością percepcji; niekiedy wiersz tryska z intensyfikacji percepcji, która równocześnie wywołuje wyostrzenie świadomości językowej. Wydaje mi się, że im bardziej żywa okazuje się w autorze obecność świata – na przykład w Emily Dickinson, Juanie Rulfo, Clarice Lispector… – tym bardziej działa w nim, jak na odwrotnej stronie gobelinu, korzeń nieszczęścia. Jak gdyby to, co nazywam nieszczęściem było odwrotną stroną percepcji piękna i jego przedziwnej intensywności – warunkiem jego możliwości? – tak, jak tło życia.

Do jakich książek tęsknisz?
Jako czytelniczka – mówił to Nietzsche – pragnę takich książek, które, czujemy to, zostały napisane pod dyktando absolutnej konieczności.

(przeł. Marta Eloy Cichocka)

Ron Padgett / fot. Katarzyna Kukiełka, www.kukielka-fotografia.plRon Padgett / fot. Katarzyna Kukiełka, www.kukielka-fotografia.pl

Ron PadgettRon Padgett, „Bezczynność butów”. Przeł. Andrzej Szuba, Instytut Mikołowski, 154 strony, w księgarniach od czerwca 2018Ron Padgett,
„Bezczynność butów”
.
Przeł. Andrzej Szuba,
Instytut Mikołowski,
154 strony,
w księgarniach od czerwca 2018

Co mogłoby zastąpić kota jako symbol poezji?
Niewidzialny kot.

Ron Padgett

Ur. 1942 r., poeta, redaktor i tłumacz, pochodzi z Tulsy (Oklahoma). Jako uczeń liceum założył awangardowe pismo „The White Dove Review”, w którym wraz z przyjaciółmi publikował prace poetów takich jak Allen Ginsberg i Robert Creeley. Autor ponad dwudziestu tomów poezji, m.in.: „Great Balls of Fire” (1969), „You Never Know” (2001), „How to Be Perfect” (2007), „How Long” (2011). Napisał również cztery wiersze specjalnie dla Jima Jarmuscha do filmu „Paterson”. Obok poezji wydał liczne kolekcje prozy, m.in.: „Blood Work: Selected Prose” (1993), „Ted: A Personal Memoir of Ted Berrigan” (1993), and „The Straight Line: Writing on Poetry and Poets” (2000). Mieszka w Nowym Jorku.

Kiedy zaczynasz pisać? Kiedy kończysz?
Zaczynam wtedy, kiedy zaczyna wiersz, a potem…

W jakim otoczeniu piszesz?
Zazwyczaj w jakichś miejscach na Ziemi.

Czy trzeba być zawsze nowoczesnym?
Rimbaud tak uważał, ale był tego dnia w złym nastroju.

Pisanie wiersza czy pisanie siebie?
Jazda na wierszu.

Czy poezja musi być sprawiedliwa?
Nigdy nie myślę, że poezja musi cokolwiek robić.

Do jakich książek tęsknisz?
Długa książka po polsku bez litery z. 

..

Marzanna Bogumiła Kielar

Co mogłoby zastąpić kota jako symbol poezji?
Myślałam, że symbolem poezji są Muzy, a nie kot. Niech zatem będzie już ten kot, choć jestem skończoną psiarą.

Kiedy zaczynasz pisać? Kiedy kończysz?
To trudno uchwycić. Pisanie zaczyna się czasem od gry słów pojawiających się ni stąd, ni zowąd w głowie albo od obrazu, który powraca. Wiersz uznaję za skończony z chwilą druku, ale nie zawsze, nawet wtedy zdarza mi się wprowadzać w nim zmiany.

Marzanna Bogumiła Kielar

Poetka, absolwentka filozofii na Uniwersytecie Warszawskim, doktor habilitowana nauk społecznych, profesor nadzwyczajny Wydziału Pedagogicznego Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Laureatka wielu polskich i zagranicznych nagród, m.in.: Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny, Nagrody Fundacji im. Kościelskich, nagrody „Czasu Kultury” i Paszportu Polityki, a także Kryształu Vilenicy w Słowenii i Nagrody Hubert Burda Preis w Niemczech. W 2007 roku została odznaczona Brązowym Krzyżem Zasługi. Autorka tomów poetyckich: debiutanckiego „Sacra conversazione” (1992), „Materia prima” (1999), „Monodia” (2006), „Nawigacje” (2018). Jej wiersze były tłumaczone na 23 języki. Mieszka w Warszawie i Brukseli.

W jakim otoczeniu piszesz?
Piszę zazwyczaj przy biurku. Otoczenie jest piękne, gdyż dużą wagę przykładam do aranżacji wnętrz, w których mieszkam. Książki, piękne meble (antyki i nowoczesne), ładne przedmioty, obrazy współczesnych artystów na ścianach.

Czy zdarzyło się, że jakiś konkretny obraz lub przedmiot pobudził cię do pisania?
Często był to obraz natury. Na przykład stałam na brzegu morza gdzieś na Gotlandii, było szaro, horyzont zamglony i w mojej głowie pojawiła się fraza: „Już od tamtej strony nie odgradza nas nic, / nawet mgły nad Bałtykiem i zimowa plaża”. To był początek wiersza „Brzeg”.
Zdarzyło mi się też kiedyś pracować nad jakimś wierszem w domu rodziców, z rana, po dłuższym czasie podniosłam głowę, spojrzałam w okno, które mam tam po prawej stronie biurka i napisałam od razu cały wiersz, zaczynający się od słów: „Jeszcze godzinę temu poranna mgła / nie zapowiadała takiej jasności, tak ogromnego nieba...”.

Czy trzeba być zawsze nowoczesnym?
Nie trzeba. Warto jednak rozwijać świadomość, poznawać i stosować metody i techniki, które jej rozwój przyspieszają (np. medytację, uważność, kontemplację), i które bada nowoczesna nauka. Warto być na tyle ogarniętym człowiekiem, ażeby móc korzystać z technologii, które nowoczesność podsuwa. Warto też śledzić dokonania nauki w rozmaitych obszarach, które bywają fascynujące, niejednokrotnie rozjaśniają świat i ułatwiają życie. 

Pisanie wiersza czy pisanie siebie?
Pisanie, po prostu.

Czy niepisanie też jest po prostu? Pytam także o twoją długą nieobecność w życiu literackim.
Są poeci, którzy piszą dużo i często, wydają książki co dwa lata, są i tacy, którzy piszą mniej i rzadziej publikują (to mój przypadek). Jednak moja długa nieobecność w życiu literackim spowodowana była przede wszystkim przekierowaniem uwagi na zagadnienia naukowe: pisałam habilitację, później miałam kolokwium habilitacyjne, a po tym wszystkim kłopoty ze zdrowiem. W tej chwili piszę nowy tomik, co jak na mnie jest szybkim tempem.

Czy poezja musi być sprawiedliwa?
Poezja nic nie musi. Jednak wiele zależy od czasów, w jakich przychodzi żyć poecie. W złych czasach, w ustrojach totalitarnych, poezja stara się odwoływać do sprawiedliwości i wolności, oświetlać kwestie etyczne.

Do jakich książek tęsknisz?
Do genialnych, porywających, natchnionych. Takich jest jednak niewiele, 2–3 na stulecie.

Archiwum Biura LiterackiegoArchiwum Biura Literackiego

Jerzy Jarniewicz

Co mogłoby zastąpić kota jako symbol poezji?
Jedynie poezja jako symbol kota. A inaczej: poezja symboli nie potrzebuje, bo przecież sama jest, a raczej bywa symbolem. Niech kot pozostanie kotem, w tym jego niezrównany szarm.

Jerzy Jarniewicz

Ur. 1958 r., tłumacz z angielskiego, krytyk i publicysta literacki, poeta. Redaktor „Literatury na Świecie”, współpracownik „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”. Wykłada na Uniwersytecie Łódzkim. Autor dwunastu książek poetyckich, dziesięciu krytycznoliterackich oraz licznych szkiców o współczesnej literaturze anglojęzycznej. Ostatnio wydał antologię „Sześć poetek irlandzkich” (2012), studium krytyczne „Heaney. Wiersze pod dotyk” (2011) oraz zbiór szkiców o przekładzie literackim „Gościnność słowa” (2012). Tłumaczył m.in. utwory Jamesa Joyce’a, Raymonda Carvera, Philipa Rotha, Johna Banville’a. Mieszka w Łodzi. W 2017 roku ukazał się jego tomik „Puste noce”.

Kiedy zaczynasz pisać? Kiedy kończysz?
Chwila pierwsza jest rozmyta, chwila ostatnia nieskończona. Z czego wniosek, że być może nigdy nie kończę, bo nigdy nie zaczynam. Wtedy pisze się wiersz.

W jakim otoczeniu piszesz?
Są dwa rodzaje otoczenia: sprzyjające i niesprzyjające. W obu powstają niezłe wiersze. Gdybym miał bliżej scharakteryzować to otoczenie, musiałbym powiedzieć: chaos. Albo stan jemu bliski. W świecie uporządkowanym trudno znaleźć dla wiersza rację bytu. Wiersz wyłania się, jak zresztą wszystko, co nowe, z chaosu. Chaos, o którym myślę, ma dwa wymiary: wewnętrzny, czyli rozregulowanie myśli, czucia, pamięci, tożsamości, itp., i zewnętrzny, czyli, na przykład, skrawki papieru z pojedynczymi frazami lub wersami w kieszeni, w torbie, na biurku.

Czy trzeba być zawsze nowoczesnym?
Nowoczesność ma już swoje lata, radziłbym więc ostrożność. Ale tak. Trzeba otworzyć się na czas teraźniejszy. Czas to żywioł poezji.

A potrafiłbyś nazwać czas teraźniejszy, obecny? Czy wiersz powinien go chwytać?
Samo pisanie wierszy jest nazywaniem czasu teraźniejszego. To jedyny czas, który istnieje. Wiersz go nie chwyta, bo w nim tkwi, jest jednym z jego przejawów. Nie ma dla wiersza nic ważniejszego niż ten związek z chwilą obecną. Wiersz, który próbuje temu zaprzeczać, sam się skazuje na nieistotność. 

Pisanie wiersza czy pisanie siebie?
„To pan nigdy nie płacze w swoich wierszach?”, zapytano kiedyś Mallarmégo. „Nie, w wierszach nie płaczę”, odparł, „ani nie smarkam”.

Nie tylko smarki i łzy można dawać z siebie do wiersza. Twoje sprawiają wrażenie prywatnych, nawet intymnych. Jest to więc raczej poetycka strategia niż życiowa konieczność?
Poetycka strategia bywa życiową koniecznością. Wiersz zdobywa wiarogodność, jeśli jego strategia zejdzie się z życiową koniecznością. Do uświadomienia sobie, że coś rzeczywiście jest życiową koniecznością, może doprowadzić autora język wiersza. To proces dwutorowy: język wiersza prowadzi w rejony polszczyzny, których nie zaplanowaliśmy odwiedzać, ale też do doświadczeń – intymnych, osobistych – których nie byliśmy świadomi, albo które uznaliśmy za banalne czy wstydliwe. Wiersz zawiesza poczucie wstydu, tak jak zawiesza naszą dotychczasową aksjologię. To wszystko dzieje się w trakcie pisania, czy szerzej: komponowania wiersza. Co powinienem ujawnić ze swojej intymności dyktuje mi wiersz, a nie ja wierszowi. Ale nie można mówić o prostym odzwierciedleniu. To „siebie” w wierszu jest tylko po części „sobą” autora, po części zaś rodzi się w trakcie pisania wiersza. Wrócę więc do poprzedniego pytania i, zostawiając na chwilę Mallarmégo w spokoju, odpowiem tak: pisanie wiersza jest pisaniem siebie, z tym, że, pamiętajmy, słowo „pisanie” znaczyć może nie tylko opisywanie, ale też tworzenie.
A Mallarmé nie mówił, że z siebie dać można tylko łzy i smarki. Powiedział coś ważniejszego: jeśli w wierszu szukacie łez, przygotujcie się też na smarki. Albo odpuśćcie sobie tego rodzaju poszukiwania.

Czy poezja musi być sprawiedliwa?
O tyle, o ile muzyka musi być wierna, rzeźba roztropna, rysunek mężny, a taniec miłosierny.

Do jakich książek tęsknisz?
Do książek z wierszami, które pachną farbą, mają ręczny skład i nierówno przycięte kartki, z ziarnkami piasku między stronami. Poezja ma poważną wadę: nie waży, nie pachnie, nie ma temperatury, na tym polu przegrywa w konkurencji z malarstwem czy rzeźbą. Potrzebna mi pobudzająca zmysły materialność poezji, a taka książka mi ją zapewnia. 

.fot. Robert Peet

Mark Pajak

Co mogłoby zastąpić kota jako symbol poezji?
Pewnie byłby to Proteusz, ponieważ trzeba włożyć wysiłek, by pochwycić i przytrzymać poezję. Być może jednak wybrałem istotę zmiennokształtną, ponieważ daje mi luksus powstrzymania się od wyboru jednej rzeczy.

Mark Pajak

Poeta, pisarz i redaktor z Manchesteru. Jego debiutancki tom wierszy – „Spitting Distance” w 2016 r. spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w Wielkiej Brytanii. Publikacje Marka Pajaka można znaleźć m.in. w „The North magazine”, „New Writing North” czy „The Poetry School”. Poza działalnością pisarską zajmuje się również edukacją literacką – prowadzi warsztaty z zakresu creative writing we współpracy z m.in. Manchester Metropolitan University.

Ale taka istota nie zmienia zwykle formy bez powodu. Jak ukształtował się zatem twój język poetycki? Co było nieuniknione, by zacząć mówić własnym głosem?
Czytanie twórczości Robina Robertsona. Właściwie to wiersz „Holding Proteus” Robertsona sprawił, że zacząłem myśleć o Proteuszu. Przyglądając się, jak pisze o przemocy – a stworzył precyzyjny i solidny język – nauczyłem się, jak samodzielnie dotrzeć do moich tematów.

Kiedy zaczynasz pisać? Kiedy kończysz?
Wiersz zaczyna się wraz z niezwykłym obrazem lub historią, które uparcie w nas trwają.
Trudno jednak powiedzieć, kiedy wiersz jest skończony. Pomagają mi czuli przyjaciele, których mam od lat. Pisanie kończy się na pewno wtedy, kiedy mogę przeczytać wiersz publicznie i odczuć reakcję słuchaczy.

W jakim otoczeniu piszesz?
W ciszy i oddzieleniu. Dlatego zaczynam poranek od pisania. Dzięki temu mogę przeżyć resztę dnia bez poczucia winy. Zazwyczaj mam przy sobie książki poetów, których szczególnie podziwiam, na przykład Heaneya, Robertsona i Oswald.

Nie boisz się jednak wpływu innych poetów podczas pisania? Zajmujesz miejsce ucznia wobec mistrza, jesteś też bardzo zdyscyplinowany, jeśli chodzi o proces twórczy. A co ze spontanicznością? Czy za wypracowaną przez ciebie formą wiersza stoi jeszcze osobiste doświadczenie?
Nie boję się tego wcale, mam raczej nadzieję, że na mnie wpłyną. Czuję się uczniem innych pisarzy, tak jak każdy pisarz powinien. Zawsze można się nauczyć czegoś nowego. A jeśli chodzi o spontaniczność, najlepiej ujął to Picasso: „Inspiracja istnieje, ale musi zastać cię przy pracy”.

Czy trzeba być zawsze nowoczesnym?
Nie sądzę. Nie absolutnie. Ze znanej mi poezji właśnie ta, która całkowicie ignoruje przeszłość, by być całkowicie „nową” lub „nowoczesną”, kończy zazwyczaj jako klisza.

Odczuwasz mimo wszystko potrzebę, by poezja chwytała teraźniejszość?
Jeśli wiersz jest w stanie poruszyć współczesnego czytelnika, to chwycił wszystko, co należało.

Pisanie wiersza czy pisanie siebie?
Trudno powiedzieć. Zależy, jak rozumiesz „siebie”. Świat wiersza to świat widziany oczami pisarza, jego doświadczenia, myśli, uczuć i wspomnień. Niezależnie od tego, jak mocno autor będzie próbował oddzielić się od wiersza, jego „ja” zawsze pozostanie związane z tym, co stworzył.

Czy poezja musi być sprawiedliwa?
Wiersz piszę w nadziei, że zdołam wyrazić trudno uchwytną myśl lub uczucie – z tych, które da się przekazywać jedynie w wyostrzonej formie języka. Dobry wiersz powinien moim zdaniem przekroczyć myśl i oddziaływać bezpośrednio na emocje czytelnika. Powinien być odurzający, zmieniać nastrój i przerywać tok jego myśli. Wierzę, że to wszystko, co „musi” robić poezja.

Do jakich książek tęsknisz?
Dorastając, miałem trudności w uczeniu się, nigdy nie sądziłem, że zostanę pisarzem. Z przyjemnością ujrzałbym więc w szkołach antologię twórczości (poezji, prozy, komiksu, scenariuszy itd.) pisarzy dotkniętych trudnościami czytania i pisania.

Czy te trudności wpłynęły na twój stosunek do literatury?
Przez długi czas literatura wydawała mi się nieosiągalna. Czułem, że nigdy nie będę w stanie w nią wejść. Czasem wciąż zdarza mi się tak czuć. Czytam bardzo powoli, jak przeciętny jedenastolatek. Czasem kończę jedną książkę przez wiele miesięcy. Czytam nieustannie, lecz mimo to nigdy nie będę w stanie czytać tak dobrze jak pisarze, których podziwiam. Z tego powodu wszystko, co czytam, muszę brać bardziej do siebie i zadać sobie trud zapamiętania każdej książki.

Cykl tekstów o poezji powstaje we współpracy z Festiwalem Literackim im. Czesława Miłosza w Krakowie.
Festiwal Miłosza