Sztuka w globalnym ogrodzie
fot. Isabella Paghera

13 minut czytania

/ Sztuka

Sztuka w globalnym ogrodzie

Karol Sienkiewicz

Manifesta 12 w Palermo pokazuje, w jakim kierunku mogą podążać duże imprezy poświęcone sztuce współczesnej. Ma moc uwodzenia, ale skupia się na tym, co ważne – w skali miasta i Europy

Jeszcze 3 minuty czytania

Zaczęło się z pompą. Na placu Quattro Canti zebrał się spory tłum, gdy nagle zabrzmiały werble i coś wybuchło. To nie armata, lecz wyrzutnie confetti ustawione na rogach placu. W powietrzu zrobiło się gęsto od kolorowych papierków i serpentyn. Opadając, wplątywały się we włosy ludzi, wyciągających wysoko dłonie z telefonami i aparatami fotograficznymi. Wpadały do fontann, przyczepiały się do fasad budynków, a na ulicy tworzyły gęsty, wielobarwny dywan. Eksplozja confetti była akcją Matilde Cassani zatytułowaną „Tutto” („Wszystko”). Cassani przywołała barokową sycylijską tradycję świętowania. Takich świątecznych sytuacji było podczas otwarcia Manifesta 12 więcej.

Wieczorem w dniu wernisażu na Piazza Pretoria przed zabytkową fontanną tłum palermian, turystów i akredytowanych na Manifesta dziennikarzy spotkał się ponownie. Stąd ruszała „Palermiańska procesja” zorganizowana przez Marinellę Senatore. Rozbrzmiała orkiestra strażacka. W powietrze poszybowały batony młodych mażoretek. Uczniowie wymachiwali kolorowymi chustami. Wreszcie wszyscy ruszyli, pod procesyjnymi chorągwiami przygotowanymi przez artystkę. Pochód, kierowany przez grupę niewidomych, co jakiś czas zatrzymywał się na występy kolejnych zespołów tanecznych, trup teatralnych czy orkiestr, a w tle towarzyszyła im grupa palermiańskich parkourowców.

Senatore w tej wesołej „Palermiańskiej procesji”, rodzaju społecznego rytuału nawiązującego do religijnych pochodów, połączyła siły kreatywne różnych grup, niektórych bardziej profesjonalnych, innych zupełnie amatorskich. Miasto stało się ich sceną. „Palermiańska procesja” podkreślała gościnność samego Palermo, ale też fakt, że Manifesta ma służyć miastu nie tylko jako magnes na turystów.

Mediatorzy

Manifesta 12.

kuratorzy: Ippolito Pestellini Laparelli, Andrés Jaque, Bregtje van der Haak, Mirjam Varadinis, Palermo, Sycylia, do 4 listopada 2018

Duże imprezy kulturalne, w tym organizowane na całym świecie biennale, potrafią przynosić organizującym je miastom spore dochody. Mogliśmy się o tym przekonać w zeszłym roku, gdy lokalni politycy z Kassel obrazili się na fakt, że Adam Szymczyk, główny kurator Documenta 14, postanowił zorganizować imprezę jednocześnie w Kassel i w Atenach (przy okazji przekraczając budżet). Documenta należy do Kassel, twierdzili, i to wyłącznie ich miasto powinno czerpać korzyści z imprezy.

Manifesta to nietypowe, nomadyczne biennale. Organizowane przez fundację z siedzibą w Amsterdamie, odbywa się co dwa lata w innym europejskim mieście. Miasta konkurują ze sobą o możliwość zorganizowania imprezy, podobnie jak kandydaci na goszczenie igrzysk olimpijskich.

Wybory miast goszczących Manifesta stały się zresztą główną przyczyną krytyki, z jaką spotyka się Manifesta. Impreza, która w zamierzeniu jej inicjatorów miała łączyć Wschód i Zachód Europy, podzielone wcześniej żelazną kurtyną, oraz bogatą Północ z biedniejszym Południem, wydawała się stawiać przede wszystkim na bogate oferty. Gdzieś gubiła się idea przewodnia. I tak przed dwoma laty Manifesta odbyło się w Zurychu, a cztery lata temu – w Petersburgu, gdzie kuratorzy musieli się liczyć z ograniczeniami lokalnej cenzury oraz bojkotem artystów (Rosja chwilę wcześniej zajęła Krym). Gdy w 2006 roku Manifesta miała gościć w podzielonej na część grecką i turecką Nikozji, imprezy nie udało się zorganizować. Był to przykład ciekawej porażki. Do historii przeszła przede wszystkim impreza w Lublanie w 2003 roku (jedyny raz zorganizowano ją wtedy w nowym kraju Unii Europejskiej).

1., 2. Matilde Cassani.  3., 4. Marinella Senatore / fot. Francesco BellinaSenatore

Palermo, które jest w tym roku Europejską Stolicą Kultury, okazało się strzałem w dziesiątkę. Stolica Sycylii to nie tylko atrakcyjne turystycznie miejsce, ale też intrygujące miasto, jedno z najbardziej wielokulturowych w Europie, wychodzące z mafijnego kryzysu. Lokalni politycy i organizatorzy oczekiwali od Manifesta czegoś więcej niż kolejnego impulsu dla rozwoju turystyki kulturalnej. Zadali sobie pytanie: co Manifesta mogą przynieść miastu i jego mieszkańcom, czego sami mogą się od Manifesta i zaproszonych artystów nauczyć?

Może dlatego nie mówi się nawet o kuratorach tegorocznego Manifesta, lecz reprezentujących różne dziedziny „mediatoriach”. Ippolito Pestellini Laparelli oraz Andrés Jaque są architektami, Bregtje van der Haak – autorką filmów, jedynie Mirjam Varadinis – zawodową kuratorką. Jeśli tegoroczne Manifesta można do czegoś porównać, to do warszawskiego festiwalu Warszawa w Budowie organizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które za pomocą sztuki – i niekoniecznie sztuki – analizuje problemy miasta.

Atlas

Nic więc dziwnego, że spora część wystawy dotyczy bezpośrednio samego Palermo, a prezentowane prace wychodzą nawet poza pojęcie sztuki site-specific, czyli wchodzącej w relacje z miejscem, w którym powstaje.

Palermo ma do zaoferowania swą złożoną historię, wielość kultur i bogactwo lokalizacji tak spektakularnych i – często – zaskakujących, że czasem blednie przy nich sama sztuka. To zaniedbane pałace, kościoły, oratoria, teatry, no i przede wszystkim – bajkowy Ogród Botaniczny. Podczas otwarcia jedną z prac prezentowano nawet w sali starego archiwum miejskiego, w której na zakurzonych półkach i stołach piętrzyły się grube tomy, sprawiające wrażenie, jakby nikt do nich nie zaglądał od co najmniej stu lat. Kto by w takiej sytuacji oglądał sztukę?

Ogród Botaniczny / fot. Delfino Sisto Legnani

A jednak sztuka ma tu swój głos. Zanim jednak głos oddano sztuce, gruntownie przyjrzano się samemu miastu. Efektem tego przyglądania jest m.in. jedna z manifestowych publikacji – „Palermo Atlas”. W kolejnych rozdziałach analizuje Palermo pod kątem historii, populacji, architektury, przyrody, a nawet kręconych w mieście filmów. To rodzaj badania, które posłużyło za punkt wyjścia dla samej wystawy, ale ma też służyć miastu w przyszłości jako narzędzie planowania.

Wiele z podejmowanych w „Atlasie” wątków nieprzypadkowo powraca więc na samej wystawie. Artyści szukają w mieście miejsc związanych z włoskim kolonializmem (Wu Ming Foundation), przyglądają się niedokończonym projektom urbanistycznym sprzed lat (Roberto Collovâ), a duet włoskich filmowców MASBEDO opowiada stare historie związane z sycylijskimi kinami oraz włoskimi reżyserami (to w Palermo Luchino Visconti kręcił „Lamparta”).

Drzewa

Sama wystawa składa się jednak z trzech wyraźnie wydzielonych części: „Ogród przepływów” („Garden of Flows”), „Poza sterownią” („Out of Control Room”), „Miasto na scenie” („City on Stage”). Ostatnią z nich można uznać za rozwinięcie „Atlasu”. Ale dwie pierwsze też są bezpośrednio związane z miastem i – szerzej – Sycylią.

Wszystkie wątki łączy w sobie instalacja wideo Uriela Orlowa, dla której punktem wyjścia są trzy rosnące na Sycylii drzewa, które były świadkami historii: drzewo oliwne, pod którym w 1943 roku podpisano zawieszenie broni, fikus rosnący obok domu sędziego zamordowanego w 1992 roku przez sycylijską mafię oraz cyprys zasadzony przez św. Benedykta, syna afrykańskich niewolników na Sycylii, kucharza i pierwszego czarnego świętego Kościoła katolickiego. Orlow wykorzystuje je jako punkt wyjścia dla osobistych historii opowiadanych przez senegalskich uchodźców pracujących w restauracjach w Palermo, czy weterankę ruchu antymafijnego, która mówi o działających w nim kobietach. Przyroda, historia, migracja i miasto łączą się w jednym dziele sztuki.

Urliel Orlow

Manifesta 12 działa podobnie jak instalacja Orlowa. Widzowie poddawani są huśtawce emocji. Wystawa najpierw uwodzi przyrodniczymi metaforami, potem serwuje dawkę trudnych tematów. Zaprasza do ogrodu, by po chwili przypomnieć nam o tysiącach uchodźców, którzy zginęli w ostatnich latach na Morzu Śródziemnym, próbując dostać się do Europy.

Morze

Położona pośrodku Morza Śródziemnego Sycylia jest jednym z miejsc, gdzie trafiają uchodźcy, którym udało się przeprawić przez morze. O ruchach migracyjnych i barykadującej się Europie opowiadają prace skupione głównie w Palazzo Forcella De Seta. Efekty swych śledztw prezentuje tu Forensic Oceanography, duet badający Morze Śródziemne jako zmilitaryzowaną strefę graniczną. Na filmach skupiają się na analizie poszczególnych przypadków, w których dochodziło do łamania prawa międzynarodowego, np. nieudzieleniu pomocy łodzi porzuconej na morzu w czasie interwencji NATO w Libii w 2011 roku.

W innych salach zaniedbanego pałacu usłyszymy historie kobiet – uchodźczyń z Iraku (Erkan Özgen), a na animacji Johna Gerrarda przyjrzymy się fragmentowi autostrady w pobliżu miasta Parndorf w Austrii, gdzie w sierpniu 2015 roku odnaleziono porzuconą ciężarówkę z ciałami 71 imigrantów. Kolektyw Peng! w krótkim klipie namawia do podwożenia uchodźców z południa na północ Europy podczas powrotu z wakacji w akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa, nawiązując do tradycji Fluchthelfer, osób, które pomagały uciec Żydom do Francji w czasie drugiej wojny światowej czy uciekinierom z NRD do RFN.

Erkan Özgen, Forensic Oceanography

Od pracy do pracy atmosfera wystawy robi się coraz bardziej przytłaczająca. Nieopodal, w Palazzo Trinacria, wyświetlany jest film Taus Makchavej, rodzaj przestrogi dla świata sztuki pochylającego się nad wykluczonymi. To nagranie przewróconej niebieskiej łodzi unoszącej się na falach oglądanej przez art-turystów. Oto goście biennale w Wenecji przypłynęli tu, by obejrzeć performans. Nie ma jednak performerów. Czy spóźnili się na performans, czy może performerom coś się stało? Czy przewrócona łódź to na pewno element dzieła sztuki? Wreszcie znudzeni i zmęczeni konsumenci sztuki chcą jak najszybciej wrócić do Wenecji, zjeść dobry obiad i napić się wina. Manifesta nie popełnia podobnych błędów, nie ma tu prac z kamizelek ratowniczych w rodzaju ostatnich dzieł Ai Weiweia. Są raczej fakty i opowieści.

Złożona z faktów jest instalacja Cristiny Lucas „Unending Lightning”, zestawiająca w wielogodzinnej instalacji bombardowania. Dzień po dniu, od 1911 roku, pierwszego bombardowania podczas wojny włosko-tureckiej, do dziś, na mapie świata pojawiają się nowe nazwy miejscowości. Niekończący się strumień bomb, informacji o zabitych cywilach i zdjęć konfliktów zbrojnych. Jeśli trafimy na lata 70., będziemy głównie w Wietnamie, jeśli znajdziemy się w ostatnim czasie – wylądujemy w Syrii. Instalacja nieprzypadkowo pokazywana jest w Casa del Mutilato, modernistycznym budynku z czasów Mussoliniego, mającym przyzwyczajać Włochów do postępującej miliataryzacji.

Gdzie indziej, oglądając instalacje Laury Poitras oraz Tanii Gruguery, dowiemy się o obecności amerykańskich wojsk na Sycylii oraz amerykańskiej bazy w południowo-wschodniej części wyspy, będącej ważnym elementem systemu MUOS (Mobile User Objective System), pozwalającego m.in. na zdalne prowadzenie działań zbrojnych przez drony.

Ogród

W centrum Manifesta pozostaje jednak przyroda, służąca za metaforę palermiańskiej różnorodności i wielokulturowości. Dlatego większość zwiedzających pierwsze kroki kieruje do Ogrodu Botanicznego. Główne hasło Manifesta 12, „The Planetary Garden”, zostało zaczerpnięte z tekstów botanisty Gilles'a Clémenta, który określa świat właśnie jako „planetarny ogród” z ludzkością w roli ogrodnika. Określenie to niesie więcej nadziei niż złowrogo brzmiący antropocen.

Kuratorzy-mediatorzy jako jedną z inspiracji przywołują obraz Francesca Lojacono z 1875 roku, reprodukowany w „Atlasie”. Na „Widoku Palermo” można dokładnie rozpoznać rośliny, które pochodzą z tak odległych rejonów świata jak Japonia, Indie, Chiny, Ameryka Środkowa czy Afryka. Podobnie jest oczywiście w samym Ogrodzie Botanicznym, jednym z najbardziej malowniczych, jakie widziałem.

1. Lungwiswa Ggunta 2. Leone Contini 3. Alberto Baraya

Niektóre z pokazywanych w ogrodzie prac są dosyć przewidywalne, np. Alberto Baraya tworzy atlas sztucznych roślin z sycylijskich ołtarzy i kapliczek, a pokazuje go w oranżerii. Inni artyści idą dalej. Leone Contini bada rolnictwo imigrantów we Włoszech, tworząc ogród złożony z roślin uprawianych przez Chińczyków w Toskanii czy senegalskich ogrodach w Wenecji. Lungiswa Gqunta w jednej ze szklarni rozsypała potłuczone szkło i zawiesiła na drzewach koktajle Mołotowa. Ogród staje się też nośnikiem opresji i przestaje być już tak sielsko.

Tylko Zheng Bo w filmie „Pteridophilia”, wyświetlanym między drzewami, pokazuje seksualne zbliżenia młodych tajwańskich mężczyzn z paprociami, i czyni to na tyle delikatnie, a zarazem sugestywnie, że sam ogród zaczyna jawić się jako miejsce ludzko-roślinnych igraszek.

Miasto

Zorganizowanie Manifesta w Palermo to prawdziwy prezent dla tych, którzy rok w rok podążają szlakiem najważniejszych imprez artystycznych. Już nie tylko droga i górnolotna Wenecja, nie tylko uporządkowane Kassel, ale wyspiarskie miasto na Morzu Śródziemnym. Manifesta 12 jest momentami lekkie, momentami bardzo poważne. Czasami dzieła sztuki mogą wydawać się ledwie delikatną interwencją, przerywnikiem w spacerze po mieście, czasami – krytyczną lekturą. Wydarzenie potrafi być jednocześnie poetyckie i prozaiczne.

Najważniejsze jednak, że Manifesta 12 nie traktuje Palermo jako kolejnej tymczasowej lokalizacji imprezy, miasta, w którym pojawi się i zniknie. Oczywiście – Manifesta zostanie tu tylko na kilka miesięcy, ale jej związek z miastem nie jest powierzchowny. Obecność dzieł sztuki nie opiera się jedynie na wyszukaniu w Palermo atrakcyjnych miejsc, w których sztuka będzie się efektownie prezentować. Nie korzysta wyłącznie z potencjału miasta, ale też oferuje mu coś w zamian. I jest to kierunek, w jakim mogą podążać inne wielkie imprezy. Mam nadzieję, że utrzyma go Manifesta – za dwa lata w Marsylii.