W Bunkrze po staremu

13 minut czytania

/ Sztuka

W Bunkrze po staremu

Karol Sienkiewicz

Otwierająca Bunkier Sztuki po remoncie wystawa „Daj mi wszystko”– daru Starmachów dla krakowskich muzeów – podkreśla dalsze symboliczne powiązanie galerii z MOCAK-iem. Drugim łącznikiem obu instytucji jest nowa dyrektorka Delfina Jałowik

Jeszcze 3 minuty czytania

W 2016 roku przy okazji wystawy „Z mojego okna widać wszystkie kopce” na piętrze Bunkra Sztuki odsłonięto, po raz pierwszy od lat, wstęgowe okna. Tą wystawą ówczesna dyrektorka Magdalena Ziółkowska wraz z zespołem przypominała postać projektantki budynku Krystyny Tołłoczko-Różyskiej oraz postulowała przywrócenie oryginalnych cech tej wyjątkowej architektury. 

Okna odsłonięto wówczas, nie czekając na remont, po prostu zrywając gipsowe ścianki. Przez lata budynek Bunkra Sztuki był w opłakanym stanie i nie dało się już tego dłużej ukryć. W tym samym roku Ziółkowska rozpisała konkurs architektoniczny, który wygrał Robert Konieczny. Jego ambitny projekt zakładał rozbudowę budynku pod ziemią i przeniesienie tam między innymi bunkrowej kawiarni. 

Wkrótce jednak miasto odwróciło się od dyrektorki, doprowadzając do jej odejścia ze stanowiska, a na scenę powróciła Maria Anna Potocka, dyrektorka krakowskiego MOCAK–u. To ona ostatecznie przeprowadziła remont i lekką przebudowę budynku wspólnie z Biurem Architekt Kaczmarczyk. Na kilka lat stała się dyrektorką podwójną, kierując jednocześnie dwiema krakowskimi instytucjami sztuki. W oficjalnej narracji Potocka uratowała Bunkier, stając „przed ogromem wyzwań i problemów”. 

Bunkier SztukiRekonstrukcja pracy Jadwigi Maziarskiej, Bunkier Sztuki, fot. R. Sosin

Daj mi wszystko

Wystawa daru Teresy i Andrzeja Starmachów dla krakowskich muzeów, Bunkier Sztuki, Kraków, do 1 września 2024

Gdy remont zbliżał się do końca, w konkursie wyłoniono nową dyrektorkę miejskiej galerii, Delfinę Jałowik, dotychczas prawą rękę Potockiej w MOCAK-u. Jałowik zajęła stanowisko 1 marca 2024. Dzień wcześniej otworzyła się pierwsza po remoncie wystawa w Bunkrze. „Daj mi wszystko” to prezentacja wyjątkowego daru Andrzeja i Teresy Starmachów dla dwóch krakowskich muzeów: MOCAK-u oraz Muzeum Fotografii. Wyjątkowy gest galerzysty od wielu lat kierującego Galerią Starmach, przyćmiewają jednak konflikty, które trawią Kraków od lat i w których centrum jest Potocka.

Architektura

Zacznijmy od dobrych stron. Od kiedy odwiedzam to miejsce, sale galerii nigdy nie wyglądały tak dobrze, chociaż ostatecznie wykonane prace były znacznie skromniejsze, niż przewidywał pierwotny konkurs. Najlepiej wypadają sale na piętrze, którym przywrócono górne i boczne źródła światła, zgodnie z pierwotną koncepcją Tołłoczko-Różyskiej. Efektownie wyglądają zwłaszcza betonowe kasetonowe stropy oraz zgrabna okrągła klatka schodowa. 

Niepotrzebnie jednak dodano do wnętrz, zwłaszcza w okolicach holu wejściowego, toporne betonowe elementy, ścianki i barierki, wnoszące do środka brutalistyczny charakter elewacji budynku. Pierwotnie Bunkier na zewnątrz operował estetyką surowego betonu z rytmem szalunku desek, wnętrza były jednak lżejsze. Nowe elementy dziś tę lekkość zaburzają. Zwłaszcza rampa prowadząca od wejścia do galerii na parterze czy schody z betonowych kloców łączące galerie z przestrzeniami biurowymi w tak zwanej Drobnerówce.

Bunkier już na otwarcie ma też swoje koszmarki i są to niestety prace dedykowane wybitnym i wciąż uwielbianym krakowskim artystkom: Jadwidze Maziarskiej i Marii Jaremie. Na klatce schodowej Bunkra, na ściance z surowego betonu zawisła kompozycja z różnokolorowych kamieni, która jest nową wersją rzeźby Maziarskiej z 1964 roku. Ten efekt jednak z pracami Maziarskiej nie ma zbyt wiele wspólnego. Równie cmentarnie i topornie wygląda rzeźba Krzysztofa Bednarskiego dedykowana Jaremie, która stanęła przed Bunkrem, na rogu Plant i Szczepańskiej. Oba obiekty oddają dezynwolturę, z jaką do sztuki podchodzi Potocka.

Bunkier Sztuki po remoncie, fot. R. Sosin

Kawiarnia

Na zewnątrz Bunkra wciąż trwa jednak budowa. Ku zaskoczeniu wielu krakowianek i krakowian (i nie tylko) na Planty powraca bowiem Bunkier Café, popularna kawiarnia, związana z Galerią Bunkier od 2002 roku. Kawiarnia mieściła się w czymś w rodzaju namiotu, osłoniętego podnoszonymi latem grubymi foliami, który przez dwie dekady zasłaniał wyjątkową architekturę Tołłoczko-Różyskiej. Bunkier wyremontowano, ale budynek wciąż pozostanie przesłonięty. Na wiosnę zapowiedziano otwarcie „przeszklonego pawilonu” Bunkier Café. Na razie kryta blachą falistą konstrukcja przypomina ogromną wiatę przystankową. 

Galeria przedstawia bunkrową kawiarnię jako ważną krakowską „instytucję”, bez której miasto cierpi. Zdaniem Potockiej „Bunkier – i jego kawiarnia – jest nieodwracalnie wpisany w osobowość Krakowa”. W filmiku, który wyreżyserowała Potocka z okazji ponownego otwarcia galerii, różni zaproszeni przez nią starsi panowie wciąż do tej kawiarni wracają. Zresztą wystąpili w nim również dwaj prowadzący ją biznesmeni. 

Zgadzam się z Kantorem, że artystyczne rewolucje rodzą się w kawiarniach. Jednak w całym zamieszaniu z konkursem na przebudowę Bunkra za czasów Ziółkowskiej chodziło o to, by fasadę galerii odsłonić. Nawet architekt Wojciech Wicher w nowej książeczce o Bunkrze pisze, że „altana kawiarni «zepchnęła» znaczeniowo i wizualnie budynek Bunkra na drugi plan”. I jak się okazuje, nic się w tej sprawie nie zmieni.

rzeźby K. M. Bednarskiego – fot. K. PurchalakRzeźba K. M. Bednarskiego dedykowana Marii Jaremie, fot. K. Purchalak

Dar

Te kontrowersje kładą się niestety cieniem na zbiór prac podarowanych przez Starmachów krakowskim instytucjom i obecnie pokazywanych w Bunkrze. Wystawa „Daj mi wszystko” potrwa aż do września, składa się z prac ważnych, często monumentalnych, zajmujących istotne miejsce w dorobku poszczególnych artystów. 

Kolekcja Starmachów odbija oczywiście działalność Starmach Gallery, funkcjonującej od 1989 roku. Andrzej Starmach to przede wszystkim galerzysta, a dopiero potem kolekcjoner. Kolekcjonowanie, co częste w przypadku prowadzących prywatne galerie, było pokłosiem handlu sztuką. To zbiór stricte polski, bliższy Krakowa niż Warszawy czy innych ośrodków. Wybory Starmachów były konserwatywne, typowe dla polskich kolekcjonerów, którzy rozwijali swoje zbiory w latach 90. i nieco później. Dar wyglądałby więc podobnie, gdyby przekazano go przed dwiema dekadami. Nie ma tu też artystów z nurtu sztuki krytycznej czy malarzy z Grupy Ładnie, nie ma żadnych zaskoczeń, żadnych niespodzianek. Jedyni w tym zbiorze artyści debiutujący po 1989 roku to twórczynie współpracujące z Galerią Starmach, jak Marzena Nowak czy Marta Deskur. Zestaw nazwisk pokrywa się z aukcjami „Klasyków nowoczesności”, regularnie organizowanymi przez Desę Unicum, i nie uwzględnia interwencji dokonanych w kanonie polskiej sztuki powojennej w ostatnich latach. 

To jakość i waga podarowanych dzieł czyni ten dar bezprecedensowym. Takie prace w środowisku sztuki nazywa się często „muzealnymi”, bo z powodzeniem odnajdują swe miejsce w muzealnych kolekcjach. Świetnie wypadają zwłaszcza dzieła Magdaleny Abakanowicz z różnych okresów jej twórczości, scenografia Jerzego Nowosielskiego czy prace Deskur. Perełką jest zaś instalacja „Labirynt” Edwarda Krasińskiego, którą przygotował dla Galerii Foksal w 1987 roku. Fenomenalnie wypada sala, w której zestawiono ze sobą Tadeusza Kantora (cykl „Wszystko wisi na włosku”), Mikołaja Smoczyńskiego i Mirosława Bałkę. Niektóre fragmenty wystawy można by przenieść wprost na stałe prezentacje muzealnych kolekcji. 

Część daru przekazaną Muzeum Fotografii w Krakowie, obecnie prezentowaną na piętrze Bunkra, można odczytać jako wskazówkę dla samej obdarowanej instytucji. Stałe wystawy muzeum skupiają się przede wszystkim na technicznej stronie fotografii, po macoszemu traktując fotografię artystyczną czy fotografię jako medium sztuki współczesnej. A wśród prac przekazanych przez Starmachów znalazły się takie, które fotografię znakomicie problematyzują, chociażby Mikołaja Smoczyńskiego. Szkoda, że nie wszystkie dzieła zainstalowano zgodnie z oryginalnymi intencjami artystów, jak choćby cykl „Nowe Jeruzalem” Marty Deskur. 

„Daj mi wszystko”, Bunkier Sztuki, fot. R. Sosin

Bezwstyd

We wspomnianym filmiku, szeroko obśmianym w mediach społecznościowych, Potocka mówi, że nie ma co przesadzać za skromnością. Różne działania wokół MOCAK-u i Bunkra świadczą raczej o jej przeświadczeniu, że nikt lepiej niż ona by tego nie zrobił. Potocka jest bezwstydnie odporna na krytykę i wszelkie sugestie. 

A już podczas przygotowań do otwarcia MOCAK-u wiele lat temu krakowscy artyści domagali się konkursu na stanowisko dyrektora. Obiecał im to prezydent Majchrowski, jednak nigdy tej obietnicy nie spełnił. Co więcej, niedawno tuż przed własnym odejściem i wyborami samorządowymi podpisał z Potocką kontrakt na prowadzenie MOCAK-u przez kolejne siedem lat. 

Podobnie jest z pisaniem instytucjonalnych historii. W wydanej przy okazji ponownego otwarcia galerii książeczce „Bunkier. Architektura i sztuka” całkowicie wytarte zostały konflikty związane z instytucją i kontrowersje wynikające z powrotu Potockiej do kierowania Bunkrem. Niezrealizowanie projektu Koniecznego, który zwyciężył w konkursie architektonicznym, zostaje sprowadzone do stwierdzenia, że architekt nie podpisał umowy, jakby zrobił to z kaprysu. Nie dowiemy się o protestach przeciwko pomysłowi połączenia Bunkra z MOCAK-iem i przeciwko objęciu funkcji dyrektora Bunkra przez Potocką. 

W ostatnich latach odklejenie Potockiej od głównych nurtów kultury wydaje się nasilać. Dawało o sobie znać nie tylko kuriozalnym programem MOCAK-u, niereformowalnymi podpisami pod dziełami, wciąż stanowiącymi przedmiot internetowych żartów, czy niekończącym się cyklem wystaw „… w sztuce”. O Potockiej stało się też głośno za sprawą książki „Kobieta postfeministyczna. Dyktatura kobiet”, w której przeprowadziła atak na współczesny feminizm i ruch #metoo. Pozytywy tej publikacji dostrzegła jedynie Anda Rottenberg, w tekście laurce na łamach „Vogue’a”, uznając analizę Potockiej za „zdroworozsądkową”. Na razie wydawnictwo Austeria, które publikuje książki Potockiej, otworzyło księgarnię na antresoli Bunkra.

„Daj mi wszystko”,  Bunkier Sztuki, fot. R. Sosin

Silent disco

W normalnej sytuacji dar Andrzeja i Teresy Starmachów dla krakowskich muzeów byłby powszechnie celebrowany. W krakowskich instytucjach, nad którymi sprawuje pieczę Potocka, ugrzązł jednak w nepotystycznym, patriarchalnym smrodku. Wystawa „Daj mi wszystko” wpisała się w patologiczną sytuację, podkreśla bowiem dalsze symboliczne powiązanie Bunkra i MOCAK-u. Wszak Bunkier nie jest beneficjentem tego daru. 

Drugim łącznikiem obu instytucji jest nowa dyrektorka Delfina Jałowik. Mimo deklaracji niezależności jej dotychczasowe doświadczenie nie wróży dobrze Bunkrowi. Często pracowała w kuratorskim teamie z Potocką. O efektach takiej współpracy można się było przekonać jeszcze niedawno w MOCAK-u na przygotowanej przez ten kuratorski duet wystawie „Malarstwo. Złote medium sztuki”. Zgodnie z często stosowaną metodą Potockiej obrazy zostały sprowadzone do parteru według kilku upupiających kategorii. Podobnie została w Bunkrze potraktowana praca Jadwigi Sawickiej. Wieloznaczny tekst z jej obrazu „Daj mi wszystko” został zamieniony w żart, którym Potocka puszcza oko w kierunku donatora. Skoro już tyle mi dałeś, zdaje się mówić, to teraz „daj mi wszystko”. 

Jałowik firmowała różne wątpliwe przedsięwzięcia MOCAK-u i towarzyszyła przejęciu Bunkra przez Potocką, by ostatecznie zostać jego dyrektorką. W swoim ogólnikowym programie skupia się zaś głównie na publiczności. To powtórzenie mantry samej Potockiej. W mocakowym wydaniu ukłon w stronę publiczności polegał niestety na spłaszczaniu sztuki, jej objaśnianie – na przykrych, komicznych podpisach. Jak inaczej może wyglądać budowanie relacji z publicznością, pokazuje dziś na przykład galeria Labirynt w Lublinie, której program oparty jest na autentycznym zaangażowaniu.

Jałowik jako spadkobierczyni Potockiej nie ma legitymacji środowiskowej, a kieruje galerią miejską, która – zwłaszcza w Krakowie – powinna być bliska artystom. By taką legitymację uzyskać, nowa dyrektorka musiałaby się w pierwszym rzędzie odciąć od Potockiej i jej wstecznych poglądów, a zwłaszcza sposobu jej wpływania na politykę kulturalną miasta. Propozycją Jałowik jest na razie impreza silent disco.