Słyszysz i czujesz

7 minut czytania

/ Sztuka

Słyszysz i czujesz

Karol Sienkiewicz

W Fundacji Galerii Foksal Sergei Tcherepnin inauguruje elektroniczny koncert. Wcielając się w postać grajka z niemieckiej legendy, sugeruje, że dźwięki mogą nad nami zapanować

Jeszcze 2 minuty czytania

W twórczości Sergeia Tcherepnina od kilku lat pojawia się postać Flecisty z Hameln. To dwuznaczny bohater. W podaniu ludowym spisanym przez braci Grimm wynajęty przez mieszkańców Hameln szczurołap miał wyzwolić ich od plagi szczurów. Grając na magicznym flecie, zaczarował gryzonie, wyprowadził je poza miejskie mury i utopił w rzece. Gdy jednak odmówiono mu obiecanej zapłaty, zemścił się za pomocą tego samego instrumentu. Używając dźwięków słyszalnych tylko przez dzieci, zwabił je do jaskini, skąd nigdy nie wróciły.

Legenda stała się metaforą muzyki jako ambiwalentnej, perswazyjnej siły, którą można wykorzystać w dobrej lub złej wierze. W wydaniu Tcherepnina Flecista z Hameln zyskuje jednak dodatkowy, queerowy akcent. Według legendy grajek miał nosić kolorowy strój. Tcherepnin, nakładając krótką kwiecistą sukienkę, siatkowe rajstopy o dużych diamentowych okach i filuterne nakrycie głowy, czyni z niego postać trochę bajkową, a trochę – niezdecydowaną genderowo. Artysta, wysoki i szczupły, przebrany, ale bosy, przypomina fauna albo włóczęgę. Jako taki delikatny i frywolny bohater pojawia się na fotografiach i filmach wideo.

Tcherepnin z wykształcenia jest kompozytorem i do galerii sztuki zawitał jako autor instalacji dźwiękowych (w Polsce podobną ścieżkę przeszła Anna Zaradny). Muzyka jest tu na pierwszym miejscu. Dźwięki trudniej opisać kategoriami genderowymi, chociaż Tcherepnin podejmował i takie próby. Wskazując na rozbieżność między skrajnie subiektywnym, chociaż zarazem determinowanym kulturowo odbiorem muzyki oraz zazwyczaj obiektywizującym językiem jej opisu, mówił o „queerowym słuchaniu” oraz „queerowym dźwięku”. Stąd wzięła się sama postać Flecisty. W sztuce Tcherepnina już nie tylko flet, ale każda rzecz, każdy obiekt może stać się instrumentem i – potencjalnie – uwieść, omamić.

Flecista

Sergei Tcherepnin, „Vice Versa Cave”, Fundacja Galerii Foksal, Warszawa, do 26 czerwca 2015.

W Fundacji Galerii Foksal ze ścian, z podłogi, z framugi okna wystają metalowe języki. Miedź i mosiądz błyszczą i falują. Języki są nienaturalnie długie. Wokół wiszą też spore tkaniny z dodanymi metalowymi elementami. Na podłodze, obok języków, znalazły się dwie metalowe prostokątne blachy.

Na tkaninach i metalowych elementach pojawiają się większe i mniejsze zdjęcia z Flecistą. Niewielkie ekrany oparte o ścianę ukazują artystę w tej samej roli na filmach nagranych w Brazylii. A to nieco komicznie ucieka od chmary psów, a to przechadza się wśród filarów akweduktu w Rio de Janeiro, a to spaceruje po plaży. Oczywiście z nieodzownym fletem. Flecista pojawia się też we wnętrzu jaskini – wystawa nieprzypadkowo nosi zresztą tytuł „Vice Versa Cave”. Skalne środowisko sugeruje też udający kamień obiekt, który równie dobrze mógłby służyć za siedzisko.

Nie zobaczycie tego na zdjęciach, więc albo uwierzycie mi na słowo, albo sami wybierzecie się do galerii – ale razem te wszystkie elementy tworzą kameralną elektroniczną orkiestrę. Z różnych punktów galerii dochodzą dźwięki, widzów otaczają bzyczenia, brzęczenia, świergoty, elektroniczne wibracje. Widz znajduje się w środku niekończącego się, przestrzennego utworu.

Instrumenty

Bo Tcherepnin to przede wszystkim muzyk i kompozytor, do tego z rodziny z tradycjami. Jego pradziadek dyrygował u Diagilewa, dziadek zapisał się na kartach encyklopedii jako awangardowy kompozytor, wujek – zbudował nazwany od swego imienia syntezator. Sergei tworzy zaś obiekty dźwiękowe, często manipulowane przez widzów. W taki instrument zamienił kiedyś ławkę z nowojorskiego metra, a nawet ludzkie ciało.

Między pracami na wystawie rozciągają się kable – w końcu wszystko musi być podłączone do prądu i odtwarzaczy mp3. Króluje więc elektronika, ale obiekty-instrumenty częściowo działają na zasadzie analogowej. Do ich budowy Tcherepnin wykorzystuje przetworniki, które w kontakcie z metalowymi płaszczyznami wprawiają je w wibracje. Nie są to głośne dźwięki, trzeba się raczej w nie wsłuchać, a w kolejnym kroku – nauczyć się je wydobywać. Łatwo zepsuć wrażenie niewprawnym gestem. Dlatego dobrze być na wystawie samemu albo w towarzystwie kogoś, z kim potrafimy wejść w dialog. Interakcja z obiektami Tcherepnina ma dosyć intymny charakter.

Po nałożeniu specjalnych rękawiczek można zacząć zabawę. Gdy podnosisz i delikatnie zaginasz metalowe blachy, dźwięk zdaje się podążać za twoim ruchem, wyginać się. W podobny sposób można manipulować językami. Gdy zaś przyciskasz blaszki doczepione do tkanin na ścianach, też zamieniasz je w minigłośniki, pozwalając ukrytemu w nich potencjalnemu dźwiękowi wydobyć się. Jakby dźwięk był cały czas obecny, chociaż nie zawsze słyszalny (jak w legendzie o Fleciście z Hameln). Do tego blaszki wibrują pod opuszkami palców. Słyszysz i czujesz, słyszysz i widzisz jednocześnie. Całość działa wprawdzie samoczynnie, ale w bezpośrednim kontakcie zyskuje nowy wymiar.

Sergei Tcherepnin, Vice Versa Cave, Fundacja Galerii Foksal

Sala koncertowa

Tłem dla tego koncertu jest sala wystawowa świeżo wyremontowanej siedziby Fundacji. Szwajcarski architekt, Roger Diener, zastąpił modernistyczną, kurtynową fasadę jej reinterpretacją, szkło zastąpił betonem – budynek stracił swą dawną lekkość. Nowa minimalistyczna bryła opiera się na grze między tym, co wklęsłe, i tym, co wypukłe, może nawet przypominać rzeźbiarskie odlewy Rachel Whiteread. Budynek zyskał też nową przestrzeń – Diener wyciągnął klatkę schodową o jedną kondygnację, zamieniając dach w taras. Tcherepnin umieścił tu jeden z języków, tyle że niemy.

Niektórych przebudowa dawnego pawilonu zbulwersowała. Była nawet mowa o szwajcarskim czołgu rozjeżdżającym warszawski delikatny modernizm, spór toczył się między zwolennikami funkcjonalności oraz tymi ubolewającymi nad utratą pierwotnej modernistycznej formy. Tymczasem Fundacja koronuje tym remontem swoją niekwestionowaną pozycję i sukces, także finansowy. To jedyna prywatna instytucja sztuki w Warszawie, którą stać na własny budynek, do tego szwajcarskiej, wciąż rzadkiej u nas jakości, a także – dodajmy – sfinansowany z pieniędzy ze sprzedaży dzieł sztuki. Wewnątrz powstały jedne z najatrakcyjniejszych przestrzeni wystawowych w Warszawie. Nowa siedziba zobowiązuje, tymczasem nadal jest tu pustawo, jakby wciąż celebrowano sam budynek. Z klatki schodowej znikł niesubordynowany szczebelek, dzieło Moniki Sosnowskiej, który zaburzał dyscyplinę architektury. Ograniczona do jednej kondygnacji wystawa Tcherepnina na pewno bardziej pasuje do tego wnętrza niż zbudowane głównie z odpadków rzeźby Althamera i jego przyjaciół artystów, które pokazano podczas inauguracji budynku.

Instalacje Tcherepnina to sztuka wyrafinowana i subtelna, niepozbawiona humoru, ale zarazem aseptyczna, wymagająca od widza odcięcia się od rzeczywistości – może aż za bardzo. Nowa siedziba Fundacji Galerii Foksal staje się rodzajem kapsuły. Nawet wchodząc do budynku, można odnieść wrażenie wkraczania do nieco innej, szaro-czystej, jakby usztywnionej rzeczywistości. Do czasu gdy wdrapiemy się na taras, gdzie metalowy język Tcherepnina musi konkurować z wiosennym słońcem. Tu dźwięki magicznego fletu tracą swą moc, otaczają nas odgłosy miasta, swojskie zapachy i widoki.