Odsłonięte okna
Bunkier Sztuki, 1 p., l. 60.

15 minut czytania

/ Sztuka

Odsłonięte okna

Karol Sienkiewicz

Krakowski Bunkier Sztuki nowe otwarcie zaczyna od przyjrzenia się sobie jako instytucji, w jej historycznym i materialnym wymiarze. Punktem wyjścia jest rozpad

Jeszcze 4 minuty czytania

Wprawdzie okrągłą rocznicę otwarcia budynku Bunkra Sztuki obchodzono w poprzednim roku, jednak to teraz pojawia się wystawa, która mogłaby uchodzić za jubileuszową – „Z mojego okna widać wszystkie kopce”. Opowiada o historii budynku i przygląda się galerii, jej historii oraz instytucji sztuki jako takiej, jej funkcjom i uwikłaniom. Jesienią 2014 roku konkurs wyłonił nową dyrektorkę Bunkra Sztuki, Magdalenę Ziółkowską, wcześniej kuratorkę Muzeum Sztuki w Łodzi. Po roku od przeprowadzki do Krakowa razem z zespołem kuratorów proponuje nowe otwarcie. Z tej okazji do Bunkra przybył nietypowy prezent od prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego – fajka wodna. Przytyk do nazwiska młodej dyrektorki?

Bunkier Sztuki nie bez kozery został ochrzczony bunkrem. To rzadki przykład brutalizmu w polskiej architekturze, ciężka bryła osiadła na Plantach tuż przy placu Szczepańskim, właściwie w samym sercu miasta, z fikuśnym wejściem-serpentyną. Trochę od krakowskiej Starówki odstaje, ale jednocześnie intryguje. Niestety fasadę z betonu i kamienia od lat zasłania namiot, nieco stylizowany (kiedyś nazywano go „przeszkloną oranżerią”), ale przez to tym bardziej niepasujący do budynku. Mieści się tu popularna kawiarnia.

„Z mojego okna widać wszystkie kopce”

Kuratorzy: Anna Bargiel, Paulina Hyła, Magdalena Kownacka, Lidia Krawczyk, Anna Lebensztejn, Kinga Olesiejuk, Aneta Rostkowska, Krzysztof Siatka, Karolina Vyšata, Magdalena Ziółkowska, Bunkier Sztuki, Kraków, do 8 maja 2016

Bunkier to niemal tysiąc metrów kwadratowych przestrzeni wystawowej na trzech poziomach. Budynek zaprojektowała na początku lat 60. Krystyna Różyska-Tołłoczko, wówczas młoda architektka, która w bryłę nowoczesnego, modernistycznego Pawilonu Wystawowego, jak wówczas go nazywano, włączyła część zastanej architektury – podmurowania, piwnice i XVIII-wieczny budynek spichlerza. Podobno gdy w latach 90. Pawilon Wystawowy BWA przemianowano na Bunkier Sztuki, architektce było to nie w smak. Ona żadnego bunkra nie projektowała.

Pięćdziesiąt lat to niemało. Dziś budynek domaga się gruntownego remontu, zgodnie z funkcjami, jakie chce pełnić galeria. Zresztą rozbudowę Bunkra planowano już w latach 90. Ziółkowska mówi wręcz: „To prawdziwe wyzwanie prowadzić instytucję w stanie fizycznego rozkładu jej architektury, pracować na tym postępującym rozpadzie i jednocześnie jasno określać swój głos i miejsce”. Najnowsza wystawa jest właśnie taką próbą.

Resztki

„Z mojego okna widać wszystkie kopce” rozpada się na kilka, bardzo luźno powiązanych ze sobą części. Na dzień dobry kuratorzy pytają o ciało widza. Potem zajmują się polityką instytucji – w warstwie edukacyjnej oraz dyskursywnej. W piwnicach można zapoznać się z historią samego budynku. Na piętrze zaś gest odsłonięcia okien owocuje szeregiem abstrakcyjnych prac powstałych z resztek. Równolegle przypomina się o istnieniu w Krakowie neoawangardy w latach 70. To zestaw zróżnicowanych tematów, dla których instytucja jest wspólnym mianownikiem – jako budynek, jako rodzaj sprawowanej władzy, jako spadkobierca spuścizny kilku dekad własnego istnienia.

Ale wciąż – po pierwsze widz. To ważne. Wystawę otwiera zestaw archiwalnych zdjęć przedstawiających gości galerii podczas oglądania sztuki. Niby nic bardziej oczywistego. Przybierają pozy, pochylają się, dostosowują. Jakby sztuka wymuszała na nich określony język ciała. Tuż obok – film Laure Prouvost „It, Heat, Hit” z 2010 roku. W szybkim montażu obrazu, tekstu i dźwięku artystka za pomocą filmu wchodzi w panowanie nad przestrzenią i nad naszymi ciałami. „Jak nie chcesz współpracować, wyjdź”, poucza.

Dalej zetkniemy się z fototapetą z fotosem z filmu „Jowita” Janusza Morgensterna. W filmie jako bohater drugiego planu pojawia się Pawilon Wystawowy i wystawa malarstwa Anna Güntner (goście palą papierosy na wernisażu!). Po wystawie przechadza się zabójczo przystojny Daniel Olbrychski i nie mniej atrakcyjna Barbara Kwiatkowska. Tytuł obecnej wystawy to zresztą cytat z tego filmu, trochę enigmatyczny, ale wiemy przynajmniej, o jakie miasto chodzi. Przywołanie tego filmu to rodzaj gestu.

Na górnym poziomie – inny gest. Zaprojektowany przez Różyską-Tołłoczko rząd okien w salach na piętrze od lat 90. pozostawał zasłonięty. Dzięki temu galeria bardziej przypominała white cube. Dzisiaj okna odsłonięto. Ale trudno to nazwać remontem. Po prostu zerwano cienką ścianę z dykty i gipsu. Z jej resztek na parterze zbudowano prowizoryczne audytorium, a paru artystów stworzyło z nich własne prace. Inni, jak Andris Eglitis, odnoszą się po prostu do kruchej materialności. Ten rozpad jest więc mocno na pokaz. Aczkolwiek naturalne światło, nawet w tym nieładzie, oraz widok na drzewa na Plantach i fryz w Pałacu Sztuki po sąsiedzku tworzą niezwykle kuszącą perspektywę.

1. Architektka Bunkra, Krystyna Tołłoczko-Różyska w holu głównym galerii , lata 60. , autor nieznany, archiwum Bunkra Sztuki.  2. Wejście główne do budynku, lata 60. , fot. D. Zawadzki, archiwum Bunkra Sztuki.  3. Teren wystawowy przed budynkiem, fot. J. Podlecki, lata 60. ,  Archiwum Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. 

Pawilon

Galeria powstała jako jedno z wielu Biur Wystaw Artystycznych rozsianych po całej Polsce, pierwotnie jako Krakowski Oddział Centralnego Biura Wystaw Artystycznych (CBWA) powołany w 1950 roku, a od 1962 roku – już jako BWA. Sam budynek oddano w 1965 roku i tę datę wybrano jako moment powstania galerii.

O Pawilonie Wystawowym opowiada część wystawy w bunkrowych piwnicach. To tekstowo-rysunkowo-fotograficzny kolaż, sięgający wstecz do początku XX wieku, historii drewnianego budynku restauracji Esplanada, a kończący się na dyskusjach o Pawilonie Wystawowym projektu Różyskiej-Tołłoczko, z udziałem samej architektki. Pełno tu rysunków architektonicznych, wycinków prasowych, zdjęć. Na piętrze, już w naturalnym świetle, na podstawie zebranych dokumentów oklejających ścianę można odtworzyć początki BWA w Krakowie. Momentem przełomu jest zaś nagranie aukcji z początku lat 90., prowadzonej przez Andrzeja Starmacha, znanego krakowskiego galerzystę, podczas której sprzedano większość prac gromadzonych w kolekcji Bunkra w czasach PRL-u. Bunkier ponoć nie miał warunków, by się kolekcją opiekować.

Podobnie jak w przypadku innych galerii z byłej sieci BWA, zmiany ustrojowe w Polsce wymusiły reformę tożsamościową. BWA stała się galerią miejską. Ewolucję przypieczętowała zmiana nazwy w 1995 roku. Bunkier w pełni zaistniał jednak na mapie artystycznej Polski pod koniec lat 90., gdy dyrektorem galerii został Jarosław Suchan (obecnie dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi). W tym czasie zresztą na artystów z Krakowa z Grupą Ładnie na czele zwróciły się oczy polskich kuratorów i galerzystów. W 2002 roku stery galerii przejęła Anna Maria Potocka i przez lata to z nią właśnie kojarzyliśmy Bunkier.

Eksperyment

W ostatnich latach na krakowskiej scenie zaszły jednak istotne zmiany. Powstał Mocak, muzeum sztuki współczesnej, którym kieruje właśnie Potocka, a nową atrakcyjną siedzibę zyskała Cricoteka. Kraków, podobnie jak inne duże miasta w Polsce, przeżył zaś exodus młodych twórców, którzy przenieśli się do stolicy. W czasach Suchana czy Potockiej to Bunkier był punktem ciążenia krakowskiego środowiska artystycznego. Potem jego rola malała. Ziółkowska postawiła sobie ambitne zadanie reformy instytucji w nowych warunkach.

Jeszcze podczas trwania konkursu na nowego dyrektora pojawiały się różne koncepcje przyszłości Bunkra. Anda Rottenberg w wypowiedzi dla lokalnego dodatku „Gazety Wyborczej” mówiła: „W moim przekonaniu zadaniem nowej dyrekcji powinno być całkowite przebudowanie charakteru tego miejsca w taki sposób, by przestało służyć prezentacji sztuki. Ze względu na centralne położenie powinno stać się ośrodkiem dyskursu, warsztatów i eksperymentów, a także spotkań dyskusyjnych. W przeciwnym wypadku podzieli los związkowej galerii Pryzmat o nijakim repertuarze”. Jej słowa uznano za kontrowersyjne – bo Bunkier jest jedną z niewielu krakowskich galerii naprawdę bliskich artystom.

Ziółkowska mierzy się z trudną sytuacją. Nie odżegnuje się od wizji Bunkra jako miejsca dyskusji, seminariów, warsztatów, ale nie przestaje prezentować sztuki, także najmłodszego pokolenia twórców – na obecnej wystawie pojawiają się nowe nazwiska z Krakowa: Monika Niwelińska i Mateusz Kula. Bunkier chce odbudować swoją rolę w środowisku. Bo instytucje to za mało. Kraków chyba powoli zaczyna zdawać sobie z tego sprawę.

Trudno jednak przeoczyć fakt, że instytucjonalny krajobraz Krakowa uległ ostatnio zmianie. Ziółkowska mówi: „Znaleźliśmy zrozumienie dla naszej wizji w Urzędzie Miasta. Bo czym ma być Bunkier Sztuki w takim dobrobycie instytucjonalnym? Czym mamy się pośród tych instytucji wyróżniać? Program Bunkra na najbliższe lata to kolejne rozdziały narracji począwszy od historii tego miejsca, poprzez zainteresowanie materialnością, obiektem sztuki, archeologią współczesności, aż po jej projektowanie. Ale pomysł na Bunkier to także śledzenie i swoiste rozbieranie tej instytucji – eksperyment materialny, mam nadzieję – prowadzący do jego realnej i niezbędnej przebudowy. Obecna wystawa rozpoczyna to gestem zerwania ścian zakrywających okna”.

Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, widok wystawy „Z mojego okna widać wszystkie kopce”, fot. Studio FilmLove

Gesty i teksty

Pytanie jednak: z ilu gestów może składać się wystawa? I czy gesty wystawę zastąpią?

Co najmniej połowa wystawy „Z mojego okna widać wszystkie kopce” to teksty – dokumenty, cytaty, przyklejone do ścian i rzadko komentowane. Kopie dokumentów pokryły szczelną tapetą ścianę w części ekspozycji poświęconej edukacji. Na piętrze – dokumenty opisują historię pierwszych lat BWA. Na parterze powstała specjalna przestrzeń, nazywana dla zmyłki Pawilonem Wystawienniczym, służąca jako czytelnia publikacji poświęconych wystawiennictwu i kuratorowaniu wystaw, w której dodatkowo przypomniana została konferencja „Polifonia głosów” zorganizowana przez Adama Budaka w 2002 roku. Ma być tu realizowany „program skierowany do profesjonalistów zainteresowanych strategiami kuratorsko-wystawienniczymi”. 

Sam projekt nowego „Pawilonu” wyglądał lepiej na renderingu, ale podałbym w wątpliwość samą konieczność istnienia takiego miejsca. Tym bardziej że obok na czas wystawy zbudowano tymczasowe audytorium, gdzie wyświetlana jest dokumentacja z innej konferencji – „Future Vocabulary” z BAK (basis voor actuele kunst) w Utrechcie. Samo audytorium tapetują zaś kolejne teksty – pojęcia i definicje zaczerpnięte z Borisa Groysa, książki Stephena Wrighta „W stronę leksykonu użytkowania” i niewydanej jeszcze książki Michaela Portnoya i Dana Foxa. Za tym wszystkim kryje się pytanie, jak język, którym mówi się o sztuce, wpływa na to, co robią artyści.

Rozpad

Mam jednak wrażenie, że gdzieś w trakcie pracy nad wystawą zagubiły się proporcje. Wystawa już po kilku krokach robi się dosyć ciężkostrawna. Wśród pojęć i definicji, które otaczają audytorium można zresztą znaleźć „ezoterroryzm”, czyli poruszanie się w ramach specjalistycznej wiedzy, której większość osób nie rozumie. Ja miałem wrażenie ślizgania się po tematach, zastępowania treści – gestem. Sztuka służy tu bardziej za komentarz do zabiegów kuratorskich i wspomnianych „gestów” – jak praca Anny Zaradny w części poświęconej historii budynku czy instalacja dźwiękowa Katarzyny Krakowiak.

„Z mojego okna widać wszystkie kopce” cierpi też na inną chorobę charakterystyczną dla wielu dzisiejszych wystaw o dużym pierwiastku kuratorskim. Objawia się ona nadmiarem analizy i niedoborem syntezy. Oraz jakąś niemocą decyzyjną. Jak w przysłowiu o sześciu kucharkach. Tu na liście kuratorów znalazło się aż dziesięć osób, w tym cały zespół merytoryczny Bunkra. To też jakiś kolejny gest.

Zabrakło zaś bardziej całościowego spojrzenia, nie tyle na Bunkier, bo ten prześwietlono na wszelkie możliwe sposoby, co na sama wystawę. Może wtedy dałoby się lepiej wyważyć proporcje między obrazem i tekstem, sztuką i dokumentem, historią i teraźniejszością. Rozbicie wystawy powoduje wrażenie gry w klasy. Co chwilę musimy gdzieś przeskoczyć. Tymczasem krakowska neoawangarda to temat na osobną, lepiej opracowaną wystawę. Kwestia edukacji, definicji, wystawiennictwa to pewnie lepszy temat na publikację niż wystawę. A jeśli na wystawę, to po to, by pokazać na przykład to, jak dzisiaj w stronę edukacji skręcają artyści – ten kierunek zaledwie wskazuje skądinąd świetny film Agaty Biskup i Przemysława Czepurko „Muzykanci II”. Kilka wątków zostało zaś przerwanych w pół słowa, jak chociażby ledwie zaznaczony temat ciała widza w przestrzeni galerii.

Jednocześnie pamiętam, jak świetne wystawy potrafi tworzyć obecny zespół Bunkra. Mam tu na myśli przede wszystkim „Minimalne formy realności”, wystawę z minionego lata, opowiadającą o rzeźbie, przestrzeni, materialności i percepcji, niejako zapowiadającą „Z mojego okna widać wszystkie kopce”. Mam więc nadzieję, że to nowe otwarcie w Bunkrze zaowocuje kolejnymi, bardziej dogłębnymi wystawami, a z drugiej strony – seminariami, dyskusjami, publikacjami.

Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, widok wystawy „Z mojego okna widać wszystkie kopce”, fot. Studio FilmLove

Biuro

Instytucje, które wyrosły z dawnej sieci BWA stanowią dziś mało spójną układankę. Obecnie to głównie galerie miejskie, potrafiące być tak daleko od siebie jak Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu i Galeria Arsenał w Białymstoku. Poza historią łączy je też działanie wbrew centralizującym tendencjom, jakie obserwujemy w całym środowisku, coraz silniej skupionym w Warszawie. Sama nazwa BWA nie brzmi już dziś tak obciachowo i wiele galerii nadal się nią posługuje. W Warszawie pojawiła się nawet prywatna galeria, która ochrzciła się jako BWA Warszawa. Wrocławskie BWA wydaje magazyn „Biuro”. Organizowane są spotkania kuratorów z galerii tworzących byłą sieć BWA. Kryje się za tym jakaś nostalgia za dawnymi czasami, tonowana tylko przez osoby, które jakoś je pamiętają.

Więcej je jednak różni niż łączy. I bardzo dobrze. W przypadku Bunkra Sztuki też mam wrażenie, że konfrontacja z jego najnowszą historią, po 1989 roku, na obecnej wystawie niemal pominiętą, może okazać się ważniejsza i bardziej produktywna niż ciągłe powracanie do peerelowskiej prehistorii. Na dzisiejszą tożsamość tego miejsca większy wpływ mieli Suchan i Potocka niż urzędnicy CBWA w latach 60. Tymczasem dyrekcja Bunkra liczy na to, że niedługo uda się otworzyć konkurs na przebudowę budynku galerii. Rusza też projekt Widok Publiczny, koordynowany przez Bunkier, który zastąpi krakowski festiwal sztuki w przestrzeni publicznej Art Boom. Magdalena Ziółkowska postawiła przed Bunkrem duże wyzwania. Na razie serwuje jednak gesty, deklaracje. Ja wciąż czekam na wystawę.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons CC-BY-NC-ND.