Szkoła po queerowej stronie lustra

11 minut czytania

/ Sztuka

Szkoła po queerowej stronie lustra

Karol Sienkiewicz

Na wystawie Karola Radziszewskiego w Between Bridges w Berlinie musimy się znowu skonfrontować ze szkołą. Szkoła w jego odsłonie okazuje się oczywiście queerowo wyzwalająca

Jeszcze 3 minuty czytania

Szkoła i queer rzadko idą w parze. Szkoła jest obszarem chronionym i łatwo podlegającym hetero-cis-propagandzie. Ochroną dzieci przed złym wpływem tłumaczą się legislatorzy w niektórych stanach USA, wprowadzający właśnie ustawy zakazujące występów drag i wymierzone w osoby trans. Wszelkie próby dyskusji o LGBT w polskich szkołach też kończą się wysypką. Szkoła ma kształcić patriotów o jasno określonych płciach, wpisujących się w binarne podziały i łączących się w pary na zasadzie przeciwieństw.

Karol Radziszewski – na szczęście – nie bawi się w reformatora szkolnictwa. Nie snuje fantazji na temat tego, jak miałaby wyglądać i działać idealna szkoła przyszłości. Zaproszony przez fotografa Wolfganga Tillmansa do przygotowania wystawy w prowadzonej przez niego berlińskiej przestrzeni wystawienniczej Between Bridges, Radziszewski po prostu wykorzystał szkolną klasę jako strukturę, w której umieszcza swe prace i archiwalia gromadzone w ramach Queer Archive Institute (QAI). Klasa nie jest oczywiście strukturą neutralną. Tworzy nowe konteksty i nawet w przewrotnym, queerowym wydaniu, które proponuje Radziszewski, przywołuje wspomnienia i nie zawsze pozytywne emocje

One Day These Kids…

artysta: Karol Radziszewski, kurator: Viktor Neumann, Between Bridges, Berlin, do 15 kwietnia 2023

W Between Bridges trzeba się skonfrontować nie tylko ze szkołą jako taką, lecz z własnym doświadczeniem szkoły, które dla osób LGBTQ+ rzadko bywa bezpieczne i przyjemne. Odnosi się do tego tytuł wystawy Radziszewskiego „One Day These Kids...”, ukłon w stronę klasyka sztuki gejowskiej – Davida Wojnarowicza.

W szkolnych ławach

Dla ścisłości – klasy są dwie, bo z dwóch sal składa się przestrzeń wystawiennicza Between Bridges. Ale są skomponowane w podobnie bezduszny sposób, który oddaje ich użytkowy charakter. Nie chodzi o to, by się w nich dobrze czuć, lecz by je można było łatwo posprzątać. Żadnych zbędnych sprzętów. 

Ławki przyjechały z Polski, ich autentyczność potwierdzają stalaktytowe narośla gum do żucia wiszące pod blatami. Krzesełka pochodzą ze wschodniej części Berlina. Ale meble świetnie do siebie pasują – szkoły w różnych państwach są jednak do siebie podobne. Do tego prosta czarna tablica i portrety znanych postaci zamknięte w ramkach.

Na pozór nic w tym dziwnego. Ale już drugi rzut okiem wiele wyjaśnia. Ławki zostały przez Radziszewskiego zamalowane i pokryte kolażami. Portrety na ścianie są niezwykle kolorowe i raczej nieznajome. A zamiast papieża nad tablicą wisi Margot z anarchistyczno-queerowego kolektywu Stop Bzdurom.

Exhibition view / Between BridgesExhibition view / Between Bridges

Blaty szkolnych ławek zostały przerobione tak, że każda poświęcona jest innemu bohaterowi lub zjawisku, którymi już wcześniej Radziszewski zajmował się na łamach „DIK Fagazinu” czy w ramach Queer Archive Institute – queerowych badań w różnych krajach Europy Środkowej. Na przykład jedna z ławek poświęcona jest ruchowi Solidarność – obok siebie pojawiają się tutaj Ewa Hołuszko i warszawska bywalczyni Rysia. Na innej Radziszewski namalował polskich królów Bolesława Śmiałego, Władysława III Warneńczyka i Henryka Walezego, przypominając tym samym, że warto przyjrzeć się bliżej także postaciom, które znamy z lekcji historii, ale niektóre aspekty ich życia były w szkole skrupulatnie przemilczane. Jest ławka ukraińska z wywiadem z Tolikiem Belovem, wczesne magazyny z Lublany, zdjęcia z gejowsko-lesbijskiego baru w Pradze Libuše Jarcovjákovej. Nie mogło też oczywiście zabraknąć Ryszarda Kisiela i wydawanego przez niego magazynu „Filo”.

Fryz z portretami na ścianie przedstawia queerowe postacie z historii różnych środkowoeuropejskich krajów. To wariacja na temat polskiego „Pocztu”, który Radziszewski namalował wcześniej, a który dziś znajduje się w kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Poczet środkowoeuropejski, nazwany po prostu „Galerią portretów”, miał swoją premierę na 14. Baltic Triennale w Wilnie w 2021 roku. W Berlinie pokazywany jest tak, jak by był pokazywany w klasie – w formie zwykłych reprodukcji. 

Więcej uwagi wymagają też szkolne tablice. Wielu się na nie zresztą nabrało, uznając je za obiekty przeniesione ze starej szkoły. W rzeczywistości są to jednak obrazy namalowane przez Radziszewskiego na płótnie. Do złudzenia przypominające dawnego typu czarne tablice ze śladami po gąbce. Na jednej z nich widzimy napis „Hiacynt”, odnoszący się do homofobicznej akcji Milicji Obywatelskiej w latach 80. w Polsce. Na drugiej Radziszewski wymalował trzy znaki oznaczające trzech „odmieńców” z głośnej książki Marii Janion sprzed lat: Jeana Geneta, Jeana Cocteau, Georges’a Batailles’a. To właśnie Janion patronuje zresztą dolnej klasie i patrzy na nas z malarskiego portretu. Obok niej wiszą zaś inni nauczyciele – Krzysztof Jung, polski artysta i gej, który w latach 90. uczył w jednym z warszawskich liceów, oraz Niemiec Paul Hoecker, przedstawiciel monachijskiej secesji, zwolniony z tamtejszej Akademii w 1897 roku, po skandalu wywołanym informacją, że do jednej z jego Madonn pozowała męska prostytutka.

Exhibition view / Between Bridges

Szkoła à rebours

Można przypuszczać, że berlińscy odbiorcy wystawy mogą ją nie do końca zrozumieć, ekspozycja pełna jest poloników. Polacy z kolei nie rozpoznają na portretach bohaterów z krajów ościennych. Nie tylko nie znamy własnej queerowej przeszłości, ale nie wiemy też zbyt wiele o sobie nawzajem. Niezależnie od kraju pochodzenia każdy ma więc tu jakąś lekcję do odrobienia.

Ale jest też rodzaj wspólnego doświadczenia, które każdy wnosi tu ze sobą. Dla wielu szkoła była pierwszym doświadczeniem buntu. Poza dyscypliną wypełniały ją ciche gesty oporu – od gum przyklejanych pod blatem, przez pisanie po ławkach, po wiadomości zostawiane czasem biało na czarnym na szkolnej tablicy. Do takich gestów odwołuje się na swojej wystawie Radziszewski, chociażby malując po blatach ławek. Dzisiaj te szkolne gesty oporu bywają już otwarcie queerowe, a queer do szkół wnoszą sami uczniowie. 

Cała wystawa Radziszewskiego to szkoła à rebours. Artysta nie tylko pomazał ławki czy podmienił portrety wiszące na ścianie, ale zaingerował też w szkolny program. Co dwa tygodnie w weekendy jego szkoła ożywa, goście zasiadają w ławkach i mogą wysłuchać – często z piwem w dłoni – wykładów i dyskusji queerowych artystów i aktywistów z różnych krajów środkowoeuropejskich. Lista zaproszonych gości ukazuje sieć środkowoeuropejskich kontaktów Radziszewskiego. Between Bridges odwiedzili już z wykładami, pokazami czy performansami m.in. queerowi klasycy tworzący jeszcze w czasach funkcjonowania żelaznej kurtyny, jak Kisiel i Jarcovjáková, ale też młodzi artyści, jak Liliana Zeic z Polski czy Jaanus Samma z Estonii. Listę queerowych nauczycieli zamykają zaś artyści z Ukrainy, Anatoly Belov i Anton Shebetko.

Exhibition view / Between Bridges

Archiwalne profanacje

Radziszewski po raz kolejny udowadnia potencjał queerowego archiwum. Rozwijane przez artystę od dekady, stało się rezerwuarem motywów i historii, którymi sprawnie żongluje. Może z niego wyciągać poszczególne elementy i tworzyć z nich nowe całości. Niektórzy bohaterowie, jak postacie z „Galerii portretów”, powracają na różnych wystawach w nowych kontekstach. Dlatego jego wystawy mogą wydawać się znajome. W Between Bridges udało mu się znaleźć świetną formułę dla kolejnego ożywienia tych materiałów. Szkolna klasa w jego wydaniu jest i edukacyjna, i przewrotna. Można się tu czegoś nauczyć, ale queerowe historie nie tracą swego ostrza, bo wciąż pozostają do szkoły w kontrze. Odwiedzając wystawę, czujemy się, jakbyśmy znowu szkołę profanowali. I jest to ożywcze. 

Za żelazną kurtyną

Działalność QAI i Radziszewskiego oraz tematy podejmowane przez wydawane przez niego od 2005 roku nieregularne pismo „DIK Fagazine” dotyczą głównie Europy Środkowej. Dlatego wystawa w Between Bridges nie tylko przestawia tory nauczania historii i kultury z heterotorów na tory queerowe. Okazuje się, że nasza wiedza na temat queerstorii jest również bardzo zachodniocentryczna. Możemy świetnie znać queerową historię Wielkiej Brytanii czy Ameryki – odwołanie w tytule wystawy Radziszewskiego będzie oczywiste dla każdego zainteresowanego queerową sztuką, ale nie znamy queerowych historii krajów ościennych. 

Znamy Wojnarowicza, nie znamy Toyena, niebinarnego czeskiego malarza. Już poznaliśmy queerową przeszłość Szymanowskiego (jego opery „Harnasie” dotyczyła ostatnia warszawska wystawa Radziszewskiego), nie znamy Clary Haskil, rumuńskiej kompozytorki aktywnej w paryskich kręgach lesbijskich pierwszej połowy XX wieku. Znamy Geneta, Cocteau, Batailles’a, jednak musimy googlować, kim byli ich odpowiednicy i odpowiedniczki z Węgier, Słowenii czy Ukrainy. To wciąż lekcja do odrobienia. 

Ale też historie, na których zasadza się „Galeria portretów”, są często marginalne, oparte na plotkach, niedomówieniach. Wśród losów osób queerowych mieszkających w Związku Radzieckim wiele jest opowieści o bezpośrednich prześladowaniach. Do więzienia trafiał armeński filmowiec Siergiej Paradżanow. Białoruski mistrz szachowy Jewgienij Ruban był pozbawiony tytułów i skazany za stosunek homoseksualny w miejscu publicznym. Być może niektórym z nich Radziszewski przyjrzy się bliżej w przyszłości.  

Exhibition view / Between BridgesExhibition view / Between Bridges

Queerowe dzieci

Tytuł wystawy „One Day These Kids…” nawiązuje do głośnej pracy Davida Wojnarowicza z 1990 roku, w której jego fotografię z dzieciństwa otaczał tekst zaczynający się od słów „One Day This Kid…”. Wojnarowicz opowiadał o prześladowaniach, o homofobicznej przemocy, której doświadczał jako nastolatek i osoba dorosła. Przeżycia Wojnarowicza były szczególnie trudne (można o nich poczytać w jego prozie), dlatego zapożyczenia i iteracje tej pracy mogą uchodzić za nadużycie. Aczkolwiek w przypadku Radziszewskiego chodzi o wskazanie szerszego problemu – dziecięcych doświadczeń osób queer. 

Odniesienie do Wojnarowicza i zamienienie liczby pojedynczej na mnogą wskazuje na homofobiczny charakter instytucji szkoły, zwłaszcza w Polsce. Artysta odwołuje się tu najwyraźniej do własnych przeżyć, chociaż o nich bezpośrednio nie opowiada. Na klatce schodowej, którą przechodzi się z klasy do klasy, umieścił jednak swój autoportret jako księżniczki, przemalowany z własnego dziecięcego rysunku. Taki chłopiec-księżniczka w polskiej szkole lat 80. czy 90., gdy sam Radziszewski był uczniem, nie mógłby się odnaleźć.

Exhibition view / Between Bridges

Berlińską szkołę na opak można więc potraktować jako rodzaj odczarowania, zaproszenie do przerobienia naszych szkolnych doświadczeń, wyobrażenia ich sobie na nowo, w queerowo przekrzywionym zwierciadle.