Najlepsza Polska na świecie
J. Modzelewski, Zabijanie świni

11 minut czytania

/ Sztuka

Najlepsza Polska na świecie

Karol Sienkiewicz

Otwarta w 2017 roku wystawa „#dziedzictwo” w Muzeum Narodowym w Krakowie zapowiada, co nas czeka w rocznicowym roku 2018 – konserwatywne laurki w niby-nowoczesnym przebraniu

Jeszcze 3 minuty czytania

Wkroczyliśmy w jubileuszowy rok. Gdyby nadal trwały rządy Platformy, pewnie złoci ludzie wybraliby się do jakiegoś centrum świata, by opowiedzieć o tym, jak fajnie jest na polskiej zielonej wyspie. Obecna władza raczej nie będzie świętowała setnej rocznicy odzyskania niepodległości w Brukseli.

Boję się tego rocznicowego roku i co z niego wyniknie. Ale mieliśmy już mały przedsmak rocznicy. Tak można odczytywać wystawę „#dziedzictwo” w Muzeum Narodowym w Krakowie, która zajęła sale głównego gmachu na całą jesień.

To przedsięwzięcie monumentalne. Jego kurator, Andrzej Szczerski, jako wzór przyjął legendarną wystawę „Polaków portret własny”. W 1979 roku Marek Rostworowski, ówczesny dyrektor MNK, miał ambicję opisać polskie społeczeństwo. „Polaków portret własny” uważa się za jedną z pierwszych kuratorskich wystaw tematycznych w Polsce. Krakowskie „#dziedzictwo” łączy z nią głównie obraz „Polak” namalowany przez Leszka Sobockiego specjalnie na wystawę Rostworowskiego, przedstawiający Jana Pawła II.

Jubileusze

#dziedzictwo

kurator: Andrzej Szczerski, Muzeum Narodowe w Krakowie, do 14 stycznia 2018

W poprzednim roku okrągłą, sto pięćdziesiątą rocznicę istnienia obchodziła Kanada. Za oceanem jest na odwrót: gdyby przy sterach utrzymał się konserwatysta Stephen Harper, być może jednym z elementów obchodów byłaby budowa megalomańskiego pomnika Matki Kanady. Gdy w Ottawie zapanowała era Trudeau, o projekcie zapomniano. Ale jak Kanada długa i szeroka pod hasłem „Canada 150” odbywały się mniejsze i większe rocznicowe wydarzenia.

Jubileuszowe szaleństwo nie ominęło też kanadyjskich galerii i muzeów. A że nie wszyscy mieszkańcy Kanady, przede wszystkim członkowie Pierwszych Narodów (First Nations), tę rocznicę mieli ochotę obchodzić, wiele wystaw i projektów artystycznych dotyczyło właśnie ciemnych kart kanadyjskiej historii – kolonizacji i dyskryminacji Indian. Jednak im większe muzeum, tym wystawy były bardziej skostniałe, co jest regułą na całym świecie. Ale nawet Galeria Narodowa w Ottawie z okazji rocznicy przewiesiła swoje zbiory, dodając ponad sto dzieł Pierwszych Narodów.

W erze ministra Glińskiego Matką Polską stanie się pewnie pomnik katastrofy smoleńskiej. Zaś z Andrzejem Betlejem i Andrzejem Szczerskim u sterów Muzeum Narodowe w Krakowie urasta do rangi muzeum centralnego. „#dziedzictwo”, złożone wyłącznie z dzieł należących do kolekcji muzeum, też ma dowodzić, że to właśnie MNK jest depozytariuszem narodowych skarbów, tak jak królowie są pochowani na Wawelu. To MNK ma decydować o polskiej tożsamości.

Wydaje się, że nieprzypadkowo na MNK spływają też łaski ministra, także w postaci konkretnych kwot – Gliński otworzył ministerialną kiesę, wykupując dla muzeum kolekcję Czartoryskich ze słynnym obrazem Leonarda oraz modernistyczny budynek hotelu Cracovia. Muzeum zaś organizuje wystawy ku pokrzepieniu narodowych serc, jednocześnie próbując zachować wizerunek instytucji nowoczesnej i dobrze międzynarodowo zsieciowanej. To drugie wychodzi na razie słabo, a tegoroczny blockbuster MNK, przywiezione z Brukseli szczątki wystawy „Siła awangardy” („The Power of the Avant-Garde”), okazał się maliną roku.

fot. B. Cyganfot. B. Cygan

Metoda polska

Andrzej Szczerski od dawna dowodzi, że narodowe i nowoczesne idą w parze. W wystawie „#dziedzictwo” o nowoczesności może świadczyć jedynie nieszczęsny hasztag w tytule, znak, że MNK wie, jak działają media społecznościowe. Hasztagi rozlały się po całej ekspozycji. Szczerski uznawał ten hasztag za wyraz „idei otwartej dyskusji na temat tego, co jest naszym dziedzictwem, a także przekonania, że indywidualne głosy stanowią elementy «sztafety pokoleń», wpisując się w proces tworzenia kanonu kultury polskiej”.

Ta otwarta dyskusja o polskim dziedzictwie rzeczywiście miała miejsce, jednak nie w krakowskim Muzeum Narodowym, lecz na wystawie „Dziedzictwo” (już bez hasztagu) zorganizowanej w jeden jesienny wekeend w ramach queerowego festiwalu Pomada w Warszawie. Autorzy wystawy na niewielkiej przestrzeni, za pieniądze zebrane w internecie, pokazali, jak bogate, różnorodne i ciekawe jest polskie queerowe dziedzictwo. Przy okazji, chociaż nie było to ich celem, zagrali na nosie MNK. Pokazali, jak ohasztagowane dziedzictwo jest pełne luk, przeoczeń, jak jest koturnowe i konserwatywne.

Krakowska wystawa, przedsięwzięcie monumentalne i wręcz niemożliwe, w wielu miejscach wygląda jak bank obrazów czy ekran komputera z ikonami jotpegów. Ponad sześćset obiektów – dzieł sztuki i innych artefaktów, ważnych ze względu na ich jakość artystyczną lub znaczenie historyczne – podzielono na działy i poddziały. Wszystkie okraszono oczywiście odpowiednimi hasztagami. Jednak inspiracją do aranżacji wystawy miała być „metoda polska”, przywołana tuż przy wejściu na ekspozycję – metoda mnemotechniczna opracowana w XIX wieku przez Antoniego Jaźwińskiego (#jaźwiński, #mnemotechnika).

Widoki wystawy, fot. B. Cygan

Zabijanie świni

To internetowo-dziewiętnastowieczne podejście do budowania wystawy w kilku miejscach wymagałoby kuratorskiej korekty. Do jednego worka wrzucono tu bowiem na przykład dawne wizerunki ludzkich „typów” (chłopów, mieszczan, różnych narodów zamieszkujących dawną Rzeczpospolitą) i cykl „Moim przyjaciołom Żydom” Władysława Strzemińskiego, powstały w odpowiedzi na Holokaust. Nie dość, że samo podejście „typologiczne” domaga się krytycznego współczesnego komentarza, to niestosowność takiego zestawienia włącza alarmową lampkę.

W innych miejscach zbytnia drobiazgowość hasztagowania owocuje niezamierzonym humorem. Oto bowiem w dziale #potęgasmaku, podzbiorze #mieszkanie znajdziemy obraz z dłuuugim blokiem Ryszarda Woźniaka („Wielki mur dynastii Ts’in czyli nasz dom jednorodzinny”, 1982), chleb w koszyku z Samu z grafiki Leszka Sobockiego oraz połamany parasol z asambalażu Tadeusza Kantora. Pod hasztagiem #zawolnośćnasząiwaszą obok malarskiej wizji zmitologizowanej śmierci księdza Skorupki podczas „cudu nad Wisłą”, tuż nad portretem Kościuszki zawisło zaś „Zabijanie świni” Jarosława Modzelewskiego z 1983 roku, obraz symboliczny dla swoich czasów, ale przedstawiający właśnie zabijanie świni.

Widoki wystawy, fot. B. Cygan

Polacy na Tahiti

Polska tożsamość opisana została czterema kategoriami: geografia, język, obywatele, obyczaj. Nasz kraj ma więc swoje granice, najlepiej do morza do morza, Polacy nie gęsi, swój język mają, trzon ich tożsamości wyznacza katolicyzm (od 966 roku), walczyli „za wolność naszą i waszą” i rozjechali się po wszystkich kontynentach, z Ignacym Domeyką na czele.

Mapa Tahiti, wydana w Paryżu w drugiej połowie XVIII, ma przypominać, że pierwsze obserwatorium astronomiczne w Papeete założył Adam Joachim Kulczycki, a ulicę, przy której pracował, nazwano rue de la Petite Pologne (potem przemianowano ją jednak na ulicę Gauguina).

Ale niedaleko tych map egzotycznych zakątków świata, które są nie tylko polonikami, ale – niezamierzenie – przypominają też o naszych niespełnionych kolonialnych ambicjach, w niewielkiej niszy-kapliczce znalazł się obraz Leszka Sobockiego z mężczyzną w pozie ukrzyżowanego Chrystusa. Bo Polska jest przecież „Chrystusem Narodów”. Cierpimy nie tylko za siebie, ale też za inne narody. Przede wszystkim – tu inny zgrany slogan – Polska to #przedmurzechrześcijaństwa, co jest z kolei wyjątkowo na czasie.

Większym zaskoczeniem będzie fakt, że polskim dziedzictwem są drzeworyty Utagawy Hiroshige, które przywiózł do Polski Feliks Jasieński. Wszystko układa się więc w opowieść, którą najlepiej streszcza obraz „Pątniczka w Rzymie” z 1984 roku. Amerykański artysta polskiego pochodzenia, Joseph Konopka, przedstawił na nim uczestniczkę polonijnej pielgrzymki na kanonizację Maksymiliana Kolbego. Nic dodać, nic ująć.

Widoki wystawy, fot. B. Cygan

Kraj bez stosów

Kilkukrotnie wzdychałem jednak z ulgą. Uff, jest esperanto! Och, wśród arcydzieł polskiego języka znalazł się też tomik Mirona Białoszewskiego! Jest Szymanowski z „Harnasiami”, a więc jakiś łącznik z queerowym „Dziedzictwem”! Łza mi się niemal zakręciła w oku, gdy na XVIII-wiecznej „Carte de la Pologne” jako podlaski patriota odnalazłem moje rodzinne Dolistowo (jako Dolistow).

Te drobiazgi jednak nie pozwalają uznać wystawy za choć odrobinę współczesną, „#dziedzictwo” trąci myszką. I nawet eksponaty bliższe współczesności wyglądają na starsze niż są. Najsłabiej wypada zaś sala, w której pokazano sztukę współczesną, w tym prace zamówione u artystów specjalnie na wystawę, na przykład logotyp łączący literkę d i hasztag, zaprojektowany przez Petera Javoríka. 

W tego rodzaju przedsięwzięciach zazwyczaj to, czego nie ma, jest ciekawsze od tego, co jest. Wystawa skrzętnie pomija trudne momenty najnowszej polskiej historii. Polska to po prostu #krajbezstosów, i tu dyskusja się zamyka. Znajdziemy tu romantyczne resentymenty rodem z lat osiemdziesiątych Leszka Sobockiego, ale nie znajdziemy Sasnala. W ikonostrefie w muzealnym holu, w której zebrano znane obrazy z polskiej historii, kadry z filmów i parę cytatów, zabrakło nawet – co zauważyli sami widzowie – Lecha Wałęsy. Mówiąc krótko, dziedzictwo to bardzo wybiórcze. Szerokim łukiem Szczerski ominął lata PRL-u, ale też III RP. Lata osiemdziesiąte opisane są przez walkę z wrogiem – Związkiem Radzieckim i komunistami, ale już nie przez „Solidarność”. Zostały nam tylko powstania. I zrobione na wystawie selfie, które powinniśmy otagować #dziedzictwomnk.

Widok wystawy, fot. B. CyganWidok wystawy, fot. B. Cygan

Sto lat

Trafiłem ostatnio na polonijną imprezę zorganizowaną na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (dziedzictwo!) przez polską szkółkę niedzielną w Szanghaju. Dzieci odtańczyły zbójnickiego (w roli ciupagi kij od miotły, serio) oraz odśpiewały goszczącemu w Chinach Jurkowi Owsiakowi „Sto lat” po mandaryńsku. Ten zaś, dziękując, wykrzyczał do mikrofonu, że Polska to najpiękniejszy kraj świata.

Oczywiście, Tahitańczycy mogą podobnie myśleć o Tahiti, wszak bardzo jest tam pięknie, a Mozambijczycy o Mozambiku. Na szczęście będąc polskim czy mozambijskim patriotą, można też być patriotą wszechświata. Czego wszystkim życzę w rocznicowym 2018 roku.