Coś mnie uwiera
http://newrmn.tumblr.com/

Coś mnie uwiera

Karol Sienkiewicz

Wystawie New Roman w BWA Warszawa nie pomaga ani werbalna powściągliwość, ani potok słów. W tym jajku niespodzianki nie ma

Jeszcze 1 minuta czytania

Do Warszawy najpierw przyszła fama przekazywana pocztą pantoflową, która utrwaliła markę, dopiero później pojawił się produkt. New Roman, krakowski kolektyw, szybko zagościł na wystawach poza Krakowem i na stołecznych salonach. Niezbyt udany udział w modowym projekcie Muzeum Sztuki Nowoczesnej ostatniej jesieni można było jeszcze uznać za falstart, sami artyści w wywiadzie udzielonym dwutygodnik.com przerzucają winę na organizatorów. Ale za najnowszą wystawę w BWA Warszawa w pełni biorą odpowiedzialność. I może ładnie, i dobre nastroje dopisują, ale czasami im silniejszy piar, tym większe rozczarowanie.

„SAMOORGANIZACJA, CZĘŚĆ 2: NEW ROMAN”

Wystawa New Roman w galerii BWA Warszawa, w ramach cyklu „Samoorganizacja”, do 13 kwietnia 2013.

Autorskim komentarzem do wystawy jest angielsko-łaciński schemat, objaśniający metodę pracy New Roman. Zgrabny graf wytycza ścieżki między nazwą kolektywu a artefaktem. Punktem wyjścia jest więc poczucie braterstwa, ciekawość i sentyment do tego, co klasyczne. Zanim jednak dojdzie się do wystawy, na artystów czyhają pułapki: z „D.I.Y.” (zrób to sam) blisko do „W.T.F”, z „dźwięków ciszy” łatwo stoczyć się do „czarnej dziury”, a działając na obszarze „pamięci” produkować kolejne „déjà vu”. Na wystawie w BWA doświadczyłem déjà vu, a kilka razy cisnęło mi się na usta „W.T.F”.

widok wystawy / dzięki uprzejmości BWA Warszawa

Piorun w kącie

Metodę New Roman najlepiej opisuje jednak metafora handlowa: import – eksport, czyli cinkciarskie tanio kupić, drogo sprzedać. Artyści sięgają po twórczość innych. Chętnie wykorzystują też przedmioty znalezione, które Kantor zaliczyłby do „realności niższej rangi”, i klecą z nich to i owo.

Wystawa w BWA jest oszczędna. To zaledwie kilka obiektów w dwóch pomieszczeniach. Niektóre przypominają teatralne rekwizyty, ustawione w relacji do siebie, jakby w cichej komitywie. Stelaż starego materaca ze sprężynami pomalowanymi na niebiesko opiera się o ścianę (ironiczne echo słynnej pracy Rachel Whiteread?). Naprzeciwko niewielki obrazek – nie wiadomo, czy znaleziony na pchlim targu, czy namalowany przez artystów – czarna kometa na czerwonym tle. Tuż obok zwój pożółkłego papieru rozwija się efektownie.

Dzięki uprzejmości BWA Warszawa

Na białym piedestale formy z ćwiczeń kompozycji przestrzennej: kula i odpowiadająca jej okrągła dziura w tekturze. Poniżej na podłodze leży pozbawiona kory gałąź. W rogu pomieszczenia pod sufitem interwencja malarska przypominająca szczelinę. Przy wejściu do galerii, pod namalowanym na papierze białym ptakiem – stare drewniane klocki i obowiązkowa gałąź. W kącie złoty piorun.

Nie ma tu nic z Kantorowskiej deski wartej osobnej książki. Ani, niczym William Burroughs, nie jada się tu „kanapek z rzeczywistością”. Jest raczej przypadkowość i wyrachowanie white cube. Tyle że magiczna różdżka zamieniająca wszystko w sztukę zawodzi. Bo na czym polegają tu artystyczne decyzje? Gdzie ująć, gdzie dodać? A kolektywność jedynie sprowadza do wspólnego mianownika. Wszelkie radykalniejsze próby zostają ukrócone. Miało być chudo i jest.

Dzięki uprzejmości BWA Warszawa

Co i jak

Przez lata z żalem powtarzaliśmy, że młodzi polscy artyści, absolwenci akademii, dysponują nikłą wiedzą na temat sztuki, zwłaszcza międzynarodowej, nie mówiąc o funkcjonowaniu w obiegu. Takie twierdzenia możemy już wyrzucić do lamusa. Młodzi artyści wiedzą i dużo widzą. A jeśli nie, mogą się uczyć od New Roman. Czy znajomość mechanizmów i internetowe opatrzenie przynoszą jednak zadowalające rezultaty?

New Roman dobrze wyczuwają, co się może podobać. Świetnie poruszają się zwłaszcza w sentymentalnych klimatach stryszków i piwniczek, z domieszką mody na modernizm. Ale niestety jak ryba w wodzie czują się też w artystycznym i około artystycznym bełkocie. Trochę przypomina to pannę ubierającą się na studniówkę: coś nowego, coś starego, coś pożyczonego, a pod spodem obowiązkowo czerwone majtki. Do tego New Roman są cool. Wiedzą, co się nosi.

Dzięki uprzejmości BWA Warszawa

Albo takie jajko z niespodzianką: coś nowego, coś z czekoladą i coś do zabawy. Tyle że nawet czekoladowe jajka w pewnym momencie przyprawiają o mdłości. I wystawa New Roman, chociaż sprytna i na pewno umiejętnie złożona do kupy, według sprawdzonych galeryjnych prawideł, nie wychyla się ponad przeciętną produkcję z berlińskiej Auguststrasse. W końcu musiało to też przyjść do nas. I coś mnie uwiera w żołądku. Coś? Coś błyszczącego, coś starego i coś narysowanego na ścianie.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.