Czerwone nieba
fot. Marek Krzyżanek

10 minut czytania

/ Sztuka

Czerwone nieba

Karol Sienkiewicz

Ludzi malowała płasko, zwierzęta na jej obrazach nabierają ludzkich cech. Zachęta przypomina twórczość malarki Marii Anto

Jeszcze 3 minuty czytania

Niektórzy pamiętający czasy, gdy nazwisko Marii Anto było jeszcze powszechnie znane, przyszli na otwarcie jej wystawy w Zachęcie z mieszanymi uczuciami. Wiele lat temu jej twórczość odrzucono, o Anto – jak o wielu artystkach – zapomniano. Wystawa w warszawskiej Zachęcie pozwala na nowo zapoznać się z jej malarstwem z lat 60. i 70. poprzedniego wieku i je na nowo ocenić. Dla wielu młodszych bywalców galerii to pierwsza taka okazja.

Moment na to, byśmy sobie o Anto przypomnieli, jest bardzo dobry. Raz, że i w Polsce, i na świecie, coraz liczniejsze są próby przepisywana historii sztuki i feministycznych interwencji z wciąż powracającym pytaniem, zadanym niegdyś przez Lindę Nochlin – dlaczego nie było wielkich kobiet artystek. Dwa, że twórczość współczesnych malarzy, a głównie malarek, może pozwolić na lepsze zrozumienie Anto. Wystarczy sobie przypomnieć niektóre prace obecne na poświęconej motywowi syreny wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie z wiosny tego roku, „Syrena herbem twym zwodnicza”. Znalazły się tam między innymi mroczne prace Aleksandry Waliszewskiej. Jak pokazuje wystawa w Zachęcie, kilka obrazów Marii Anto też mogłoby się tam znaleźć – namalowała kilka syren (a nawet jednego „pana syrenę”) i pewnie dobrze by się czuła w tym towarzystwie. 

Jaguar

Pierwsze skojarzenia są jednak nieco inne. Nie Waliszewska, lecz Celnik Rousseau, Nikifor, Ociepka. Malarstwo Anto, chociaż była wykształconą artystką, dla niewtajemniczonych mogłoby uchodzić za malarstwo naiwne. Na nich się bowiem wzorowała, tam szukała inspiracji. Ostatnio na nowo zainteresowaliśmy się twórczością outsiderów. I tak silna stylizacja, zakorzenienie w twórczości nieprofesjonalnej okazuje się bardzo na czasie.

MARIA ANTO

kurator: Michał Jachuła
współpraca: Katarzyna Kołodziej

Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki
7 listopada 2017 – 4 lutego 2018

Jako malarka Anto była jednak zjawiskiem osobnym. Jeśli jest tu coś „naiwnego”, to pewna malarska swoboda. Na jej obrazie przy fontannie w parku pod Pałacem Kultury obok niej samej (rozpoznamy ją po palecie i pędzlach) pojawia się pijący wodę z fontanny osioł. Gdzie indziej spotkamy anioły, dziewczynę chodzącą na linie zawieszoną wysoko nad pałacowym dziedzińcem, no i całą menażerię ludzko-zwierzęcych stworów. Jeśli ktoś, jak ja, dorastał w latach 80., malarstwo Anto skojarzy mu się z panującym wówczas stylem ilustracji z książek dla dzieci. Wreszcie blisko jej było do surrealizmu, klimatu obrazów Chagalla, literackiego magicznego realizmu. Ale nawet tu pojawiają się niespodzianki. Dlaczego bowiem Anto namalowała przywitanie francuskiej delegacji pod Grobem Nieznanego Żołnierza?

Więcej tu prostszych, malarskich zaskoczeń – na cokole stojącym gdzieś w pejzażu stoi ogromne staroświeckie żelazko na duszę. Po moście przechadza się słoń. Pośrodku peronu na dworcu w niezidentyfikowanym mieście nagle wyrasta ogromny wazon z kwiatami. Zuzanna Janin, artystka i córka Anto, świetnie pamięta ten wazon, stał w ich domu i zachował się do dziś.

Gdy Janin oprowadza mnie po wystawie matki, zaczepia nas uprzejmy strażnik. Korzystając z okazji, pyta: „A z tym jaguarem co się stało?”. „Matka miała dachowanie”. „Przepraszam, że się o samochód pytam, nie o mamusię”. „W złym stanie był samochód. Mamusia przeżyła. Nic bardzo poważnego”. Słynny jaguar pojawia się na obrazach. Na jednym – z głową jelenia przywiązaną do dachu, jakby ktoś właśnie wracał z polowania. Po masce auta spływa świeża krew. Malarka Olga Wolniak wspomina w wywiadzie, że „Anto ze swoim legendarnym jaguarem wyróżniała się znacząco. Była jak gwiazda z zachodnich filmów”. Zuzanna na jaguarze uczyła się prowadzić.

Jaguar w PRL-u? Auto stało się oznaką sukcesu Anto. Bo dziś zapomniana, Anto była artystką uznaną. Już w 1966 roku, zaledwie sześć lat po ukończeniu Akademii, miała wystawę w Zachęcie. Obecna ekspozycja w kilku miejscach do niej nawiązuje. W 1963 roku Ryszard Stanisławski zaprosił ją, by reprezentowała Polskę na biennale w São Paulo. Wkrótce potem rozpoczęła współpracę z mediolańską Galleria Cortina. Zaprzyjaźniła się z pisarzem Dino Buzzatim. Jej obrazy świetnie się sprzedawały. I stąd jaguar. Na zdjęciach z wernisaży w całej Europie widzimy elegancką kobietę. Zazwyczaj z papierosem. Paliła sporty. „Gdyby nie te cholerne sporty, jeszcze by żyła”, kwituje Zuzanna. 

Cebula

Lata 70. były dla Anto złotym okresem. Wystawa nieprzypadkowo się na nich zatrzymuje, pomijając ponad dwie dekady jej późnej twórczości. Tymczasem w latach 80. Anto współtworzyła nurt sztuki niezależnej, przykościelnej. Namalowała cykl obrazów z transparentami spod kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, które pojawiały się tam po śmierci Popiełuszki.

Z czasem jej malarstwo stawało się coraz mniej atrakcyjne. W latach 90., dekadzie zapisanej w polskiej historii sztuki jako okres sztuki krytycznej, o Anto zapomniano zupełnie. Ale zapominanie to proces skomplikowany. O większości artystów operujących w latach 80. romantyczną metaforyką też szybko zapomniano. Kto dziś pamięta o Tadeuszu Borucie?

Na wystawie te historyczno-artystyczne konteksty schodzą na dalszy plan. Starannie dobrany zestaw obrazów, elegancko rozwieszonych w salach Zachęty, konfrontuje nas z malarskim, tajemniczym światem Anto. Podobno po przebudzeniu nagrywała swoje sny. Nawet malowane przez nią portrety wyglądają jakby je sobie przyśniła.

Pewnego klucza do tej twórczości może też dostarczyć biografia artystki, jej dramatyczne doświadczenia z dzieciństwa. Po upadku powstania warszawskiego wraz z matką zostały uratowane przez partyzantów, którzy wyzwolili pociąg wiozący je do obozu. Wojenny dziennik kilkuletniej Anto można zobaczyć w jednej z gablot. Anto zapamiętała, jak partyzanci każdemu głodnemu dziecku dali po kawałku gorzkiej czekolady i po cebuli. Janin wspomina, jaką wielką estymą darzono w jej domu cebulę. Cebula ratuje życie, powtarzała Anto, nie można jej zostawiać na talerzu. Dlatego gdy Janin niedawno wyrzeźbiła matkę jako kilkuletnią dziewczynkę, do portretu dostawiła właśnie cebulę („Dziewczynka z cebulą”).

widok wystawy, Zachęta / fot. Marek Krzyżanek

Na obrazach pojawia się rodzina. „Spacer wieczorem” z 1972 roku ukazuje trzymające się za ręce postaci idące w stronę zachodzącego słońca. Widzimy je od tyłu, ale Janin potrafi wszystkich rozpoznać. Matka ukrywa się za wachlarzem. Uwagę zwracają jednak potworowate drzewa o ogromnych liściach. W innej sali Janin wskazuje na obraz z 1963 roku. „Ta dziewczynka to ja”, mówi. Matka sportretowała ją z jabłkiem w dłoni i królikiem u jej stóp. „Zawsze mówiła do mnie «króliczku», może dlatego”, wyjaśnia. Gdy Zuzanna zaczęła naukę w szkole baletowej, matka często portretowała ją jako dziewczynę chodzącą po linie.

Na wystawie w Zachęcie w 1966 roku był też obraz, na którym Janin pojawia się przebrana w strój karnawałowy – jako motyl. Podobny obraz matka pokazała na biennale w São Paulo. Ponieważ żaden z wystawianych obrazów nie wrócił do Polski, Janin pojechała do Brazylii w jego poszukiwaniu. Tak powstał film „Lost Butterfly”. 

Niebieskooka małpa

Wciąż jednak nie wiadomo, jak to malarstwo traktować. Jeśli byłby to artysta outsider, uchodziłby za genialnego samouka. A to przecież stylizacja. Malarstwo nierówne, ale niezwykle intrygujące, wciągające, tajemnicze. Postacie na jej obrazach są raczej płaskie, chociaż to często portrety konkretnych osób – rodziny i przyjaciół. Rodzina spotyka się przy stole ustawionym gdzieś w pejzażu (ale pod lampą, która wisiała w kuchni ich domu). W sali z portretami na wystawie w Zachęcie kobieta w białej sukni i czarnych rękawiczkach zamienia się w białą sowę i patrzy z obrazu okrągłymi, sowimi oczami.

Zwierzęce motywy opanowują kolejną salę. „Bestiarium” to zdecydowanie najciekawszy moment jej twórczości. A króluje tu „Niebieskooka”, która wyróżnia się na tle całej wystawy. Jakby Anto włożyła w nią szczególnie dużo serca i malarskiego trudu. „Niebieskooka” to małpa. Ma niebieskie oczy i jest zamyślona, smutna, melancholijna. Małpa, ale już nie zwierzę, jakby to też był portret jakiejś konkretnej osoby.

Inne „bestie” są trudniejsze do zidentyfikowana. Jedna jest cała pokryta jesiennymi liśćmi, spod których wystają tylko tajemnicze oczy. Anto chętnie tworzyła też mutanty: kobiety-centaury, ptaki z głową człowieka, sowy grające w teatrze, ptaki ucztujące przy stole. Małpa siedząca na gałęzi jest z kolei zielona. Kobieta z cyklu z wachlarzem z połowy lat 70. ma kilka par rąk jak hinduska bogini.

Ale to bardziej ponura baśń niż słodka bajka. Atmosfera obrazów Anto jest nie tylko tajemnicza, ale też ponura, złowroga. Wszystko dzieje się na tle zachmurzonego nieba. Często nabiera ono czerwonych, płonących barw. Na niebie mogą się czaić wielkookie, czarne stwory.

Dostrzegam, że Anto wielokrotnie podpisywała swe obrazy zwierciadlanym podpisem. Z Zuzanną nie potrafimy rozwiązać tej zagadki. Może sugerowała, że ona sama – malarka, znajdowała się po drugiej stronie płótna, wewnątrz obrazu? Malowała, będąc w środku własnego świata.