Kino-oko
R. Waśko

8 minut czytania

/ Sztuka

Kino-oko

Karol Sienkiewicz

Galeria Arsenał w Białymstoku przypomina postać urodzonego w tym mieście filmowca Dzigi Wiertowa. Czyni to jednak poprzez prace współczesnych polskich artystów

Jeszcze 2 minuty czytania

Na wystawie „Kino-oko” nie spotkamy jej głównego bohatera, Dzigi Wiertowa, czołowego filmowca rosyjskiej awangardy. Urodzony w Białymstoku w żydowskiej rodzinie, podczas I wojny światowej uciekł w głąb Rosji. Tam związał się z awangardowymi artystami i nakręcił szereg eksperymentalnych filmów, w tym głośnego „Człowieka z kamerą” (1929).

Kurator wystawy, Przemysław Strożek, punktem wyjścia uczynił twórczość i teorie Wiertowa, ale ukazuje je przez pryzmat współczesnej polskiej sztuki. Zadaje pytanie, co z myśli rosyjskiego konstruktywizmu przetrwało, jak wpływał na polską sztukę, wreszcie – czy artyści interesują się samym Wiertowem. Obszerna wystawa wypełniająca wnętrza byłej elektrowni pozwala z tej perspektywy na nowo przyjrzeć się pracom, często stosunkowo dobrze znanym.

Miasto

Według Wiertowa kino przyszłości miało być kinem faktów. Odrzucał fabułę i to, co do filmu, wówczas stosunkowo nowego medium, wnosiła literatura czy teatr. Zafascynowany, jak wielu awangardowych artystów, możliwościami techniki, uznawał wyższość kamery filmowej nad ludzkim okiem; mechanicznego oka, jak nazywał kamerę, nad ułomną ludzką fizjologią.

Oczywiście metoda kina-oka miała być już w założeniu komunistyczna, zgodna z zasadami marksizmu materialnego. Wiertow jako komunista i radziecki artysta nie zawsze jest doceniany przez swe rodzinne miasto. Białostocki magistrat zdecydował się usunąć upamiętniającą Wiertowa tablicę z fasady Białostockiego Ośrodka Kultury. Tymczasem dobiega końca obchodzona – z różnymi efektami – rocznica stulecia awangardy (inicjatywa Muzeum Sztuki w Łodzi oraz Muzeów Narodowych w Krakowie i w Warszawie). Wiertow jako białostoczanin i konstruktywista jest tu idealnym bohaterem.

KINO-OKO. WOKÓŁ WIERTOWA I KONSTRUKTYWIZMU

kurator: Przemysław Strożek, Agata Chinowska, Galeria Arsenał, Białystok, do 30 listopada 2017.

Na wystawie ukazującej obecność awangardowej tradycji w polskiej sztuce współczesnej nie mogło zabraknąć łódzkiego Warsztatu Formy Filmowej. Od początku lat 70. skupieni w nim zbuntowani studenci łódzkiej filmówki, podobnie jak Wiertow, odrzucali wiele elementów filmu, które kojarzymy z kinem – aktorów, fabułę, reżysera, związki z literaturą. I jeśli na samej wystawie nie zobaczymy żadnego z filmów Wiertowa, to centralne miejsce zajmą tu prace Warsztatowców, przede wszystkim zaś „Rynek” Józefa Robakowskiego (1970). Zapis kilku godzin ruchliwego fragmentu targowiska Robakowski skondensował do kilku minut.

Fakt, że Wiertow, dokumentalista, skupiał się na życiu miasta, na wystawie podkreśla też dyplomowa etiuda Krzysztofa Kieślowskiego „Z miasta Łodzi” (1968–1969). Obrazy ludzi w fabrykach, domach, podwórkach. Obok wyświetlane jest „Centrum” (1973), krótki film, w którym autor, Kazimierz Bendkowski, wykorzystał różnorodne techniki i efekty filmowe. Dzięki nim Warszawa na jego filmie pulsuje neonami i światłami samochodów; wydaje się bardziej wielkomiejska niż rzeczywiście wówczas była.

1. A. Csörgő    2. Z. Rogalski.   3. i 4. Widoki wystawy, fot. M. Zaniewski

Człowiek – maszyna

W innym miejscu wystawy przypomniana jest też praca „Ćwiczenia na dwie ręce” Robakowskiego z 1976 roku. Robakowski uczynił z dwóch kamer przedłużenie swych rąk, stał się ciało-kamerą. W podobny sposób Piotr Wyrzykowski nakręcił w 1993 roku film „Runner”. U innych artystów kamera uniezależnia się od ciała operatora. Pod stropem hali byłej elektrowni po miniaturowych torach jeździ model kolejki. Kuba Bąkowski umieścił na nim kamery, przekazujące obraz do dwóch monitorów. Takie próby „obiektywnego” zapisu rzeczywistości odnajdziemy też w fotograficznych eksperymentach Attili Csörgő czy Ryszarda Waśki.

Ale wystawa nie ogranicza się do samego medium filmowego. Malarz Zbigniew Rogalski przedstawił „Śmierć partyzanta” jako blaknący widok czubków drzew widziany z perspektywy leżącego człowieka. Obraz ten można potraktować jak kadr. Oko umierającego – jak kamerę czy aparat fotograficzny. To awangardowi fotografowie i operatorzy wprowadzali takie kadry.

Strożek rozszerza więc narrację wystawy o szerzej pojmowane odniesienia do historycznego konstruktywizmu, obecne w dyptyku wideo „Praca / moc” Anny Molskiej, instalacji „Communostalgie” Wyrzykowskiego czy „Wieży Babel” Zbigniewa Gostomskiego, który połączył ze sobą projekt Pomnika III Międzynarodówki Tatlina i pamiętającą czasy Cesarstwa Rzymskiego wieżę z Nimes. Ma się wrażenie, że i Molska, i Wyrzykowski, i Gostomski ironizują na temat utopijnych marzeń awangardzistów.

Szerokie potraktowanie tematu nieco rozmywa założenia wystawy. Wątki z różnych prac zaczynają się powtarzać. Pierwszeństwo biorą poszukiwania formalne, które mogą nawet nużyć.

Kobieta z kamerą

Ten swoisty dystans współczesnych artystów wobec wiary awangardzistów zostaje poddany analizie w projekcie „Entuzjazm” Grupy Budapeszt, w której spotkali się ze sobą artyści i teoretycy – Igor Krenz, Michał Libera i Daniel Muzyczuk. W filmie „Entuzjazm” Wiertowa z 1931 roku pojawiała się idea maszyny sumującej wyrażony liczbowo entuzjazm robotników z Donbasu. Grupa Budapeszt w swym projekcie raczej zadaje pytanie – co się stało z awangardowym entuzjazmem, awangardową wiarą w moc sztuki, której próżno szukać na samej wystawie.

Ale na wystawie pada też inne istotne pytanie. Jak zauważa Aleksandra Czerniawska, nawet z założenia obiektywne kino-oko Wiertowa operowało męskim spojrzeniem. Zarówno w historii kina, jak i kina awangardowego prym wiedli filmowcy, mężczyźni. Czerniawska analizuje ikonografię kobiet z aparatem obecną w kulturze popularnej, nadal będących obiektem męskiego pożądania. Przypomina postacie kobiet-filmowców oraz postać Agnieszki, głównej bohaterki głośnych filmów Andrzeja Wajdy, „Człowieka z żelaza” i „Człowieka z marmuru”. Grana przez Krystynę Jandę Agnieszka wzorowana była na swych dwóch imienniczkach, Agnieszce Osieckiej, poetce i absolwentce łódzkiej filmówki, oraz reżyserce Agnieszce Holland. W przeciwieństwie do Holland, Agnieszka z filmów Wajdy poniosła zawodową porażkę.

Czerniawska, Aleksandra Czerniawska, fot. M. Zaniewski

Czerniawska, która sama kilka lat temu w kontekście Białegostoku przypomniała postać Wiertowa, wciela się w postać fikcyjnej kobiety z kamerą. Proponuje nową ikonę filmowca – kobiety. Odnosząc się do „Człowieka z kamerą”, najsłynniejszego filmu Wiertowa, mówi, że tworzy on „wzorzec osobowy twórcy filmu w postaci ciekawskiego i wszędobylskiego mężczyzny. W moim odczuciu brakuje analogicznego wzorca kobiecego, reżyserki lub operatorki, która byłaby bohaterką porywającego filmu i uprawiała z powodzeniem zawód”. Dlatego Czerniawska daje kamerę do ręki jednej z kobiet pojawiającej się w filmie Wiertowa. „Mężczyzna z kamerą znika gdzieś wraz z rozwianiem się sennych majaków. Kobieta zaś przejmuje kontrolę nad filmem i zaczyna snuć swoją opowieść”. To jeden z niewielu punktów wystawy, gdzie entuzjazm powraca. I pozostawia nadzieję na to, że ciąg dalszy nastąpi.