Pod kontrolą

9 minut czytania

/ Sztuka

Pod kontrolą

Karol Sienkiewicz

„Wolne gesty” Uli Sickle w CSW to jedna z pierwszych wystaw choreograficznych w Polsce. Choreografią rządzi tu jednak tekst literacki

Jeszcze 2 minuty czytania

Dolne sale Zamku Ujazdowskiego pozostają niemal puste. Kanadyjka Ula Sickle umieściła w nich tylko kilka elementów scenografii – maty, proste meble, flagę. Codziennie na kilka godzin sale ożywają za sprawą tancerzy. Widzowie podążają za nimi, wysłuchując ich historii. Bo wystawą rządzi tekst; poszczególne sale przypisane są pięciu autorom z różnych części świata: Polski, Indii, Kanady, Chin i Niemiec. Każdy z nich na prośbę artystki napisał nowe teksty. Tematem są tytułowe „Wolne gesty”.

Sickle to artystka i choreografka. W „Wolnych gestach” po raz pierwszy jednak przenosi się ze sceny do galerii. Reguły sceniczne dostosowała do wymogów sal wystawienniczych. Bo to taniec, rodzaj spektaklu, ale jednocześnie wystawa. Widzowie sami decydują, co i kiedy oglądają.

Już z założenia nie da się tej wystawy obejrzeć w całości jak spektaklu, który rozpoczyna się o określonej godzinie i o określonej godzinie kończy. Tu akcja toczy się w kilku miejscach jednocześnie. W perspektywie długiego korytarza ubrana na czarno kobieta dynamicznie wymachuje czarną flagą. Flaga jest większa niż kobieta. Materiał wykonuje w powietrzu efektowne ósemki. Gdzie indziej tancerz leży na tapczanie w pozie odaliski. W innej sali wpatrzona w sufit tancerka opowiada o zrujnowanym mieście – nagle odwraca się i patrzy ci prosto w oczy.

Jutro cały świat

Ula Sickle, „Wolne gesty”

kuratorka: Agnieszka Sosnowska, CSW Zamek Ujazdowski, do 25 marca 2018

Nie ma w tym jednak przypadkowości. Tancerze utrzymują z tobą kontakt wzrokowy, robi się intymnie, jakby zwierzali ci się ze swoich tajemnic i głębokich przemyśleń. Gdy kończy się jedna opowieść, obok zaczyna się druga. Podążasz za ich głosem. Tancerze pociągają cię za sobą z jednego pomieszczenia do drugiego – wzrokiem, ruchem, gestem. Niepostrzeżenie dyrygują ruchem widzów. Ale wszystko wydaje się dziać naturalnie. Nie wiedzieć kiedy, twój własny ruch po wystawie wydaje się zaplanowanym elementem choreografii. Jak już się w to wejdzie, trudno wyjść.

Przenosimy się w czasie i przestrzeni, z Chin do Indii, z Indii do Polski. Osobiste opowieści, wypełnione detalami, mieszają się z refleksją ogólniejszej natury. Tancerze przechodząc z sali do sali, zmieniają role. Wypowiadane teksty wyrażają nie tylko różne zaplecze kulturowe autorów. Zaproszeni przez Sickle pisarze wybrali też różne formuły opowieści. Każda ma inne natężenie emocjonalne. Przechodząc od sali do sali, wysłuchując kolejnych tancerzy, łatwo się w tym pogubić. Lepiej skupić się na fragmencie.

Tematem są gesty – na ile są naturalne, na ile zapamiętane z przeszłości, na ile wyuczone czy narzucone przez technologię? Co to znaczy podnieść rękę, zastanawia się Jacob Wren. W zależności od kontekstu, taki gest będzie miał inne znaczenie. A nogę? Mi You za pomocą gestów przedstawia życie mieszkańca chińskiej metropolii. W ruch idą chińskie aplikacje na smartfonach. Z chińskiego metra trudno wyjść. Drzwi rozsuwają się – tu tancerz wykonuje odpowiedni gest – ale pasażerowie nie chcą cię przepuścić. Amandeep Sandhu opowiada o dzieciństwie w Pundżabie. Trzeba uruchomić wyobraźnię.

Wolne gesty, fot. B. Górka„Wolne gesty”, fot. B. Górka

Natalia Fiedorczuk-Cieślak opisuje zdjęcia z banku stockowych fotografii i opatruje je komentarzem. Sfotografowane sytuacje mogą się dziać gdziekolwiek na świecie: kobieta chodzi po górach, inna przygląda się swojej liście zakupów w supermarkecie. Przechodząc od zdjęcia do zdjęcia, tancerka wydaje się przesuwać palcem po ekranie tableta. To sceny z biura, z parku, z pubu. Anna Zett zastanawia się nad autentycznością gestów, uczeniu gestów, naśladowaniu, manipulacji. No i są jeszcze gesty nieprzyzwoite.

„Wolne gesty” rozciągają się między intymnością i technologią, przestrzenią wspólną i pamięcią. Sickle wydobywa proste gesty ze sfery niewidzialności. Bo większość z nich jest niewidzialna. Wykonywane bezwiednie, ale czy niewinne?

Uwięzić widza

To opowieść o współczesnym świecie. Gesty nie są na sprzedaż – mówi jeden z autorów – ale, jak na Facebooku, może ktoś gdzieś na naszych gestach zarabia. Może ktoś nam je narzucił. Sickle wykorzystuje ruchy i gesty podpatrzone w rzeczywistości, w teledyskach, internecie. Pokazuje, że ruch ciała jest też elementem kultury, a nawet ekonomii. Jak Sickle posługuje się metodą samplowania, tak my samplujemy, naśladujemy, kontrolujemy własne ruchy.

I na odwrót – to gesty służą naszej kontroli, mogą być odczytywane przez technologie służące nadzorowaniu. W czasie trwania wystawy wybucha skandal związany z wykorzystaniem Facebookowej aplikacji przez firmę Cambridge Analytica. Być może służyła manipulowaniu opiniami milionów Amerykanów. W Chinach, o czym w swym tekście opowiada Mi You, trwają prace nad SCS (Social Credit System), który będzie przyznawał i odejmował punkty w rankingu kredytu społecznego, m.in. na podstawie aktywności internetowej. Punkty będą miały wpływ na przykład na przyznanie kredytu. Jakby świat upodabniał się do serialu „Black Mirror”.

Wolne gesty, fot. B. Górka„Wolne gesty”, fot. B. Górka

Pozostajesz jeszcze ty – widz. Wciągnięty w spektakl, podążający za nim, ostatecznie czujesz się nieco sparaliżowany. Na gesty tancerzy się nie odpowiada. Jesteś raczej przylepiony do ściany, i oglądasz, i słuchasz. W końcu to galeria i spektakl okazują się świetnym narzędziem kontroli. Gdy to sobie uświadamiasz, musisz stąd uciec. Ale same „Wolne gesty” mówią wyraźnie o tym, że uciec od tego nie sposób.

Ze sceny do galerii

Możemy śmiało powiedzieć, że zwrot choreograficzny dotarł już w pełni do polskich galerii. Tancerzy mieliśmy często okazję oglądać w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które ostatnio nawiązało bliską współpracę z Kem-em. W CSW też robi się coraz bardziej performatywnie.

Taniec współczesny zadomowił się w muzeach sztuki współczesnej już dawno, trend szybko też dotarł do Polski. Performans pojawia się w muzeach od lat 60. Obecny zwrot ma jednak inny charakter. Zaciera się granica między teatrem i muzealną instalacją, choreografią i wystawą. Performans nie odbywa się już w mniejszych salkach czy korytarzach. Dostaje główne sale. Kuratorzy ponownie zainteresowali się Yvonne Rainer czy Trishą Brown. Tino Sehgal, którego działania były forpocztą tego trendu, zaczął działać z większym rozmachem. Nawet muzea projektując nowe budynki, zaczęły uwzględniać sztuki performatywne (Tate Modern w Londynie, Whitney Museum w Nowym Jorku). Gdy trend nabiera na sile, coraz częściej pojawia się też pytanie: dlaczego tańczyć w muzeum?

Z jednej strony muzea odpowiadają na bieżące trendy i zapotrzebowanie, a choreografowie i tancerze przyciągają za sobą nową widownię. Z drugiej strony, choreografowie chętnie korzystają z nowych możliwości, jakie dają im instytucje sztuki. Dyskutuje się o kolekcjonowaniu dzieł performatywnych, nie tylko w formie dokumentacji (Tino Sehgal sprzedaje prawa do odtworzenia performansu według ściśle określonej procedury). Za ukoronowanie tego trendu można uznać sukcesy Anne Imhoff – najpierw jej wystawę w Hamburger Bahnhof w Berlinie, a potem nagrodę, którą otrzymała jej performatywna wystawa w Pawilonie Niemiec na ostatnim Biennale w Wenecji.

Wolne gesty, fot. B. Górka„Wolne gesty”, fot. B. Górka

Koleiny

Jeśli miałbym jednak szukać analogii do „Wolnych gestów” Sickle, wskazałbym raczej na twórczość Rumunki Alexandry Pirici. Pirici za pomocą choreografii potrafi opowiadać całkiem skomplikowane historie. W 2013 roku wraz z Manuelem Pelmuşem przygotowała w rumuńskim pawilonie w Wenecji retrospektywę weneckiego biennale. Tancerze odgrywali dzieła sztuki. Na zeszłorocznym Skulpturprojekte w Münsterze stworzyła choreografię odnoszącą się do historii miasta. Często komentuje rzeczywistość za pomocą tańca – w Muzeum Sztuki Nowoczesnej tancerze interpretowali wystawę Andrzeja Wróblewskiego. Ale Pirici mierzy się też z formatem wystawy. Na trwającej właśnie indywidualnej wystawie „Co-natural” w New Museum w Nowym Jorku używa tancerzy, ale też holografii.

Formuła wystawy choreograficznej wciąż podlega negocjacjom. Nie zdążyła się jeszcze spetryfikować. Całkiem niedawno mogliśmy oglądać „performatywne” wystawy przygotowywane przez kuratorkę Joannę Zielińską w Cricotece w Krakowie, a potem – właśnie w warszawskim CSW. Na obu, a zwłaszcza w CSW, rzadko się coś jednak działo, widz zazwyczaj miał do czynienia z samą scenografią. Pod tym względem „Wolne gesty” Uli Sickle to taneczna wystawa bez żadnego cudzysłowu. Kręgosłupem wystawy jest jednak tekst. To on wyznacza strukturę wystawy, choreografii. Taniec stanowi zazwyczaj komentarz do tekstu. Gdyby nie wypowiadane teksty, przypominałoby to często pantomimę.

„Wolne gesty” to kwintesencja całego trendu. Spektakl jest niemal idealnie dopracowany, nie ma tu najmniejszego zgrzytu, ale wszystko – od strojów tancerzy, przez wykonywane gesty, po wykorzystanie tekstu – wydaje się już bardzo dobrze znajome, powtarzalne. Ta wystawa to wręcz przestroga dla innych artystów – widać tu wyraźnie, jak pożenienie tańca i sztuki może łatwo ugrzęznąć w raz wyjeżdżonych koleinach.