Idź, morduj!

Idź, morduj!

D. Kowalkowska/N. Pamuła

Michael C. Hall jako Dexter nie pozwala zasnąć. Serial dopracowany w każdym szczególe. A nas najbardziej interesuje tu pomysł: spojrzenie skierowane na mordercę proobywatelskiego, który, by działać w imię dobra wspólnoty, sam musi się z niej wykluczyć

Jeszcze 3 minuty czytania

- Zagrałabym z nim w kręgle. Albo zostawiła pod opieką dziecko.
- Przecież ty nie masz dziecka.

- Ale on byłby znakomitym materiałem na ojca.
- Materiał na ojca?! Łukasz Orbitowski napisał, że to psychopata. Bestia bez sumienia.
- Jaki psychopata?! Mąż, ojciec, brat, syn, policjant. Żołnierz na służbie Ameryki, król seksu i łez, rudy Dex!

- Seryjny morderca?
- Wzorowy glina wbija w głowę klina.

DVD „Dexter sezon 1”W Miami. W pełnym słońcu. Dexter Morgan, bohater amerykańskiego serialu o tym samym tytule, usuwa brud. W czasie pracy i po pracy, zawsze czujny, zawsze na służbie. Sąsiad mówi, że rzadko bywa w domu. Żona, że spotkała najprzyzwoitszego mężczyznę na ziemi. Chyba jest pokorny. Na pewno stara się nie wyróżniać. Po prostu rozwala gnojów. Pedofilów, morderców, gwałcicieli. Czy to moralne? Pudło. Nie piszemy o seryjnym zabójcy. O rozbitej tożsamości. O walce dobra ze złem. O perwersyjnej zabawie „w chowanego”. Znają Państwo grę w mafię? Pamiętają sytuację, gdy prowadzący mówi: „miasto się budzi”? Pamiętają swoją ulgę, gdy okazywało się, że wyeliminowano członków mafii? Piszemy o takim dniu. Miami się budzi. W nocy stracono kolejnego mordercę. Czy to nie dobra nowina? I komu zawdzięczamy tę przysługę?

Stand beside her and guide her

Mięczaki. Tak musi myśleć o FBI Dexter. O policji stanowej. Sędziach, prokuratorach, detektywach. Mylą się wszyscy na szczeblu federalnym i stanowym. Nieudacznicy. A najważniejsze – wadliwi obywatele. Nie robią wszystkiego, co w ich mocy, po służbie wracają do domów. Śpią, gdy innym dzieje się krzywda. Gubią tropy. Czasem umyślnie. Miguel Prado, prokurator w sądzie w Miami, po pracy morduje swoich oponentów. Zdarza się, że kogoś złapią. Skarzą: na dożywocie, na karę śmierci. Od 1976 roku na Florydzie wykonano ją 60 razy. Dexter – 67 w okresie o wiele krótszym. Podatnicy wydają miliony dolarów na jej przeprowadzenie. Dexter – tyle, co zapłacił za dobry zestaw noży, wiertarek, pił mechanicznych, folii. Floryda cofnęła wyrok śmierci 21 osobom. Dexter pomylił się raz. Może czuć się lepszy. Przejął obowiązki państwa.

„Demokracja jest takim systemem, który umożliwia realizację celów politycznych bez uciekania się do przemocy” – twierdzi prof. Adam Przeworski. Nam się wydaje, że demokracja jest takim systemem, który umożliwia realizację celów politycznych poprzez działania przemocowe bez konieczności angażowania się w nie bezpośrednio. Te wykonują za nią obywatele. Dexter Morgan. Hiperobywatel, samozwańczy organ wykonawczy władzy.

Podstawia nogę. Ubiega policję. Oszukuje. By być społecznym, działa poza prawem. By być silnym, udaje słabeusza. Wie, że na opinię prawdziwego mężczyzny zapracuje pod płaszczykiem pizdusia-plastusia. Służy ojczyźnie i wolności – morduje (także prokuratora Miguela Prado). Jest niewidzialny – pojawia się w miejscu każdej zbrodni. Z szacunku dla państwa depcze jego prawo i wartości. „Dexter” udowadnia, że idee obywatelskie realizują się wbrew możliwościom ich realizacji. Słusznym jest, iż „demokracja to system, w którym rządzący przegrywają wybory”. Ale w świecie zamieszkanym przez Dextera, demokracja jest systemem, w którym to nie rządzący, a hiperobywatele przegrywają najwięcej. Prywatne problemy Dextera, morderstwo jego matki i żony, okazują się być rezultatem słabości rządzących. Państwo nie zapewniło obywatelom dostatecznej ochrony. I ze względu na tę słabość, Dexter nie może zrezygnować z zabijania. Kilkakrotnie próbował, ale zawsze wracał. Bez niego miasto mogłoby się któregoś dnia nie obudzić.

A tata Dextera powiedział

„Kiedy dorosły mężczyzna goni kobietę, by ją zgwałcić, rozwalam gnoja. Taki mam kodeks” (“When a male adult is chasing a female with intent to commit rape I shoot the bastard. That’s my policy”). Mówił stanowczo Harry. Wiedział, że kiedy policja nie domaga, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i prześcignąć organy ścigania. Siedzenie na ławce rezerwowych nic nie da, graj na full, graj na faul. Taka wiedza może ochronić, zwłaszcza w kraju, gdzie z rąk seryjnych zabójców ginie blisko 5 tys. obywateli rocznie. Słowa Brudnego Harry’go powtarza jego kolega po fachu, Morgan senior. Z tą różnicą, że swój alternatywny kodeks woli wypowiadać na ucho adoptowanemu synkowi, Dexterowi. Znalezionemu w kontenerze pełnym krwi, przy pociętej na kawałki matce. „Nie chodzi o zemstę, nie chodzi o odwet, chodzi o coś głębszego”. Nie ma oficera nad tatę Dextera.

„Harry to wspaniały glina. Nauczył mnie myśleć jak on”. Syn też będzie gliną. Idealną do lepienia – stwierdził opiekun, wcześnie rozpoznając u chłopca nadmierną skłonność do przemocy. Diagnozę tę szybko potwierdził kilkuletni Dex, zabijając psa sąsiadów. Bo za głośno szczekał i mamusia nie mogła spać. Czyż nie wykazał maksymalnej troski? Zważywszy na problem, jaki w dzisiejszych czasach stanowi bezsenność.

Harry wcielił się w alchemika. „Możemy zrobić coś, by to spożytkować”. Tak brzmiało pierwsze zaklęcie. Dalej konsekwentnie serwował synowi kompaktowy kurs obsługi policji, a z piaskownicy nie wyciągał sztylecików, strzelby ani innych zabawek. Latami zszywał go jak doktor Frankenstein i głosem boga ojca nakazywał: synu, idź, morduj. David Berkovitz, gdy mordował, też słyszał motywujący głos ojca. Ale ten legendarny seryjny nie miał takiego szczęścia. Nie spotkał proroka. Nie dostąpił łaski naprawiania świata. Recepty, jak przemienić wodę w wino. Nie został wychowany na misjonarza. Na anioła stróża, którego ucieleśnieniem w Ameryce jest policjant. Nie trafił do kościoła pod wezwaniem Harry’go, gdzie klęka się przed Konstytucją i rodziną. A ten poważany przez kolegów i przełożonych detektyw był dla swojej rodziny wzorem postępowania. Nie tylko Dexter, także przyrodnia siostra Debra, wyznają jego kult. On nauczył ich odróżniać dobro od zła, zdefiniował pojęcie „etyki”. Wzorowo się nimi opiekując, także po śmierci żony, wypracował sobie pozycję guru. Przywódcy bez skazy. Przewodnika. Wyroczni. Berkovitz miał pecha. No i cześć – ofiar sześć.

Detektyw Harry to pozorny innowator. O ile samemu pomysłowi wychowania szlachetnego mordercy nie sposób odmówić oryginalności, o tyle jego źródłem pozostaje amerykański konserwatyzm. Idea „pracy na zapleczu” nie wzięła się znikąd. Przez lata kiełkowała w głowie pana władzy, zmuszanego do podtrzymywania mitu o totalnej służbie policyjnej, o ewolucyjnej wręcz wyższości granatowych mundurów nad resztą społeczeństwa. Praca w policji to więcej niż praca. To ciągła pogoń. Być żołnierzem ponad wszystko, na froncie afgańskim i irackim, oto cel. Chłopcy, za Amerykę!

DVD „Dexter sezon 2”Jej się nigdy nie opuszcza. Kraju widm, ziemi wiecznie obecnych ojców Waszyngtona, Adamsa, Jeffersona. Harry nie może opuścić Dextera nawet po śmierci. Dobry patriarcha musi kierować swoim spadkobiercą. Gdyby zniknął, mit omnipotencji policji straciłby swoją moc. Dexter, wypełniając posługę wobec ojca, służy państwu i jego ideom założycielskim. Kolejne morderstwa pozwalają mu podtrzymywać pamięć o Harrym. Podobnie jak nadane własnemu synowi imię „Harrison”. Zabijanie chroni Dextera przed powtórnym osieroceniem. Ofiary, rytuały, kazania wypowiadane nad głowami schwytanych – przywracają obecność Harry’go, nie pozwalając Dexterowi się usamodzielnić. Zaprzestanie byłoby jak akt ojcobójstwa. Dalej, byłoby zamachem na policjanta. Czy można wyobrazić sobie większą perwersję od takiego pragnienia?

Cena demo(n)kracji

50 000 dolarów. Tyle rocznie zarabia przeciętna amerykańska rodzina. 3550000000000000000 dolarów. Tyle w budżecie federalnym zapisał na rok 2010 prezydent Obama. Wystarczy na funkcjonowanie wolnego świata. Wystarczy, by utrzymać na ulicach spokój. I skapnie jeszcze trochę na więzienia. Na przemysł sądowniczy. Na resocjalizację. W przypadku niepowodzenia, nie powinno zabraknąć na prąd. A przy okazji na eksport demokracji, systemu, w którym, jak mówi prof. A. Przeworski, „nauczyliśmy się rozwiązywać konflikty bez przemocy i bez walki”. Powiedziałybyśmy raczej: w którym nauczyliśmy się zarabiać na ukrywanie przemocy. Na uzasadnienie jej, a następnie na wyizolowanie, zamknięcie za więziennymi murami.

Budżet zatwierdzony. Mechanizm poszedł w ruch. Państwo dało to, co ma najlepszego. Jest FBI. Jest CIA. I Wydział do Zabójstw Priorytetowych. I co najważniejsze – jest Dexter. Seryjny morderca. Wróg ludu czy jego przyjaciel? Sprzymierzeniec wolnego rynku? A może produkt uboczny kapitalizmu? W kapitalizmie liczy się rachunek ekonomiczny. Przemoc się opłaca. Przede wszystkim ta szczelnie opakowana w folię, ładnie podpisana: straty uboczne, działania antyterrorystyczne, akcja na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa państwa. Jeśli tylko dany kraj stać na przemoc, a Stany Zjednoczone stać, warto inwestować w przemysł zbrojeniowy, więzienny, służby specjalne, wywiad. Opłaca się więc i seryjny zabójca. Produkt uboczny zmilitaryzowanego społeczeństwa, ale jakże luksusowy. Lukratywny biznes.

Nie brakuje klientów. Seryjny morderca to chodliwy towar. Ma świetną reklamę, nad jego wizerunkiem pracuje sztab profesjonalistów. Wiedzą, który profil wybrać, jakie zdjęcie umieścić na blogu, jak zaprojektować żetony i koszulki z jego podobizną. Jak napisać mistrzowski scenariusz serialu, utkanego w znacznej mierze z prawdziwych biografii, kronik policyjnych. Opanował wszystkie media, rozgościł się w popkulturze, ma swoje ikony i funcluby. Tylko czekać, aż wyskoczy przy śniadaniu z tostera. Prawdziwy – stał się inspiracją artystów. Bohaterem tanich horrorów i kina klasy A. Ted Bundy, Aileen Wuornos, Elżbieta Batory, Ian Brady i Myra Hindley. Zostali oswojeni. Spożytkowani. Jak mroczny instynkt Dextera.

Obywatele z wypiekami na twarzy śledzą najnowsze wyniki poszukiwań, kibicują policjantom, których tak dobrze opłacili. Będzie zysk. Do wieczornego wydania informacji brakuje tylko kubełka z popcornem. Władza czuje się potrzebna. Lubi tę grę. Ma publiczność, przed którą dowodzi swojej skuteczności. Zna swoich konsumentów i wie, że taki konsumeryzm zaspokaja wspólne pragnienie bezpieczeństwa. Wolny świat produkuje seryjnych morderców, by być bardziej wolny. I choć z roku na rok seryjnych morderców nie ubywa, strach maleje. Nie FBI, nie CIA, ale popkultura unieszkodliwia i czyni niewidzialnym prawdziwego mordercę, my – wytwórcy. Wytwórcy PKB i masowej wyobraźni. Strachu i marzenia o bezpieczeństwie.

***

Fabuła, zdjęcia, świetni aktorzy. Michael C. Hall w roli tytułowej nie pozwala zasnąć. Serial dopracowany w każdym szczególe. A nas najbardziej interesuje tu pomysł: spojrzenie skierowane na mordercę proobywatelskiego, który by działać w imię dobra wspólnoty, sam musi się z niej wykluczyć. Outsider z pętlą społeczną na szyi, połączony z państwem pępowiną. Zarzucenie pracy po godzinach jest dla niego trudniejsze niż codzienne życie. Co przenosi się na odbiór widza, bardziej przejętego tym, że Dexter ma kochankę, niż tym, że zabija. Bohater funkcjonuje jako negatyw państwa, jego odbitka. Twórcom serialu udało się obnażyć sukces wychowawczy Harry’go, czyli w istocie quasi sukces państwa. Państwa, które resocjalizuje i zabija, w imię prawa, w imię konstytucji, w imię ojców założycieli.

/strong

/a/ol