KONKURS CHOPINOWSKI: werdykt

Tomasz Cyz

Avdeeva!!! Druga nagroda dla Geniušasa i Wundera, trzecia dla Trifonova! Zaskoczenie? W czwartek odbył się Koncert Laureatów w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej

Jeszcze 7 minut czytania

Środa, 20 października, godz. 23.55

NAGRODY GŁÓWNE

Pierwsza nagroda:
Yulianna Avdeeva (Rosja)

Druga nagroda:
Lukas Geniušas (Rosja/Litwa)
Ingolf Wunder (Austria)

Trzecia nagroda:
Daniil Trifonov (Rosja)

Czwarta nagroda:
Evgeni Bozhanov (Bułgaria)

Piąta nagroda:
François Dumont (Francja)

NAGRODY SPECJALNE:

Nagroda Towarzystwa im. Fryderyka Chopina za najlepsze wykonanie poloneza w II etapie:
Lukas Geniušas (Rosja/Litwa)

Nagroda Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków:
Daniil Trifonov (Rosja)

Nagroda Filharmonii Narodowej za najlepsze wykonanie koncertu:
Ingolf Wunder (Austria)

Nagroda Kristiana Zimermana za najlepsze wykonanie sonaty:
Yulianna Avdeeva (Rosja)

Nagroda Rektora Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie za najlepsze wykonanie Poloneza-Fantazji As-dur op. 61:
Ingolf Wunder (Austria)

No comments?

Wtorek, 19 października

Drugi dzień finałowych przesłuchań miał dwóch bohaterów. Jednym był zły los, który prześladował finalistów i… gasił światło. Drugim Ingolf Wunder – niekwestionowany od pięciu lat faworyt publiczności.

Pierwszy do fortepianu zasiadł Nicolay Khozyainov (Rosja). Zaczął młodzieńczo, świeżo, może trochę nieselektywnie, ale jego piano rzuciło na kolana. I nagle… Bum. Zgasła większość z reflektorów, muzycy nie przestali grać, ale to musiało odbić się na narracji. W środkowej części Khozyainov znów przeniósł nas „nad wodę wielką i czystą”. Może tylko ciut za szybko potraktował moje ukochane miejsce – opadające impresjonistyczne akordy wyprzedzające o lata Debussy’ego. I trzecia część: Chopin postawił przed pianistą cholernie trudne zadanie, bo kiedy chce się już uciekać ze sceny, on każe… tańczyć krakowiaka. Khozyainov zagrał go lekko, bez pośpiechu, wdzięcznie, zapisując się – mimo pomyłki niemal dokładnie w tym samym miejscu co Bozhanov – mocno w pamięci. Jeszcze o nim usłyszymy.

Po nim Yulianna Avdeeva (Rosja). Wszystko za głośno, zbyt szybko, jakby pianistka chciała zdążyć nim zgasną światła. Nie zdążyła… Też gdzieś pośrodku Allegro maestoso reflektory odmówiły posłuszeństwa. I do końca było już tylko nerwowo, prędko, za prędko.

Wreszcie Ingolf Wunder (Austria). Był jedynym do tej pory pianistą w finale, który muzykował z orkiestrą. Dialogował, wywoływał do odpowiedzi, stawiał pod ścianą. I to jego nieziemskie piano, które uciszało każdy fałsz. Przecież gra się tak, jak przeciwnik pozwala. No to grajcie! Teraz piano, teraz rubato, teraz accelerando. I płyniemy, płyniemy! Romance. Allegretto było nostalgiczne, słodkie i gorzkie na zmianę. Wreszcie finał – Rondo. Vivace. Teraz gracie tak, jak wam zatańczę. Jak nie wy, to za chwilę filharmonicy nowojorscy. Zagalopowałem się?

Poniedziałek, 18 października

Przed finalistami najgorsze. Tylko jeden utwór (kryjący w sobie miejsca dziwne, przekorne, pozornie łatwe), i nie jeden przeciwnik. Razem z pianistami, a w pierwszy finałowy wieczór często także obok nich (dęte!) – orkiestra. „Wielka, i ciężka, aż…”. Muzycy Filharmonii Narodowej grają tak, jakby podcięto im skrzydła. Da się to zmienić?

Ale dość o orkiestrze. Teraz – ich czworo. Kultyshev, Trifonov, Wakarecy i Bozhanov. Trzy razy Koncert fortepianowy e-moll op. 11, tylko raz – f-moll op. 21. I tylko raz uczucie dosytu.

Danill Trifonov (Rosja) przeszedł samego siebie. Najmłodszy w tej stawce, najbardziej skupiony, zamyślony, ale wewnętrznie rozwibrowany, potrafiący przekuć obojętność filharmoników własną żarliwością, ogniem. A to, jak zagrał środkową Romance. Larghetto, już zapisało się w historii Konkursu.

Dalej drugi Rosjanin Miroslav Kultyshev – pianista bardzo dobry, dojrzały, pewny, jakby już ukształtowany, ale w finale jakby bez blasku. Poprawny. Choć życzyłbym sobie takiej poprawności w każdym napisanym tekście…

Polak Paweł Wakarecy jako jedyny wybrał Koncert f-moll op. 21. I tym wprowadził element, który przyciągnął największą uwagę. Niestety, były momenty (drugi temat w Maestoso), nie było całości.

Wreszcie Bułgar Evgenij Bozhanov. Mówiono, że wielki faworyt, że już laureat, już witał się z gąską… Zawiódł? Nie, zagrał bardzo dobrze. Ale nie genialnie. Jakby nie był do końca sobą. Albo jeszcze nie potrafił oświetlić każdej nuty własnym blaskiem (także nut orkiestry). Albo jakby koncertu Chopina nie udało mu się umieścić w tym swoim teatrze. Nie da się?

Robi się coraz ciekawiej.

Sobota, 16 października

Oto finaliści:
Yulianna Avdeeva (Rosja)
Evgeni Bozhanov (Bułgaria)
François Dumont (Francja)
Lukas Geniušas (Rosja/Litwa)
Nikolay Khozyainov (Rosja)
Miroslav Kultyshev (Rosja)
Daniil Trifonov (Rosja)
Hélene Tysman (Francja)
Paweł Wakarecy (Polska)
Ingolf Wunder (Austria)

Piątek, 15 października

Krótko, bo czasu coraz mniej. Z piątkowych pianistów dla mnie zostaje trójka i pół. Świetny Nicolay Khozyainov (Rosja) – filigranowy, z wielką wrażliwością, żarliwością, opanowaniem warsztatu i nerwów. Yulianna Avdeeva (Rosja) – skąd w tej drobnej Rosjance tyle siły, taka moc? I jednocześnie to zrozumienie dla niuansów chopinowskich partytur. Połówkę stanowi Polak Marcin Koziak – bom patriota. Poza tym lubię, jak ktoś, kto wygląda jak student fizyki, na dodatek prymus, zamienia się w szalonego humanistę.

I wreszcie Ingolf Wunder (Austriak). Jak ktoś ma takie nazwisko, tytuły prasowe piszą się same. Wunderbar! Wunderschön! Może jury Konkursu sprzed pięciu lat popełniło błąd? Tyle że Wunder ma wciąż tylko 25 lat. Całe życie przed nim. A już gra tak, że każda nuta jest tak, gdzie być powinna. Co stanie się, jak będzie jeszcze dalej?

Są też pierwsze ofiary maratonu. Z gry w III etapie wycofał się Rosjanin Yury Shadrin.

I jeszcze cała scenka dialogowa powstała z komentarzy ekspertów TVP Kultura (śródtytuły pochodzą od słuchającej):

CHOPIN JEST JAK SEKS
Będziemy porównywać, bo to zawsze jest ciekawe. Każdy jest inny. I na pewno każde wykonanie jest inne. Wrażenia w trakcie grania mają swoją siłę i temperaturę. Potem, już w kontekście porównania, zaczynają się też troszkę weryfikować.
Zbliżmy się do estetyki chopinowskiej. On mówił: na szczycie jest prostota. To było mi bliskie.

SFORSOWANIE DŹWIĘKU
Błędem jest przede wszystkim napięcie niezbudowane. Są progresje w górę i trzeba je grać coraz głośniej. On zaczyna z takim wielkim napięciem! Najgorsze jest to, że nie koryguje fortepianu, który ma przecież w górze dłuższe struny i mu-si być ko-ry-go-wa-ny!
Dochodzą również zastrzeżenia natury brzmieniowej. Trzeba wiedzieć, do której nuty się dochodzi, a od której nuty się odchodzi. Stosunki między dźwiękami są bardzo ważne. A nie tylko to brutalne forte, zupełnie bez kontroli. Bo to jest przecież interpretacja, a nie siekanie po klawiaturze. A poza tym, gdyby więcej kontrastów dynamicznych robił… Ech, to była bardzo prymitywna gra. Etiuda cis-moll pokazała bardziej liryczną stronę jego duszy. Ona bardzo mnie ujęła.

TUTAJ NIKT NIE WYPADNIE Z GONDOLI
Dotykamy tu problemu braku doświadczenia i dojrzałości, która pozwala na głębokie spojrzenie. Dobre chęci to jedno, a realizacja drugie… Na czym polega interpretacja młodych ludzi? Przede wszystkim na zwalnianiu i przyspieszeniu. A to jest tylko jeden z elementów wyrazowych i trzeba wiedzieć, gdzie może mieć miejsce, a gdzie nie. Brakuje natomiast uwypuklenia nut ważnych, nut wysokich, nut kulminacji. Napięcia i odprężenia! To jest clue interpretacji – napięcie i odprężenie! Trzeba wiedzieć, do czego dąży jakaś ilość nut, do jakiego mianownika. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z pieśnią gondolierów! Z barkarolą, gdzie nie może być żadnych nerwowości, bo to się może źle skończyć.

SPÓR O „CANALE GRANDE”
Spodziewaliśmy się łagodnego falowania, a słuchamy tego spienionego, burzliwego Canale Grande w Wenecji. To wszystko zaczęło się burzyć i pienić… Efekt falowania? – nie w Canale Grande! – to tylko na morzu otwartym! To musi być kołyszący rytm, kołyszący. Ten duet miłosny nie odbywał się na kołyszącym rytmie, jaki powinna ta barkarola przekazywać. Może to nie jest po prostu moje tempo i troszkę naturalniej to sobie wyobrażam. Chciałabym przypomnieć wypowiedź Roberta Schumanna: to wszystko przypomina chód pijanego! Tak się waha, przyspiesza i potem hamuje. I to się nazywa interpretacja?!

WIELKOŚĆ PIANISTY
Bardzo się cieszę, że dopuszcza się starszych. Bo przecież nie można ograniczać do samych młodych. Suma tych doświadczeń, jakie on ma na pewno dała znać o sobie. Chęć wejścia w muzykę, chęć dzielenia się swoim odczuciem była duża i warto ją cenić. Pokazał wiele elementów tak ważnych dla Chopina: fantazję, fantazjowanie, improwizowanie. Coś, co Chopin przecież sam w dużym stopniu uprawiał. Jest w tym utworze ciągłość, wynikanie myśli, jednej z drugiej, coś co nazywamy formą i jest być może trudne do zdefiniowania. Ale najlepiej zawsze porównać do architektury, do jakiejś wspaniałej budowli, która ma po prostu fantastyczne proporcje i nawet jak nie znamy się na tych parametrach, to odbieramy jakieś dzieło, czy jakąś postać jako wspaniałe... Udało mu się te proporcje zachować. Czuje się jego możliwość kolorystyczną i do końca satysfakcjonował mnie właśnie.
Przede wszystkim on wie, która nuta ma napięcie, która jest ważna, do której nuty się dochodzi. On po prostu normalnie deklamuje frazę, to się rzadko zdarza. Przeważnie grają jak im tam wypadnie. Interpretacja polega tutaj na tym logicznym tworzeniu, kształtowaniu frazy, to jest rzadkość.

CODA
Byliśmy pod wpływem dużych emocji. Wyrażaliśmy to spontanicznie. Teraz emocje ochłonęły, zmniejszyła się temperatura i ocena, aaaleee… I ZNÓW NAM STAJE! CHOPIN PRAWDZIWY! Z tą jego gie-nial-no-ścią.

Czwartek, 14 października

Maratończycy znają ten moment. Gdzieś za połową trasy, kiedy traci się kontrolę nad ciałem, kiedy biegnie się już tylko wysiłkiem woli, odruchem Pawłowa. Coś takiego muszą czuć teraz uczestnicy Konkursu.

Jeśli II etap wydawał się bardzo trudny, III etap jest morderczy. Zaledwie kilka dni po 50-minutowym recitalu, po wieczornych nerwach i oczekiwaniu na werdykt, 60 minut grania! Już nie tylko mazurki czy polonezy, dochodzi jedna z sonat. Nie żadna księżycowa, tylko gęsta od znaczeń i nut sonata Chopina. Choćby Marsz żałobny. Jak 20-latek może chcieć przeżyć własną śmierć?

Z ósemki wykonawców dla mnie zostaje szóstka. Ciągle niezawodny Miroslav Kultyshev (Rosja), którego Sonata h-moll była zwieńczeniem gry dojrzałej, bez cienia zwątpienia. Inny Rosjanin Daniil Trifonov wydaje się grać z jakiejś innej przestrzeni, spoza świata. Dlatego najpiękniej brzmi w takich częściach jak Largo (Sonata h-moll). Do finału najpewniej przejdzie jeden z nich, tylko który?

Jak 18-letnia Leonora Armellini (Włochy) wytrzymuje tempo tego Konkursu, to wie tylko ona. Ale widać, że muzyka jest treścią jej życia, pokarmem pozwalającym iść dalej, zapominającym o zmęczeniu. Finał za 5 lat?

Wciąż olśniewająco gra Chinka Fei-Fei Dong. To nie tylko pianistka żarliwa, ale także niemal bezbłędna. Zagrała tak (Polonez-Fantazja As-dur op. 61), że kiedy zaraz po niej ten sam utwór grała Claire Huangci, i tak słyszałem Chinkę.

Paweł Wakarecy dojrzewa. W każdym etapie gra lepiej, ciekawiej, z nutką tajemnicy. On czy Koziak?

I wreszcie spełnienie pierwszego, morderczego także dla jury i publiczności pierwszego dnia III etapu (przesłuchania trwają ponad 5 godzin!). Evgenij Bozhanov (Bułgaria). Mówiono, że błaznuje, że nie gra Chopina, tylko siebie. Ale co to znaczy w sytuacji, w której słuchamy tego Charliego Chaplina fortepianu i unosimy się nad ziemią? I wszystko jest w tej grze. Każdy dźwięk, każda synkopa i pauza, biegnik i akord, tryl i pasaż. I myśl, i tematy, i nastrój, i głębia. I wirtuozeria. Może zazdrościmy, że światła wielkiego miasta są skierowane tylko na niego? Chcę go usłyszeć w finale także dlatego, żeby zobaczyć zdziwioną minę Antoniego Wita. Kto kogo okiełzna?

PS. Dostałem kolejną porcję złotych myśli ekspertów TVP Kultura. Jak oni śpiewają!

O Jaysonie Gillhamie:
„Pianista, któremu dobrze wychodzą nastroje optymistyczne”
„On bardzo ładnie zagrał, ale tak trochę miało się wrażenie, jakby był za jakąś szybą”

O Leonorze Armellini:
„Myślę, że to jest pianistka naturalna”
„Dla mnie ta dziewczyna jest już w niebie, ale czy udźwignie dramatyzm sonaty?”

O Daniile Trifonovie:
„Gra po prostu duszą”
„Nie ma u niego pustych miejsc”
„Jest w niebiańskiej sferze przeżywania”
„Kosmate brzmienie w połączeniu z pedałem”.

Werdykt jury po II etapie, 13 października

Grają dalej:
Leonora Armellini (Włochy)
Yulianna Avdeeva (Rosja)
Evgeni Bozhanov (Bułgaria)
Wai-Ching Rachel Cheung (Chiny)
Fei-Fei Dong (Chiny)
François Dumont (Francja)
Lukas Geniušas (Rosja/Litwa)
Jayson Gillham (Australia)
Claire Huangci (USA)
Nikolay Khozyainov (Rosja)
Marcin Koziak (Polska)
Miroslav Kultyshev (Rosja)
Yury Shadrin (Rosja)
Mei-Ting Sun (USA)
Daniil Trifonov (Rosja)
Hélène Tysman (Francja)
Andrew Tyson (USA)
Irene Veneziano (Włochy)
Paweł Wakarecy (Polska)
Ingolf Wunder (Austria)

Będzie mi brakowało Anny Fedorovej i Marka Brachy.

Środa, 13 października

Nie dla wszystkich ta „13” będzie szczęśliwa. Gdzieś przed północą jurorzy przyniosą kartkę z nazwiskami uczestników III etapu. Najtrudniej będą mieli ci, którzy są pierwsi na liście i zaczną grać od godz. 10.00. Ale Konkurs Chopinowski to nie przedszkole. To maraton dla orłów.

W środę rano grało takich dwóch (a mogło trzech): Polak Marek Bracha i Austriak Ingolf Wunder. Bracha pokazał wielką wrażliwość połączoną z dobrym opanowaniem warsztatu, grę niuansów i formy (Rondo c-moll op. 1) – dopełniające się. Pierwszy polski faworyt do finału? Wunder miał jedną poważną wpadkę: w Wielkim Polonezie Es-dur op. 22 raz trafił tak mocno  w inne niż zapisane przez Chopina klawisze, że aż się skrzywiliśmy. Gdyby nie to, jego recital byłby perfekcyjny. Grał lekko, od niechcenia, tak jak potrafią tylko najlepsi. Po I etapie chwaliłem Lukasa Geniušasa – niestety, w II grał tylko poprawnie.

I jeszcze popołudniowa sesja. Andrew Tyson grał elektryzująco, tylko gdzie się tak cholernie spieszył? Do III etapu? Przesłuchania kończyła Marianna Prjevalskaya.

W oczekiwaniu na ogłoszenie wyników, polecam podesłane komentarze ze studia TVP Kultura (zapisane dziś i w poniedziałek).

Pierwszy etap to jest technika: przejść, zaliczyć, drugi, żeby okazać bardziej personalne oblicze.
Ona dużo czytała, na czym polega mazurek.
Pojmowanie dosłowne może prowadzić na manowce.
Oprócz kaszlącej i niekaszlącej, jest jeszcze publiczność gwiżdżąca jak w Ameryce Południowej.
Oschłość? Proszę pana, to jest zawoalowana miękkość.
Wielki polonez, duży polonez.
Bella Davidovich trochę kręciła głową, ale nie wiemy do końca, w jakim kontekście.
Wszyscy bardzo dobrze grają na fortepianie.

Wszyscy bardzo dobrze, niektórzy jeszcze lepiej (to już ja). Za chwilę wyniki!

Wtorek, 12 października

Jeszcze nie umilkły echa porannego poniedziałkowego występu Bułgara Evgenija Bozhanova (tak skrajnych opinii nie ma tu nikt, ale Bułgar o posturze Glenna Goulda skrzyżowanego z niedźwiedziem gra swoje i idzie po swoje), a już kolejni wykonawcy.

To mógł być polski dzień. I trochę był. Najpierw Jacek Kortus na koniec pierwszej sesji przefiltrował muzykę Chopina przez własne wnętrze. Gra w wielkim skupieniu, nieco tajemniczo, jakby w zamknięciu. Ballada g-moll op. 23 jeszcze się nie mogła się przebić przez tą dziwną powłokę myśli; Mazurki op. 59 brzmiały melancholijnie, zawieszone, wyrwane z niebytu (pięknie!); Walc As-dur op. 34 nr 1 był stylowy, miękki. Kortus szuka własnego pianistycznego „ja” między młodzieńczym polotem (czym zachwycił 5 lat temu) a wytrawnością znawcy. Jest na razie w pół drogi. Czy to wystarczy na III etap?

Marcin Koziak rozpoczął od Fantazji f-moll op. 49 – poprawnie, może trochę nudno na początku, poza nastrojem; jakby tylko pilnował dźwięków. Potem łup łup bach bach, tylko czy to był Chopin? Na szczęście bardzo ładnie zagrał Mazurki op. 33 – wyciszone, bez nadmiaru, bez epatowania. I finałowy Polonez As-dur op. 53 – to było świetne zwieńczenie tego wieczoru, brillant, bez dystansu, maestoso.

A może powodem tego nie do końca najlepszego wrażenia z gry Polaków był rozpoczynający wczorajszy dzień Rosjanin Nikolay Khozyainov? Polonez fis-moll op. 44 brzmiał młodzieńczo, bez patosu. Preludium cis-moll op. 45 było lekkie, delikatne. Mazurki op. 50 melancholijne, bardziej rosyjskie niż polskie. Wreszcie Bolero C-dur op. 19 – Khozyainov jako jedyny wybrał w II etapie ten utwór – i przeniósł nas z polskiego chłodu pod słońce Hiszpanii. Chciałbym tam zostać.

Poniedziałek, 11 października

Drzewo musi pozostać drzewem. Relacja* wieczorna.

Ładnie muzykował. Młodzi ludzie. Co oni pokazują? Siebie? Czy to jest takie interesujące? Po co ta indywidulność niedojrzała? Młodzi ludzie często nie zdają sobie sprawy, że się obnażają. Szanse należy dawać młodym ludziom i bardzo dobrze, że jurorzy dają. Są różni artyści o różnej formacji psychicznej. On nie ma pięknego dźwięku.Taki fajny byłby rodzynek wśród Azjatek. To pianistka, która wzbudza reakcje. Troszkę dziwny był, trzeba powiedzieć. Za dużo chce pokazywać. Lepiej ją oglądać niż słuchać. To jest typowo męska gra. Chyba jest dojrzały.

Grali: Guillaume Masson (Francja), Jiayi Sun (Chiny), Yury Shadrin (Rosja) oraz Irene Veneziano (Włochy).

* frazy pochodzą z relacji komentatorów w studiu TVP Kultura.

Niedziela, 10 października

Niedzielny poranek i przedpołudnie zachwycił. Cztery kobiety, cztery odmienne jakości, cztery godziny zasłuchania.
Z jedną rozprawmy się szybko. Wielka trudność tego etapu polega na ogromie tej muzyki, nie wszyscy to wytrzymują. W grze 18-letniej Japonki Airi Katady momenty były, ale tylko momenty; pianistka nie wytrzymała całości i kończące recital Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur op. 22 były tylko mechaniczne, twarde, suche.

A teraz już tylko trio: Fedorova, Armellini, Dong.

Anna Fedorova (Ukraina) musi być w finale. Tak myślałem po I etapie, tak myślę i teraz. Fedorova gra swoje (Mazurek b-moll op. 24 nr 4), jest skoncentrowana, pewna, niemal bezbłędna („kto jest bez winy…”), a przy tym delikatna, zwiewna (Fantazja f-moll op. 49). Może w walcu (As-dur op. 34 nr 1) ciut zamazywała jego puls, ale już mazurkom (op. 24) nic nie brakowało. Były wyraziste, nastrojowe. Na koniec Ukrainka wspaniale poprowadziła Balladę As-dur op. 47, a po niej Poloneza fis-moll op. 44. Były w nich: groza, niepokój, przeczucie końca, które zostaje powstrzymywane dzięki muzyce, w muzyce.

O 18-letniej Leonorze Armellini (Włochy) pisałem po I etapie, że jest tylko „barbarzyńcą w ogrodzie”. Tym razem był to „ogród rozkoszy ziemskich”. Jakby Włoszka przez te kilka dni dojrzała do największych estrad świata. Świetnie ułożyła program (na własne życzenie dołożyła jeszcze Nokturn fis-moll op. 42 nr 8, który rozładował wszystkie napięcia). Mazurki op. 33 brzmiały subtelnie, nie inwazyjnie; zdobywały nas spokojem, miarowo, do celu. I jeszcze Walc Es-dur op. 18 – z impetem, skocznie, aż chciało się wstać z krzesła.

Wreszcie, także 18-letnia, Fei-Fei Dong (Chiny). W I etapie podobały mi się jej etiudy. Ale w II etapie całość zabrzmiała rewelacyjnie. Jak finał – Rondo Es-dur op. 16 – które zabrzmiało w Warszawie po raz pierwszy, jakby wzorcowo. Albo Mazurki op. 17. Przypomniało mi się, co o mazurkach pisał w „Dwutygodniku” prof. Michał Bristiger: „Mazurki Chopina, a jest ich ponad pięćdziesiąt, tworzą cały świat przeróżnych odcieni melodycznych, harmonicznych, uczuciowych. Już dawno opuściły świat tańca. Stały się jakby niedościgłą domeną możliwego romantycznego życia duchowego. I możliwego w osobliwy polski sposób. Kiedy gra je cudzoziemski muzyk, a jeszcze z innego kontynentu, rzecz staje się prawdziwie niewiarygodnym ewenementem”. Prawda, niewiarygodny ewenement, którego świadkiem była sala warszawskiej filharmonii wypełniona wreszcie po brzegi.

Po południu grali: Claire Huangci (USA), Da Sol Kim (Republika Korei), Ching-Yun Hu (Chińskie Tajnej) oraz Rina Sudo (Japonia). Nikt z tej czwórki nie sprowokował do zwierzeń. Co na to jury?

Sobota, 9 października

Już nie ma żartów. „Skończyło się dzieciństwo” – jak pisał Marcin Świetlicki. Pianiści mają do zagrania recital trwający dobre trzy kwadranse, większe cykle (mazurki), kilka różnych form (polonez, walc, mazurek właśnie, ballada albo scherzo albo fantazja). Dużo tego.

Przed południem zwłaszcza dwaj pianiści podtrzymali świetne wrażenie z I etapu. To Miroslav Kultyshev (Rosja) i Leonard Gilbert (Kanada). Kultyshev wyrasta na mojego cichego faworyta do zwycięstwa. Jego gra jest emocjonalna, nasycona, żarliwa, ale bez przesady. Rosjanin wie, co to forma, rozpoznaje jej elementy graniczne, węzłowe, ale nie zatrzymuje się tylko na nich; dba o szczegóły, przygląda się im badawczo, przysłuchuje. Gilbert emanuje spokojem (Mazurki op. 59, początek Ballady F-dur op. 38), ale kiedy trzeba (Scherzo h-moll op. 20) uderza w klawisze z siłą lwa, z drapieżnością kota, który nie roztkliwia się (kolędowa kołysanka w Scherzu), bo to nie przystoi. Jedynie w mazurkach (zróżnicowanych w rytmie i barwie) mógł się podobać Koreańczyk Hyung-Min Suh.

Gdyby nie Francuzka Hélène Tysman, o popołudniowej sesji trzeba by szybko zapomnieć. Daniil Trifonov (Rosja) próbował grać przeciwko nutom. Kotaro Nagano (Japonia) po mazurkach przejechał się walcem, barkarolą wytrącał z równowagi zamiast kołysać, poloneza zamienił w toyotę. Jayson Gillham (Australia) zaś walił w klawisze jakby był drwalem. Szkoda gadać.

Wreszcie ona. Skrzywdziłbym, gdybym napisał, że gra kobieco, choć to prawda. Ale tylko częściowa – bo co miałoby to znaczyć dla gender studies? Jest namiętna (Ballada f-moll op. 52), nie pozwala nutom uciekać spod palców, ale też nie przetrzymuje je w nieskończoność, tylko nakłada kolejne dźwięki, by uzyskać spodziewane alikwoty. Ale jest też drapieżna (Walc As-dur op. 42, a zwłaszcza Polonez As-dur op. 53 – choć może zbyt drapieżna, bo już agresywna…). A to, co pokazała w cyklu Preludiów op. 28, to zapowiedź nagród (zawieszone gdzieś pod niebem a-moll nr 2; jak z niebytu, jak z tamtej strony chmur, e-moll nr 4, bliskie szaleństwu h-moll nr 6). To moja druga cicha faworytka. Kto głośniej?

Werdykt po I etapie

Jury ogłosiło wyniki z blisko trzygodzinnym opóźnieniem. „Powodem opóźnienia nie była różnica zdań między członkami jury, ale przyczyny techniczne” - powiedział przewodniczący jury, prof. Andrzej Jasiński. Wśród 40. pianistów znalezło się czterech Polaków: Marek Bracha, Jacek Kortus, Marcin Koziak i Paweł Wakarecy. Oto pełna lista uczestników II etapu:

Leonora Armellini (Włochy)
Yulianna Avdeeva (Rosja)
Evgeni Bozhanov (Bułgaria)
Marek Bracha (Polska)
Wai-Ching Rachel Cheung (Chiny)
Fei-Fei Dong (Chiny)
François Dumont (Francja)
Anna Fedorova (Ukraina)
Lukas Geniušas (Rosja/Litwa)
Leonard Gilbert (Kanada)
Jayson Gillham (Australia)
Peng Cheng He (Chiny)
Ching-Yun Hu (Chiński Tajpej)
Claire Huangci (USA)
Junna Iwasaki (Japonia)
Airi Katada (Japonia)
Nikolay Khozyainov (Rosja)
Da Sol Kim (Korea)
Jacek Kortus (Polska)
Marcin Koziak (Polska)
Miroslav Kultyshev (Rosja)
Guillaume Masson (Francja)
Kotaro Nagano (Japonia)
Yuma Osaki (Japonia)
Marianna Prjevalskaya (Hiszpania)
Ilya Rashkovskiy (Rosja)
Yury Shadrin (Rosja)
Rina Sudo (Japonia)
Hyung-Min Suh (Korea)
Mei-Ting Sun (USA)
Jiayi Sun (Chiny)
Xin Tong (Chiny)
Daniil Trifonov (Rosja)
Hélène Tysman (Francja)
Andrew Tyson (USA)
Irene Veneziano (Włochy)
Paweł Wakarecy (Polska)
Yuri Watanabe (Japonia)
Ingolf Wunder (Austria)
Denis Zhdanov (Ukraina)

Czwartek, 7 października

Poranek upłynął przyjemnie, zwłaszcza gdy grali Ingolf Wunder (Austria), Lukas Geniušas (Rosja/Litwa) oraz Polak Marek Bracha.
Bracha (urodzony w 1986 roku w Warszawie, kształcił się w rodzinnym mieście oraz w Royal College of Music w Londynie, tam pod kierunkiem jednego z jurorów, Kevina Kennera) zaciekawił delikatnością, zmysłowością (Nokturn Des-dur op. 27 nr 2), intrygującym snuciem narracji (Ballada g-moll op. 23). Geniušas grał pięknym dźwiękiem, swobodnie i lekko; unosiliśmy się razem z nim. Wunder był odkryciem przed pięciu laty, ulubieńcem publiczności i krytyków, odrzuconym przez jury. Dziś jest dojrzałym, skupionym i myślącym pianistą, który nie waha się ryzykować, ale też wie, jak postawić kropkę nad i. Będzie finał?

Popołudnie stało pod znakiem nerwowego oczekiwania na wyniki, świetnego występu Natalii Sokolovskayej (Rosja) oraz dobrej gry Meng-Sheng Shena (Chińskie Tajpej) i Polaka Gracjana Szymczaka.
Sokolovskaya czarowała techniką, prawdą ekspresji, wyważeniem pomiędzy emocjonalnością muzyki Chopina (Nokturn H-dur op. 9 nr 3) a jej wymaganiami warsztatowymi (świetnie zagrane zwłaszcza etiudy). Shen grał dojrzale, bez szarży, w skupieniu, które pozwalało na oddech i nie usypiało. Szymczak (urodzony w 1986 roku we Wrocławiu, gdzie studiował fortepian i wiolonczelę, a obecnie także dyrygenturę) cieszył się każdym dźwiękiem, myślał nad każdym dźwiękiem (szczególnie w piano, szczególnie w Nokturnie H-dur op. 62 nr 1), nie odpuszczał żadnemu dźwiękowi (Scherzo b-moll op. 31). Co powiedzą jurorzy?

Od soboty II etap Konkursu. W programie mazurki, walce, polonezy, a także nie wykonywane podczas I etapu formy narracyjne (ballada, scherzo, Barkarola Fis-dur, Fantazja f-moll).

Środa, 6 października

Przedpołudniem tylko przez przed komputerem (Konkurs transmitowany w kilku różnych miejscach: www.nina.gov.pl; www.nifc.pl; www.chopin2010.pl, a także na stronach TVP Kultura i Polskiego Radia).

Popołudniowa sesja nie powaliła na kolana. Polacy – Jacek Kortus (22-letni poznaniak, wyróżniony pięć lat temu) oraz Marcin Koziak (21 lat, krakowianin) – tylko poprawni, choć zwłaszcza większe formy narracyjne (Scherzo h-moll op. 20 w wykonaniu Kortusa, Scherzo b-moll op. 31 Koziaka) zaostrzyły apetyty. Drugi etap?

Zwracam uwagę na Vladimira Matusevicha (Rosja), inni na Mei-Ting Suna (Chiny) oraz Sung-Jae Kima (Korea).

W czwartek ostatnie przesłuchania pierwszego etapu. Ok. 21.30 wyniki!

Wtorek, 5 października

To było bardzo udany poranek, i południe. Kolejnych ośmioro pianistów, w tym dwójka Polaków. Zacznę od nich.

Fares Marek Basmadji (reprezentujący w połowie Polskę, w połowie Syrię, studia w Gdańsku i Dublinie) nie wyszedł poza poprawność, jedynie w Barkaroli Fis-dur op. 60 wykazał dużo zrozumienia dla formy.
Gdyby Joanna Różewska (urodzona w 1988 roku w Siedlcach, studiuje na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie Elżbiety Tarnawskiej) grała tego dnia sama, byłoby bardzo dobrze. W Nokturnie Es-dur op. 55 nr 2 pokazała intrygujący kobiecy pazur. Etiudy (F-dur op. 10 nr 8, e-moll op. 25 nr 5) brzmiały poprawnie, ciut od niechcenia, ale to mogło się podobać. Wreszcie w Balladzie g-moll op. 23 skutecznie podtrzymała uwagę słuchacza, prowadząc konsekwentnie własną opowieść. Ale…

Zaraz po niej wystąpiła Japonka Yuma Osaki. I zmiotła poprzednie wrażenie z powierzchni sceny. Szczególnie, że na pierwszy ogień wzięła… tę samą balladę. Wszystko brzmiał o niebo dojrzalej, pewniej, to, co u Polki było jedynie zapowiedzią czegoś pięknego, u Japonki się spełniało. Jedynie w ostatniej etiudzie (cis-moll op. 10 nr 4) trochę się pogubiła. Ale druga runda pewna.

Warto zapamiętać jeszcze dwa nazwiska: Evgenija Bozhanova z Bułgarii oraz Chinki Wai-Ching Rachel Cheung. Bozhanov zachowuje się przy fortepianie jak aktor, tancerz, mim, ale tak nasyconego światłem nocy piana (Nokturn H-dur op. 62 nr 1), pozytywkowego brzmienia jak z dzieciństwa (Etiuda Es-dur op. 10 nr 11) albo wybrzmienia większości niuansów (czytaj: nut pobocznych, Ballada A-dur op. 49) jeszcze na tym Konkursie nie słyszałem.

Poniedziałek, 4 października

Jest lepiej, dużo lepiej. (Już niedzielne popołudnie pokazało, że pianiści grają dużo pewniej. Słuchałem tylko pierwszych dwoje – Mariko Nogami z Japonii oraz Daniila Trifonova z Rosji – ale ich gra nie pozostawiała złudzeń co do tego, że jury nie będzie miało łatwego zadania, a publiczność otrzyma swoją porcję wzruszeń i emocji.)

Z przedpołudniowej poniedziałkowej grupy wybieram przede wszystkim pierwszą trójkę: Annę Fedorovą (Ukraina), Hélène Tysman (Francja) i Shih-Wei Huang (Chińskie Tajpej).

Fedorova najpierw wybiła mnie z rytmu, zdezorientowała. Była chaotyczna, ale już za chwilę okazało się, że w tym szaleństwie jest metoda. Że Ukrainka, stawiając na agresję w kontakcie z fortepianem, na walkę, na ekspresję, nie zapomina o narracji, o melodiach – choćby w Balladzie f-moll (podobną metodę zastosowała Włoszka Leonora Armellini, ale w tym przypadku mamy na razie do czynienia tylko z „barbarzyńcą w ogrodzie”). Tysman gra dojrzale, pewnie, nie bojąc się odsłonić wrażliwości (namiętnie wykonany Nokturn H-dur op. 9 nr 3). Huang, zwłaszcza w Balladzie g-moll, pokazała paletę możliwości – od wyczucia niuansów rytmicznych (rubato), przez wrażliwość na piękno melodii, po wyczucie całej formy.
Mógłbym też posłuchać dalej Chinki Fei-Fei Dong oraz Japonki Airi Katady – słuchając etiud w ich wykonaniu jestem ciekaw, jak zagrałyby mazurki.

W grupie popołudniowej wystąpił pierwszy z Polaków – Paweł Wakarecy (i tylko o nim będzie tu mowa). 23-latek, urodzony w Toruniu, studiujący u jurorki tegorocznego Konkursu, nauczycielki poprzedniego laureata, Rafała Blechacza – prof. Katarzyny Popowej-Zydroń, finalista Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina w Darmstadt (2009)... Niestety. Albo zjadła go trema (wraz ze swoim bratem strachem), albo chciał tak bardzo, że przedobrzył. Jeszcze Nokturn Es-dur op. 55 nr 2 był zapowiedzią czegoś bardzo ważnego. Delikatny, przytłumiony, zamyślony. Po nim zagrzmiało Scherzo b-moll (op. 31). Jak grom z ciemnego nieba. Etiudy (F-dur nr 8 i a-moll nr 2 z op. 10) także nie zmieniły wrażenia, że to nie był najlepbr /s/ppzy wieczór torunianina. Że musiał czuć się jak polscy siatkarze grający z Brazylią. Uderzają mocno, bardzo mocno, jak tylko się da, raz, drugi, trzeci, a piłka i tak wraca na ich połowę. Ale może uda się przejść do drugiej rundy?

Niedziela, 3 października

Rozpoczął 22-letni Peng Cheng He (Chiny) – najmłodszy uczestnik poprzedniego Konkursu sprzed 5 lat. W pierwszym dniu brak Polaków. W programie wybrane nokturny, etiudy, zaś z większych form do wyboru ballady, scherza, Barkarola Fis-dur lub Fantazja f-moll.

Pierwsze przesłuchania można określić przede wszystkim jako nerwowe. W grze czuć onieśmielenie, spięcie, jakąś mechaniczność, skupienie głównie na tym, by nie zgubić żadnej nuty, ze szkodą dla tzw. „wrażenia artystycznego”.

Z ósemki występujących przed południem zapisuję na razie trzy nazwiska: Rosjanina Miroslava Kultysheva, Hiszpanki Marianny Prjevalskayej i Kanadyjczyka Leonarda Gilberta (w tej kolejności). Kultyshev błysnął dojrzałością i subtelnością zwłaszcza w Balladzie f-moll; Prjevalskaya – pewnością i siłą; Gilbert – poczuciem narracyjności (ta sama ballada), zrozumieniem dla gatunku. Jak mówi w wywiadzie Nelson Freire: „Trzeba umiejętnie odmierzać przerwy między nutami”. Właśnie… Głośnym, niestety, bohaterem, jest publiczność, która na razie głosuje kaszlem. Mam propozycję: kaszlmy w przerwach pomiędzy uczestnikami, nie między utworami. Pomożecie?


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.