Zimerman w Warszawie

Zimerman w Warszawie

Tomasz Cyz

To, co robił przy fortepianie Krystian Zimerman, było znakiem geniuszu graniczącego z szaleństwem. Był solistą wirtuozem, był drugim dyrygentem, był pierwszym dyrygentem, był kompozytorem

Jeszcze 1 minuta czytania

„Koncert jest jak akt miłosny” – powiedział Krystian Zimerman podczas specjalnej konferencji prasowej zwołanej na dwa dni przed koncertem (22 września) w ramach festiwalu Warszawska Jesień. Siedzący obok – prowadząca spotkanie Ewa Bogusz-Moore z Instytutu Adama Mickiewicza oraz Jacek Kaspszyk, od września dyrektor artystyczny Filharmonii Narodowej – nawet jeśli myślą tak samo, spojrzeli tylko wymownie. „Jeśli gra się to tak...”, jak mawia Hamm w „Końcówce” Becketta.

Gra wstępna. Atmosfera gęstniała z dnia na dzień. Wtajemniczeni wiedzieli, że Zimerman w pierwszych dniach września nagrywał z Berlińczykami i Simonem Rattle'em „Koncert fortepianowy” Witolda Lutosławskiego dla Deutsche Grammophone. Że przyjechał do Polski w połowie września. Że nie mógł czynnie uczestniczyć w próbach z orkiestrą FN z powodu nagłej kontuzji środkowego lewego palca, skutku nieszczęśliwego drobnego wypadku. Że podczas konferencji chce mówić o nierozliczonych przez organizatora projektu „Bacewicz” z 2009 roku finansach (padła nawet kwota: 642 tysiące). Że z rąk Prezydenta Rzeczpospolitej ma dostać – pierwsze w swojej karierze, jak się wyraził podczas uroczystości w Belwederze dzień przed koncertem – odnaczenie państwowe (Order Odrodzenia Polski). Że być może do koncertu, z powodu kontuzji, nie dojdzie, ale jest już zastępczy termin. Że podczas sobotniej próby zapowiedział, iż będzie na niej grał tylko prawą ręką, by oszczędzać lewą (być może kontuzja wymuszała zmianę palcowania), ale muzycy zagrali tak dobrze, że nie wypadało markować. Że...

Witold Lutosławski „Koncert fortepianowy”,
Krystian Zimerman (fort.), Jacek Kaspszyk (dyr.),

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej,
22 września 2013
Jest. Wchodzi na estradę z Jackiem Kaspszykiem, wita się z pierwszą skrzypaczką FN, siada, rozkłada nuty, kilkakrotnie patrzy w oczy słuchaczom, poprawia wysokość krzesła, zaczesuje dłonią siwą czuprynę, wreszcie kilka wymownych chwil skupienia. Pierwsze dźwięki. Zmarły dokładnie przed rokiem Andrzej Chłopecki pisał w „PostSłowiu” o „Koncercie fortepianowym”: „Na pewno wielką podnietą twórczą było pojawienie się pianisty tak niezwykłego, jak Krystian Zimerman, z myślą o którym utwór powstawał. Kompozytor uznał, że [...] językiem, który stworzył, jest w stanie posługiwać się w sposób całkowicie nieskrępowany, swobodny i bez jakichkolwiek ograniczeń. [...] «Koncert fortepianowy» można uznać za przykład modernizmu dumnego i tolerancyjnego zarazem, z jednej strony mówiącego nam, że nie ma powrotu do tradycyjnej formy koncertu fortepianowego, z drugiej składającego tej tradycji hołd”. Attaca. To nie było tylko wielkie wykonanie, to było wykonanie kongenialne, które porwana do braw na stojąco publiczność zapamięta na całe życie. To, co robił przy fortepianie Krystian Zimerman, było znakiem geniuszu graniczącego z szaleństwem, które są w stanie okiełznać tylko nieliczni. Grał zapamiętale, emocjonalnie, logicznie, perfekcyjnie, pełną paletą barw, tonów, dynamik, temp, podnosząc się z krzesła, tupiąc do rytmu, skacząc, podrywając orkiestrę do jeszcze większego zaangażowania, na wyższe piętro wtajemniczenia. Był solistą wirtuozem, był drugim dyrygentem, był pierwszym dyrygentem, był kompozytorem (co niejako wymusza aleatoryczność niektórych partii, choć tu jakby ukryta, stonowana, wycofana). Był i jest.

Co po? Orkiestra Filharmonii Narodowej zagrała następnie „III Symfonię” Lutosławskiego tak, że wszyscy przecieraliśmy oczy i uszy ze zdumienia, bo okazało się, że można i pierwszą połowę (koncert), i drugą (symfonia) zagrać tak samo wspaniale. Krystian Zimerman spotkał się po koncercie ze słuchaczami (zabrakło tylko nielicznych), jakby chciał przeprosić za nerwowe zachowanie na konferencji prasowej. Powiedział, że grywa anonimowo koncerty w małych kościółkach w Alzacji. Gdzie? Kiedy?

PS „... grajmy to tak i nie mówmy już o tym (Beckett).


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.