Nóż w wodzie.
Kino niepokoju moralnego

Tomasz Cyz

Roman Polański wpłacił 3 miliony euro kaucji i w piątek 4 grudnia 2009 roku opuścił szwajcarski areszt. Wyszedł na wolność... Na jak długo?

Jeszcze 1 minuta czytania

Ta historia od końca września elektryzuje, a od ponad trzydziestu lat domaga się epilogu. Ta historia wygląda jak pisana ręką starogreckich tragików, zanurzonych w krwi Szekspira i absurdzie Becketta.

Roman Polański na planie „Tess”, 1979
fot. EAST NEWS/EVERETT
Pewne jest jedno:
Roman Polański nie jest bez winy. Amerykański wymiar
sprawiedliwości – tak wtedy, jak dziś – także nie jest bez skazy. Podobnie szwajcarskie służby, które właśnie teraz powiadomiły amerykańską stronę, że poszukiwany (wanted) od kilkudziesięciu lat Polański będzie właśnie gościł w Zurychu na festiwalu filmowym.

Co więc się stało? Czy najnowszy, nieukończony jeszcze przez Polańskiego film (polityczny thriller „Ghost”) jest aż tak komuś niewygodny? Czy Szwajcaria przehandlowała Polaka za coś cenniejszego niż cnota? I czy Polański nie pozostaje tak samo nierozliczony z przeszłością jak wówczas, gdy go oklaskiwano chociażby po „Pianiście”? Aż do czasu.

Po zatrzymaniu reżysera Polaków ogarnęła zbiorowa histeria. Sam padłem jej łupem, podpisując list protestacyjny, wystosowany zaraz po aresztowaniu w Szwajcarii. Choć wiem, że nic nie usprawiedliwia tego, co się stało w wilii Jacka Nicholsona w 1977 roku. Nawet niewyobrażalny los, jakiego doświadczył Polański. Nawet wielkie dzieła przez niego stworzone (no titles, no comments). Nawet. Sztuka (twórczość) jest zawsze trzymaniem noża w wodzie niebezpiecznie blisko ciała. Także własnego.

Z histerii wytrącił mnie najmocniej głos Krzysztofa Zanussiego o
„trzynastoletniej prostytutce”. Głos podobny do tego, którego kiedyś udzielił Andrzej Lepper mówiąc, że nie można zgwałcić prostytutki. Można. Z sercem na dłoni.

Przeczytałem właśnie, że tym, co doskwierało Polańskiemu najmocniej w
szwajcarskim areszcie, była sytuacja jego rodziny, zwłaszcza dzieci. To one,
zawsze, cierpią najbardziej. Bez względu na to, jak są dojrzałe,
czy mają siedem czy trzynaście lat, jak bardzo wydaje nam się, że rozumieją
cały świat. Są wciąż – zawsze – jeszcze nie-dość-świadome, bezwiedne,
nie-winne. I taka była wówczas Samantha Gailey, takie są dziś szesnastoletnia Morgane i dziewięcioletni Elvin.

Z dziwnego filmu „Polański: ścigany i pożądany” Mariny Zenovich zapamiętałem szczególnie jedną scenę. Polański siedzi w restauracji z dziennikarzem, trwa wywiad. I nagle reżyser, ze słodko-gorzkim uśmiechem na ustach odpowiada, że „tak, pociągają go bardzo młode dziewczyny, a ciebie nie?”. To pytanie pozostało wtedy bez odpowiedzi. Pozostaje takie w wielu sytuacjach także dziś. Wszędzie. Nie powinno.

Choć oczywiście możemy bezkarnie czytać (i oglądać) „Lolitę”, czytać (słuchać i oglądać) „Śmierć w Wenecji”. Możemy? Oglądamy?


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.