Cage a chasydzi
John Cage / fot. Rhoda Nathans, John Cage Trust

Cage a chasydzi

Piotr Kobielski-Grauman

W Lublinie zainaugurowano Rok Johna Cage’a – w stulecie urodzin kompozytora uruchomiono  dron składający się z dźwięków c, a, g, e; sygnał emitowany będzie nieprzerwanie w fonosferę miasta aż do ostatnich grudniowych sekund

Jeszcze 1 minuta czytania

Późną nocą, kiedy już cichną odgłosy miasta, z balkonu kamienicy nr 39 na Krakowskim Przedmieściu, głównym trakcie lubelskim, dobiegają nietypowe dla tej pory brzmienia – powtarzające się, zapętlone elektronicznie pasma potoku płynących w nieskończoność zaledwie czterech dźwięków…

Jan Bernad, dyrektor artystyczno-programowy Ośrodka Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” (którego siedziba mieści się właśnie w owej kamienicy) wyjaśnia, że pasmo brzmień to tzw. dron –  składający się z dźwięków c, a, g, e – symboliczny muzyczny odpowiednik nazwiska „Cage”. Tak właśnie, uruchomieniem owego dronu w pierwszych sekundach 2012 roku, zainaugurowano w Lublinie Rok Johna Cage’a – w stulecie urodzin kompozytora, a sygnał emitowany będzie nieprzerwanie w fonosferę miasta aż do ostatnich grudniowych sekund. I nawet jeśli nie jest za dnia słyszalny pośród zgiełku, to ma za zadanie symbolicznie – i być może fono-telepatycznie – wpływać zarówno na naszą świadomość, jak i podświadomość.

Lublin zawsze słynął z rozmaitych dziwactw. Począwszy od tego, że ponad cztery wieki temu tak zwane żydowskie miasto rozrosło się akurat nieopodal Zamku, a dwie okazałe synagogi dzieliło odeń zaledwie sto kilkadziesiąt metrów. Skończywszy (na razie) na tym, że przez ostatnich kilka lat miasto nad wątłą Bystrzycą rywalizowało w wyścigu do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, tak jakby nie wiedziało, że europejska zona zaczyna sie dopiero po prawej stronie Wisły. Europejczykom natomiast Lublin kojarzy się głównie z Singerowskim „Sztukmistrzem z Lublina”, Żydom zaś z miastem Widzącego Icchaka Horowica, słynnego cadyka chasydzkiego, przed którym przyszłość nie miała tajemnic.

Żydowskie miasto zniknęło z powierzchni Lublina równo 70 lat temu, kiedy to hitlerowcy ostatecznie zlikwidowali getto. Ale jeszcze moja babcia, mieszkająca po aryjskiej stronie ulicy, przez którą przebiegała granica z żydowską zoną, pamiętała i opowiadała, że bywając u znajomych w odleglejszych rejonach miasta przyłapywała się na tym, że słyszy zza okien coś innego niż zza swoich. Bo też na co dzień towarzyszyła jej inna i osobliwa aura… foniczna. Docierała do jej świadomości jako zwykły szum, bo zgiełk jej dzielnicy był szokujący tylko dla tych, którzy tam stale nie mieszkali.
A był jakby zaśpiewem z innego świata. Z jednej strony świata wiecznego gescheftu (interesu), który żył, szwargotał i kwitnął dosłownie wszędzie, a z drugiej – sfery, w której zgodnie wierzono, że „prawdziwe życie jest gdzie indziej”, w przyszłym świecie (olam haba)… Normalnie, zwyczajowo – o tym na ogół się nie myśli. Wrzaski dzieciaków i przekupniów, a w tle ekstatyczne śpiewy chasydów, dobiegające z kilkudziesięciu bożnic musiały jednak działać i na podświadomość rdzennych mieszkańców, także swą monotonną powtarzalnością. Były niejako – według nomenklatury Cage’a – ówczesnym dronem.

John Cage, jak wiadomo – skłaniał się ku buddyzmowi zen. Jego adepci wierzą, że miejsce ich medytacji staje się centrum wszechświata, bo medytacją właśnie takowe ustanawiają. „Medytacją” może być właściwie wszystko: tworzona muzyka, obraz, tekst, a także – dostatecznie uważne –  codzienne życie, bo wówczas staje się ono już czymś innym niż automatyczna egzystencja. Cage taką nieautomatyczną egzystencje próbował praktykować, między innymi właśnie po to, by słyszeć to, czego automatycznie się nie słyszy. To stąd wyrasta zapewne słynna kompozycja „4 minuty 33 sekundy”. Jej zapis partyturowy to notacja samej pauzy – wykonawca nie wypełnia jej żadnym dźwiękiem dodanym do pozornej ciszy (pustki) – ale to właśnie w tej pozornej pustce ujawnia się dopiero, ile naprawdę w niej słychać („Tutaj Pustka jest Pełnią, a Pełnia jest Pustką” – głosi buddyjska Pradżnia-paramita Sutra…).

Ośrodek „Rozdroża” w swej „konceptualnej medytacji” – bo tak wypada nazwać na pozór dziwaczny pomysł pod wezwaniem Cage'a – próbuje ustanowić muzyczne centrum akurat w Lublinie.



PIOTR KOBIELSKI-GRAUMAN, ur. 1953, całkiem przypadkowo w Lublinie, gdzie też aktualnie mieszka. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, autor kilku książek, m.in. „Przez ogień”, „Niewykonabuł”, „Sambation”.